Zasilanie - Rozdział 1

 

   Wiecie, ja wcale nie sądziłem, że zaraz umrę. Bo za sekundę to się stanie. Wpadnę do wrzącej lawy, od której aż ciarki przechodzą na sam widok i jakoś niezwykle gorąco się zaczyna robić. Coś tam do mnie wołają po imieniu, no ale... Już mnie to nie interesuje, ich wołania przelatują przez moje uszy, ponieważ i tak zaraz umrę.

Zastanawiacie się, w jaki sposób ja, James Laurence, znalazł się w tej sytuacji I PRZEZ KOGO?

Oto historia o tym, jak jednocześnie popełniłem ogromny błąd i zacząłem przejmujące, ekscytujące przygody.

 

~ °°°°°°°°°°°°°°°°°°°°° ~

 

Wszystko zaczęło się jesienią roku dwa tysiące siedemnastego, gdy okazało się, że wylali mnie z pracy.

No... Sam się wywaliłem. Znaczy się odeszłem.

Bo widzicie - miałem sobie fajne zajęcie jakim było naprawianie łodzi i wiem, że to może zabrzmieć nudno, ale mi się podobało.

 

Od małego lubiłem wodę i dłubanie w różnych rowerach, telewizorach i takie tam (pomijając, że robiłem to tylko dlatego, aby zaimponować dziewczynom z mojego jakże roślinnego i pięknego osiedla - moja mama Eleonora twierdziła, że wyrosnę na flirciarza i w sumie to się sprawdziło).

Więc zapewne zapytacie - dlaczego rzuciłem tę fajną posadkę?

 

A no wyobraźcie sobie, że pewnego dnia wchodzę sobie zmęczony po pracy do domu, liczę, że odpocznę po całym dniu ciężkiego wysiłku, więc wchodzę do sypialni, a moja dziewczyna obejmuje mojego szefa całkowicie goła! W moim łóżku!

Szlag mnie jasny trafił, chwyciłem pobliską lampę i cisnąłem nią w tego łysego szczura, któremu niegdyś się podlizywałem by dostać premię.

Zbluzgałem go okropnie, Rose płakała tłumacząc, że to nie tak jak myślę (te słowa są takie typowe!), ale ja nie słuchałem i kazałem jej się wynosić.

Wiem, że szef sam by mnie zwolnił, ale ja byłem pierwszy.

 

Tak więc postanowiłem zdobyć, używając mojego naturalnego uroku i przystojnej twarzy, bo wierzcie lub nie - nie wyglądam źle.

 

Mam dwadzieścia pięć lat, więc mam młodą twarz o bardziej kwadratowym kształcie z wydatnymi rysami, prosty nos i jednocześnie bardzo zadziorny, usta często ułożone w mały uśmieszek, a także czekoladowe oczy i czarne, roztrzepane włosy, które i tak wyglądają super.

Podobam się sobie i tego nie ukrywam!

 

Takim nastawieniem ruszyłem na poszukiwanie pracy, której w tamtej chwili nie miałem.

 

Szukałem najróżniejszych, takich, które wiązały się z naprawą różnych sprzętów, jednak niemal każdego odstraszała moja flirciarskość i pewność siebie, które ja uważałem za cechy, które trzeba jak najbardziej pokazywać.

Niestety znalezienie pracy było dla mnie trudniejsze niż myślałem, i niedługo potem została mi ostatnia oferta.

Byłem zestresowany, nie ukrywam. To była ostatnia możliwość, abym zdobył pracę, którą lubię.

 

Stojąc przed małymi, czerwonymi drzwiami gdzieś w jakimś zakątku do którego chodził mało kto, ubrany w jasnoniebieski garnitur i jeszcze raz zajrzałem do artykułu porannej gazety ,,British News".

 

ZATRUDNIMY OD ZARAZ!

 

Fix&Repair, najlepsze miejsce do napraw w Londynie poszukuje osób na stanowisko:

Inżynier

Zada...

 

Nie zdążyłem przeczytać dalej też jakże interesującej lektury, bo nagle drzwi z zamachem się otworzyły i (nie licząc tego, że prawie dostałem zawału) mało brakowało abym upadł na faceta, który był jakieś cztery głowy wyższy ode mnie, miał brązową brodę sięgającą mu do pępka, krzaczaste brwi pod którymi wystawały oczy, które surowo patrzyły na mnie z góry.

 

- Czego? - huknął do mnie basowym głosem.

 

Ciarki przeszły mi po plecach i poczułem, jak moja pewność siebie gniecie się w papierową kulkę.

 

- Eee... Przyszedłem postarać się o pracę...? - z nerwowym uśmieszkiem uniosłem gazetę i palcem wskazałem artykuł.

 

- Hmm... Dobra, właź - warknął cicho, rozglądając się i chwycił mnie za tył ubrania i wcisnął do środka budynku.

 

Moim oczom rozprostarło się naprawdę niezłe pomieszczenie, sądząc po gostku wrzucającego mnie do tego miejsca liczyłem na jakąś spelunę i to, że zaraz zostanę zbity na kwaśne jabłko - a tam naprawdę nie było tak źle!

Stałem na korytarzu z wypolerowanymi na błysk drewnianymi panelami, zieloną tapetą w kropki i różnymi drzwiami z poprzylepianymi nalepkami.

 

Ruszyłem do wejścia z napisem ,,Szef".

Chrząknąłem cicho by nie brzmieć ochryple, poprawiłem ubranie i wziąłem dwa głębokie wdechy.

Moje ciało przechodziło wtedy przez prawdziwą rewolucję, narządy praktycznie ściskały się z nerwów i nie chciały odpuścić, a moje dłonie zaczęły się trząść.

 

W końcu zapukałem i po dokładnej sekundzie drzwi otworzył mi mężczyzna mojego wzrostu o sumiastych wąsach. Wyglądał bardzo witalnie, ale jednocześnie można było widać, iż miał dużo lat. Jednak czuć od niego było czystą esencję energii, jakby ten człowiek dopiero co wykonał maraton biegu i wypił dziesięć litrów napojów energetycznych. Na dodatek jego oczy były wybułaszone, co sprawiało, że było w nim jednak coś niepokojącego.

 

- Witaj! - przywitał się żywo i wciąż nie odlepiając uśmiechu, gwałtownie zaczął potrząsać moją ręką.

 

- Eee... Dzień dobry - wykrztusiłem z niedowierzaniem, że czeka na mnie ktoś taki. Ten człowiek był mega dziwny.

 

- Przyszedłeś tu, aby dostać pracę? - zapytał, wciąż mając taki sam wyraz twarzy i wtedy zacząłem czuć się trochę niekomfortowo.

 

- Owszem - odparłem, próbując patrzeć mu w te jego obłąkane oczy.

 

Zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiłem tutaj wchodząc. Czy to nie dziwne, że jedno z najlepszych miejsc do napraw w Londynie ogłosiło ofertę zatrudnienia, a przyszedłem tylko ja? Przecież powinna zawalać się tutaj tona ludzi bez pracy!

 

Chciałem się wycofać, ale było za późno, mężczyzna zaciągnął mnie do środka.

A tam...

Nie było nic oprócz biurka i fotela. Nic więcej. Nawet koloru ścian. Biały pokój z niczym oprócz dwóch rzeczy, z którymi najbardziej można utożsamiać wizerunek pracodawcy.

Zacząłem się bać, naprawdę bać.

 

Ale znacie to uczucie, gdy wiecie, że na sto procent robicie coś źle i nie skończy się to dobrze, a i tak robicie tak mimo to?

 

Ja miałem dokładnie tak samo - część mnie krzyczała, abym się stąd wynosił, ale druga kazała zostać i poczekać, bo w końcu to była moja jedyna szansa o pracę.

Przełknąłem nerwowo ślinę, czekając co będzie dalej.

Dziwnie wyglądający szef firmy wolno usiadł na krześle, składając swoje kościste palce w piramidkę.

Nie powiedział abym usiadł, zresztą nie było gdzie.

Siedział po prostu na krześle i w milczeniu patrzył się na mnie z szerokim uśmiechem oraz wybałuszonymi oczami.

Chciałem otworzyć drzwi i brać nogi za pas, ale nie zrobiłem tego.

Podszedłem do biurka i nieśmiało uniosłem rękę do góry, niczym w szkole.

 

- Eee... No więc... Chce pan zadawać mi jakieś pytania, czyy...?

 

- Oh, jasne! - mężczyzna jakby się ocknął. - Jamesie Laurensie z planety Ziemia, czy dusze waszej rasy są wystarczająco silne, aby zasilić silniki Hypsosa?

 

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, unosząc brew. Czy on coś brał? W sumie, to by wyjaśniało jego zachowanie.

 

- Tak mi się wydaje - zażartowałem, drapiąc się nerwowo w tył szyi.

 

Wtedy stało się coś nie do opisania.

 

Mężczyźnie z którym rozmawiałem, nagle przekręciła się szyja. O trzysta sześćdziesiąt stopni, a on nawet nie zareagował.

Paraliż objął całe moje ciało, zacząłem prędko oddychać i się pocić. To... To było niemożliwe. Niemożliwe. Jak on to zrobił? Powinien umrzeć!

Chciałem uciec, ale nie potrafiłem.

Stałem jak wryty, przerażony i zszokowany tym co zobaczyłem.

Wtedy rzeczy zaczęły robić się naprawdę dziwaczne.

 

Wierzcie lub nie, ale z podłogi zaczęły ,, wynurzać" się najróżniejsze osoby, w tym matki i dzieci.

Wszyscy szli na mnie z pustymi uśmieszkami i oczami, które w ogóle nie mrugały.

Nie mogłem się ruszyć, chciałem wybiec i nigdy nie wracać, ale tym razem nie tylko strach trzymał mnie w miejscu - jakieś osoby, które pływały w podłodze niczym w basenie trzymały mnie za nogi z łakomym wzrokiem.

 

- P-p-pomocy... - udało mi się cicho wyjąkać, jednak było to bezcelowe. Nikogo w pobliżu nie było.

 

- Jamesie Laurensie, wasza rasa stanie się podporą naszej - wychrypiał ,,szef", albo raczej istota, która go udawała. - Przyjmij ten honor, jakim jest bycie pierwszym klockiem zasilania.

 

Nie miałem pojęcia o czym on bredzi!

Zaczął kierować się na mnie ze dłońmi, które coraz bardziej zaczęły wydobywać czerwoną poświatę.

Odzyskałem czucie w rękach i o mało nie płacząc, próbowałem wyrwać się istotom, które uporczywie się mnie trzymały. Chciałem wrócić do rodziny...

 

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a z nich zaczął wybiegać cały zastęp FBI, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zdecydowanie byli to żołnierze, ale nie widziałem ani plakietek z napisem FBI, ani pistoletów - zamiast nich trzymali jakieś różne dziwne pręty, a kolor ich mundurów przypominał wściekłą pomarańcz.

Zaczęli nakierowywać tajemnicze pręty na dziwne osobniki, które po zobaczeniu co trzymają tamci ludzie, zaczęli wracać pod podłogę, a główny szef nagle rozpłynął się w powietrzu.

Wtedy wszystkie głowy zwróciły się na mnie, ale ja w tamtym czasie zacząłem tracić siłę w kończynach i - prawdopodobnie przez szok - straciłem przytomność i upadłem na ziemię.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar ponad tydzień temu
    Musze przyznać, że pomysł jest całkiem ciekawy i zachęca do dalszego czytania. Tekst dobry, czyta się płynnie i rzeczywiście wyzwala chęć poznania dalszych losów bohatera. Dla mnie 4+ na zachętę.
  • xMadelinex ponad tydzień temu
    Dziękuję :).
  • Agnieszka Gu ponad tydzień temu
    Witam,

    Kilka drobiazgów:
    "Tak więc postanowiłem zdobyć, używając mojego naturalnego uroku i przystojnej twarzy, bo wierzcie lub nie - nie wyglądam źle." - co postanowił zdobyć? To zdanie jest nieskończone.
    "które ja uważałem za cechy, " - to "ja" tu jest niepotrzebne. Z kontekstu wynika że chodzi o "ciebie"
    "Nie zdążyłem przeczytać dalej też jakże interesującej lektury," - powinno być chyba "tej jakże"
    "Moje ciało przechodziło wtedy przez prawdziwą rewolucję, narządy praktycznie ściskały się z nerwów i nie chciały odpuścić, a moje dłonie zaczęły się trząść." - nie bardzo rozumiem. Wcześniej było napisane, że bohater jest pewny siebie i w ogóle, a tutaj nagle takie doznania. Ten opis zdaje się przeczyć temu co wcześniej napisano o bohaterze.
    "Wyglądał bardzo witalnie, ale jednocześnie można było widać, " - można było widać? To nie brzmi poprawnie. Lepiej napisać: "...ale jednocześnie było widać..."
    "Zaczął kierować się na mnie ze dłońmi, które coraz bardziej zaczęły wydobywać czerwoną poświatę. " - nie rozumiem tego. Może powinno to brzmieć: "Zaczął kierować się na mnie z dłońmi" ? A dwa: Zaczął, zaczęły - trochę tu gęsto się zrobiło od powtórzeń.
    "Chciałem wrócić do rodziny..." - ja tam bym wolała na jego miejscu po prostu uciec, nie ważne gdzie ... ;))
    "kolor ich mundurów przypominał wściekłą pomarańcz." - FBI w takim kolorze? ;)) dziwne, ze akurat skojarzył tak odzianych żołnierzy z ta formacją ;))

    Sporo tego, ale to naprawdę tylko drobiazgi, bo tekst jest ciekawy, czyta się go lekko i płynnie.
    Podoba mi się luzacki styl, jaki prezentujesz chwilami w tekście, np. jak w tym zdaniu:
    "Ten człowiek był mega dziwny." ;))
    Pomysł na opowiadanie jest też dość ciekawy.
    Pozdrawiam.
  • xMadelinex ponad tydzień temu
    Bardzo dziękuję za to wytoczenie tych błędów, rzeczywiście, najwidoczniej te niektóre urwane słowa były skutkiem tego, że pisałam to późną nocą i potem niczego nie poprawiłam :D.
  • Agnieszka Gu ponad tydzień temu
    xMadelinex Spokojnie, to i tak dobrze ci poszło :)) Pozdr :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania