Zamęt, chaos, anarchia... ( sen drugi )

W stanie silnego amoku nie wiadomo jak przeniosłam się w inne miejsce. Podobnie byłam jakby duchem niedostrzegalnym dla nikogo i niemogącym nic zrobić. Patrzyłam równocześnie tępym jak i zaciekawionym wzrokiem na to co mnie otaczało. Moje włosy rozwiał gwałtowny powiew wiatru, który jednocześnie powodował łzawienie oczu, jednak mimo tego widziałam wszystko bardzo dokładnie.

Rozejrzałam się w każdą ze stron. Zarówno ja jak i spora grupa zróżnicowanych pod względem wieku i wyglądu ludzi znajdowaliśmy się na pustkowiu, które dawało mi wrażenie tak bardzo znanego. Byłam zupełnie zagubiona i nie wiedziałam co myśleć, robić. Próbowałam nawiązać kontakt z kimkolwiek jednak moje słowa były ledwo słyszalne i ginęły na tle szalejących podmuchów. To co miało mieć miejsce za chwilę znacznie wykraczało poza progi mojego umysłu…

Poza różnicami wyglądu zewnętrznego tych ludzi można było dostrzec osoby mające władzę, kontrolę nad pozostałymi. Okazali się nimi mężczyźni, których oczy były gniewne, a chęci nieczyste. Nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy i przede wszystkim nie wiadomo za co i za czyim pozwoleniem zaczęli zabijać wystraszonych i rozpaczających towarzyszy wśród których były kobiety i dzieci. Splamieni krwią pozbawili życia część z nich, a pozostali czekali na nieco inną, bardziej brutalną jak się okazało formę śmierci.

Wszystko odbywało się na wzór krwawych zawodów, w których przymuszeni do udziału zawodnicy mieli przebiec pewien dystans po wyznaczonej czerwonej linii. Żadne z nich oczywiście nie wiedziało, że i tak nigdy nie dotrą do mety… Jak się później okazało musieliby biegnąc unikać zastrzelenia przez około sześciu napakowanych facetów. Prawie nikomu się to nie udało. Napastnicy z zimną krwią rozstrzeliwali ich zmęczone ciała, zabijali pełną nadziei duszę. Traktowali to jako zabawę, bo na jedną osobę przypadało około dziesięciu strzałów w różne części ciała zazwyczaj klatkę piersiową i głowę. W taki sposób ginęły kolejne osoby. Nawet gdyby komuś szczęśliwie udało się przeżyć podczas biegu to i tak życie przestało by być jego dolegliwością za sprawą niezwykle potężnego, grubego mężczyzny, na pierwszy rzut oka chorego psychicznie i czerpiącego satysfakcję z odbierania czyjegokolwiek życia. Ów mężczyzna ewidentnie czerpał niedosyt, gdyż tym razem przeznaczona mu była tylko jedna osoba – chuderlawy mężczyzna, który cudem uniknął wcześniejszej śmierci.

Zbliżał się do brutala i wtedy powiewający co jakiś czas wiatr przyniósł ze sobą mgłę, która zasłoniła wszystko co się tam miało dziać… Po tej sytuacji nikt nie dawał jakichkolwiek oznak życia. Zostali tylko oni i ja. Mimo, że nie dostrzegali mnie odczuwałam silny lęk, przerażenie. Nagle moją uwagę skupiła poruszająca się lekko zakrwawiona kobieta. A więc jednak przeżyła… Dostrzegli to także zabójcy. Jeden z nich pochylił się nad wyczerpaną i niesamowicie cierpiącą niewiastą. Uklękną, zaczął obejmować jej twarz i ze łzami w oczach zaczął przepraszać, mówił, że jej nie poznał. Na koniec wyznał jej miłość, a ona bez słowa, patrząc mu głęboko w oczy odeszła. A wraz z nią człowieczeństwo mężczyzny klęczącego przed ciałem zmarłej , którego łzy tworzyły gorzki potop żalu i rozpaczy.

 

***

Hej! A więc to ten zapowiedziany drugi sen :) Uwierzcie, że może słowa tak tego w pełni nie oddają choć starałam się to opisać jak mogę, jednak gdy to wszystko działo się w mojej głowie ( jeszcze w nocy) to naprawdę obudziłam się przerażona i to nie było miłe. Ale tak już jest ze snami jedne są przyjemne, a drugie nie są przyjemne w ogóle :) Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam! <3

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz