Z wyboru cz. 4 (wersja poprawiona)

Ku swojemu rozczarowaniu wiele nie poprawiłam. W sumie, tekst krótki, więc może dlatego.

Tak czy siak, zapraszam do czytania ;)

 

Dziejarz obudził się skoro świt. A raczej obudziło go ostre światło, które nieproszone wtargnęło do pokoju. Nie planował wstawać tak wcześnie, zwłaszcza że wczorajszy występ przedłużył się do późna. Jednak powitał słońce z ulgą, ponieważ pozwoliło mu uniknąć kolejnej porcji nocnych koszmarów. Usiadł na łóżku i przeciągnął się leniwie. Było dość chłodno i rześko, co nie zaskakiwało, biorąc pod uwagę, że to środek wiosny.

Ubrał się. Zszedł na dół, każdym krokiem powodując straszliwe skrzypienie drewnianych schodów. Tam siedziała już dwójka gości, którzy, podobnie jak on, wynajmowali pokoje w karczmie „Pod samotnym turem”. Powitali go uprzejmym skinieniem głowy. Mężczyzna z pewnym ociąganiem zajął miejsce w najciemniejszym kącie izby, takie samo, jak za pierwszym razem. Nie musiał długo czekać na obsługę – ta właśnie nadchodziła w postaci Atanazego.

― A wy już na nogach! ― Pokręcił głową, ale nie bez uśmiechu karczmarz.

― Owszem. Choć widzę, że nie tylko j a. ― Dziejarz wskazał na parę zajmującą stół naprzeciwko.

― A, tak. To są posłańcy królewscy ― wyjaśnił z odcieniem dumy w głosie Atanazy.

― No, proszę! Trafiło się wam ― mrugnął do niego mężczyzna.

― Ano, jak są okazje, trza korzystać. To przynajmniej na chwilę zatka gębę Oldze ― dorzucił, zniżając głos. Dziejarz roześmiał się cicho. Nagle zza pleców dobiegł ich dziwnie znajomy głos:

― Wszystko słyszałam, ty nikczemniku! ― Olga tym razem, o dziwo, znakomicie poradziła sobie z tak trudnym jak na nią słowem. Atanazy zaczerwienił się i odwrócił.

― Już na nogach? ― Powtórzone pytanie karczmarza nieruchomo zawisło w powietrzu, jeszcze bardziej rozjuszając Gniewną, która natychmiast przystąpiła do ataku. Mężczyzna trzykrotnie oberwał od żony jakąś poplamioną ścierą.

― Na zaplecze, raz!

Atanazy wzruszył przepraszająco ramionami, po czym pospiesznie udał się we wskazane mu przez żonę miejsce.

― Chłopów trza trzymać krótko. Czego sobie życzycie?

 

***

Kilka godzin później Dziejarz ponownie zjawił się w karczmie. Wracał ze zwiedzania okolicy. Szczęściem, trafił na miejscowego, który za parę groszy ofiarował się go oprowadzić po najciekawszych, jego zdaniem, miejscach. Te okazały się istotnie ciekawe, choć odwiedziny w lokalnym zamtuzie zamiast zainteresowania wywołały w nim niesmak. Może nie tyle sama instytucja, co fakt, że jego przewodnik był żonaty. Pytanie bajarza o ewentualne wyrzuty sumienia zbył wzruszeniem ramion i niewyraźnym: "Cóż, jakoś trzeba sobie radzić". Wtedy mężczyźnie przed oczami stanęła skruszona sylwetka Atanazego.

"Życie jest doprawdy niesprawiedliwe." – pomyślał.

Jednak parogodzinny spacer ostatecznie spełnił swoją funkcję. Otrzeźwił mężczyznę i sprawił, że ten niemal całkowicie zapomniał o nocnych koszmarach. Dziejarz po raz pierwszy od dawna poczuł się całkowicie wolny od wspomnień. I teraz, w tej zadymionej izbie, znów będzie musiał do nich powrócić. Chociaż od tamtej pory minęło trochę czasu, rany wcale się nie zabliźniły. Najmniejsze gesty obcych ludzi potrafiły obudzić w nim bolesne wspomnienia. Co ciekawe, kiedy sam o nich opowiadał, zdawało mu się, jakby polewał je magicznym lekarstwem. Może nawet nie tyle lekarstwem, co antidotum – opowiadanie czyniło je na moment nieważnymi, jak gdyby były gdzieś poza nim.

„No cóż, terapię czas zacząć” – pomyślał i wkroczył na scenę.

 

***

 

Annus Domini 1512. Wigilia. Śnieg pada wyjątkowo gęsto, a wiatr wieje z mocą zdolną porwać wóz wraz z parą koni.

Moja podopieczna, pierwsza i ostatnia, stoi wspięta na palce przy oknie. W zamyśleniu wygładza brzeg połatanej w wielu miejscach i zdecydowanie dużej na nią sukienki. Kiedy się do mnie zwraca, wyraźnie widzę jej rozpalone oczy i policzki pokryte nienaturalnym rumieńcem.

„Ezechielu” – szepcze ochryple, a z gardła wydobywa się kaszel.

Wtedy wraca do mnie pierwsze wspomnienie.

  ***

Nawojka rodziła się długo i boleśnie.

„Nie przeżyje dnia” – orzekł miejscowy felczer, po czym wyszedł, zostawiając z tym werdyktem oszalałego z rozpaczy ojca, którego dopiero co stracił żonę. Jednak moja podopieczna przeżyła. Żyła dokładnie dwa tysiące dziewięćset dwadzieścia razy dłużej niż przepowiedział znachor. Kurczowo trzymała się ziemi, jakby na przekór wszystkiemu: słabemu zdrowiu, ojcu, którego głównie zajmował się piciem i biedzie, która wyglądała z każdego kąta rozpadającej się chatynki. Pomagała jej w tym dwójka braci – Sieciech i Ciesław. To oni podtrzymywali ją, gdy uczyła się chodzić; oni pokazywali jej, gdzie szukać ptasich gniazd i wreszcie to oni otworzyli jej usta.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • kalaallisut miesiąc temu
    "― Chłopów trza trzymać krótko. Czego sobie życzycie?" -ha,ha,ha ;)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Ps a ja chciałam i aniołkach ;)
  • Enchanteuse miesiąc temu
    kalaallisut przecie to jest o aniołkach ;)
  • Karawan miesiąc temu
    Jakkolwiek nie planował wstawać tak wcześnie, zwłaszcza że wczorajszy występ przedłużył się do późna, mężczyzna powitał słońce z ulgą, ponieważ pozwoliło mu uniknąć kolejnych koszmarów sennych. - Nie planował wstawać tak wcześnie. Wczorajszy występ przedłużył się do późna. Powitał jednak poranek z ulgą, bo pozwolił mu uciec od kolejnej porcji nocnych koszmarów. - krótsze zdanie wydaje się (mnie! się wydaje) przyspieszać i podkreślać treść.

    Bajarz, ubrawszy się, zszedł na dół, każdym krokiem powodując straszliwe skrzypienie drewnianych schodów. - Ubrał się. Zszedł na dół po potwornie skrzypiących schodach ( po stopniach z których każdy dawał koncert nieznośnego skrzypienia). - jak wyżej. Warto moim zdaniem patrząc na scenę opisywaną zastanowić się co jest istotne dla opowieści, co chcę by czytający zobaczył; schody? (trzeba detale), anioła ( trzeba odczucia, bo przywykł do anielskich chórów a tu skrzyp paskudny w uszy tłucze).

    Zostawiam pięć nie kończąc znęcania się ;) i ukazując ścieżkę, ale to Twoje dzieło i bardzo proszę o tym pamiętać! Dziękuję.
  • Enchanteuse miesiąc temu
    Miło Cię tu widzieć, Karawanie. Poprawiłam zgodnie z Twoimi wskazówkami, trochę je modyfikując. Dzięki za nie.
    Pozdrawiam :)
  • Karawan miesiąc temu
    Enchanteuse
    Dziękuję za pozdrowienia. Przyjemność czytania, jak zwykle, moja ;))
  • Enchanteuse miesiąc temu
    Karawan :))
  • Elorence 3 tygodnie temu
    Dwa ostatnie fragmenty już mnie... poruszyły. Wiadomo. Emocjonalny ze mnie człowiek.
    Widzę, że wspominasz proroka Ezechiela.
    Teraz pytanie, kim tak naprawdę jest Dziejarz?
    No nic, lecę dalej!
    Pozdrawiam :)
  • Enchanteuse 3 tygodnie temu
    Miło mi, Elo. Tutaj akurat nie sugerowałabym się imieniem, jest czysto przypadkowe :)
    Również pozdrawiam.
  • Elorence 3 tygodnie temu
    To wiele wyjaśnia :)
  • Enchanteuse 3 tygodnie temu
    Elorence to znaczy? Ciekawam :)
  • Adam T 3 tygodnie temu
    Witaj. Tech-aid na początek.

    „...obudziło go ostre światło, które nieproszone wtargnęło do (jego) pokoju...” – zastanawiam się, czy to w nawiasie jest konieczne. Bez tego sens zdania nie zmienia się, a mało tego, unikasz nadmiaru dopowiedzeń.

    „Jednak (mężczyzna) powitał słońce z ulgą...” – znów moim zdaniem niepotrzebne dopowiedzenie. Wiadomo, że dziejarz jest mężczyzną. Zostawiłbym np. „Powitał jednak słońce z ulgą...”. Powitał, on, wszystko będzie jasne.

    „Było dość chłodno i rześko, co nie zaskakiwało, biorąc pod uwagę, że był środek wiosny.” – było/był do przemyślenia, bo blisko bardzo.

    „(Bajarz) [U]brał się.” – dałbym bez bajarza, bo wiadomo o kim mowa.

    „(Ci) [P]powitali go uprzejmym skinieniem głowy.” – usunąłbym „ci”, bo to byłoby dobre, gdybyś wyszczególniała jakichś konkretnych spośród siedzących, a tego nie robisz.

    „― Owszem. Choć widzę, że nie tylko j a[.] ― Dziejarz wskazał na parę zajmującą stół naprzeciwko.” – jeśli wskazał jednocześnie z mówieniem, dla podkreślenia tej jednoczesności, można nie dawać kropki, będzie wtedy tak samo, jak w przypadku komentarza odnoszącego się do mowy. Ale, żeby zasadom stało się zadość, przed komentarzem, który do mowy się nie odnosi, kropka powinna się pojawić.

    „Żyła dokładnie dwieście dziewięćdziesiąt dwadzieścia razy dłużej niż przepowiadał znachor. „ – to naprawdę ma tak być?

    „...ojcu, [który] głównie zajmował się piciem...” – w oryginale masz „którego”.

    Zaczyna się coś wyjaśniać. Postac tajemniczego Dziejarza przestaje być powolutku tajemnicza, wkrada się jakiś dramat, może melodramat. Zobaczymy, poczytamy.
    Pozdrawiaki ;))
  • Enchanteuse 3 tygodnie temu
    Dobry wieczór.

    Za tech aid dziękuję. Z zasadami pisania dialogów męczę się trochę, chyba czas na jaki$ poradnik :D
    Co do tego:


    „Żyła dokładnie dwieście dziewięćdziesiąt dwadzieścia razy dłużej niż przepowiadał znachor. „ – to naprawdę ma tak być?

    Pomyłka. Muszę to przerobić. Trochę było z tym gimnastyki, zasłonię się brzydko humanistycznym umysłem. Chodziło o osiem lat.
    Daj mi chwilę :))

    Pozdrawiam również, no i zapraszam pod następną część.
  • Canulas 6 dni temu
    Powitać.
    "― Owszem. Choć widzę, że nie tylko j a." - rozumiem że j a to tak z braku kursywy? "

    Kurde, tekst wydmuchany, wychuchany. Do niczego nie można się przyczepić.

    Tresc jakby miejscami dopisana. Może mam słabą pamięć, ale nie przypominam sobie tych spacerów.
    Ładnie i spokojnie Świetne imiona.
    Natomiast Gniewnej chyba jednak nie lubię.
    Pozdroxix
  • Enchanteuse 6 dni temu
    Cześć :)
    Podziwiam, że Ci się chciało jeszcze raz brnąć przez to. Zresztą Karawana też, bo to się i jego tyczy.
    Spacery były i wcześniej, tylko ten Dziejarza trochę ubarwiłam jednym szczegółem.
    Dziękuję. Tutaj wikipedia i kalendarz bardzo mi pomogły ;)

    Ta, jej chyba nikt nie darzy zbytnią sympatią.

    Dzięki za wizytę.
  • Canulas 6 dni temu
    Enchanteuse, poważnie. Tera jest czyściutko i dobrze się czyta

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania