Wróg Republiki cz.14 - Star Wars

Adam Terram spoglądał na Tyrant. Brązowa planeta poprzeszywana kanionami, wisiała w przestrzeni, niczym klejnot. Dom miliardów istnień. Dom który udało mu się uratować.

- Wszystko w porządku Terram? – siarczysty głos Yavoca doszedł zza jego pleców.

Admirał spojrzał na generała kątem oka i westchnął.

- Mieliśmy szczęście.

- Mieliśmy twój plan – odpowiedział generał. – To była dobra bitwa i wielkie zwycięstwo. Nie powinieneś oceniać siebie zbyt surowo.

- Wykorzystałem Helsreach, miasto pełne cywili, jako przynętę. 25 tys. zabitych, dwa razy tyle rannych. Pierwotne raporty oceniały straty wśród cywilów stanowczo za nisko. To ja odpowiadam za ich śmierć – głos Terrama był ciężki od odpowiedzialności.

Yavoc pokręcił głową i stanął tuż obok niego. Stary weteran, który widział pewnie z dwa razy tyle bitew co on, miał trochę inne podejście. Położył dłoń na jego ramieniu.

- W Helsreach żyje ponad pół miliona osób. 548 tysięcy istnień było w mieście w czasie ataku. Dzięki twojemu planowi mniej niż 5% straciło życie. Powinieneś być z siebie dumny. Kto wie, jak wielkie byłyby straty, gdyby doszło do oblężenia. Straty wśród cywili mogłyby być liczone w setkach tysięcy. Podobnie w odniesieniu do żołnierzy. Nasi sojuszniczy stracili trochę statków i droidów, wróg całą armię, mającą możliwość podbić kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt systemów, a my ponieśliśmy około, 1/3 strat naszego wroga… dzięki TWOJEMU planowi – Yavoc poklepał Terrama uspokajająco. – Widziałem już wiele bitew chłopcze, a ta była największą w jakiej brałem udział. Cieszę się, że mam cię po swojej stronie. Twój brat byłby dumny.

Na ostatnie słowa Terram uśmiechnął się kwaśno.

- Wiesz? Nie miałem nawet czasu uczestniczyć w jego pogrzebie… spotkać się z rodziną. Cały czas pracowałem, albo walczyłem – westchnął. – A teraz, kiedy udało mi się zwyciężyć… nie jestem pewny co robić.

- Oddajesz mu w ten sposób cześć – odpowiedział Yavoc. – Ja też nie byłem na jego pogrzebie. Zresztą, znasz moje podejście do tych wszystkich uroczystości pogrzebowych. To co zostaje włożone w ziemię, czy spalone w piecu, nie jest już osobą, którą znałeś, a zaledwie pustym przedmiotem bez większej wartości. Walcząc w imię ojczyzny, za którą zginął, oddajesz mu większy honor, niż kwiaty czy modlitwa, nad obsydianowym kamieniem.

Słowa Yavoca wielu odebrałoby jako ostre, albo niewrażliwe, lecz Terram się do nich nie zaliczał. Wiedział, jak wysoko Yavoc cenił sobie jego brata. Lata rywalizacji wytworzyły między nimi wyjątkową więź i Yavoc kontynuował wykonywanie swoich obowiązków, właśnie tak, jakby jego brat cały czas był obok i wykorzystał jego najmniejszy błąd.

Drzwi na mostek widokowy otworzyły się, a z długiego korytarza wyszła Katrina we własnej osobie. Widząc obu oficerów zasalutowała.

- Admirale Terram, Generale Yavoc, właśnie was szukałam.

- Co się stało? – Zapytał Terram.

- Znaleźliśmy komodora Quera!

Oczy generała rozszerzyły się w całkowitym szoku.

- Generał Separatystów przeżył? – zapytał niedowierzając. – Twardy gad, to trzeba mu przyznać!

- Jaki jest jego stan? – zapytał Terram.

- Lekko poobijany i… - tu oficer okazała swój niepokój. – Absolutnie wściekły.

- Nie podoba mu się, że go wykorzystaliśmy? – Adam zadał retoryczne pytanie.

Katrina pokiwała głową. Adam wypuścił powietrze z płuc, poirytowany. Yavoc pokręcił głową.

- Imbecyl. Gdyby nie był tak pyszałkowaty, to byśmy go nie wykorzystali. Pychę rywala się wykorzystuje przeciwko niemu, czyż to nie oczywiste?

- Reszta galaktyki może mieć podejście, znacząco różniące się od naszego – odpowiedział Terram. – Cóż, osobiście rozwiążę ten problem. Przyprowadźcie tu komodora, oczycie korytarze, upewnijcie się, że nikt nas nie będzie podsłuchiwał.

Głos Terrama był zimny. Yavoc spoglądał na niego zaintrygowany, a Katrina zaniepokojona.

- Co zamierzasz zrobić, admirale?

- Nie powinnaś się tym przejmować – odpowiedział spokojnie. – Sprowadź komodora.

***

Wysoki Neimodianin wparował szybkim krokiem na mostek. Adam skrzywił się widząc w jakże niezdrowym, szaro-zielonym kolorze jest jego skóra, oraz jak wściekle błyskają oczy. Komodor Quer był jednym z nielicznych dowódców ze swej rasy, która charakteryzowała się przebiegłością i tchórzostwem, ale co najważniejsze – pychą.

- Admiarał Terram! – Krzyknął w pierwszych krokach na mostku. – Zdrajco Konfederacji!

Yavoc zmrużył brwi, wyczuwając jak ciężka robi się sytuacja. Adam pozostawał jednak spokojny.

- Witam na „Behemocie” komodorze, czym sobie zasłużyłem na tak ostre słowa ze strony sojuszniczego dowódcy?

- Czym? – Komodor był w szoku. – CZYM?! – ryknął wściekle. – Doprowadziłeś do zniszczenia mojej floty!

- Wydawało mi się, że zrobiły to siły Republiki.

- Wystawiłeś mnie w walce której nie mogłem wygrać! Poświęciłeś sojuszniczą flotę dla własnych celów!

- I osiągnąłem sukces – Adam nie dawał się sprowokować. – Co nie można powiedzieć o tobie. Proponowałem ci współpracę, ale odmówiłeś. Sam doprowadziłeś do takiej, a nie innej sytuacji.

- Nawet nie zaprzeczasz – Neimodianin niedowierzał własnym oczom. – Upewnię się, że zostaniesz osądzony i skazany, za zdradę wobec Konfenderacji! – krzyknął.

Yavoc i Katrina spoglądali na Terrama już z widocznym niepokojem, ale ten, w najmniejszym stopniu się nie przejmował.

- Dokończyłem dzieło, które ty rozpocząłeś Admirale, choć przyznam, bez twojego wsparcia, sytuacja była by znacznie gorsza. Jestem gotowy przyznać ci laur zwycięstwa za tę wiktorię, oczekuję jednak, że będziesz milczeć – Adam mówił spokojnie.

Kosmita zamilkł i widocznie przez krótką chwilę wyceniał wartość propozycji. Jednakże dość szybko ją odrzucił, znów buchający furią.

- To zwycięstwo będzie moje, a ty zostaniesz osądzony – oznajmił. – Wiem że wieści o tym, że żyję dotarły już do Hrabiego Dooku. Wkrótce się ze mną skontaktuje, a ja, doprowadzę do twojego szybkiego i całkowitego upadku!

Po tych słowach, holopad Katriny zabłyszczał, a ta zaniepokojona zameldowała.

- Hrabia Dooku oczekuje na linii.

- HA! – Neimodianin krzyknął. – Połącz nas! Nadszedł czas sądu.

- Jeszcze chwila! – Terram podszedł szybkim krokiem do komodora. – Proszę, komodorze, proszę dać mi szansę. Mam coś, co Pana przekona! – Głos Adama drżał.

Kosmita uśmiechnął się zwycięsko i kiwnął głową.

- Dobrze… co tam masz, co może mnie przekonać?

- Proszę wyciągnąć dłoń.

Kosmita faktycznie wyciągnął dłoń, a Terram włożył w nią blaster. Kosmita spojrzał na niego zaskoczony.

- Co to ma być?

Adam uśmiechnął się chłodno.

- Rozwiązanie.

Trzymając dłoń kosmity na uchwycie blastera, naraz ją wygiął, wycelował w głowę komodora i prowadząc palec kosmity, nacisnął na spust. Katrina krzyknęła zszokowana, kiedy martwe ciało komodora Quera upadło na podłogę mostku bez życia. Yavoc uśmiechał się lekko, widząc zimny wzrok admirała.

- Połącz nas z Hrabią Dooku – nakazał Terram.

- Ale… - Katrona spojrzała na martwe ciało Quera.

- TERAZ – nakazał.

Katrina kiwnęła głową i po kliknięciu kilku przycisków, na środku mostku pojawił się hologram hrabiego Dooku. Dumny mąż, będący głową konfederacji momentalnie zauważył ciało swojego dowódcy.

- Co się stało? – zapytał.

- Obawiam się, Hrabio Dooku, że gorycz porażki, hańba oraz strach przed twym osądem, popchnęły komodora Quera do samobójstwa – odpowiedział Adam chyląc czoło.

- Gdy tylko zostaliśmy poinformowani, że chce się pan z nami skontaktować, hrabio, komodor zaczął panikować, aż w końcu nie wyrwał prywatnej broni admirałowi i nie pociągnął za spust – odezwał się Yavoc. – Scena była tak szokująca, że nie byliśmy w stanie od razu odpowiedzieć na Pańską prośbę o kontakt.

Hrabia Dooku spoglądał na dwójkę gniewnie, a następnie obrócił wzrok na zwłoki i westchnął.

- Cóż za strata. Miałem zamiar mu dać kolejną szansę, jako że był jednym z najwierniejszych generałów wobec Konfederacji. To wielka strata dla naszego sojuszu.

- Z całym szacunkiem, Hrabio Dooku, proszę pozwolić mi zrekompensować tę stratę. Komodor Quer bardzo mocno przyczynił się do naszego zwycięstwa. Poświęcenie jego floty i jego życia, nie powinno pójść na marne – Adam uniósł wzrok na hrabiego.

Ten, patrzył na niego przez dłuższą chwilę, a następnie kiwnął głową.

- Admirał Adam Terram, jeśli się nie mylę?

- Zgadza się Hrabio Dooku. To ja jestem admirałem II Floty, obok mnie stoi generał Yavoc, dowódca Czarnych Diabłów, a ta piękna kobieta, to moja prawa ręka. Wiceadmirał Katrina Ultech.

Cała trójka schyliła czoła. Hrabia Dooku uśmiechnął się szeroko.

- Unieście głowy, przyjaciele. Powinniście świętować, dzięki waszej służbie, Konfederacja osiągnęła wielkie zwycięstwo. Słyszałem o wielkich stratach po stronie Republiki, a nawet o pochwyceniu jednego Jedi – przy ostatnim zdaniu, głos Hrabiego nabrał na sile. – Gdzie teraz przebywa?

- W celi, w jednym z naszych więzień, razem z pozostałą dwójką pochwyconych jedi – odpowiedział Terram. – Ze względów bezpieczeństwa, nie mogę podać ich lokalizacji na tej linii, proszę być jednak pewnym, że nie mają drogi ucieczki.

- Ciszę mnie twe słowa Admirale. Chciałbym jednak by jedi byli trzymani w jednym z moich więzień. Chciałbym żebyś zorganizował transfer więźniów do wskazanej przeze mnie lokacji.

Hrabia już miał zamiar kontynuować, ale Terram, niespodziewanie postapił krok naprzód.

- Proszę poczekać Hrabio.

- O co chodzi?

- Sam, mam osobiste plany wobec tych jedi. Wiem, że jako przywódca Konfederacji, nie powinien Pan przyjmować odmowy ze strony admirała sojuszniczej nacji, proszę jednak byś mnie wysłuchał. Jestem pewny, że moja wizja rozwiązania problemu jedi, przypadnie hrabiemu do gustu.

Dooku spoglądał na Terrama, widocznie upewniając się, czy niewielki człowieczek nie testuje jego cierpliwości. Jednakże głos Ciemnej Strony, oraz ciekawość wzięły górę nad dumą.

- Dobrze… mów.

***

Katrina drgała. Nigdy wcześniej nie czuła takiego przerażenia, skierowanego do tego na swego dowódcę. Yavoc wyglądał na skupionego, ale nie wiadomo czy był zadowolony czy nie. Adam również oczekiwał reakcji Hrabiego. Ten uśmiechnął się i zachichotał lekko.

- Twoje słowa niosą siłę, Baronie Terram – odezwał się Dooku. – Wyśmienicie. Zgadzam się. Wykonaj swój plan. Wkrótce dostaniesz informację o tym, jakie posiłki zostaną do ciebie wysłane, a upewnię się, by były one odpowiedniej wielkości.

- Dziękuję Hrabio.

Hologram zadrgał i zniknął. Adam odetchnął z ulgą, a Yavoc aż przykucnął i pokręcił głową.

- Grasz w parszywie niebezpieczną grę, wiesz? Ktoś ci to kiedyś powiedział? – Yavoc dyszał. – Na wszystkie gwiazdy, był to zaledwie hologram, ale aura jaką roztacza ten człowiek, jest równa przyciąganiu Czarnej Dziury!

- O, miło że nie tylko Ja mam takie przemyślenia – Terram wyprostował się. – Dobrze. Udało się. Kolejne zwycięstwo i kto wie, czy nie warte więcej niż ostatnie – spojrzał na Katrinę. – Proszę rozpocząć… Katrino? – zauważył. – Coś się stało?

- Plan o którym mówiłeś… jest przerażający.

- To wojna Katrino. Musimy zaspokoić pragnienia tych którzy dają nam siłę. Ponieśliśmy duże straty, posiłki i rezerwy nie wystarczą by je uzupełnić. Potrzebujemy wsparcia Konfederacji, a w tym, uznania Hrabiego Dooku. Ruch ten jest wymierzony w jego gusta i tylko to.

- Rozumiem – przytaknęła wiceadmirał.

- Nie przejmuj się tym zbytnio. To wojna. Przygotuj wszystko. Nasza specjalna wiadomość, musi jak najszybciej dotrzeć do senatu Republiki.

***

Senat na Coruscant zagrzmiał, po wysłuchaniu słów przedstawiciela neutralnego systemu.

- ZDRADA! – ktoś krzyknął.

- Spokój! Proszę o spokój! – Palpatine uniósł dłonie i spojrzał na wystraszonego senatora. – Czy może Pan powtórzyć, senatorze Rejvic?

- Tak, Wysoki Kanclerzu. Niedawno mój rodowity system najechał rajd z Terian. Uprowadzili istotnych przedstawicieli rządu i dali jedno żądanie – przełknął ślinę. – Że ich zwrócą, jeśli pokażę na zebraniu Senatu wiadomość, od Admirała Adama Terrama, barona królestwa i brata Fetha Terrama, który… wszyscy wiemy co zrobił.

Senat zamruczał. Rozpoczęły się ciche dyskusje. Senator wyprostował się i zakrzyknął.

- Błagam! To tylko wiadomość! Błagam, was, senatorowie! Wysłuchajcie jej i dajcie szansę na ocalenie przedstawicieli mego narodu!

Doszło do szybkiego głosowania, gdzie znacząca większość zgodziła się wysłuchać wiadomości od wrogiego Admirała. Po głosowaniu, światła przygasły, a na samym środku sali senatu pojawił się wielki hologram. Pierwsze kilka chwil nic nie było widać, ani słychać, ale to szybko się zmieniło. Rozległy się wrzaski, a na ekranie pojawił się obraz uciekających cywili. Były to sceny z obrony Helsreach. Walczących żołnierzy, pocisków niszczących bloki mieszkalne, zaledwie kilka sekund. Po nich, pojawił się obraz uszkodzonego Venatora, dumnie wiszącego na niebie. Chwila radości ze strony senatorów, została szybko ukrócona, kiedy dumny okręt został trafiony i spadając zabrał ze sobą wiszącego poniżej Acclamatora. Następnie pojawił się obraz wielkiego czerwonego pocisku, który rozerwał burtę Acclamatora, a po nim, ucieczkę floty Republiki. Nastała chwila ciszy i pojawiła się twarz Adama Terrama, jakże podobna do twarzy jego brata. Admirał rozejrzał się w ciszy i odezwał się spokojnie.

- Czy przyjrzeliście się, senatorowie Republiki? – Zapytał. – Czy przyjrzeliście się cenie, jaką musieliście zapłacić za własną ignorancję? – Jego słowa uderzały niczym młot. – Mogliście tego uniknąć. Mieliście szansę na pokój, ale wybraliście wojnę i wojnę dostaliście – na ekranie pojawiło się troje skutych jedi. – Mistrzyni Jena Harso, Rycerz Toph Carven i padawan Bel są więźniami królestwa. Choć nie na długo – tu admirał uśmiechnął się złowieszczo. – Niedawno przeprowadzono nad nimi sąd i wydano wyroki, które chciałbym wam przekazać – Terram wykonał znaczącą pauzę. – Mistrzyni Jena Harso, Rycerz Toph Carven jak i pięciu wyższych oficerów Republiki, zostaje uznanych za winnych zbrodni wobec Konfederacji Niezależnych Systemów i królestwa Terian, a tym samym skazani na śmieć. Podstawą decyzji było: atak na neutralną nację, wspieranie masowego niewolnictwa w formie armii klonów, wspieranie dzieci żołnierzy w formie nieletnich padawanów oraz armii klonów, jako że większość z nich ma zaledwie 11 lat, dodatkowe oskarżenia wobec Topha Carvena, za wydanie pozwolenia ostrzału celów cywilnych w czasie bitwy o Helsreach – Adam przerwał na chwilę. – W której przez jego akcję zginęło ponad 25 tysięcy cywili – odetchnął. – Co do padawana Bela, oficerów niższych stopnień i pojmanych klonów, których liczba przekracza 40 tys. zostają oni uznani za winnych, ale równocześnie za ofiary Republiki i Zakonu Jedi. Przeto padawan Bel, zostanie oddany do adopcji, gdzie kochająca rodzina oduczy go życia nieletniego żołnierza i sługi Zakonu. Klony natomiast zostaną skazane na 5 lat pracy fizycznej na czas królestwa, po której dostaną pełne obywatelstwo i szansę na osiedlenie się w granicach królestwa – tu Adam Terram uśmiechnął się lekko. – Co do Egzekucji, ta odbędzie się za trzy dni w niezamieszkałym systemie He’V. Skazani, przetrzymywani na zdobycznym Venatorze „Korupcji” zostaną wysłani w kapsule ratunkowej… prosto w gwiazdę.

Senat zaszumiał w szoku i przerażeniu.

- Jako gest czci, wobec mego brata, kapsuła zostanie wyposażona w niewielką bombę, którą skazańcy będą mogli samodzielnie uruchomić. Jeśli oczywiście, mają wystarczająco odwagi by odebrać sobie życie, za Republikę – ostatnie słowa cięły senatorów jak żyletką. – Cała sytuacja będzie nagrywana i pokazywana żywo, w każdym krańcu galaktyki – zakończył Terram zimno. – Mam nadzieję, że ta egzekucja, będzie równie przyjemna dla mnie, jak będzie dla was – Terram przyłożył pięść do serca. – Śmierć Republice i Chwała Jego Królewskiej Mości.

 

Hologram zniknął, a Senat, jedno z najgłośniejszych miejsc w galaktyce – zamilknął na długie kilka sekund.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Hoho, no jak powiedziałeś, tak też zrobiłeś. Biedni Jedi wrzuceni w kapsule prosto w gwiadzdę? W sumie nie wiem czy lepiej wlecieć w gwiazdę czy się zdetonować...
    Widzę też, że hrabia Dooku jest rozchwytywany XD. Wieści od Offerusza Kejta, wieści od Adama Terrama; same dobre informacje dla separatystów.
    Mam jednak uwagę co do jednego argumentu przeciwko republice. Zgadzam się, że można spojrzeć na armię klonów jako na armię niewolników, jednak na pewno nie można powiedzieć, że mają 11 lat i że nadal są dziećmi wykorzystywanymi na wojnie. Klony mają ponad 20 lat, mimo iż od ich urodzenia minęło nie więcej jak 11 pełnych obrotów Ziemi wokół Słońca. Przecież nie można definiować wieku pełnej dojrzałości porównując go ze starymi, ziemskimi parametrami. Wyobraź sobie, że jest rasa która żyje 300 lat a ich 30latkowie są na poziomie emocjonalnym 10letniego ludzkiego dziecka. Wysłał byś ich na wojnę? Dla tejże rasy musiałby istnieć inny wiek określający "pełnoletność". Tak samo klony można potraktować jako 'nową rasę' ponieważ doznały one zmian genetycznych więc 11letni klon nie jest już ludzkim dzieckiem a pełnoletnim wojakiem. Stąd też argument o wysyłaniu dzieci na wojnę może być jedynie propagandą separatystów a każdy obeznany w temacie powinien zauważyć to kłamstwo..
    Co do wysyłania nieletnich padawanow, to tak - to jest wysyłanie dzieci na wojnę :)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Nie wszystkie oskarżenia skazujące muszą być zgodne z prawdą
    Wystarczy że część osób się z tym zgodzi :)
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Ano chyba, że tak. Doskonale rozumiem propagandę separatystów :)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    ...
    Masz świadomość że każdy by to robił?
    Republika Separatystów oskarżała o używanie bezmyślnym mordo-botów
    Kiedy ich ideą było używanie armii droidów, aby żaden z obywateli Konfederacji nie musiał walczyć i ginąć na polu bitwy - co było dość humanitarne z ich strony.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    No oczywiście, że tak! Wcale mnie to nie dziwi. Tamten komentarz nie miał ubliżać separatystom tylko być takim prześmiewczym wytknieniem ich propagandy ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    Jestem ciekawy jak dalej poprowadzisz swoją akcję i czy uda się naszym bohaterom spotkać.
    Byłoby zabawnie
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Znam swoją fabułę i niestety wydaje mi się, że będzie to trudne do zrealizowania. Oczywiście fajnie by było gdyby się udało ale może nie koniecznie w tej części. Po prostu nie znajduję fabularnego powodu dla którego nasi bohaterowie mieliby się spotkać :]

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania