Zejście

Leśną obrośniętą późno-wiosennym kwieciem ścieżką jednostajnym tempem kroczył, jakby wspólny organizm, odziany w czarne sukienki i garnitury smętny orszak pogrzebowy. Dzieci twierdziły, że to one najlepiej znały właściwą drogę, dlatego też nakazano im ten tłum prowadzić. Za dziećmi czterech mężczyzn wspierało na ramionach wysoko uniesioną trumnę z ciałem. Za nimi szły kobiety, bynajmniej przez nikogo nie wynajęte, a uczestniczące w procesji czysto z własnej woli, jakby wszystkie były co najmniej matkami leżącego w trumnie człowieka, a nie tylko osobami, które ten miał szczęście spotkać na swojej drodze, z którymi zawiera się chwilowy, lecz do niczego nie zobowiązujący kontakt. Sukienki owych kobiet trzymane były przez rząd młodych, wytrwałych mężczyzn, wiernie kroczących za swoimi towarzyszkami. Dalej szło jeszcze paru starców, którzy jednak ze względu na zmęczenie wędrówką co rusz odstępowali od tłumu, a na ich miejsce pojawiali się inni, wcale nie młodsi. Pochód zamykali ludzie pochodzący z okolicznych wiosek, którzy, zafascynowani widokiem, zapragnęli stać się jego częścią. Był wśród nich między innymi cieśla, który właśnie skończył konstrukcję mebla, rybak, który sporządził już cały zdobyty tego dnia połów, a nawet mały chłopiec, prawdopodobnie znajdujący się tu przypadkiem, cały roztrzęsiony, rozpaczliwie poszukiwał wzrokiem ojca zgubionego zapewne gdzieś w tłumie.

Pochód dotarł do potężnej i obszernej jaskini. Żałobnicy zatrzymali się przy jej początku, nikt nie odważył się zrobić kroku naprzód. Do groty weszli tylko czterej niosący ciało mężczyźni. Ułożono trumnę na przygotowanym wcześniej gładko ociosanym głazie, umieszczonym na szczycie stromych, kamiennych schodów. Ów głaz otoczony był trzema, ustawionymi w równej odległości od siebie, wypalonymi świecami. Z samą trumną chwilę się mocowano, gdyż głaz nie był idealnie płaski, w końcu jednak ustabilizowano ją, a zwłoki przykryto kawałkiem błękitnego materiału. Mężczyźni odstąpili od głazu i otoczyli trumnę, niby małym, skromnym wiankiem.

– Czy zatem mogę już w spokoju odejść? – zapytał leżący pod prześcieradłem człowiek.

– Wszystko zostało zrobione tak jak pan sobie tego życzył – odezwał się jeden z żałobników – może pan odejść w spokoju sumienia.

– A przedsiębiorstwo? Czy zastąpiono mnie już w przedsiębiorstwie? – zapytał leżący w trumnie zachrypniętym głosem, unosząc przy tym swoją prawicę. Mężczyzna pokręcił głową.

– Niestety nie. W przedsiębiorstwie nikt pana nie zastąpił i nigdy to też nie dojdzie do skutku. Jest pan, na nasze nieszczęście, niemożliwy do zastąpienia. Nikt nie wykonywałby tej pracy tak dokładnie jak pan, jednocześnie z takim zapałem i płomiennym oddaniem.

– A czy przedsiębiorstwo sobie radzi? – zapytał leżący tonem pozbawionym wątpliwości.

– Tu mogę pana pozytywnie zaskoczyć. Akcje naszego przedsiębiorstwa już wzrosły o kilka procent, a nasi specjaliści przewidują utrzymanie obecnego trendu – powiedział mężczyzna, kładąc dłoń na kolanie leżącego, a brwi bezwolnie uniosły mu się w górę.

– Zatem mogę w spokoju odejść – powiedział, a ręka upadła mu bezwładnie na wygodne posłanie trumny.

Żałobnicy ukłonili się sztywno. Wnieśli jeszcze do groty kilka koszów z różnego rodzaju jedzeniem i parę butli z wodą, jak to sobie leżący w trumnie zażyczył. Nie dostarczywszy balsamu, którego zabrakło w magazynie, wyszli na zewnątrz, rzucając jeszcze na odchodne „Wszystko zostanie panu zapamiętane”, po czym zasłonili wejście potężnym głazem. Zgodnie z prośbą człowieka w trumnie, pozostawili jednak wąski otwór, przez który poranne światło mogło odwiedzać czeluście jaskini. Szpara była co prawda niewielka, lecz odpowiednio szczupły człowiek mógłby spróbować się przez nią przeciskać.

Po zamknięciu groty tłum zaczął się wykruszać. Ludzie wracali do swoich domów i rodzin, bo przecież czekały na nich jakieś niecierpiące zwłoki zajęcia, które trzeba było natychmiast zacząć załatwiać, aby nie popaść w poważne tarapaty. W końcu przy jaskini została tylko jedna kobieta, wreszcie jednak i ona usiała odejść. Zapłakała ostatni raz i zniknęła za horyzontem, a gdy to się stało, pozioma błyskawica przeszyła niebo, a wzniesione jeszcze słońce wypluło na świat czerwony promień i cisza, wieczna, nieprzenikalna cisza niczym wełniana chusta spoczęła na gardłach wszystkich miliardów ludzi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    Nikt go nie zastąpi.
    Zaskoczona jestem wizją. Bardzo ciekawe opko, próba zmierzenia się z Fenomenem. Trochę w alternatywnej wersji, niemniej naprawdę dobrej w warstwie metaforycznej.
  • xfhc pół roku temu
    Dzięki za przeczytanie
  • kalaallisut pół roku temu
    Przeczytałam. Potem końcówkę jeszcze z dwa razy. Wiesz co, bardzo ciekawy obraz stworzyłeś. Daje do myślenia. I te porównania do... Podoba mi się bardzo!
  • xfhc pół roku temu
    Cieszę się, że się podobało

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania