Wróg Republiki cz.12 - Star Wars

Katrina spojrzała na Adama pytająco, kiedy cała flota ruszyła do przodu w szyku bojowym. Mieli znaczącą przewagę i niszcząc wycofującego się Venatora na pewno osłabili morale wroga, ale frontalny atak i tak był ryzykowny.

- Nie użyjemy głównego działa Behemota Admirale?

- Jeszcze nie – odpowiedział Adam wysyłając dodatkowe komendy poprzez klawiaturę.

- Pocisk EMP jaki ostatnio użyliśmy był bardzo skuteczny, czemu więc nie użyć go raz jeszcze?

- Ponieważ jest parszywie drogi – odpowiedział Adam spoglądając na nacierające na siebie eskadry myśliwców. – Jest to wspaniała broń, ale unieruchamia statki wroga na mniej niż dwadzieścia minut, a są pewne punkty które muszą być pewne, żeby skutecznie tej broni użyć.

- Jakie? – Katrina słuchała słów swego dowódcy uważnie.

- Odległość wrogów od siebie, nasza odległość od wroga, pozycja naszych jednostek sojuszniczych i cel bitwy – Adam podał jednemu z operatorów niewielki holopad z dodatkowymi rozkazami. – Nawet w najlepszym przypadku, unieruchomilibyśmy teraz może dwa Venatory i kilka lekkich statków co najwyżej, byłby to silny cios, ale reszta floty by ich osłoniła aż do momentu kiedy odzyskaliby moc. Jesteśmy też trochę za daleko i ostatecznie, naszym celem jest zadanie jak największych strat republice w tej bitwie. Tym razem zniszczenie, nie zdobycie sprzętu, jest naszym priorytetem. Mam zaledwie jeden pocisk EMP i mam zamiar go dobrze wykorzystać.

Zielone smugi pocisków rozświetliły kosmos, kiedy flota republiki weszła w zasięg Teriańskich dział. Flota królestwa, układająca się w rozwartą paszczę, zbliżała się do floty Republiki, zasypując ją ostrzałem ze wszystkich kierunków. Jeden z operatorów zakrzyknął.

- Admirale. Wykryliśmy silny sygnał nadany z wrogiej floty.

- Proszą o posiłki. Dobrze – Adam uśmiechnął się. – Przekazać wszystkim okrętom. Ostrzał ma okaleczyć statki wroga, upewnijcie się, że nawet jeśli ich posiłki przybędą, żaden z okrętów wroga nie zdoła uciec.

- Rozkaz przekazany Admirale.

- Wyśmienicie – Adam spoglądał zadowolony na rozpaczliwie broniącą się flotę Republiki. – Teraz to zaledwie prosta formalność. Mam nadzieję, że generałowi Yavocowi idzie równie dobrze na powierzchni.

***

Carven uderzył pięścią w wyświetlacz pola bitwy. Jego siły były uziemione. Wrogowie używali Republikańskiego uzbrojenia, w tym ciężkiej artylerii, która teraz wycinała głębokie rany w jego flocie. Dwa Acclamatory które wylądowały, osłaniały swym polem siłowym i pancerzem przed wrogą lekką artylerią, ale te które nadal były w powietrzu, nie miały tyle szczęścia. Venator z uszkodzonym mostkiem, został mocno uszkodzony, a jeden z Acclamatorów został zmuszony do szybkiego lądowania po stracie jednego z mniejszych silników. Pozostałe dwa odpowiadały teraz zmasowanym ogniem, niszcząc ostatnie ze turbo laserów. Na ziemi nie było jednak wiele lepiej. Klony nadal się przegrupowywały, a jednostki wroga zaczęły wychodzić z licznych tuneli. Przemalowane na czarno AT-TE Terian, prowadziły aktualnie natarcie z północy, na plecy lądujących sił.

Komandor Fantom wysłuchał nadchodzącego komunikatu i odezwał się spokojnym głosem.

- Nasze siły są gotowe, jakie rozkazy generale?

- Im dłużej tu jesteśmy, tym większe ponosimy straty. Kontakt z siłami na orbicie jest zakłócany przez pole siłowe, jedyne co wiemy, to że zostali zaatakowani. Musimy jak najszybciej ewakuować się z Tyrantu – oznajmił Jedi odzyskując zimną krew.

- Problemem jest to pole siłowe – odpowiedział Fantom zerkając na pomarańczową kopułę.

- 921 i 345 Legion uderzą razem na Helsreach z ziemi, reszta sił która wylądowała ma upewnić się że będziemy mogli się ewakuować. Siły które nadal mogą desantować się z powietrza, niech również skupią się na ataku na miasto – tu jedi umilkł na chwilę. – Daje też pozwolenie na użycie wszelkiego uzbrojenia. Na razie straty cywilne są akceptowalne, przynajmniej do momentu kiedy zniszczymy generator osłon.

- Zrozumiano generale – Komandor uniósł komunikator i zaczął wysyłać rozkazy.

Carven w tym czasie spuścił głowę i wyszeptał ciche przeprosiny, do tych którzy zginą w tej bitwie. Nie mógł jednak pozwolić sobie na zbyt długi odpoczynek. Włączył swój miecz świetlny i ruszył ze swoimi siłami.

Zreorganizowany szturm miał znacznie lepsze tęp niż pierwszy. Tym razem wróg ich nie zaskoczył nawałnicą ognia i pierwszy szok po spotkaniu latających egzoszkieletów i dronek minął. Natarcie trzech legionów i ich broni pancernej wystarczyło by zmusić Terian do powrotu za mury. Do tego, pozwolenie na użycie wszelkiego uzbrojenia zapewniło nacierającym siłą wsparcie ogniowe. Zarówno na szybko rozstawiona artyleria, jak i wiszące na niebie statki, kruszyły bezlitosnymi seriami umocnienia wroga.

Helsreach płonęło.

Obrońcy byli na skraju załamania. Profesjonalność klonów górowała nad doświadczeniem milicji i gwardii, a nieliczne siły Marines z trudem utrzymywały linię obrony przed pęknięciem.

Wydawać by się mogło, że Terianie próbowali połknąć więcej niż byli w stanie.

Carven przeciął na pół jeden z Egzoszkieletów i używając mocy, wskoczył na otaczający miasto mur. Odcinek na którym wylądował był właściwie martwy, zaledwie garstka obrońców pozostała. Wokół leżały martwe ciała. Mężczyzn, kobiet, młodzieży. Wszystkie w mundurach, ale nadal, ludzi. Ich krew tworzyła liczne kałuże, w jednej z nich właśnie stał. Szok o ból wypełnił umysł jedi. Cierpienie i ból tysięcy istnień uderzyło jego świadomość.

Sam doprowadził do tej rzezi.

- Republikański pies! – Odezwał się mechaniczny głos.

Biegł na niego dwumetrowy, stalowy olbrzym. Był to żołnierz w bardzo ciężkim pancerzu, w dłoniach trzymał potężny pistolet oraz nóż, który dla zwykłego człowieka byłby małym mieczem.

Astres, super-żołnierz królestwa Terian wycelował w niego z broni. Ten miał całkowicie zielony pancerz z białą głową smoka na jednym z potężnych naramienników.

- Śmierć Republice! – zakrzyknął.

Carven uniósł miecz, mając zamiar odbić nadlatujący pocisk.

Z lufy wyleciał jednak nie błyszczący pocisk, a niewielki cylinder. Broń jaką trzymał Astres nie była blasterem, to był granatnik. Carven jednak zareagował na to za późno. Niewielki cylinder, napędzany miniaturowym silniczkiem uderzył w jego miecz świetlny i eksplodował.

Odłamki i fala uderzeniowa wystarczyły by wybić jedi miecz z dłoni i powalić go na ziemię, z licznymi ranami na piersi. Astres zaśmiał się krótko.

- Głupi jedi. Twój miecz może odbijać blastery, ale nie eksplozje – wojownik uniósł ponownie broń. – Rozpaczaj nad swą głupotą w ostatnim momencie życia.

- GENERALE! – Odezwało się nagle z góry.

To Fantom i drużyna klonów, używając jetpacków wylądowała na szczycie muru. Bez zbędnych grzeczności otworzyli oni ogień na opancerzonego żołnierza. Salwy pocisków uderzyły o zielony pancerz, lecz wojownik nie padał. Przyjmował każdy z pocisków i widocznie nie przejmując się ostrzałem odpowiedział ogniem. Na oczach Carvena klon po klonie, był rozrywany przez pociski z granatnika. Jedi nie mógł pozwolić by jego żołnierze zginęli taką śmiercią.

Używając mocy przyciągnął do siebie swój miecz świetlny, a następnie, rzucił w nim, celując w przeklętą broń wroga. Ostrze miecza odcięło lufę granatnikowi, sprawiając że Astres nie mógł kontynuować ostrzału. Kilka dodatkowych pocisków i Astres upadł na kolana, dysząc.

Carven uniósł dłoń, zatrzymując kolejne wystrzały.

- Poddaj się – oznajmił jedi, wstając z trudem.

- Poddać się? – Wojownik zachichotał. – Dlaczego miałbym poddać się trupowi? Jesteście w pułapce. Nikt z was stąd nie ucieknie.

W tym właśnie momencie pole siłowe zamigotało i opadło, wraz z odgłosem odległej eksplozji. Wychodzi na to, że któraś z grup klonów zdołała zniszczyć generator. Jedi uśmiechnął się i spojrzał na swoją armię.

Trzy stojące Acclamatory nadal się broniły. Pozostałe dwa, utrzymywały się w powietrzu, a wiszący nad nimi Venator, mimo ciężkich uszkodzeń, nie miał widocznie zamiaru spadnięcia na ziemię. Carven odwrócił się do Astres i wymierzył w niego mieczem.

- Czy nadal jesteś tego taki pewny? Może nie wygramy tej bitwy – przyznał. – Ale nie zginiemy.

- Głupi jedi – Astres podniósł się powoli do pozycji stojącej. – Nikt z was nie zdoła stąd uciec.

Jakby los, odwrócił się od Carvena, po tych słowach odezwał się seria dwóch wystrzałów. Jedi odwrócił się, po to by ujrzeć Venatora, trafionego serią niebieskich kul energii. Po nich przez całą powierzchnię pancerza przeszły wyładowania elektryczne, a silniki okrętu liniowego zamilkły.

- Działo jonowe – wyszeptał Fantom w szoku.*

Venator, runął jak kamień w dół, uderzając w wiszącego pod nim Acclamatora. Niewielka eksplozja okryła dwa statki ogniem, kiedy złączone w jeden metalowy byt, uderzyły one o skraj płaskowyżu, niedaleko murów miasta.

Fala uderzeniowa powaliła nacierające klony – te które miały szczęście. Mniej szczęśliwe zostały zmiażdżone pod wrakiem.

Carven patrzył w szoku, kiedy, jakby z nikąd, setka nowych dział wroga odezwała się ze wszystkich stron.

- Jak? Jak to możliwe? – Carven spoglądał, jak ostatni wiszący na niebie Acclamator zaczyna spadać ku ziemi. – Skąd pojawiło się tyle dział?

- Były tam od samego początku – odezwał się nowy metalowy głos.

Carven odwrócił się, by ujrzeć piętnastometrowego mecha, uzbrojonego w potężne działo w prawej ręce, tarczę i wyrzutnie rakiet w lewej, oraz liczne czujniki na barkach. Był to specjalistyczny egzoszkielet dowódczy EV-12C, osobisty mech generała Yavoca, który teraz śmiał się, spoglądając czerwonym okiem maszyny na zszokowanego Jedi.

- Masz pojęcie ile mocy pochłaniał ten generator osłon? – Zapytał. – Musieliśmy na szybko przekserować moc z setek mniejszych generatorów do miasta, by utrzymać pole siłowe na odpowiedniej mocy, ale teraz, kiedy generator osłon został zniszczony, wszystkie źródła energii raz jeszcze zasilają oryginalne pozycje ogniowe – Mech podskoczył i wylądował na murze, w towarzystwie kilkunastu mniejszych egzoszkieletów. – Od samego początku nie mieliście szansy na ucieczkę…

Wraz z jego ostatnimi słowami, spadający Acclamator zarył nosem w sam środek pola bitwy, miażdżąc pod sobą kolejne sojusznicze siły. Carven uniósł komunikator do ust.

- ODWRÓT! WSZYSTKIE SIŁY NATYCHMIAST MAJĄ SIĘ EWAKUOWAĆ! NIE CZEKAJCIE NA NAS!

Carven zaledwie zdołał wypowiedzieć te słowa, kiedy rany Asters rzucił się na niego i potężnym ciosem w brzuch, ogłuszył na miejscu.

Z mocą czy bez, Jedi mieli nadal ciało zwykłych istot żywych i wspierane licznymi siłownikami ramię, było wystarczająco silne, by im o tym przypomnieć. Zanim Jedi upadł na ziemię bez życia, reszta klonów została już rozstrzelana, z bliskiej odległości. Komandor Fantom, trafiony z ciężkiego blastera w pierś, padł martwy, zanim zdołał zrobić cokolwiek by uratować swego generała.

Yavoc kiwnął głową zadowolony.

- Dobra robota kapitanie Classis – zwrócił się do Astres. – Przynosi pan honor swemu legionowi.

- Dziękuję, generale – Astres podniósł się z trudem, pozwalając podbiegającym żołnierzom zakuć jedi w kajdany. – Utrzymaliśmy mury, tak jak rozkazano. Czy nasze siły są gotowe do kontrataku?

Generał bez słowa kiwnął potwierdzająco głową i obrócił wzrok na startujące Acclamatory i uciekające w popłochu klony. Poświęcił Milicję i część elitarnych żołnierzy, by móc zorganizować kontratak. Teraz, jego wróg ma zamiar uciec poza zasięg jego rąk.

Nie mógł na to pozwolić.

Krótki komunikat został automatycznie wysłany do przez wysuniętą antenę na jego mechu. W odpowiedzi wrota miast otworzyły się, niczym bramy piekieł. Na pole bitwy wyjechały czołgi i wozy pancerne królestwa, pędzące z całą prędkością za uciekającymi klonami. Chmara dronek i towarzyszący im egzoszkieletów wzleciały pod niebo, które teraz pociemniało od statków obrony planetarnej, które od dłuższego czasu czekały na granicy pola siłowego, by odciąć drogę uciekającym siłom wroga.

Yavoc zaśmiał się, widząc rzeź jaką zorganizował Adam Terram, specjalnie dla niego.

Silniki odrzutowe w jego mechu zagrzmiały i osobiście wzniósł się w powietrze, prowadząc nacierających żołnierzy.

 

Bitwa lądowa o Tyrant zakończyła się masakrą sił Republiki.

 

*Działo jonowe – używane do dezaktywacji pojazdów wroga. Rzadko kiedy używane w kosmosie, a jak już to o małej mocy. W tym przypadku Venator został trafiony z podobnego działa jak to które znamy z V Części Atak Klonów – w bitwie o Hoth. Jeśli pamiętacie, rebelianci użyli potężnego działa by dezaktywować imperialny niszczyciel i dać szansę na ucieczkę swoim transportowcom. Podobne działo używają tu Terianie, ale znacznie młodsze i tym samym strzelające mniejszą ilością pocisków.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Znów nawija się sporo błędów edycyjnych a na początku również dużo powtórzeń.
    Dakej bitwa, dalej spoko. Mechy to chyba raczej rzadkość w świecie SW o ile się nie mylę?
    Tutaj ⚄ ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Tak Mechy to rzadkość w uniwersum SW, ale Terian nie ma właściwie pojazdów pancernych - mają czołgi i pojazdy, ale dość mało. Ich światy są oparte w większości na klifach, płaskowyżach i rozpadlinach - właśnie dlatego, pierwotnie cywilny egzoszkielet do pomocy w budowie, przemienił się w mobilną jednostkę bojową z silnikami odrzutowymi. EV-12 to szczyt technologiczny mechów królestwa i tym samym odpowiedzi na szybkie rajdy piratów i Huttów.
    Tu daję ci listę egzszkieletów/mechów jaką sobie rozpisałem
    EV-1/2/3 – Użytek cywilny, transport, naprawy itd. czasem używane przez milicję z modyfikacjami bojowymi
    EV4-S – Pancerz zwiadowczy, ma możliwość stania się niewidzialnym, uzbrojony w krótkodystansową broń automatyczną
    EV-5B – Podstawowy exoszkielet – jetpack i większość typów uzbrojenia
    EV-7D – Artyleria – całkowicie naziemny
    EV-10D – Superciężki exoszkielet wyposażony w broń widoczną na czołgach
    EV-11SA – Wyspecjalizowany exoszkielet do abordażów w kosmosie, działa częściowo jak myśliwiec
    EV-12C – Exoszkielet dowódczy, dodatkowo wzmocniony i wyposażony w liczne czujniki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania