Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zaraza - Rozdział 1

Cześć, postanowiłem wyrzucić z "szuflady" jedno z zaczętych opowiadań/pseudoksiążek. Miłej lektury ;)

 

Rozdział 1 „Prima aprilis”

 

Robert przeklął pod nosem, gdy ze snu wyrwał go dźwięk ulubionej, lecz teraz już znienawidzonej piosenki. Przez chwilę chciał rzucić telefonem o ścianę, ale szybko przypomniał sobie, ile go kosztował.

Wyłączył alarm, po czym spojrzał w sufit, nie mając na razie siły, by walczyć z grawitacją. Gdy po chwili znów zerknął na wyświetlacz ożywił się jednak, widząc że przeleżał osiem minut, a nie jak mu się zdawało dwie.

Z bólem odrzucił kołdrę i odruchowo wziął przygotowane wcześniej ubrania.

Wyszedł na przedpokój, skąd miał dostęp do każdego pomieszczenia w mieszkaniu, w tym łazienki, lecz zanim zdążył zrobić choćby jeden krok, zobaczył burzę brązowych włosów, a zaraz potem usłyszał trzask drzwi.

- Weronika, no kurwa! – krzyknął zdenerwowany, chwytając za klamkę, lecz siostra zdążyła już zamknąć się od środka – chcę tylko do toalety! – dodał, wiedząc że i tak nic nie wskóra.

- Mogłeś wstać wcześniej! – usłyszał ochrypnięty głos siostry.

Wczoraj wróciła bardzo późno i pewnie męczył ją kac morderca, ale to nie usprawiedliwiało jej „idealnego” wyczucia czasu. Jej potrzeby fizjologiczne zdawały się być zsynchronizowane z potrzebami brata.

Ten postanowił nie poddawać się tak łatwo i skorzystał z szantażu.

- Wyjdź, bo powiem rodzicom, że znowu chlałaś z tymi dziwakami! – powiedział, wrednie się uśmiechając.

Nie musiał długo czekać na odpowiedź.

- A ja im powiem, że na urodziny jarałeś trawkę!

Chłopak mruknął coś niecenzuralnego pod nosem. Był remis.

Oczywiście, gdyby rodzice nie wyjechali dwa dni temu, by uczcić rocznicę ślubu, ta kłótnia w ogóle nie miałaby miejsca. Ojciec, jeden z najlepszych ludzi należących do Wojsk Specjalnych, od razu ustawiłby oboje do pionu.

Robert zrezygnowany wrócił do pokoju i przebrał się, po czym wziął plecak i udał się do kuchni. Zjadł kilka parówek, robiących za śniadanie i spojrzał na telefon.

Za 7 minut odjeżdżał tramwaj, a on nawet nie zdążył przemyć twarzy i odświeżyć oddechu. Na drugie mógł jednak coś zaradzić, biorąc miętową gumę do żucia.

Będąc gotowym do wyjścia zauważył, że Weronika dopiero wyszła z łazienki, rozczochrana i wyglądająca jak wrak Titanica.

Nie szykowała się do szkoły, więc musiała mieć zajęcia na późniejszą godzinę.

Żadnemu z rodzeństwa nie przyszło nawet do głowy, by wagarować. Gdyby ojciec się dowiedział, mieliby szlaban nawet na oddychanie.

- Ty nawet nie masz na ósmą! – zdenerwował się Robert, rzucając w stronę siostry laserowy wzrok.

Ta pokazała mu środkowy palec i wróciła do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

Chłopak wywrócił oczami. Kto wymyślił młodsze siostry? Te kreatury nadawały się tylko do utylizacji lub ewentualnie do podnoszenia ciśnienia bez konieczności picia kawy.

Robert zbiegł z trzeciego piętra, nie chcąc nawet zerkać na godzinę. Czuł, że zostały mu najwyżej cztery minuty. Pobiegł wzdłuż ulicy Krzyckiej w stronę pętli tramwajowej, starając się wypatrzeć, czy jego tramwaj nadal tam stał.

Niestety okazało się, że nie było żadnego. Zawsze znajdował się tu co najmniej jeden, więc coś musiało się stać na trasie.

Chłopak westchnął tylko, nie mając czasu ani ochoty na dociekanie prawdy. Przeszedł na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się przystanek autobusowy, mając nadzieję, że chociaż interesująca go linia przyjedzie zgodnie z rozkładem.

Stojąc z innymi pasażerami, którzy także zrezygnowali z podróży tramwajem, Robert zauważył coś dziwnego. Na lewo, przy moście biegnącym nad niewielką rzeczką Ślęzą, zebrała się niewielka grupa ludzi, którzy pochylali się nad kimś leżącym na ziemi. Chłopak jednak dał sobie spokój z udzieleniem pomocy, bo widział jak parę osób dzwoni już, zapewne po pomoc.

Chwilę później dostrzegł autobus, nawet stąd widząc, że dostanie się do środka może być kłopotliwe. Jak zwykle przed ósmą rano zarówno uczniowie jak i ludzie pracujący ruszali do centrum, lecz dziś było wyjątkowo tłocznie.

Robert z trudem wcisnął się do autobusu, przepychając się między jeszcze zaspanymi ludźmi, lądując obok kobiety, która wyglądała jakby przed chwilą wstała z grobu. Cała blada, z podkrążonymi oczami ledwo stała, kurczowo trzymając się barierki. Musiało trawić ją coś paskudnego.

Chłopak odwrócił się do niej plecami, mając nadzieję, że nie podzieli jej losu. Rzadko chorował na cokolwiek, lecz lepiej dmuchać na zimne.

Gdy autobus w końcu wyjechał z ulicy Krzyckiej i skręcił w lewo na Powstańców Śląskich Robert zauważył, że nie tylko tamta kobieta nie wyglądała najlepiej. Na samym końcu pojazdu siedział mężczyzna, który był bledszy od śniegu i spał oparty o szybę.

Chłopak zaczął się zastanawiać, czy nie ominęły go jakieś alerty o epidemii grypy, bo wydawało mu się, że każdy następny wsiadający pasażer wyglądał coraz gorzej.

Przestał o tym myśleć, gdy autobus zatrzymał się na Rondzie, przystanku, z którego nastolatek miał do szkoły jeszcze pięć minut drogi.

Wysiadł, odruchowo kierując wzrok na Skytower. Ten niepasujący do otoczenia budynek budził wiele kontrowersji, choćby ze względu na dwuznaczny kształt…

Robert uśmiechnął się pod nosem, pamiętając żarty na ten temat. Czasami zastanawiał się, kto normalny chciałby w nim mieszkać z własnej woli.

Żwawym krokiem pokonał skrzyżowanie, ale widząc na tablicy odjazdów tramwajów, że zostało jeszcze 12 minut do rozpoczęcia lekcji zwolnił, idąc teraz ulicą Zaporoską.

Przez cała drogę towarzyszyło mu dziwne przeczucie, że wydarzy się… coś.

Chciał zignorować wołanie intuicji, lecz nie pomagały w tym odgłosy karetki, która przemknęła główną ulicą. Chwilę potem zawyły także syreny policyjne.

Coś wisiało w powietrzu.

Robert przeszedł przez niewielki parking, na którym stało o wiele mniej samochodów niż zazwyczaj i wszedł do piętrowego, nudnego architektonicznie budynku, od razu pozbywając się złych przeczuć. Widok kręcących się po korytarzu nastolatków uspokoił go na tyle, by znów zaczął myśleć o nadchodzącym sprawdzianie z geografii.

Wspiął się po schodach, mijając grupkę roześmianych dziewczyn, po czym znalazł się pod salą z numerem 104, gdzie czekało już kilka osób.

Robert nie przepadał za swoją klasą i działało to w obie strony. Chłopak był nad wyraz szczery oraz dzięki ojcu – zawodowemu wojskowemu – od imprez wolał strzelnicę, a od picia piwa na garażach wyczerpujące treningi komandosów, po których wiedział, że żyje.

Był już drugi rok w liceum, ale osoby, które mówiły mu zwykłe „cześć” mógł policzyć na palcach jednej dłoni.

Nie przejmował się tym jednak, bo jak we wszystkim cenił sobie jakość, a nie ilość, także w kontaktach z ludźmi.

Stanął pod ścianą, możliwie jak najdalej od rówieśników i skrzyżował ręce, zamykając oczy.

Dzisiaj miał wyjątkowo paskudny humor. Nie dość, że wczoraj nie szło mu na strzelnicy, to rano Weronika wyprowadziła go z równowagi. Na dodatek była środa pierwszego kwietnia.

Robert tylko czekał na jakieś głupie żarty, a wystarczyło teraz jedno nieodpowiednie słowo, czy nawet spojrzenie w jego stronę, by użył pięści.

Dzwoniący głośno niczym startujący samolot dzwonek w końcu rozpoczął lekcje. Pod drzwiami zebrało się kilkanaście osób, lecz nawet Robert zauważył, że brakowało prawie połowy.

Czyżby ominęły go jakieś grupowe wagary? Jego intuicja nieśmiało próbowała odpowiedzieć na to pytanie.

Minęło dobre dziesięć minut zanim ktokolwiek zainteresował się stojącymi pod klasą uczniami. Gdy niektórzy chcieli już iść do domu, po schodach weszła energicznie kobieta w średnim wieku, o spiętych w kuc blond włosach i dużych, modnych okularach.

- Pana Krasińskiego nie ma, jestem w zastępstwie – odparła krótko, po czym wpuściła nastolatków do środka.

Wszyscy leniwie zajęli miejsca, a Robert odruchowo powędrował na sam koniec.

- Na czym skończyliście? – spytała kobieta, zerkając do podręcznika jednego z uczniów.

Była podejrzanie „żywa” i miała zbyt dobry humor, jak na środek tygodnia. Ile litrów kawy musiała wypić?

Robert oparł się na krześle, otwierając zeszyt.

Mimo, że był w klasie o profilu matematyczno-geograficznym to nie przepadał za matematyką, lecz za to kochał geografię i w tym nie miał sobie równych.

Nie mogąc nadążyć za słuchaniem nauczycielki, która zdawała się mówić o figurach geometrycznych szybciej niż on strzelać z pistoletu, skierował wzrok na okno.

Pojedyncze, białe chmury leniwie przesuwały się po niebie, co jakiś czas przysłaniając słońce. Pomimo łagodnej zimy wiosna nie weszła jeszcze z pełnym impetem, co potwierdzały wciąż łyse korony niektórych drzew.

Robert wodził wzrokiem po ukrytej między budynkami ulicy, zauważając nagle coś dziwnego. Ktoś biegł i z pewnością nie robił tego dla sportu.

Zaraz za tajemniczym biegaczem chłopak zauważył nietypowo wyglądających ludzi. Machali rękami i chyba nawet krzyczeli, starając się dopaść tego człowieka na przodzie.

- Co to kurwa ma być… - mruknął pod nosem, lecz pytanie nauczycielki oderwało go od tej niecodziennej sceny.

- Kawalerze na końcu, podejdziesz, czy nie? – spytała głośnej.

Robert przez chwilę spoglądał zdezorientowany, a na niego kilku kolegów. Zrozumiał, że chodzi o zadanie na tablicy.

Wstał powoli, pewnym krokiem idąc na przód klasy.

- Prościutkie zadanie – zaczęła kobieta, opierając się o biurko – mamy tu okrąg opisany na trójkącie, policz szybko jego pole i przejdziemy do czegoś trudniejszego.

Robert akurat z tym nie miał problemu. Fakt, że nie przepadał za matematyką nie zwalniał go od nauki.

Sprawnie zaczął liczyć i już po kilku minutach zostawił na tablicy klarowne rozwiązanie.

Nauczycielka zerknęła na wynik i skinęła na znak, że wszystko się zgadza, pozwalając mu usiąść.

- Dziękuję, widzicie? Matematyka nie jest trudna, trzeba po prostu być kreatywnym – powiedziała entuzjastycznie, przechodząc teraz do bardziej skomplikowanych zagadnień.

Robert w tym czasie powrócił do niewymagającego wysiłku umysłowego spoglądania przez okno, łudząc się, że jeszcze raz zobaczy podobną scenę.

Jednak na zewnątrz wydawało się być teraz aż nazbyt spokojnie. Nikt nie szedł ani nie jechało żadne auto. Skupiony, prawie podskoczył na dźwięk dzwonka.

- Proszę pani, co się stało z panem Krasińskim? Jeśli można wiedzieć… – Robert mógł z zamkniętymi oczami powiedzieć kto, jako jedyny we wszechświecie, martwił się o pana od matematyki.

Daria także nie była lubiana w klasie, bo idealnie wpasowywała się w schemat stereotypowego kujona bez życia osobistego i zainteresowań innych niż nauka. Poza tym chłopak nie czuł aż takiej desperacji, by ją poznać, mimo że gdyby nie nosiła okularów, a czarne włosy, które nosiła w formie warkocza rozpuściłaby, byłaby nawet niczego sobie, ale w tej chwili Robertowi nawet zwykłe „cześć” nie przechodziło przez gardło.

Wyszedł z klasy, odruchowo kierując się do następnej sali.

Ciekawiło go natomiast, ile osób zda przyszły sprawdzian z geografii, który w dużym stopniu zadecyduje o końcowej ocenie. Jak na klasę o ścisłym profilu mało osób w ogóle korzystało tu z mózgu.

Idąc korytarzem usłyszał rozmowę grupki nerdów, skupionych przy telefonie jednego z nich.

- Mówiłem?! Gościu prawie odgryzł mu rękę! To się dzieje naprawdę!

- Apokalipsa zombie? – spytał sceptycznie najwyższy i najchudszy z nich – od kompa mózg ci się sfajczył. To tylko jakieś nowe narkotyki…

Gdy zauważyli Roberta, odwrócili się, karcąc kolegę za zbyt głośny ton.

Chłopak znów poczuł się nieswojo.

Mnóstwo filmów poruszało tematykę zombie, ale… nie. Niby w jaki sposób ktoś nieżywy mógłby w ogóle chodzić? Trup to trup, to biologicznie niemożliwe.

Czując nagłe wezwanie natury, spotęgowane zajęciem przez siostrę łazienki, Robert skręcił do toalet.

Właśnie mył ręce, gdy usłyszał sapanie. Ktoś siedział zamknięty w jednej z kabin i chyba nie czuł się najlepiej.

Robert zawahał się, ale sumienie w końcu zwyciężyło.

- Wszystko dobrze? – spytał, pukając.

Po chwili usłyszał ciężkie westchnięcie.

- Tak… to przez śniadanie… - wydukał ktoś zmęczonym głos.

- Pójdę po pielęgniarkę.

- Nie.… nie, muszę to tylko… wyrzygać.

Robert był teraz pewien niemal na sto procent, że to nie śniadanie zaszkodziło chłopakowi, lecz coś z alkoholem w składzie. Może był to nawet jeden z ludzi, z którymi piła wczoraj Weronika?

- Powodzenia – odparł na wychodne, zastanawiając się jaki sens miało to całe picie. Przecież to tylko stracone pieniądze i czas.

Gdy dotarł pod salę od geografii momentalnie zadzwonił dzwonek, sprowadzając go do szkolnej rzeczywistości. Był ciekaw, czy z tego testu też otrzyma najlepszy wynik, a ile osób całkowicie obleje przedmiot.

Nie minęło kilka sekund, gdy drzwi od klasy otworzyły się, ukazując starszego mężczyznę o siwych włosach i anielskiej cierpliwości – pana Słomiańskieo.

- Wchodźcie, sprawdziany gotowe – powiedział z uśmiechem, nigdy nie mając zamiaru komukolwiek postawić oceny niedostatecznej. Zawsze podciągał stopień, ale niestety z pustej kartki nawet on nic nie wyczaruje.

- Kto skończy, musi niestety czekać do końca lekcji, regulamin to regulamin – dodał, gdy wszyscy zajęli miejsca.

Robert tym razem usiadł wyjątkowo w pierwszej ławce na równi z Darią, lecz starał się nie patrzeć w jej stronę. Sztuczny uśmiech dziewczyny i wzrok lizusa mógł przelać u niego niemal już pełną czarę goryczy i paskudnego humoru.

Skupił się na teście, który na pierwszy rzut oka wydał mu się banalny. Skończył już rozwiązywać zadania na pierwszej stronie, gdy niespodziewanie ktoś zapukał, a raczej uderzył w drzwi.

- Oho, mamy spóźnialskiego – powiedział mężczyzna, idąc otworzyć.

Robert zerknął w stronę wejścia znów mając złe przeczucie. Tym razem miał dobry powód.

Gdy tylko nauczyciel chwycił za klamkę do środka wpadł chłopak. Miał zakrwawioną twarz, a dzikim spojrzeniem rozglądał się, jakby nie wiedząc, co się dzieje.

- Boże, co ci się stało?! – spytał przerażony mężczyzna, lecz w tym momencie zakrwawiony nastolatek rzucił się na niego i wgryzł w szyję.

Wszystkich zamurowało z przerażenia, a kilka dziewczyn zaczęło przeraźliwie krzyczeć.

Robert ocknął się jako pierwszy. Zadziałał u niego wyćwiczony odruch oraz nauki ojca.

„Nie bądź bierny, reaguj”.

Błyskawicznie wstał i znalazł się obok dziwnego chłopaka, ściągając go z nauczyciela i odrzucając za drzwi, na korytarz.

Nie zastanawiając się zamknął wejście, lecz on zaczął momentalnie uderzać w nie pięściami, jak opętany z horroru.

- Dajcie klucze! – rozkazał, bojąc się, że szaleniec zaraz naciśnie klamkę.

Bartek podał klucze Robertowi, który szybko przekręcił zamek.

Drzwi powinny wytrzymać napór jednego, ale co będzie jeśli jest ich więcej? Na razie nikt nie chciał o tym myśleć.

Dopiero teraz Robert skupił swoją uwagę na umierającym panu Słomiańskim.

Daria wraz z Kingą próbowały zatamować krwawienie, ale mężczyzna nie miał szans.

- Nie… nie żyje – wydukała przerażona Daria.

Kinga odeszła od rosnącej kałuży krwi, spoglądając na swoje czerwone od jeszcze ciepłej posoki dłonie. Miała ochotę zwymiotować. Zakryła usta ramieniem, próbując jednak powstrzymać ten odruch.

Kilku osobom także zrobiło się słabo, inne nawet tu nie patrzyły. Zdecydowana większość była jednak w szoku, niezdolna się poruszyć.

- On nie wstanie… tak? – zaczęła drżącym głosem Kasia, mając teraz w głowie wszystkie filmy o zombie. Za każdym razem „to coś” przenosiło się przez ugryzienie.

- Musimy… zniszczyć mózg – powiedział blady jak ściana Damian, chwiejąc się na krześle.

Pozostali jednak wciąż zerkali na drzwi. Szaleniec wydawał się stracić zainteresowanie, lecz po chwili dało się słyszeć krzyki.

Niestety ktoś inny wpadł na niego, mając nikłe szanse na przeżycie.

- Musimy im pomóc! – odparł po chwili klasowy osiłek, a jego koledzy mu przytaknęli.

- Jak chcesz pomóc?! – spytał wściekły Robert, dziwiąc się, że Maciek w ogóle wpadł na jakikolwiek pomysł. Zwykle nie myślał tą głową.

- Mamy tu… siedzieć? – dobiegł z tyłu łamiący się głos.

- Jak chcesz, możesz stąd wyjść – odparła Daria, mimo wielkiego strachu w oczach, całkiem nieźle znosząc obecną sytuację.

Niestety sprowokowała tym coraz głośniejszą dyskusję.

Robert wiedział, że hałasowanie w takiej sytuacji to samobójstwo, ale czy zdoła przemówić do rozsądku czternastu wystraszonych osób?

- Do kurwy nędzy, zamknijcie się! – syknął, stając na środku klasy.

O dziwo, odziedziczona po ojcu charyzma zadziałała nawet na nich.

- Nie wiemy co się dzieje, ale darcie mordy na pewno nie pomoże – zaczął, mówiąc już ciszej – jeśli chcecie przeżyć, zamknijcie się i odejdźcie od drzwi. Zaraz nad wszystkim pomyślimy.

Przez moment cała grupa patrzyła na Roberta, przyznając mu, co niektórzy niechętnie, rację.

Nastolatkowie odeszli na drugi koniec sali, otaczając najbardziej opanowanego kolegę.

- Musimy zachować spokój – zaczął chłodno Robert, do tej pory samemu nie wiedząc, że miał aż tak stalowe nerwy.

Niestety właśnie włączony alarm przeciwpożarowy oraz wzmagające się na korytarzu krzyki i huk biegnących na raz kilkudziesięciu osób nie pomagały reszcie.

- Znajdziemy coś do obrony i poczekamy na policję lub straż… - dodał, licząc że nikt nie zrobi zaraz niczego głupiego.

- Nikt nie przyjedzie – powiedział ktoś ponuro – to apokalipsa zombie…

Wszyscy momentalnie spojrzeli na drzwi.

- Żadna apokalipsa – odparł Robert, starając się uspokoić rówieśników, lecz Maciek nie wytrzymał.

- Nie widziałeś tego?! Gościu zagryzł Słomiańskiego! Był jebanym zombie!

Co niektórzy zerknęli na ciało nauczyciela, lecz szybko odwrócili wzrok.

- Mówiłem coś, bądź cicho! – warknął Robert, szykując pięści.

Panowie spoglądali na siebie intensywnie. Ich niewerbalny pojedynek skończył się jednak, gdy ktoś zaczął szarpać się z klamką od drzwi, po chwili w nie uderzając.

- To człowiek! – odparł Maciek, chcąc otworzyć, lecz Robert zagrodził mu drogę.

- Wara od drzwi – zagroził, chwytając kolegę za koszulkę.

Był wyższy i silniejszy od tego kulturysty amatora i gdyby chciał mógł go naprawdę uszkodzić.

- Nie, czekaj! – zawołała Daria, lecz nie mówiła tego do Roberta.

Jeden z kolegów Maćka pobiegł otworzyć drzwi. Szybciej niż Robert zdążył zareagować przekręcił on klucz i chwycił klamkę.

Do klasy wpadła zakrwawiona, nieprzytomna już dziewczyna, a zaraz za nią dwa stwory, wyglądające jak żywcem wyjęte z filmu gore.

Robert wiedział, że teraz zacznie się piekło.

Następne częściZaraza - Rozdział 2  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania