Zbieg okoliczności

- Nie jestem poeta, gładkości opisać nie potrafię, ale widzisz sam. Nadaje się chanowi do haremu, tak czy nie tak?

Sługa tatarski słuchał polskiego szlachcica z bielmem na oku, patrząc to w bielmo, to w oko zdrowe, barwy niebieskiej, ze złym błyskiem. Mało co rozumiał jego mowę. Wystarczyło mu rozumieć jedno. Nieprzytomna kobieta, która leżała przed nimi na klepisku, odznaczała się urodą rangi powiatowej, jeśli nie europejskiej. Tak, chan nie będzie zły, z całą pewnością. Nie będzie nawet rozczarowany, chociaż zwykle bywał.

Nieprzytomna kobieta, która leżała przed nimi na klepisku, nie wiedziała, że obudzi się nie tam, gdzie chciała. Już nigdy miała nie spotkać Jacka Bronikowskiego, herbu własnego. Zaginęła w czeluściach Wschodu, nikt nie usłyszał o niej nic więcej. Adam Ferenc zabrał mieszek od tatarskiego posłannika, nie targując się zbytnio za odsprzedaż branki. Pognał co koń wyskoczy do pana Jacka, bo to przecież on zapłacił mu sowicie za odnalezienie pięknej kochanki, która straciła pamięć, zaginęła, szukało jej pół powiatu, na czele ze zrozpaczonym ojcem. Niedługo potem Ferenc łgał przy winie jak pies, że zrobił wszystko, co mógł, ale z poszukiwań wyszły nici, jak w podartych szarawarach pludraków. Bronikowski wysłuchał go, za fatygę podziękował, zamierzając szukać inaczej. Nic jednak z tego nie wynikło.

Tak minęły dwa lata.

 

---- ---- ----- ----

Jacek Bronikowski, herbu własnego, zrzuciwszy rano szlachecki żupan, naciągnął na siebie kabat, uszyty z miękkiej skórki I otworzył bukłak, pełen po korek trunku. Trunek uwarzony przez Izackiego pachniał bzem, wiśniami, co nieco piwem, a najbardziej szaleństwem.

- Zastrzelę cały Świat – powiedział, mierząc z krócicy w obrazy, odrzucone ze wzgardą przez mecenasa sztuki od starosty Hamielickiego. Od niego właśnie Bronikowski dowiedział się, że pacykarz z niego, nie malarz, a nawet obłąkany furiat, w miejsce natchnionego artysty.

- Strzelaj waść! - szeptała nimfa znad strumienia, oparta nagim łokciem o gładki kamień.

- Pal mości Jacku… Ino żywo! - zakrzyknął kosynier, dumnie spoglądający na zdobyty szaniec, uzbrojony w stygnącą armatę.

- Pocałuj mnie w chuja, aż się pleban w zakrystii zabuja. - dodał spokojnie jegomość z autoportretu, którego namalowanie zajęło Jackowi lat trzy, co wymogła na nim oporna materia.

Zamknął oczy, opuścił krócice, próbując w duchu dać odpór trunkowi, ale trunek Izackiego pchał go w drogę. Idź, idźże tam! Niechaj przyjdzie czart. Uległ podszeptowi, poszedł, nie oglądając się ani na ludzi, ani na kasztel, ani na kamienie drogi, o które co chwilę się potykał.

Deszcz z nieba. To nim przywitał go Bóg, kiedy stanął naprzeciwko kamiennego krzyża pokutnego, przypominającego o zbrodni, karze, życiu, śmierci, sprawiedliwej, czy nie, na rozstaju dróg. Wymierzył z krócicy w krzyż, chcąc, chociaż tak rozliczyć się z Bogiem, że go oszukał, wykpił I za życia skazał na nieskończone męki.

- Strzelaj waść… Strzeeelaaaj… bo kapiszon namoknie, sczeźnie, jak twoje talenty… - chochlik w głowie Jacka szepnął, a Jacek wymierzył, nacisnął spust, wypalił. Żydowski trunek zdusił go, otoczył zdradziecką błogością, wytrącił krócice z dłoni, rzucił na kolana I pan Jacek Bronikowski osunął się nieprzytomny niedaleko krzyża, nie zdążywszy czegoś zauważyć.

----- ----- ------

- To on?

- Tak, Stefanie. To jest Adam Ferenc vel Witold Januszkiewicz vel…

- Dobra! - Stefan Opaliński, najemny hycel, jak się sam tak lubił zwać, zeskoczył z konia na mokrą drogę, podszedł do przytomniejącego z wolna Bronikowskiego, przyjrzał mu się z ciekawością- Bo ten tutaj to pan Jacek Bronikowski, co kasztelana portretował. Krócica obok niego, znakiem tego on Ferenca ubił I to jemu, nie nam, kasztelańska nagroda przynależna…

Pomocnik Opalińskiego, kozak Komarko, wytężył żylaste ramiona, ciągnąc trupa Ferenca z jeżyn pod starą jabłonką, przy której pewno przyczajony Ferenc czekał jakiegoś podróżnego, żeby go pozbawić sakiewki. Co za śmierć, pomyślał kozak. Iść się wysrać, żeby zginąć.

 

- Nagrody nie wezmę – wymamrotał trzeźwiejący Bronikowski, oparty o krzywą ławę karczmy Krym, nie będąc w stanie upić nawet łyka trunku. Sączył wolno studzienną wodę, starając się panować nad ręką, trzęsącą gliniany dzbanek.

- Zrzekasz się waść, doprawdy? - Opaliński jakoś nie chciał wierzyć Jackowi, składając wszystko na karb kaca, szoku I Bóg wie czego jeszcze.

- Chociaż infamis, to kobiety mi szukał, przyjacielem był…

- Jak waść chcesz, na nas już czas, nieboszczyka gdzie trzeba dostarczyć, nagrodę przyjąć, a tobie… tak dziękuję I nie odmawiaj, bo mi uczynisz dyshonor!

Rzucił przed Bronikowskim mieszek, brzęknęły monety. Uścisnął mu dłoń, wyszli z Komarkiem z karczmy, a ten przeżegnał się zamaszyście, słysząc pomruk nadchodzącej burzy.

Kurewskie srebrniki, myślał Jacek Bronikowski, odpierając atak wymiotów. Żadnego szczęścia za nie nie kupiłem, nie kupię, chociaż bym sczezł razy sto, by potem powstać. Cofnęło go gwałtownie, zwymiotował prosto na mieszek. Wstydu mu to nie przyniosło, bo w karczmie Krym już nie było nikogo.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marian miesiąc temu
    No, niby to takie historyczne opowiadanko, ale raczej słabe.
    Poza tym, braki interpunkcyne.
  • Komes miesiąc temu
    Jeden lubi jazz a drugi dance :) Braki interpunkcyjne mam, bom amator i pisuję dla frajdy
  • Maurycy Lesniewski miesiąc temu
    “Nieprzytomna kobieta, która leżała przed nimi na klepisku, odznaczała się urodą rangi powiatowej, jeśli nie europejskiej. Tak, chan nie będzie zły, z całą pewnością. Nie będzie nawet rozczarowany, chociaż zwykle bywał.
    Nieprzytomna kobieta, która leżała przed nimi na klepisku...” - co z tą kobietą na klepisku? Bardzo gryzie powtórzenie niemal identycznego zdania...

    Na interpunkcji się nie znam, to się nie wypowiadam w tej kwestii, ale opek całkiem ok, jak na moje oko, ale od razu mówię, że historykiem też nie jestem i mówię jako szary czytacz.
  • Komes miesiąc temu
    Powtórzenie zdania jest zamierzone. Mam jakiś taki nawyk, chcąc czasem coś podkreślić, powtarzam.
  • Maurycy Lesniewski miesiąc temu
    Komes a to ok, widocznie za mało Cię czytam aby przywyknąć.,
  • Canulas miesiąc temu
    Jestem wielkim fanem przygód Jacka Bronikowskeigo i ze wszystkich Twych zmagań, to właśnie teksty z tego uniwersum uwazam za najwartościowsze. Interpunkcja, nooo, jak to u Ciebie, bez sząłu, ale od strony treści tekstowi niczego nie brakuje.
    Pozdro.
  • Komes miesiąc temu
    Kiedyś się wkurwię i przeczytam na filmiku, co napisałem. Ot, zakonspirowanie błędów i finito :))
    Pozdro
  • Canulas miesiąc temu
    Komes, interpunkcja to sucz. Też umołmiasy sadzę.
  • Komes miesiąc temu
    Wiesz no to jest takie pisanie hobbystyczne, analogiczne do gry w lidze amatorskiej piłki po godzinach pracy. Żebym jeszcze miał tym udowadniać wszystkim, jaki to jestem lepszy, mądrzejszy i ten tego. Ale po co?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania