Wróg Republiki cz.7 - Star Wars

Otaczała go ciemność prywatnych kwater. Okna były zasłonięte, a drzwi zamknięte. Na jego osobisty rozkaz nikt mu nie przeszkadzał.

Siedział pogrążony w smutku.

Wieści o śmierci jego brata i o oficjalnym wypowiedzeniu wojny dopiero co doszły jego uszu. Szok był zbyt duży. Zamknął wszelką komunikację i odciął się od świata, jednak nieskutecznie.

Wibracja statku wytrącała go z równowagi. Czuł jakby jego własna dusza nie mieściła się w ciele.

Nigdy wcześniej nie znał takiej rozpaczy.

Uczucie przejęło nad nim kontrolę i wywołało absolutne otępienie. Nie był w stanie się ruszyć. Zwyczajnie siedział tak, w milczeniu, patrząc martwym wzrokiem w ciemność.

Odezwało się syknięcie, a w jego oczy uderzyło światło. TBD-3 wszedł do pokoju.

- Admirale.

- Rozkazałem… by mi nie przeszkadzać – odezwał się Adam drżącym głosem. – Oby to było ważne.

- Admirale, jest pan wzywany do 2 hangaru.

- Czy to nie może poczekać?

- Nie wypada by jego wysokość czekał.

Adam wstał jak poparzony.

- Jego WYSOKOŚĆ? Król Karl Amentar XII, jest na „Behemocie”? – zapytał niedowierzająco.

- Tak, jest admirale. Czeka na ciebie w swoim prywatnym statku.

Adam przełknął ślinę, a następnie poprawił mundur i ruszyłby spotkać się ze swoim królem.

***

- Podnieś głowę, admirale – odezwał się spokojny głos.

Adam uniósł wzrok i spojrzał na swego króla. Karl XII był wysokim mężczyzną tuż przed czterdziestką. Był niesamowicie zadbanym i cichym człowiekiem. Nosił na sobie czarno-złote szaty, z ograniczoną ilością ozdób. Wielu mogłoby go pomylić z kapłanem jakieś świątyni, a nie królem. Jego głębokie kryształowe oczy były wypełnione spokojem, a głos był niczym szum oceanu. Delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy.

- Widzę, że jesteś w głębokiej żałobie – kiedy Adam przytaknął kontynuował. – Twój brat, był jednym z najbardziej lojalnych poddanych. Jego strata, jest bardzo bolesna.

- Jestem wdzięczny za te słowa, Wasza Wysokość.

Statek zadrżał, w charakterystyczny sposób – weszli w nadprzestrzeń. Król przyglądał mu się przez chwilę w ciszy, a następnie powiedział coś zaskakującego.

- Nie. Nie jesteś – oznajmił. – Jesteś rozerwany przez rozpacz i nienawiść, również do mnie, jako że to moje działania, doprowadziły do śmierci twego brata.

- Nie! Nie mój Panie! Nie czuj-

- DOŚĆ! – mocny głos momentalnie go uciszył. Adam skulił się w sobie, bojąc się gniewu swego władcy, lecz jego spokojny głos, raz jeszcze doszedł jego uszu. – Czujesz nienawiść i gniew, jednakowo do Republiki, mnie, galaktyki, a nawet swego własnego brata. Republikę za to, że zaatakowała, mnie, że nie odesłałem Fetha do królestwa, kiedy miałem szansę, galaktyki za brak sprawiedliwości, a swego brata, że zawiódł w swojej ucieczce… - jego słowa były ostre i cięły jego duszę. – Doceń te uczucia.

Adam drgnął i spojrzał na króla zdezorientowany.

- Co proszę?

- Doceń uczucia, jakich doświadczasz. Nienawiść, żal, ból, cierpienie, pragnienie zemsty, wszystkie te uczucia są częścią Ciebie. Dowodem na twoje człowieczeństwo, ale i miłość do brata. Trzymaj te uczucia blisko, są one bolesne, ale dadzą ci siłę, jeśli będziesz wiedział jak je opanować i użyć.

Adam nie rozumiał. Spoglądał na swego króla, zdezorientowany, próbując zrozumieć co chce mu przekazać. Władca uśmiechnął się tajemniczo i jakby czytając mu w myślach dodał.

- Za chwilę dotrzemy do celu, a tam wszystko ci wytłumaczę i sam zrozumiesz.

Admirał przytaknął i po dostaniu pozwolenia, usiadł na wyznaczonym miejscu. Nie wiedział co się stanie, ale jego lojalność nie pozwalała kwestionować słów jego wysokości.

Postanowił poczekać i zobaczyć.

***

Czerwony gazowy olbrzym obracał się w ciszy, otoczony przez ciemność i gwiazdy. Adam uniósł brwi, jeszcze bardziej zdezorientowany niż wcześniej.

- Czy to nie Terian 7? – zapytał. – Mój Panie, czemu tu przybyliśmy?

- O… masz dobre oko – król uśmiechnął się. – Masz rację, to Terian 7, największa rafineria gazów w systemie, zaledwie kawałek lotu od naszej stolicy – powoli wyciągnął rękę do szyby. – Nie interesuje nas jednak gazowy olbrzym, a jego księżyc, Uxelt.

Adam zastanowił się przez chwilę, próbując przypomnieć sobie co znajdowało się na tym ciele niebieskim. Po chwili zrozumiał.

- To tutaj znajduje się świątynia Jedi, która została opuszczona na rozkaz jego wysokości.

- Dokładnie, jest tu świątynia jedi, ale i… znacznie, znacznie więcej.

Statek wylądował. Admirał podążył za królem, idąc prostą drogą do opuszczonej świątyni.

- Co wiesz, o jedi, admirale Terram?

- To zakon mnichów-wojowników, wierzących w „Moc” – odpowiedział. – Słudzy Republiki i aktualnie ich generałowie. Są znani z tego, że porywają dzieci, żyją w celibacie i nie posiadają żadnych związków oraz że wpychają się do polityki nieproszeni.

- Wiesz więcej niż typowy mieszkaniec galaktyki, coś jeszcze?

- Z tego, co słyszałem są w stanie manipulować umysłami słabych jednostek, ale osobiście w to nie wierzę… określają swoją drogę zrozumienia „Jasną Stroną Mocy”, czy coś w tym stylu… – odpowiedział. – Studiowałem głównie ich taktykę i umiejętności wojenne, nie chcąc zbytnio studiować moralności, jako że uważam ich za głupców i hipokrytów. Jaki jest sens studiowania moralności hipokryty?

- HA! – Król zaśmiał się rozbawiony. – Bardzo mocne, ale i celne słowa – zamilkł na chwilę. – Jedi potrafią manipulować słabymi umysłami, nie jest to mit admirale i tak wierzą w Jasną Stronę Mocy. W życie bez przywiązań, harmonię, pokój… nie wierzą nawet w śmierć. Sami mówią: „Nie ma śmierci, jest tylko Moc”.

Admirał zatrzymał się zdezorientowany.

- Nie ma to najmniejszego sensu… znaczy, przecież jedno istnieje obok drugiego.

- Zgadza się – przytaknął. – To kolejna z hipokryzji jedi, ale trochę mniejsza niż inne – król pozwolił sobie na chwilę ciszy. – Czy słyszałeś coś, admirale, o sithah?

Admirał zmrużył brwi.

- Coś przeczytałem, kiedy czytałem informacje o jedi. To ich wrogowie, osoby złe i skorumpowane… a przynajmniej to podawały informacje jedi, więc za nic im nie ufam – odpowiedział Admirał. – Z tego, co wiem, od stuleci żadnego nie znaleźli, więc pewnie to jakaś bajka, czy mit. Kolejne kłamstwo, zakonu kłamców.

Król spojrzał na niego uważnie, kiedy przekroczyli próg opuszczonej świątyni. Zimne posągi nie próbowały ich zatrzymać, a wnętrza nie pilnował nawet pojedynczy strażnik. Król skręcił w prawo i zaczął prowadzić Adama, coraz niżej i niżej.

- Sithowie to nie mit – odezwał się nagle. – Są jak najbardziej prawdziwi.

- Istnieją? Cóż… muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Kim są ci, Sithowie.

- W pewnym sensie, są przeciwieństwem jedi, choć nie do końca – odpowiedział król. – Kiedy jedi hamuje swoje emocje i odrzuca jakiekolwiek przywiązania, sith działa na odwrót. Sitha prowadzą emocje, najczęściej negatywne, bo to one dają wielką siłę. Manifestują swoje pragnienia i chęć władzy… ich droga nazywa się Ciemną Stroną Mocy.

- Brzmi to niesamowicie stronniczo – odpowiedział admirał. – I co się z nimi stało? Są jakąś odmianą jedi, mają swój zakon?

Król uśmiechnął się tajemniczo i skręcił w prawo. Adam przystanął widząc rozsadzoną ścianę, a za nią jakąś ciemną jamę. Coś wywołało w nim złe uczucia. Coś było tu nie tak. Król jednak przeszedł jednak przez rozsadzoną ścianę bez strachu, więc i on poszedł za nim. W środku zobaczył obeliski i ściany, kolejnej świątyni… ale nie jedi…

- Pogoń za władzą i siłą, to co zapewniało sithom moc, doprowadziła również do ich upadku. Walcząc między sobą, nie zdołali zatrzymać jedi i zostali prawie całkowicie wybici – oznajmił przechodząc nad roztrzaskanym obeliskiem. – Jedyny Sith, jaki pozostał, Darth Bane, stworzył Zasadę Dwóch. Tylko dwóch sithów, Mistrz i Uczeń. Aktualnie, sithowie ukrywają się w tej pogrążonej wojną galaktyce – oznajmił.

- To ich świątynia?

- Tak, jedna z prastarych świątyń sithów. Wielu potężnych lordów chodziło tymi korytarzami, tysiąclecia przed nami. Osobnicy tak silni, że mogli niszczyć planety, a nawet… tworzyć życie.

- CO? Wybacz mój Panie, ale wydaje się to niemożliwe.

- A jednak – odpowiedział król z uśmiechem. – Darth Nihilus, antyczny sith, był w stanie swoimi umiejętnościami nie tylko niszczyć całe życie na planetach, ale porzucił też fizyczną formę, stając się praktycznie… nieśmiertelnym…

- Coś… coś takiego jest możliwe – Adam był w całkowitym szoku. - C-co się z nim stało mój Panie?

- Z tego, co wiem, jedi zmusili go by powrócił do fizycznej formy i w tym krótkim momencie, zabili go.

Nastała chwila milczenia. Adam próbował ogarnąć umysłem informacje, jakie właśnie dostał. Prawie nie zauważył, kiedy weszli między czarne ściany i kroczyli powoli przez ruiny świątyni sithów. Zrobiło się zimno. Nie wiedział, czy to głębokość i cień, czy może bezduszny kamień, zabierał wszelkie ciepło. Odetchnął spoglądając na nieporuszonego władcę i zapytał.

- Skąd to wszystko wiesz, mój królu… czy… czy jesteś sithem?

Król zatrzymał się i nagle wybuchnął gromkim śmiechem, którego moc, wydawała się przywracać ciepło zimnym ścianą. Odwrócił się i pokręcił głową.

- Nie, admirale Terram, nie jestem Sithem, nie jestem też Jedi, ale wiem czym jest Moc, wiem jak jej używać i dogłębnie ją studiuję.

- Ale w jaki sposób? – Adam był prawdziwie zaintrygowany. – Nie byłem w stanie znaleźć prawie żadnych informacji o sithah, a Ty Panie, wiesz tak wiele. Jak zdobyłeś tę wiedzę?

Król skręcił naraz w prawo, admirał poszedł za nim i skamieniał w szoku.

Kolejna rozsadzona ściana i kolejna jaskinia za nią.

Król uśmiechnął się tajemniczo.

- Szukałem odpowiedzi i zagłębiałem się głębiej, niż jakikolwiek jedi czy sith, próbowali od wieków.

Kolejna jaskinia też ukrywała ruiny. Te były nawet bardziej ruinami niż świątynia sithów. Nie mógł zrozumieć, ale to miejsce wydawało się… naturalne, zwyczajne i spokojne. Król zatrzymał się przy niewielkim podeście, na którym leżało niewielkie pudełko. Obrócił się do admirała i zapytał.

- Czy wiesz, gdzie się znajdujemy?

- Zakładam, że to świątynia… ale nie należy do sithów, czy do jedi. Czyżby istniała kolejna strona mocy, której poświęcona jest ta świątynia?

Król uśmiechnął się lekko.

- Powiedz mi, admirale, czym charakteryzują się jedi, a czym sithowie?

Adam uniósł brwi, ale odpowiedział.

- Jedi idą drogą ku harmonii, bez przywiązań i kontaktów, odcinając się od świata. Sithowie natomiast pragną władzy i osiągają ją poprzez manifestację swoich uczuć – odpowiedział. – A przynajmniej tak podejrzewam.

- Wystarczająco dobra odpowiedź, jak na kogoś, kto wiedział tak niewiele – odpowiedział król. – Czy widzisz jakieś podobieństwa między nimi?

- Lubią świątynie i używają mocy… pewnie obie strony używają mieczy świetlnych. Oprócz tego szczerze nie wiem, czy jest coś co ich łącz-

Zrozumiał.

Rozejrzał się w szoku.

- To miejsce… to miejsce jest świątynią zarówno jedi, jak i sithów. Zarówno Jasnej, jak i Ciemnej Strony Mocy.

Król uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową.

- Zgadza się admirale. Jest to świątynia antycznych jedi, zanim jeszcze doszło do schizmy w rozumieniu mocy, zarówno Mrok, jak i Światło, istniały koło siebie, jako dwie strony, tej samej monety. Antyczni, umieli używać obu stron mocy, strzegąc równowagi między oboma siłami… ten cichy księżyc był jednym z miejsc, gdzie przywracali w sobie równowagę, między dwoma isłami — westchnął. – Ale ta równowaga została naruszona, bez sithów, jedi stali się dominujący, a równowaga została zachwiana… a głupcy poszukują sposobu, by ją przywrócić, nie rozumiejąc, że są częścią problemu. Zarówno Sithowie, jak i jedi tego nie rozumieli. Budując swe świątynie tak, by zakryć poprzednie. Zbyt ślepi, czy wystraszeni, by ujrzeć Prawdę i mocy, jaką ze sobą przynosi.

Admirał zaczynał rozumieć. Uniósł wzrok na króla, pełny fascynacji i podziwu.

- I Ty, Wasza Wysokość, kroczysz tą antyczną drogą?

- Tak, admirale. Odrzucam zarówno mrok, jak i światło. Wierzę tylko w moc i równowagę między tymi siłami. W twojej krwi jest potencjał – oznajmił. – Posiadał go twój brat i ty go również posiadasz. Jesteś jednak teraz niestabilny. Twój żal, nienawiść i gorycz wytraciły cię z równowagi… właśnie dlatego daję ci tę wiedzę, wraz z tym niewielkim prezentem.

Król otworzył pudełko. W środku spoczywała błyszczącą czerwienią piramida i wydający podobne światło sześcian. Czuł od nich niesamowitą moc.

- Co to jest?

- Holokrony, jeden sithów, a drugi jedi – odpowiedział Król. – Daję ci je, jako narzędzia, byś zachował w sobie równowagę.

- Czym są holokrony?

- Bibliotekami wiedzy, trzymającymi w sobie wiedzę ich właścicieli. Starożytnych jedi i sithów.

- Nie mógłbym przyjąć tak wielkiego daru!

- Nalegam Admirale. Masz w sobie wielki potencjał, jednak twoja niestabilność cię zniszczy. Właśnie dlatego, zostaniesz na tym księżycu, tak długo, jak uznam to za stosowne i znajdziesz w sobie równowagę.

- Nie mogę, tu zostać! Jestem admirałem, mam obowiązki wobec ojczyzny!

- A nie będziesz mógł ich skutecznie wykonywać, w jakim stanie jesteś teraz – odpowiedział król. – Uspokój umysł i znajdź w sobie równowagę.

- Ile to zajmie?

- To zależy od ciebie, admirale. Kazałem zostawić ci trochę racji żywnościowych, broń i narzędzia.

- Ale… jak się z tobą skontaktuję?

- Nie skontaktujesz się. Nie zostawimy ci żadnych środków komunikacji.

Adam spojrzał na króla zdezorientowany.

- Więc skąd będziecie wiedzieć, kiedy mnie zabrać z tej planety?

- Spokojnie – król uśmiechnął się tajemniczo. – Ja będę wiedzieć.

 

Po tych słowach król opuścił admirała i odleciał do stolicy. Adam natomiast został na księżycu, trzymając dwa holokrony w dłoniach. Nie wiedząc, od czego zacząć.

 

*

Kilka informacji wyjaśniających

W Canonie - antyczni jedi używali obu stron mocy, aż do schizmy, która doprowadziła do powstania imperium sithów (Sithowie byli początkowo rasą znalezioną przez mrocznych jedi - wygnanych z zakonu - mających wielki potencjał w ciemnej stronie mocy)

W odniesieniu do świątyń jednej pod drugą - sama świątynia jedi na Coruscant jest zbudowana na ruinach świątyni sithów - między innymi po to są tam strażnicy w charakterystycznych maskach - strzegących nie tyle samej świątyni, co ruin pod nią i ich wpływu.

Dlatego że wojny i imperia sithów i jedi istniały tysiąclecia, bardzo łatwo jest znaleźć antyczne ruiny - trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Podobnie antyczne i starożytne holocrony są sprzedawane na czarnym rynku - często jako złom i tylko ci z wiedzą będą znali ich prawdziwą wartość.

Palpatine potrafił ukryć swoje powiązanie z mocą - rodzina królewska Terian ma podobną umiejętność, a że uczą się drogi "szarych jedi" nauka ta jest od urodzenia - nic więc dziwnego że nawet dość młody, ale bardzo inteligentny król, ma tak wielką wiedzę - szczególnie jeśli zrozumie się że jest pewna tradycja badań w jego rodzinie.

 

Mam nadzieję że to wyjaśni kilka pytań

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 2 miesiące temu
    Eeeee… dziwne to.
    W sensie, nagle jakaś nowa ścieżka mocy? Gdyby to było takie proste to czemu zwykły laik nie spróbowałby swoich sił? Jakiś tam król jest w stanie opanować tajniki mocy? Jest przed czterdziestką a takie coś na pewno pochłonęłoby lata! Jeżeli jakoś tego nie sprostujesz to szczerze nie widzi mi się jakoś ten pomysł. W dodatku holokrony. Ok, mało znam się na szczegółach uniwersum, ale czy to nie było tak, że było bardzo trudno wydobyć z nich wiedzę a w zasadzie jedynie Jedi (lub sith) mógł to zrobić?? I teraz nagle jakiś random dostaje tak potężne narzędzia do łapy i będzie teraz dumał, jak to pozyskać z nich wiedzę, będąc zamkniętym na księżycu??? Ej no wyjaśnij mi czy tak można, bo już nie wiem. Czytałeś więcej no ale to mi się wydaje jakieś takie za dużo. No bo tak to powstałaby przecież nowa religia! Więc czemu ktokolwiek tego nie zrobi.
    Może jestem w błędzie bo specem to ty jesteś ale szczerze to bardzo zaskoczyło mnie (niekoniecznie pozytywnie) przekształcenie pana admirała w użytkownika mocy.
    Powiedzmy, że zrobię małą zemstę i postawię 3 przy tym odcinku, dopóki mi tego ładnie nie wyjaśnisz

    (ノಠ益ಠ)ノ彡┻━┻

    Dodatkowo zaznaczę tylko:
    Dom ➡ o domACH
    Kot ➡ o kotACH
    sith ➡ o sithAH ??
    (To bardziej aspekcik chumorystyczny)
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Po pierwsze - bardzo fajna emotka
    Po drugie - kojarzysz "szarych jedi"?
    Szarzy Jedi to ci którzy powrócili do antycznych tradycji - i jak najbardziej są one kanoniczne - tylko że pochodzą sprzed tysięcy lat
    Dawniej zakon używał obu stron mocy, ale doszło do schizmy i wygnali tych którzy używali zbyt dużo ciemnej strony - ci odnaleźli rasę sithów na dalekich rubieżach i odkrywczy że mają potencjał w ciemnej stronie mocy - zaczęli ich uczyć - rodząc imperium sithów i ostatecznie doprowadzając do wielotysięcznego konfliktu między jedi, a sithami
    W wyniku tego konfliku rasa sithów została poddana holocaustowi ze strony jedi i republiki - gdzie wyrżnęli większość rasy, potem nadeszły wojny z imperium mandaloru, a następnie pojawiło się drugie imperium isthów, odrodzone z niewielkich enklaw, które przetrwały holocaust
    Następnie doszło do kolejnej wojny w której to sithowie byli bliscy zwycięstwa, ale walki wewnętrzne nie pozwoliły im zwyciężyć - więc Darth Revan upewnił się że wszyscy sithowie zginą z wyjątkiem jego i stworzył zasadę Dwóch, która pchnęła linię sithów od niego, do Plagusa, Palpatina, Maula, Dooku i Dartha Vadera.
    - To wszystko CANNON - nie wymysły
    Ruiny dawnych świątyń są wszędzie w galaktyce - trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać
    Dla twojej wiadomości - sama świątynia jedi na Coruscant znajduje się NAD RUINAMI ŚWIĄTYNI SITHÓW - jako że tysiąclecia temu sithom udało się zająć Coruscant
    Więc to że jedna świątynia była pod drugą, też jest nawiązaniem do kanonu
    Pamiętasz że Palpatine potrafił ukryć swoje umiejętności mocy i to stojąc tuż przed przedstawicielami Rady Jedi?
    Czemu założyć, że jest jedyną osobą która potrafi to zrobić?
    Otworzenie Holocronu to nie duże wyzwanie - Anakin otworzył w czasie wojen klonów, a Ezra Briger - z animowanej serii Rebels - sam otworzył holocron sithów - więc nie trzeba być mistrzem by otworzyć holocron - trzeba być mistrzem by oprzeć się jego mocy - ale nie zawsze
    Rodzina królewska Terian ma bardzo długą tradycję związaną z mocą - uczeni są od urodzenia - czyli nawet szybciej niż w zakonie jedi - właśnie dlatego Karl XII ma tak duże zrozumienie mocy, szczególnie że jest bardzo inteligentny, ma genialną pamięć, a jego ojciec starał się go nauczyć najwięcej jak umiał.
    Dodatkowo - kto powiedział że Adam OTWORZY holocrony? Nie muszą one być otwarte by mieć na kogoś wpływ.
    Pamiętaj też że zarówno holokrony sithów jak i jedi, zostały stracone i zgubiona na przestrzeli lat - sam palpatine zdołał zakupić kilka holocronów zanim jego przyszły mistrz go choćby POZNAŁ.
    Czarny Rynek daje wielkie możliwości - trzeba mieć jedynie świadomość prawdziwej wartości tego co inni sprzedają jako złom
    :)
    Mam nadzieję że to długie wyjaśnienie jest wystarczające
    Dodam informacje pod tekstem wyjaśniające sytuację
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Jakieś dodatkowe pytania do profesora Kapelusznika?
  • Pontàrú 2 miesiące temu
    Nie, nie, powiedzmy, że to kupuję. Dobrze, że to prostujesz bo ja po prostu aż tak się nie znam. Teraz co innego mi zostaje, jak poczekać na dalszy rozwój wydarzeń? Czekam w takim razie na kolejną część i jeśli by się dało to poprawiam ocenę na 4. 4 bo nadal mi to zgrzyta, ale być może w przyszłości (w kolejnych tekstach) ładnie się to jakoś połączy ;)
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Pontàrú
    Dwa filmiki które trochę naświetlą ideologię króla:
    https://www.youtube.com/watch?v=L2Msmt1p8C4 - scena z Rebels
    https://www.youtube.com/watch?v=zMSvPN25VnE&t=51s - lore
  • krajew34 2 miesiące temu
    Ciekawe, choć na dzisiaj na tym ostanę. Może jeszcze raz przeczytam jutro, by w pełni wszystko zrozumieć. Powiem ci, że fajnie się czyta aktualną serię, oby tak dalej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania