Z tobą zawsze - Rozdział 19

Postanawiamy z Peterem pójść za ciosem. Skoro zaprosił mnie na studniówkę i wygląda na to, że przekonał też do niej swoich znajomych, to teraz trzeba tylko ubłagać moją mamę, czego strasznie się boję. Jeszcze w drodze do domu obmyślamy plan. Nie jest on może brawurowy, ale jest nikłe prawdopodobieństwo, że się uda. Nie znam się zbytnio na rachunku prawdopodobieństwa, ale Peter obiecał, że kiedyś mi wyjaśni, jak to jest możliwe, że szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć*.

Siedzę nad lekcjami. Właściwie to już je dawno odrobiłam, ale udaję, że jeszcze je robię. Jest godzina osiemnasta. Za chwilę powinno rozlec się pukanie do drzwi. Z Peterem nawet synchronizowaliśmy zegarki. Trzy, dwa, jeden i jest, stanowcze pukanie. Zza uchylonych drzwi, słyszę lekkie westchnięcie mamy, która wychodzi z dużego pokoju, żeby otworzyć tym, którzy ośmielili się zakłócić jej spokój. Niestety nie słyszę stąd słów, więc podchodzę do framugi i zerkam przez szparę w drzwiach. W progu mieszkania stoi Peter razem ze swoją mamą, która trzyma w ręce butelkę wina.

– Hm, bo chciałem cię przeprosić za tą całą sytuację z soboty – mówi Peter. – Z tym nocowaniem Jo u mnie i że okłamałem cię na klatce schodowej, głupio wyszło. Naprawdę nie miałem niczego złego na myśli, chciałem tylko pomóc. Jo bała się twojej reakcji na to, że się upiła i w ogóle, mówiłem jej, że to zły pomysł, ale wolałem, żeby przenocowała u mnie niż miałaby się gdzieś szwendać po nocy. – Naprawdę, dobrze wychodzi Peterowi bycie skruszonym. Mnie już przekonał. Z tym jego wyrazem twarzy, wybaczyłabym mu wszystko, nawet to, że w tej chwili próbuje całą winę zwalić na mnie. No dobra, to była moja wina, ale hej, kłamać mojej mamie nie kazałam, mógł mnie wydać i pewnie też bym mu to wybaczyła.

Nie wytrzymuję tego napięcia, wychodzę pokoju i chrząkam, a wszystkie pary oczu kierują się w moją stronę.

– Ja też cię mamuś jeszcze raz bardzo przepraszam. Nie chciałam, żeby wszystko wyszło tak, jak wyszło. Bałam się, że się na mnie zawiedziesz, że wypiłam tak dużo. Na Petera się nie gniewaj, bo to faktycznie wszystko był mój pomysł, a Peter zachował się w porządku. – Na moment moje spojrzenie zbiega się z Petera. Mogę przysiąść, że widzę błysk w jego oku. Może żałuje, że się zachował zbyt porządnie? Ja tego żałuję.

Mama przygląda się nam wszystkim przez chwilę, aż wreszcie opuszcza ramiona w geście rezygnacji.

– To ja was przepraszam – zwraca się do Petera i cioci Zuzy. – Zachowałam się jak furiatka. Wiem Peter, że nie zrobiłbyś niczego głupiego. To wściekłość na Jo przeze mnie przemawiała. Wybaczcie mi, proszę. – Gestem ręki mama pokazuje gościom, że maja wejść do środka. – A ty, moja panno sobie nie myśl, że to ci cokolwiek pomoże i w jakikolwiek sposób ukróci twój szlaban – mówi do mnie, kiedy wszyscy udajemy się do dużego pokoju.

– Co do tego szlabanu – wtrąca się ciocia Zuza odkładając butelkę wina na stolik przy kanapie – to mamy jeszcze jedną sprawę.

Moja mama od razu się napina. Mruży oczy i zerka podejrzliwie. Może to jednak nie był dobry pomysł, będzie myślała, że te przeprosiny są tylko po to, żeby ją przekupić.

– Kawa czy od razu przechodzimy do konkretów? – mama pyta cioci. – Może jednak zacznijmy od razu od wina, bo widzę, że przyszykowaliście na mnie zasadzkę. Trzeba było poczekać, aż chociaż wypiję kieliszek.

Mama wyciąga z barku dwa kieliszki i otwieracz do wina, który podaje Peterowi, a ten posłusznie zabiera się za otwieranie butelki. Idzie mu to całkiem sprawnie. Przyglądam się jak pracują mięśnie jego dłoni i przedramion. Uwielbiam jego dłonie, dlaczego wcześniej się im nie przyjrzałam?

– Oj, daj spokój. – Ciocia Zuza rozsiada się na kanapie. – Chodzi o to, że Piotrek wybiera się na studniówkę i nie znalazł sobie żadnej osoby towarzyszącej. Dlatego chciał prosić o to Joasię, jeśli oczywiście będzie miała ochotę. – Wszyscy zerkamy na mamę, czekając na jej reakcję, ale ona milczy. – I tu się pojawia problem tego jej szlabanu. Może odpuścisz jej na jeden dzień? Piotrek sam nie chce iść, a ja bym chciała, żeby jednak poszedł. W końcu studniówkę ma się tylko jeden raz w życiu. No i zapłaciłam już za dwie osoby – ciocia dodaje krzywiąc się przy tym nieco.

– No tak, studniówka – mama wreszcie się odzywa. – Z tego, co pamiętam, to ty Jo bardzo chciałaś iść na nią? – Mama spogląda na mnie, a ja nie potrafię stwierdzić, co jej chodzi po głowie. – Wydaje mi się, że czekałaś, aż niejaki Marek cię zaprosi?

– Tak – przyznaję i spuszczam wzrok – ale on idzie ze swoją dziewczyną.

– Oh – mama wzdycha, a ja słyszę w jej głosie współczucie.

– Z resztą, to już nie ważne – szybko dodaję. – I tak chcę tam iść, i z chęcią pójdę z Peterem. Jeśli się tylko zgodzisz. – Patrzę na mamę błagalnym wzrokiem.

– No widzisz – wtrąca ciocia Zuza. – Jak się zgodzisz, to wszyscy będą szczęśliwi, i Piotrek, i Joasia i nawet ja – mówi uradowana. – To jak, zgadzasz się?

Mama bierze kieliszek w dłonie i upija łyk wina. Analizuje wszystko, co jej powiedzieliśmy. Patrzymy na nią w ciszy i skupieniu, aż wreszcie się odezwie. Mama skrzywia się, ale ja potrafię dostrzec, jak drży jeden z kącików jej ust. Moja kochana mamusia nas podpuszcza! Już podjęła decyzję, tylko się z nami droczy. Mrużę oczy, na co ona omal nie parska śmiechem.

– Okej. Jo może iść z Peterem na studniówkę – wyrzuca z siebie. – Ale, żeby było jasne. Znoszę ci szlaban tylko na ten jeden wieczór. – Mama wygraża mi palcem w powietrzu. – I Jo ma wrócić w jednym kawałku oraz trzeźwa! – tym razem zwraca się do Petera.

– Jasne – Peter szybko odpowiada. – Już ja jej przypilnuję. – Puszcza do mnie oko.

Przewracam oczami i zaczynam skakać z radości.

– Tak! Dziękuję mamuś! – Rzucam się mamie na szyję, a następnie cioci. Przed Peterem wyhamowuję i klepię go tylko w ramię.

Jestem taka szczęśliwa, że mam ochotę krzyczeć. Łapię Petera za rękę i ciągnę go do swojego pokoju. Zostawiamy nasze rodzicielki same. Niech w spokoju napiją się winka i poplotkują. Kiedy zamykam za nami drzwi, zaczynam piszczeć ze szczęścia i znów podskakiwać. Mam ochotę rzucić się Peterowi na szyję. Kiedyś, pewnie tak właśnie bym zrobiła. Kiedyś. Teraz czuję się skrępowana za każdym razem, gdy jestem blisko Petera. Boję się jego reakcji, że znowu się rozzłości. Właśnie dlatego, po prostu podskakuję. Peter przygląda się mi z rozbawieniem.

– Gładko poszło – stwierdza i rzuca się na plecy na moje łóżko, a następnie przetacza się na bok i podpiera ręką głowę.

Siadam na krzesełku obok biurka. Ponownie łapię się na tym, że przyglądam się jego twarzy, dłoniom, każdemu ruchowi. Serce od razu mi przyspiesza, a na policzki wypływa rumieniec. Peter chyba to zauważa, bo uśmiecha się do mnie zadziornie. Szybko odwracam się w stronę włączonego laptopa i puszczam moją playlistę, do której dorzucam jeszcze obowiązkowo Trivium i Parkway Drive.

– Dawno nie byłem w twoim pokoju. – Peter rozgląda się po ścianach.

– Serio? Mhm, chyba faktycznie – przyznaję. Mam nadzieję, że teraz będzie w nim częstszym gościem.

– Jest tu jakoś tak...

– Jak? – Unoszę brew.

– Pusto – kończy zdanie. – Nie ma żadnych zdjęć, plakatów.

– Och. – Przewracam oczami. – W całym mieszkaniu jest dość zdjęć i plakatów.

– A ty oczywiście musisz się stawać okoniem i nawet twój pokój musi się odróżniać od reszty?

– Spadaj. – Rzucam w Petera strugawką, a on śmieje się. – Może faktycznie, przydałoby się coś na tych ścianach. – Wzruszam ramionami.

– Czekaj, chyba coś mam. – Peter zrywa się z łóżka i wychodzi z pokoju, a następnie z mieszkania, zostawiając wszystkie drzwi otwarte. Wraca po pięciu minutach i rzuca mi pod nos popularne czasopismo dla fanów ciężkiego brzmienia. – Dostałem od Drako – tłumaczy. Obok niego kładzie młotek i kilka małych gwoździ.

– Hej, mam w domu gwoździe i młotek! – bulwersuję się.

– Wolałem nie ryzykować. – Peter otwiera gazetę i wyrywa z niej plakat.

Jak się okazuje po chwili, to plakat Five Finger Death Punch. Na środku stoi Ivan Moody z czerwonym odciskiem dłoni na jednej stronie twarzy, a po jego bokach reszta chłopaków z zespołu. Oprócz tego śladu dłoni, całość jest utrzymana w szarej tonacji. Peter szuka odpowiedniego miejsca na jednej z ścian. Wybiera tą na przeciwko drzwi. Przykłada plakat do powierzchni. Przesuwa go nieco w prawo i w górę. Przygląda się uważnie, wreszcie mówi:

– Podaj młotek i gwoździe.

Wykonuję jego polecenie. Peter każe mi przytrzymać gwóźdź w prawym górnym rogu papieru, sam przytrzymuje plakat jedną ręką z lewej strony. W prawej ręce trzyma młotek i już chce nim uderzyć w gwóźdź znajdujący się między moimi palcami.

– Nie! – krzyczę. – Sam sobie to przytrzymuj!

– O co chodzi? Nie ufasz mi?

– W tych sprawach, to tak nie do końca.

– A w jakich mi ufasz? – Peter śmieje się na moim uchem. – Trzymaj tu. – Wskazuje brodą stronę plakatu, którą przytrzymywał. Kładę tam rękę a on przejmuje gwóźdź ode mnie i powoli, delikatnymi ruchami, zaczyna go wbijać w ścianę.

Nagle, okazuje się, że tworzymy plątaninę ciał. Peter stoi tuż za moimi plecami. Wbija kolejne gwoździe, trzymając ramiona tuż nad moimi, a ja przytrzymuję plakat. Czuję jego ciepły oddech tuż nad uchem. Zaciągam się zapachem Petera, czyli mieszaniną mydła i męskich perfum. Moje plecy i barki ocierają się o jego tors. Moje serce znów przyspiesza, a oddech zwalnia. Stoimy tak w zupełnej ciszy, nie licząc pojedynczych uderzeń młotka o metalową główkę. Ciekawe czy on też czuje to napięcie między nami? Peter wbija ostatniego gwoździa. Jego ręce opadają w dół, a usta znajdują się niebezpiecznie blisko mojej skroni. Czas zwalnia na ten jeden moment. Mam wrażenie, że dzieje się to często w jego towarzystwie.

– Mhm – słyszę chrząknięcie dobiegające od strony drzwi. – Co wy wyprawiacie?

No tak, Peter nie zamknął drzwi, kiedy wracał ze swoim osprzętem i plakatem. W progu stoi mama, oparta ramieniem o framugę, z rękami założonymi na piersi i uśmiecha się do nas kpiarsko. Peter odsuwa się ode mnie, moje policzki palą z zażenowania. Nie wiem, czy pytanie mamy odnosi się do wieszania plakatu, czy do tego, że Peter znajdował się tak blisko mnie, ale nie mam zamiaru o to pytać.

– Wieszamy plakat Five Finger. – W myślach klepię się w czoło otwartą dłonią.

– To widzę – prycha. – Trzeba popatrzeć, czy w najbliższym czasie nie grają jakiegoś koncertu w okolicy. – Mama wskazuje ruchem głowy ścianę, na której wisi plakat. – Moglibyśmy się wybrać.

– Ja z chęcią zabiorę się z wami – Peter odkłada młotek na biurko i siada na brzegu łóżka.

– Byłoby fajnie – dodaję.

Resztę wieczoru spędzamy na totalnym nic nie robieniu. No, może nie licząc jednego zadania z matematyki, które Peter pomaga mi odrobić. Jest w tym naprawdę dobry. Ja jestem jednak typowym humanistą i pewnie pójdę w ślady mamy. Koło dwudziestej drugiej, ciocia Zuza woła Petera, że pora już wracać do domu. Nasze mamy są w świetnym nastroju. Pewnie za sprawą wina.

– Jeszcze raz dziękuję, że uprosiliście moją mamę i w ogóle, że zabierasz mnie na studniówkę – mówię jeszcze do Petera, zanim wychodzi z mojego pokoju. – Po raz kolejny, jestem twoją dłużniczką.

– Spoko. Jeszcze mi się odwdzięczysz. Coś wymyślimy. – Peter puszcza do mnie oko i wychodzi.

Kładę się na łóżku. Po raz setny tego dnia oblewa mnie rumieniec. Ostatnim razem, byłam taka szczęśliwa, kiedy Marek zaprosił mnie na niby randkę. Nie. Poprawka. Teraz, jestem o wiele bardziej szczęśliwa.

 

*"Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na milion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć". Terry Pratchett (z książki Równoumagicznienie)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Speker pół roku temu
    Dziękuję za rozdział. :* wiem, że pewnie każdy Ci marudzi ale czemu tak krótko? Xd wychodzi na to, że nam się tu gołąbeczki rozkręcają ;) jaki los bywa przekorny, tak blisko siebie przez tyle lat i nic.. Życie to jednak skomplikowana procedura.
  • weatherwax83 pół roku temu
    Tutaj mam akurat mało osób, które naciskają mnie na kolejne części ;) jeśli masz ochotę, znajdziesz mnie również na wattpadzie pod tym samym nickiem ;) tam znajdziesz całość :)
  • weatherwax83 pół roku temu
    https://www.wattpad.com/user/weatherwax83
  • Speker pół roku temu
    Jak mogłaś??? Xd czemu od razu nie powiedziałaś że jest inna strona? Jestem obrażony ale nie na długo bo już czytam ;*
  • weatherwax83 pół roku temu
    bo jestem blondynką i na to nie wpadłam... olśniło mnie jak spytałeś czemu tak krótko ;) bo tam dużo osób mi to wypomina :)
  • Wrotycz pół roku temu
    Jak smaczny deser po męczącym dniu:)
  • weatherwax83 pół roku temu
    fajnie komuś sprawić przyjemność :)
  • Speker pół roku temu
    Przeczytałem całość.. Petarda ale czemu takie krótkie ? Xd jest szau xd
  • weatherwax83 pół roku temu
    dzięki :) i kto mi to teraz będzie tutaj czytał ;)
  • Speker pół roku temu
    weatherwax83 napisz coś specjalnie dla mnie to będę czytał xd
  • weatherwax83 pół roku temu
    Speker haha no to wymyśliłeś, na wtt znajdziesz więcej moich opowiadań ;) Pozdrawiam i dosiego roku :)
  • Speker pół roku temu
    weatherwax83 oj już nie bądź taka :p
    Napewno coś o mnie wymyślisz xd xd . dosiego i pełnego wenny ;)
  • weatherwax83 5 miesięcy temu
    Speker dla ciebie czy o tobie? :) obawiam sie, że aż tak pomysłowa nie jestem :) Dzięki
  • Speker 5 miesięcy temu
    A to już sobie sama wybierz czy dla mnie czy o mnie xd
    Jak coś udzielam wywiadów :D
    Jesteś, jesteś :)
  • weatherwax83 5 miesięcy temu
    jak się zabiorę za pisanie biografii to się odezwę :)
  • Speker 5 miesięcy temu
    Ale pomysł znalazłaś, no wybrnelas xd a już miałem nadzieję :D
  • weatherwax83 5 miesięcy temu
    punkt dla mnie ;) nadzieje zawsze można miec
  • Speker 5 miesięcy temu
    Będziemy na putkty teraz? Przyznaję punkt dla Ciebie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania