Wszyscy byli odrzuceni - część 7

Spojrzała na zegar wiszący na ścianie; wskazówki były wyjątkowo ociężałe i wrogie – było pięć po drugiej, dwie godziny dzieliły ją od końca pracy. Wypiła już trzy kawy, a wciąż chciało się jej spać. Wszystkie zadania wykonała do południa; nie dostawała maili z nowymi. Siedziała tutaj jak za karę. Codziennie powtarzała sobie, że nie robi tego dla przyjemności i to tylko okres przejściowy. Rozstając się z Filipem, rozstała się z ciepłą posadą w jego firmie i wspólnym mieszkaniem. Nie miała zbyt wielu alternatyw, musiała szybko wynająć najtańszą kawalerkę i znaleźć jakąkolwiek pracę. Stanowisko księgowej w Daf.net Complex miało być pracą w młodym, dynamicznie rozwijającym się zespole z możliwością szybkiego awansu i wysokich zarobków. Ograniczało się do parzenia kawy, wypisywania faktur, robienia tabelek w Excelu za najniższą krajową.

Telefon zawibrował. Miała nową parę. Kąciki jej ust powędrowały w górę. Każde sparowanie sprawiało, że czuła się lepiej. Każdy przesunięty w prawo profil zmieniał się po chwili w możliwość do rozpoczęcia konwersacji. Przyjęła zasadę, że do nikogo nie napisze pierwsza; jest przecież kobietą i musi się szanować. Fakt założenia Tindera był wystarczającym dowodem na opuszczenie swych standardów i nie chciała obniżać ich jeszcze drastyczniej. Nie mogła wyjść na desperatkę. Stwierdziła, że będzie odpisywać grzecznie, ale bez zbędnej poufałości – chciała sprawiać wrażenie niezależnej, którą do zainstalowania aplikacji popchnęła jedynie ciekawość. Mimo, że przesuwała wyłącznie normalnie wyglądających trzydziestolatków to większość od razu proponowała seks lub chciała wysłać zdjęcie penisa. Pozostali milczeli, ograniczali się do suchego „co tam?”, albo konwersacja z nimi przypominała podchody sfrustrowanych gówniarzy. Z każdym nowym sparowaniem miała coraz większą ochotę, by rzucić telefonem o ziemię.

„Julka, przecież to debilne – powtarzała sobie w duchu. – Taka dorosła i rzekomo dojrzała, a bawisz się w to samo, co małolaty podczas pierwszej wycieczki na Woodstock. Wyjeb tę aplikację nim się ktoś dowie, albo nie daj Boże, wypatrzy cię tam jakiś znajomy.” Jednak za każdym razem, kiedy kciuk miał uderzyć w komendę „odinstaluj”, jej wewnętrzne dziecko szeptało: „daj sobie szansę”. Za każdym razem, kiedy dawała sobie szansę, zalewały ją wiadomości:

– Nie będę owijał, bo wiem, że kobiety lubią szczerych gości. Chcę się z tobą pieprzyć. Mam mieszkanie na Dąbrowie. Po wszystkim mogę cię odwieźć nawet do Pabianic.

– Twoje oczy są tak piękne, że mógłbym patrzeć w nie cały wieczór.

– Siemanko. Kino? Kolacja? Kopulacja?

– Jeśli dałaś mi w prawo to cipkę też dasz polizać?

– Gorąco dziś, nie masz ochoty na loda?

– Co powiesz na trójkąt? Ale z drugą laską, żeby było ci raźniej.

– Myślisz, że to zbieg okoliczności?

– Mała, lubisz w tyłek?

– Próbowałaś kiedyś asfiksjofilii? BDSM wchodzi w grę?

Jedynie brak zajęcia sprawiał, że jeszcze bawiła się w odpisywanie. Nadzieja na znalezienie normalnego faceta gasła błyskawicznie. „Może ci wszyscy spoko kolesie zostali już przebrani i został sam motłoch – pomyślała”. Jednak nawet propozycje seksu pobudzały w niej ośrodki odpowiedzialne za poczucie wartości. „Chyba nie jest jeszcze tak źle, skoro tylu chce mnie przelecieć – uśmiechnęła się do swoich myśli”

– Modlińska, co ty robisz? – usłyszała nad głową głos kierownika.

– Nic. – Szybko schowała telefon.

– No właśnie widzę. – Głos przełożonego był stanowczy. – Wydaje mi się, że za nic nie robienie powinien płacić Urząd Pracy, a nie ja.

– Przepraszam.

– Po co ty mnie przepraszasz? Odejdę, a ty znowu będziesz siedziała z nosem w telefonie. Może ty powinnaś robić w łączności, co? Nie po to starałem się o dotację na turbo nowoczesne kompy, żebyś siedziała i bawiła się komórką. Jak mamy iść do przodu?

– Przepraszam.

– Przepraszam, przepraszam – kierownik zaczął przedrzeźniać Julkę. – Nie każę ci przecież tutaj siedzieć, prawda?

– Prawda – wydukała.

– No więc jeśli siedzisz to chociaż udawaj, że coś robisz. Na mailu mam pięćdziesiąt CV dziewczyn, które wskoczyłyby na twoje miejsce z pocałowaniem ręki. Widzisz, że nie jest najlepiej, ale jak ma być dobrze jeśli księgowa zamiast pracować gapi się w telefon?

– Panie kierowniku, to się więcej nie powtórzy.

Mężczyzna nachylił się bardzo nisko. Ich nosy niemal się stykały.

– Mam nadzieję – wycedził.

Poczuła zielonego Hugo Boss. Uwielbiała ten zapach na męskim ciele. Filip używał wyłącznie tych perfum. Miesiąc po rozstaniu jej rzeczy wciąż były nim przesiąknięte. Julka wciągnęła opary, które momentalnie dostały się do mózgu. Organizm zmienił się w hormonalną fabrykę na wysokich obrotach. Noradrenalina rozszerzyła jej źrenice. Dopamina przyspieszyła tętno. Fenyloetyloamina odebrała dech. Ciało przeszył zimny prąd.

– Przepraszam na chwilę – pisnęła i rzuciła się w stronę łazienki.

Dyszała jak po długim biegu. Zerknęła w lustro. Twarz jej płonęła. Napiła się wody z kranu. Poczuła chłód wypełniający żołądek, który jednak zniknął po kilku sekundach. Uda trzęsły się z napięcia. Uczucie w kroku przeradzało się w ból. Jej organizm od dawna się tak nie zachowywał. Całe napięcie, skumulowane przez kilka tygodni, chciało uciec z jej ciała.

Zabarykadowała się w kabinie. Rozpięła guzik od dżinsów. Włożyła palec i dotknęła wzgórka. Pulsował ciepłem. Delikatnie sunęła dłonią w dół. Czuła przyjemną wilgoć o charakterystycznym słodkim zapachu. Musiała oprzeć rękę o ścianę, by nie runąć na podłogę. Wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek higienicznych i włożyła do ust na zasadzie knebla.

Zaczęła się pieścić. Najpierw w górę i w dół, potem ruchem bocznym i obrotowym. Pod powiekami prężył się męski tors. Mężczyzna był wyrzeźbiony jak kulturysta. Klatka świeciła się od potu. Pachniał zielonym Hugo Bossem. Z szyi wyrastała twarz Filipa.

Jej oddech był krótki i płytki. Ręce, nogi, brzuch, płuca, wszystko wypełniło się elektryzującym poczuciem spełnienia. Ciało wygięło się w nienaturalnej pozycji. Zagryzła zęby tak mocno, że o mało nie rozerwała chusteczek w strzępy. Osunęła się na posadzkę.

Chwilę zajęło jej dojście do siebie. Była wyczerpana. Poprawiła bluzkę i podeszła do zlewu. Ochlapała twarz. Spojrzała na swoje odbicie. Znów widziała tylko zmarszczki i obwisłe cycki.

Wróciła do biurka. Czuła na sobie spojrzenia koleżanek. Miała wrażenie, że doskonale wiedzą, co robiła przed chwilą. Skuliła się w sobie. Zamiast luzu wypełniał ją wstyd.

„To była jednorazowa akcja. Pewnie każdy ma coś takiego na koncie. Zapomnij o tym. To się nie wydarzyło. Już jest ok. Zapomnij. Wszystko w porządku. Pójdziesz wieczorem na trening i zrzucisz to z siebie”.

Wbiła wzrok w monitor. Nie miała żadnego maila z zadaniem. Musiała tutaj siedzieć jeszcze półtorej godziny. Rozejrzała się, czy kierownik nie kręci się w pobliżu. Było bezpiecznie. Wyciągnęła telefon. Miała nową parę i nową wiadomość.

Carlos: Hey. You have a beautiful smile. I am just a new one in this town. Would you like to drink few beers or something with me on the Piotrkowska street?:)

Przejrzała jego zdjęcia. Sprawiał wrażenie miłego faceta. Podobał się jej. Pewnie dlatego, że wyglądał jak przeciwieństwo Filipa.

Julka: Hey. Do you use Green Hugo Boss perfume?

Carlos: No :) I love Eternity by Calvin Klein.

Zagryzła wargi. Bardziej potrzebowała drinka niż skakania na trampolinach. Znacznie bardziej.

Julka: So… 18 will be ok.?

Carlos: Great.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania