Poprzednie częściWszystko będzie dobrze (I)  

Wszystko będzie dobrze (II)

— Przepraszam cię. Za wczoraj.

Słowa opłynęły ją.

Zajrzał jej w oczy i zobaczył, jak roztrzaskują się o niemożność zrozumienia. Ujrzał też, jak konstrukcje ich snów, silnie scementowane zaufaniem, drżą w posadach.

— Iskierko...

Nie nazywaj mnie tak!

Spojrzeli na siebie. Między nimi wytworzyła się jakaś dziwna, trudna do uchwycenia elektryczność. Czuł, że jeśli jej dotknie...Dotknął. Poczuli to oboje. Myślał, że odskoczy i rozkaże mu odejść, jednak tak się nie stało. Przetrwała.

— Stajesz się n i m, wiesz?

W jej głosie, ku własnemu zdziwieniu, zamiast złości, wychwycił całe połacie smutku.

Szkło w jego duszy zachrzęściło. „Wszystko będzie dobrze” – chciał powiedzieć, ale czuł, że ta znana z dzieciństwa dewiza , uszyta specjalnie na ich nieosłonięte, bolesne miejsca, pęka w szwach. Nie istniał architekt, który podjąłby się zaprojektowania ich szczęścia. Byli przeklęci, skazani na dożywotnie wycie do księżyca podczas bezksiężycowych nocy.

Abelard i Heloiza dzisiejszych, skorodowanych miłością czasów.

 

***

 

Dzień z wolna chylił się ku zachodowi. Dom był wypełniony po brzegi jego niezadowoleniem. Stanęła cicho, bezszelestnie próbując przebić się przez nie aż do kuchni, jej ostoi i więzienia. Jednak jemu nigdy nic nie umykało.

Złapał ją w korytarzu. Pisnęła.

— To zabawne, jak człowiek może się zmienić — usłyszała, tuż przy uchu.

— Kiedyś stanowiłaś więcej, niż ja, dwukrotnie przemnożony przez samego siebie. Teraz jesteś ćwiartką, smużką dymu po tamtym ogniu, który przetoczył się po mnie, przeze mnie. I nie było już: moje, mnie, mi. Pojawiło się: my, nas, o nas. — Pogładził ją po włosach, wciąż szepcząc – A potem było nas, znów dwukrotnie pomnożone.

Słuchała w napięciu, wiedząc, że zostanie później z tego odpytana.

— A teraz... – chwycił ją za podbródek, zmuszając do spojrzenia w oczy — znów jest nas, w liczbie pojedynczej, przemnożonej przez nic.

Spuściła wzrok.

— Patrz mi w oczy, suko — wysyczał, wzmacniając uścisk.

Spojrzała.

— Uciekli nam, zanim zdążyliśmy wymierzyć karę. Jak myślisz, czyja to wina?

Cisza.

— Odpowiedz!

Nienawidzę tego skurwysyna, nienawidzę (nie możesz tak o nim myśleć zobaczy to w twoich oczach)

I faktycznie zobaczył. Panikę, jak zaczyna stopniowo wrzeć, by za chwilę rozlać się wokół. Bez zamierzenia wywołania w nim jakiejkolwiek reakcji. Po prostu. To była część jej bycia. Suka żre. Suka karmi. Suka nie myśli. Suka egzystuje.

— Moja wina. Powiedz to. Chcę to usłyszeć. Powiedz!

Powiedziała. Wydawał się być zadowolony.

— Możesz odejść. — Puścił jej podbródek.

Nogi same poniosły kobietę do łazienki.

Woda była ciepła, ale nie gorąca. Żyletka ostra jak kontury niedawnego odejścia ich, których nieudolnie starała się kochać przez ostatnie dwadzieścia lat.

Zaszczypie, pomyślała, nakładając w wyobraźni te dwa obrazy na siebie. To dobrze. Bardzo dobrze.

 

Pierwsze cięcie było trudne. Czuła, jakby jej skóra składała się z wielu tysięcy warstw, każda kolejna twardsza od poprzedniej. Ale potem już było tylko łatwiej. Prowadziła żyletkę po mikroskopijnych, pulsujących życiem zagłębieniach, które posłusznie rozstępowały się przed jej pewną ręką. Krew płynęła równo, dostojnie, rozdzielona na dwa wartkie strumyki. Woda przyjmowała je z właściwym sobie spokojem, pozwalając, by te zmieszały się z nią całkowicie.

Jak rzeka, wpływająca do przeznaczonego jej ujścia.

Jak rzeki, codziennie wpływające do swoich, im tylko przeznaczonych ujść.

Jak ona, zmierzająca do własnego.

 

***

 

Ich palce znów zaczęły błądzić po mapie. Trochę potrwało, nim zwalczyli niepokoje i rozczesali skłębione myśli. Wędrowali w milczeniu, ale cisza nie przygniatała ich już swoim ciężarem; wręcz przeciwnie – pomagała zrozumieć.

Od kilku dni żołądki mieli już boleśnie zaciśnięte z głodu, ale żadnemu z nich nawet nie przeszło przez myśl, żeby żebrać. Dość już było żebrania w ich życiu. Postanowili więc zapolować.

Miasto, które ich przyjęło, skrywało w sobie kilka miejsc, uważanych powszechnie za przyjazne. Wybrali jedno z nich i założyli pułapkę. Teraz pozostawało tylko czekać na ofiarę.

Rozbici na dwa ruchome obozy, włóczyli się po bruku, wypatrując w mijanych twarzach najmniejszych oznak tej szczególnej turystycznej naiwności, która pozwalałaby im zaatakować. Żonglowali słowami. Malowali gestami.

Po dwóch godzinach bezowocnej tułaczki, wpadli na siebie nieoczekiwanie, oboje już u kresu sił.

— Trzeba spróbować inaczej. — Odezwała się, a raczej wychrypiała Iskierka. — Razem.

 

I poszli. Dwie szczupłe, na granicy z chudością postaci, o chmurnych oczach i bardzo wysokim spojrzeniu. Ręka w rękę, ramię w ramię. Chód stabilny.

Włosy mieli jak zboże połyskujące w słońcu. Ona - według starej, dobrej mody kobiecej długości sięgającej pasa; on – krótko przycięte, jak przystało na chłopaka u progu dorosłości.

Identyczne wersje siebie nawzajem, idące powoli ku przeznaczeniu.

Nic dziwnego, że przyciągali wzrok.

Na pierwszą ofiarę nie czekali długo.

Była łatwą w obsłudze, nieświadomą niczego staruszką. Dziewczyna spełniła rolę uwodzicielki, podczas gdy chłopak zajął się techniczną stroną całego przedsięwzięcia.

Pięć minut później już biegli, ścigani jej zrozpaczonym głosem, w którym Iskierka usłyszała daleki pogłos melodii przeszłych wydarzeń.

— Czuję się...podle — oznajmiła dziewczyna, gdy siedzieli oparci o siebie na ławce w parku.

Ptaki świergotały im nad głowami, jakby przekonując, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.A nie było. Nie dla niej.

Chłopak westchnął.

— Życie jest podłe, Iskierko. Atakuj, albo będziesz atakowany. Pożeraj, lub sam zostaniesz pożarty. Tak już zostaliśmy stworzeni.

— Ale ta staruszka? Serio?

Ona naprawdę nie rozumie, pomyślał.

— Przybrałaś złą perspektywę. Patrzysz na fragment i rozmywa ci się wizja całości. Spróbuj oddalić spojrzenie, nie ogniskując go na żadnym punkcie.

Dziewczyna zamknęła oczy, usiłując pozbyć się sprzed nich widoku nieznośnie poczciwej, pomarszczonej twarzy. Na próżno.

— To nie wina lwów, że antylopy łatwo tracą czujność. Nie nakarmisz się swoją moralnością, a twardym prawem łańcucha pokarmowego już tak. Oddal spojrzenie i nie ogniskuj go na żadnym punkcie. Tak będzie lepiej. Uwierz.

Uwierzyła sile jego głosu, ale nie umiała przyjąć słów. Nie zaprzeczyła jednak. Zbyt bardzo bała się powrotu tego czegoś, co kazało mu ją wtedy uderzyć.

— Chodźmy. — Powiedziała więc po prostu. — Musimy znaleźć nocleg.

 

***

 

Przycupnęli na skraju lasu, jak to mieli w zwyczaju.

Niczym się teraz nie różnimy od zwierząt, myślała ona, marznąc we wnętrzu namiotu, odwrócona do niego plecami. Ale może tak właśnie trzeba.

I nagle uderzyło ją, jak bardzo ta zasada przypominała styl bycia ich ojca. Oraz jak słaba w tym wszystkim była matka. Uległa i pokorna. Jak suka. Muszę być twarda, myślała. Nie mogę stać się taka jak ona.

A być może, to on miał rację i moralność to po prostu tylko kilka dodatkowych kilogramów w ekwipunku, wygodnych, jeśli masz je gdzieś obok siebie, na podorędziu, ale uciążliwych na dłuższą, bardziej wymagającą podróż.

Dlaczego więc nie umiała jej tak po prostu odrzucić?

 

***

Minęło wiele czasu, odkąd weszła do łazienki. Zdecydowanie zbyt wiele, nawet jak na nią, myślał, czując, jak irytacja wzbiera w nim, nieuchronnie prowadząc do wybuchu. Powstrzymywał ją jednak, mając dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Było dziwnie... cicho, z zamkniętych drzwi nie dobiegał żaden dźwięk. Żadnego szelestu, żadnego plusku, słowem, niczego, co można zakwalifikować jako zwyczajne odgłosy kąpiącej się osoby. Zapukał.

Żadnego odzewu. Spróbował jeszcze raz, bardziej natarczywie. Co ona tak długo tam robi?

— Wyłaź, do kurwy nędzy, ile można siedzieć w łazience?!

Cisza.

Zaniepokoiło go to. A co jeśli... ? Nie, nie wolno mu o tym myśleć. Działać. Tylko działać.

Rzucił się do przedpokoju szukać awaryjnego klucza, wymyślonego specjalnie na tego typu okoliczności. Po chwili wrócił, zwycięsko dzierżąc przedmiot swoich poszukiwać.

Włożył i przekręcił. Dwukrotnie.

Widok, jaki zobaczył, przerósł jego najśmielsze oczekiwania.

 

***

Nie spał. Długo przekręcał się z boku na bok, trącając przypadkowo łokciem leżącą tuż obok niego Iskierkę. Ona również nie spała, słyszał to w jej oddechu – zbyt głośnym i płytkim, jak na kogoś pogrążonego we śnie.

— Czy ty też to czujesz? — usłyszał jej szept w ciemności.

— Co?

— Jakbyś miał w duszy odłamki szkła. Które poruszają się z każdym twoim oddechem. Nie pozwalają na sen, a jeśli już nadejdzie, to...

— ...styka się ze świadomością. Znam — przerwał jej.

— Skąd to szkło u nas? Skąd?

— Od ojca. On nam wtłoczył je w nas, kiedy byliśmy dziećmi. Karmił je w nas, kiedy tylko miał okazję. Pamiętasz, kiedy kazał nam skoczyć z dachu?

Pamiętała.

— Mam złe przeczucia.

Usiadła. W ciemności poszukali siebie wzrokiem, aż w końcu natrafili na twarze.

— Matka? — spytał.

Kiwnęła głową.

 

***

 

Zrobiła to nienagannie, jak miała w zwyczaju. Nigdzie ani kropelki krwi, no, może poza wanną, która była nią wypełniona po brzegi. Wszędzie unosiła się para. Była tak gęsta, że czuł jak wnika mu w płuca i oblepia je, uniemożliwiając oddychanie.

Umarła. W moim domu. Jak ona, kurwa, śmiała, myślał, wciąż bojąc się podejść bliżej.

Podszedł jednak, zwalczając w sobie wstręt. Nawet w takim stanie wciąż była niepozbawiona wdzięku. Naiwna i głupia, ale piękna. Jak większość kobiet zresztą.

— Coś ty narobiła? — wymamrotał, kucając przed jej twarzą.

Miała otwarte oczy.

Nie mogąc znieść jej trupiego spojrzenia, przeniósł wzrok na jej rękę, obok której dostrzegł mały, ostry przedmiot. Żyletka. No tak. Bez zastanowienia chwycił ją, wciąż lekko oszołomiony. Jednak coś innego przykuło jego uwagę.

Cięcia na jej lewej ręce układały się w napis.

— S..U...K...A — wyartykułował bezgłośnie.

Wtedy przypomniał sobie, że w dłoni wciąż trzyma żyletkę. Wypuścił ją natychmiast, jakby dotyk go parzył.

Ostatni raz popatrzył jej w oczy. Zobaczył w nich coś zupełnie odmiennego, od tego, co widział na co dzień.

Drwinę, a tuż pod nią – niezmierzoną otchłań spokoju.

Następne częściWszystko będzie dobrze (III)  

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Podniosłam Ci średnią, bo te oceny są do bani. Tekst świetny, choć miejscami trochę z interpunkcją coś mi się nie zgadza. Szerzej może jutro.
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    hahaha, trolle grasują. Niech im się tam podnosi ego, niech chociaż tyle z życia mają. Dzięki :)
  • rubio 2 miesiące temu
    Najpierw napiszę, że moim skromnym, mało istotnym bo mało zaznajomionym z trendami zdaniem, znakomiciejesz. Jest, co ma być w takiej historii, jest odpowiednio ciężko i uderzająco emocjonalnie, a poziom prozopoetyckich wstawek to jest, hmm... O, dam taki kicz, że to jest jak lodowce topnieją, płacząc, i wtedy się poziom oceanów i mórz podnosi, i ten. W sensie, poziom wysoki.

    A teraz napiszę co innego, taki komplement chyba, że dobrze, jak tekst inspiruje do myślenia, i takie zainspirowane nim myśli (tekstem w sensie, nie komplementem), co do których nie wiem, czy dobrze czy niedobrze je pisać. No ale, potrzeba własna, forum publiczne, tak że ten.

    Taki banał, że mogliby wreszcie zacząć umierać ci, którzy powinni.

    Ta babcia - mi się w tym momencie skończyły pokłady empatii; tzn., to może być też historia o kobiecie, która była w AK, przeżyła Auschwitz, po wojnie nękanie, etc., etc., i teraz, na starość, para jakichś wypierdków kradnie jej torebkę. To mogłaby być historia o tym, że coś tu jest kurwa bardzo nie tak z systemem legislacyjnym, albo utopia o tym, jak oboje dostają konkretny wpierdol na komendzie. Ale, trudne dzieciństwo, wiele starych ran, trzeba zrozumieć. Właśnie, "trzeba zrozumieć". Ta moja myśl jest o tym, że zbyt głęboko pojebało nam się "rozumienie kogoś" z "wyrozumiałością względem kogoś".

    O, i jeszcze tu "To nie wina lwów, że antylopy łatwo tracą czujność. Nie nakarmisz się swoją moralnością, a twardym prawem łańcucha pokarmowego już tak" - to mówi nikt. Takie zdanie ma prawo powiedzieć, nie wiem, Putin, Aleksander Wielki, generał Patton, czy nawet pierdolony Hitler (nie analizuję dobra czy zła, analizuję znaczenie postaci, która coś mówi); ale oni takich zdań nie powiedzą - oni wiedzą, kim są, i nie muszą się okłamywać wymyślaniem, że są kimś innym. Natomiast wszelki margines, ludzie, którzy kompletnie nie potrafią sobie poradzić z realnym życiem, wyrzutki itd., postaci bez znaczenia, zawsze dorobią sobie jakąś ideologię do swojego spierdolenia (jakieś komuny w sqautach, jakaś grypserka, jakieś "walki z systemem", itp., itd.). I tu jest przykład - ktoś, kto nie ma na jedzenie, kto wszystko, co potrafi, to bić kobietę i okradać staruszki, taki ktoś pierdoli sobie samemu coś o lwach; taka zwykła, kaleka hiena.

    Przepraszam, że te myśli chyba niekoniecznie zgodne z Twoją wizją tekstu. Ale tak mi się właśnie chciało napisać coś niezgodnego, coś "spoza".

    No i ofc 5. (btw do Ciebie co te małe kurwy mają, że taka niska średnia?).
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Się odniosę jutro, bo komentarz wart szerszego rozpatrzenia.
    Się trolle bawią, może komuś przez przypadek igłę wbiłam za mocno. A może ktoś serio wycenił tekst na jeden. Ma do tego prawo. Ach, no i tak mi miło, że wpadłeś Rubio. Nastrój +5.
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Ok, j'suis la.
    No to najpierw: kicz-metafora, czy nie kicz, ego mile łechce. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale Twój głos cenię sobie, o czym pewnie wiesz
    Myślę, że bardzo dobrze, i pewnie, że pisz przemyślenia, bo to tekst jest dla was, (trochę dla mnie, ale jednak wystawiony na widok publiczny, jak tu sam rzekłeś), więc wszystko, co a propos mniej lub bardziej - mile widziane. Widziane mile jednako, tylko mniej lub bardziej na temat, o to mi chodziło :) "Umierać ci, którzy powinni." Hmm. A którzy powinni? Czy nam to oceniać, kto powinien umrzeć teraz, a kto później? Tak to widzę ja, jako zdeklarowana chrześcijanka. Choć i takie myśli nieraz snują mi się po głowie, przyznaję bez bicia.

    O, tak Rubio. Zdecydowanie się zgadzam. Tak jak istnieje granica, cienka wprawdzie, między "altruizmem" i dobrocią stricte chrześcijańską, tak i tutaj musi istnieć jakaś granica. (Wybacz, że biorę to tutaj, ale jako myśl z naszej rozmowy bardzo mi pasowała).

    "to mówi nikt." - strasznie dobitne i przy tym ładne określenie. I to --> "taka zwykła, kaleka hiena". No dobra, jako żem autorka, i to są teraz moje dzieci, które kocham miłością egoistyczną i szalenie niesprawiedliwą: tak, jest to dorabianie ideologii. O ileż łatwiej czyni się zło, mogąc wytrzeć po wszystkim ręce w jakąś ścierkę, która bardzo szybko staje się szmatą, używana przez wszystkich, prana przez nikogo. Jednak, ech, te "dzieci", bo 20 lat to jednak wciąż mało, zostawione są same sobie. Ojciec to nie ojciec, bo sukinsyn, matka, nie umiejąca sobie z nim poradzić. To się powoli staje standardem, co ja mówię, to już jest jakiś tam standard patologicznej rodziny. Wiadomo, tutaj robota państwa, jeżeli rodzina zawiodła - moim zdaniem jednak powinno się stawiać bardziej na metody wychowawcze niż kary. Owszem, to są dzieci. A dzieci się wychowuje, nie karze.
    Taka moja wizja, Rubio.

    Strasznie dziękuję Ci za Twoją.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    „Nie istniał architekt, który podjąłby się zaprojektowania ich szczęścia. Byli przeklęci, skazani na dożywotnie wycie do księżyca podczas bezksiężycowych nocy.” - świetne!

    „Żyletka ostra jak kontury niedawnego odejścia ich, których nieudolnie starała się kochać przez ostatnie dwadzieścia lat.” też fajne, ale czy zamiast „których” nie lepiej „które”? Bo jeśli wcześniej jest kontury... chyba, że mi coś umknęło. Chyba, że chodzi o „ich” w sensie „tych” to oki w sumie.

    „Pierwsze cięcie było trudne. Czuła, jakby jej skóra składała się z wielu tysięcy warstw, każda kolejna twardsza od poprzedniej. Ale potem już było tylko łatwiej. Prowadziła żyletkę po mikroskopijnych, pulsujących życiem zagłębieniach, które posłusznie rozstępowały się przed jej pewną ręką” - ten opis zajebisty, aż czułem dziwne mrowienie w nadgarstkach

    „— Ale ta staruszka? Serio?” - to luźna uwaga, a gdyby przestawić szyk? Dać najpierw „— Serio? Ale ta staruszka?” - obadaj

    „I nagle uderzyło ją, jak bardzo ta zasada przypominała styl bycia ich ojca. Oraz jak słaba w tym wszystkim była matka. Uległa i pokorna. Jak suka. Muszę być twarda, myślała. Nie mogę stać się taka jak ona.” - no tak, im bardziej od czegoś na oślep uciekamy, tym szybciej pakujemy się w paszcze bestii, której chcemy uniknąć. Życie. Mądry kawałek. Z resztą masz tu dużo przemyślanych i udanych zwrotów. Cały tekst mi na taki wyglada, jakby zanim powstał, autor, Ty, dużo o nim myślał.

    No pani, mocny to jest tekst! Taki melancholijnie-ostry. Napisany niby od niechcenia, a każde słowo wydaje się niczym idealnie wpasowana kamień w egipskiej piramidzie.
    Jeśli moje watpliwości, tam gdzie je napisałem, tam wyżej to przez nienadążanie za Tobą, za Twoim myśleniem, to po prostu zignoruj.
    Druga część w mojej opinii jeszcze lepsza od pierwszej, tak jakbyś sie tu rozkręcała, więc naturalnie nasuwa się pytanie: Co będzie dalej?
    Gwiazdki jestem Ci winien i tu i w poprzedniej, ale uzupełnię na pewno, teraz z telefonu dziadowskiego piszę...
    Pozdrawiam
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Witaj, Mauryc.

    Nie, z tym szykiem tak to widziałam. Mi lepiej brzmi moja.

    Hmm, no trochę może nie tyle myślałam przed tworzeniem, co w trakcie. Tekst należy trochę do tych "poczętych w bólach", tu i technicznie trochę odczułam ciężar, jak i psychicznie nieco.
    Tak, jest taka tendencja, w psychologii ma nawet działkę, się przeniesienie nazywa czy coś, to, że kopiujemy podświadomie wzorce rodziców. Chyba, że jesteśmy ich świadomi. Chyba, że kiedyś je w sobie zwalczyliśmy. Lub nadal walczymy. Ech, cieżki to temat pod dyskusję. To też właśnie dlatego patologia często rodzi patologię. Dalsza część o dziwo... się pisze, choć mi się wydawało, że zniszczyłam temat tym swoim nadmiernym staraniem, by było jak najlepiej.

    Strasznie mi miło, że wpadłeś... dawno Cię tu nie było, Maurycy.
    A ja Cię nie mam zbytnio jak ugościć, bałagan w domu :D
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Enchanteuse :)
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Maurycy :))
  • Canulas miesiąc temu
    Jestem

    "— Przepraszam cię. Za wczoraj. " - czy nie lepiej jedno zdanie zrobić?

    "Spojrzeli na siebie. Między nimi wytworzyła się jakaś dziwna, trudna do uchwycenia elektryczność. " wpierw: "na siebie" i zaraz: "między nimi". Mnożą się dookreślenia. Moze to również jakoś w jednym zdaniu zawrzeć.

    "Szkło w jego duszy zachrzęściło. „Wszystko będzie dobrze” – chciał powiedzieć, ale czuł, że ta znana z dzieciństwa dewiza , uszyta specjalnie na ich nieosłonięte, bolesne miejsca, pęka w szwach. Nie istniał architekt, który podjąłby się zaprojektowania ich szczęścia." - przecinek wyskoczył na środek. Za to ostatnie zdanie – zajebiste.

    Bardzo ciekawa rozmowa, gdy złąpał ją w korytarzu. Ładnie napisana.

    "Pierwsze cięcie było trudne. Czuła, jakby jej skóra składała się z wielu tysięcy warstw, każda kolejna twardsza od poprzedniej. " - tutaj bym wywalił "jej". Ogólnie w wielu miejscach masz nawyk do dookreślania słowami: "jej" albo "ich".

    "Od kilku dni żołądki mieli już boleśnie zaciśnięte z głodu, ale żadnemu z nich nawet nie przeszło przez myśl, żeby żebrać. " - jak choćby tu. Można: "Od kilku dni żołądki mieli już boleśnie zaciśnięte z głodu, ale żadnemu nie przeszło przez myśl, żeby żebrać". - bez straty dla treści.

    "Włosy mieli jak zboże połyskujące w słońcu. Ona - według starej, dobrej mody kobiecej długości sięgającej pasa; on – krótko przycięte, jak przystało na chłopaka u progu dorosłości." - pierwsza kreska zbyt krótka.

    "Ptaki świergotały im nad głowami, jakby przekonując, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.A nie było. Nie dla niej." - uciekła spacja po kropce.

    "— Przybrałaś złą perspektywę. Patrzysz na fragment i rozmywa ci się wizja całości. Spróbuj oddalić spojrzenie, nie ogniskując go na żadnym punkcie. " - a to mi się bardzo podoba.

    "Zbyt bardzo bała się powrotu tego czegoś, co kazało mu ją wtedy uderzyć.
    — Chodźmy. — Powiedziała więc po prostu. — Musimy znaleźć nocleg." - tutaj dwie rzeczy widzą mi się koślawe.
    Pierwszy zapis: "Zbyt bardzo" – dałbym bez jednego lub drugiego.
    Drugi: "Powiedziała więc po prostu." — albo"więc" albo "po prostu" i powiedziała z małej.

    "A być może, to on miał rację i moralność to po prostu tylko kilka dodatkowych kilogramów w ekwipunku' – ładne i ciekawe.

    "Było dziwnie... cicho, z zamkniętych drzwi nie dobiegał żaden dźwięk. " wcześniej po wielokropku nie dajesz odstępów, tutaj tak. Ja sam nie wiem jak jest dobrze. Sam daję po spacji.

    "Rzucił się do przedpokoju szukać awaryjnego klucza, wymyślonego specjalnie na tego typu okoliczności. Po chwili wrócił, zwycięsko dzierżąc przedmiot swoich poszukiwać." - poszukiwań.

    "— Jakbyś miał w duszy odłamki szkła. Które poruszają się z każdym twoim oddechem. Nie pozwalają na sen, a jeśli już nadejdzie, to..." - tutaj ponownie dałbym to jednym zdaniem, bo tak mi brzmi nienaturalnie.
    "— Jakbyś miał w duszy odłamki szkła, które poruszają się z każdym twoim oddechem. Nie pozwalają na sen, a jeśli już nadejdzie, to... " - no ale rzecz gustu.


    "— Od ojca. On nam wtłoczył je w nas, kiedy byliśmy dziećmi." - z tym szkłem świety pomysł. Jakiś taki mistyczny. Ale zapis tutaj – dziwny. "nam w nas"? Dziwne.
    "— Od ojca. On nam je wtłoczył, kiedy byliśmy dziećmi."
    Od ojca. Wtłoczył je w nas, kiedy byliśmy dziećmi." - tak albo tak.

    "Umarła. W moim domu. Jak ona, kurwa, śmiała, myślał, wciąż bojąc się podejść bliżej." - wyodrąbniłbym jakoś słowo "myślał".

    Ok.
    Historia cieżka, mroczna. Taka baśń Braci Grimm, ale z tych poważnych. Czuć ciężar. Naprawdę od strony poczucia ciężkości kawał dobrej roboty.

    Technicznie – dużo poniżej Ciebie. Dużo za dużo.
    Treść – tak
    Technika – nie.
    Muszę jeden punkcik upiłować.

    Pozdrox, Ench.
  • Enchanteuse miesiąc temu
    Dzięki, że zerknąłeś, Can.
    Taa, tak jak mówi£am - samospalanie. Więc jakoś poszła, siłą rzeczy. Odczuwalnie dla odbiorcy i piszącego.
    Błędy popoprawiam na spokojnie już.
    Merci i raz jeszcze - wesołych świąt.
  • Enchanteuse miesiąc temu
    * jak się dostanę do laptopa, czyli za jakiś tydzień.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania