Poprzednie częściWybrańcy 1  Wybrańcy 2  Wybrańcy 3  

Wybrańcy 4

4

Ci, prowadzący pustelniczy żywot, podobnie jak w stolicy, żyli w jaskiniach gór, wśród których wzniesiono Nacerat. Błagający o pomoc kapłan nie został jednak doprowadzony do eremitów. Człowiek, którego zaczepił nakazał mu czekać i odszedł. Zrozpaczony ojciec stał więc, szamocząc się między nadzieją i paniką. Wysłuchano go widać, bo po niekończącej się godzinie nadszedł, krokiem niezdradzającym zmęczenia, ubogo odziany, prosty jak trzcina mężczyzna. Twarz poorana zmarszczkami, wysokie, wygarbowane wiatrem i słońcem czoło i przerzedzone siwe włosy mówiły, że przybysz jest starszy od Zachariasza.

– Czego pragniesz od Asseya kapłanie?

– Nie wiem kim jesteś, mam nadzieję, że uzdrowicielem. Proszę byś przywrócił mi to, co dzięki wam i modłom zostało mi dane – syna, który do śmierci w chorobie zmierza.

– Prowadź – odrzekł krótko przybyły.

Nie zamienili więcej po drodze ani słowa. Truchtający półbiegiem i sapiący kapłan, nawet nie zauważył, że gość, którego prowadzi, nadąża za nim bez większego wysiłku.

Przy wejściu czekała mała Maria, a widząc nadchodzących zniknęła na moment we wnętrzu, by po chwili pojawić się znowu i powitać ukłonem obcego. Ten zwolnił na moment i przechodząc mimo powiedział do dziewczynki:

– Tyś jest Maria. Twój czas jeszcze nie nadszedł.

Gdy wychodził po niedługim czasie z domu Zachariasza pożegnał go:

— Syn twój, do dojrzałości, musi być z nami związany, bo choroba wracać będzie. Najpierw często, a potem coraz rzadziej. Nie trwóż się. Wyrośnie na dobrego i poważanego.

=+=

Elżbieta co siedem dni, wraz Birszem, Tidalem i Diną lub Marią, zabierała Jana poza gród. Zachariasz doskonale wiedział, że udają się do uzdrowicieli, ale nigdy nie próbował poruszać tego tematu, bo widział, że jego syn staje się coraz zdrowszy. Po pół roku wizyty za miastem stały się rzadsze, a mały Jan zdawał się niczym nie różnić od innych dzieci w jego wieku. Chłopiec zaczynał chodzić i mówić i wszędzie go było pełno. Niby duch opiekuńczy, cały czas, towarzyszyła mu Maria, której ani na chwilę rola starszej kuzynki nie przeszkodziła w okazywaniu czułości i uwagi. Patrzący na to pozostali domownicy z uśmiechem pytali, czy nie jest mamą malucha, co powodowało, że dziewczyna rosła w dumę.

Wszystko wydawało się iść ku dobremu, gdy po półtora roku nadeszły wieści ze stolicy. Zachariasz wrócił do domu wyraźnie zmartwiony. Wieczorem, gdy położył się obok żony w łożnicy powiedział:

– Dostałem wiadomość, że łowcy zaczęli mnie szukać. Nie stać nas ani ja sił już nie mam, na kolejną ucieczkę. Porozmawiaj z siostrami, może one zapewnią tobie i Janowi jakieś bezpieczne i spokojne miejsce i wybacz, jeśli uważasz, żem winien.

Elżbieta przez chwilę milczała miotając się od lęku do rozpaczy. Serce wydawało się rozsadzać piersi. Potem nadszedł przeraźliwy strach i przeszywający ból, który usadowił się w plecach, paraliżującą obręczą obejmując pół ciała. Jęknęła cicho cierpiąc, a mąż nie zauważając co się z nią dzieje ciągnął dalej:

– A może Asseyas zechcieliby wam pomóc? A może to kara boska za to, że ja kapłan Perushim, korzystałem, ich pomocy?... Nie wiem... Czuję się całkowicie bezradny po raz pierwszy w życiu... – umilkł, pogrążając się w rozmyślaniach.

Obok niego ból powoli cichnął i zmęczenie, jak ogromna góra piasku, zaczęło opadać na Elżbietę. Ledwo oddychała, nie mogąc się poruszyć, ani otworzyć ust. Potworne przerażenie jednak malało i po długiej chwili, oblana zimnym potem, mogła spróbować się poruszyć. Podświadomie jednak wiedziała, że jeśli teraz wstanie, to umrze. Leżała więc, zbierając siły i napędzając wolę życia, myślą o dziecku.

Po... Porozmawiam – niemal wyrzęziła, a słysząc swój głos przemogła się i poprawiła niemal normalnym głosem – porozmawiam z siostrami i Asseyas. Może nie będzie tak źle.

=+=

Ze względu na nawiedzające ją ostatnio napady słabości, na wyprawy z dzieckiem do Asseya Elżbieta zabierała zarówno Dinę, jak i Marię. Oczywiście zawsze towarzyszyli im weteran i Tidal. Tak było i tym razem. Uzdrowiciel, jak zwykle obmył chłopca i przez chwilę trzymał dłonie na jego skroniach. Potem, co nie było zwykłą sprawą, bo spotkania od początku odbywały się w całkowitym milczeniu, zwrócił się do matki Jana:

– Wiem, żeś chora. Nie w mojej mocy jest ci pomóc. Ból myślą o dziecku odpędzisz.

Wyszli z jaskini i sposobili się do drogi powrotnej, gdy nadbiegł jeden z pastuchów wołając:

Stójcie! Łowcy są w grodzie!

=+=

Z nicości pojawiło się przed oczami Elżbiety ciemne, migoczące światło. Z wysiłkiem obróciła głowę, by dostrzec lampkę oliwną i zarys głowy Diny. Ta, widząc ruch powiedziała:

– Odpoczywaj pani. Jesteśmy u Asseya i nic nam tu nie grozi.

Co się wydarzyło? Co? Wiedziała! Nie była jednak w stanie nawet otworzyć ust. Zmęczenie jak kamień grobowca leżało na niej, a ciemność zasnuwała oczy. Pełna pewności i rozpaczy osunęła się w nią powtórnie.

 

Przez jakiś niewyraźny majak dotarł do niej głos synka. Wysoki strop groty, skalne ściany, skromna prycza i skóry, a dalej ciemne włosy malucha i nachylona nad nim Maria. Łzy napłynęły jej do oczu i rozpacz wetknęła do gardła gorzką kulę.

Synek pewnie coś posłyszał, bo ruszył do niej niepewnymi jeszcze krokami, szeroko rozstawiając rączki nóżki.

– Mama- wygłosił z dumą najważniejsze dla niego słowo uśmiechając się, że wreszcie mama patrzy na niego.

– Mama – powtórzył, gdy doszedł, a potem jakby czując nastrój matki, spoważniał i przytulił się do zwisającej z posłania ręki.

Stojąca tuż za nim Maria nie zdołała powstrzymać głośnego szlochu.

=+=

Po kilku dniach stan Elżbiety poprawił się na tyle, że mogła nie tylko wziąć w objęcia syna, ale wysłuchać relacji z tragicznych zdarzeń i podjąć stosowne decyzje.

Salome, jej siostra, przysłała zaufanego, a ten opowiedział co się wydarzyło.

Łowcy dopadli Zachariasza, gdy szedł do świątyni. Widać mieli już rozeznanie, bo pogruchotali mu kości pytając gdzie jest jego potomek. Kapłan jednak przysięgając na boga mówił prawdę, że nie wie. Zginął zatłuczony tuż przed świątynią, w której drzwiach patrzyli na to inni Perushim.

Anna błagała, by pod żadnym pozorem Maria nie wracała do niej. Salome zaś uważała, że na razie Elżbieta musi kryć się w górach i dołączyła trochę pieniędzy.

Przysłuchujący się temu jeden z Asseya, zwany przez innych Przewodnikiem doradził, by Marię wysłać z powrotem do stolicy, a Elżbietę z Diną i dzieckiem, zostawić w jaskiniach. Rada wydała się wszystkim dobra.

Następne częściWybrańcy 5  Wybrańcy 6  Wybrańcy 7  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha pół roku temu
    Kurde, dajesz rade widze. Kulejka mi rosnie... :D
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Z zainteresowaniem śledzę Autorską rekonstrukcję.
  • illibro 4 miesiące temu
    Jan się chowa po jaskiniach i górach jak Osama Bin Laden swego czasu ;) Szacun za włożoną pracę, bo to, co czytam to chyba niełatwo napisać. Ciekawe, jak to się skończy ;)
  • Karawan 4 miesiące temu
    Dzięki za wizytę i chęć dotrwania do końca. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania