Zielona dusza 1

Kobieta ostrożnie, odłożyła kubek z kawą. Świeżo, mielona arabika, rozjaśniła młodej detektyw umysł. Głos w telewizorze, podpowiadał społeczeństwu, że tym razem, będzie lepiej, choć zmiany na lepsze , będą w głównej mierze bazować, na sprzątaniu bajzlu po byłej władzy. Skubnęła nieco ciasta, malinowe z odrobinką musu cytrynowego. Miała uczulenie na maliny, ale nikt jej nie zabronił, po prostu wyzbierania ich z wierzchu. Wstała od stołu i weszła schodami na pierwsze piętro, gdzie znajdowała sie łazienka i prowizoryczna, domowa siłownia. Przejrzała się, przez chwilę w lustrze.

Była średniego wzrostu, jej cechą charakterystyczną, a zarazem dominująca, były nieziemsko zielone oczy. Oczy te, podkreślały jej przenikliwość. Umarła jej wrażliwość nie była dziewczyną z instragramu czy wakacyjnych podboju. Odżywiała się zdrowo, nie chełpiła się tym w social media. Posługiwała się 6 językami obcymi, do dominujących języków, należał język polski. Włosy czarne, idealnie krótkie. Bez niepotrzebnych i nieprzeprzęgających uwagę ozdób.

Po odbyciu rytualnego pobytu w toalecie, uderzyło ją uczucie strachu. Pierwszy dzień w pracy, był to czas dla niej ważny, miała dość czasu na kontemplację i pozbawienia się gorzkich myśli o sobie i o nim. Zamknęła drzwi od domu, kluczyk przekazała sąsiadce, którą znała od dziecka, tak jej św. pamięci matkę.

Uruchomiła silnik i wbiła w GPS dane. Komenda Miejska Policji, znajdowała się tuż za kościołem św. Jadwigi, który pamiętał czasy, krwawe i mroczne. Ktoś dobijał jej się do telefonu, dała na głośno mówiący :

- Dzień Dobry - oznajmiła. - Z kim rozmawiam?

Głos w telefonie, zacharczał z lekka a potem przeszedł do konkretów.

- Władysław Micki, szef oddziału antyterrorystycznego i zastępca dyrektora wydziału śledczego. - odpowiedział. - Pani to Julia Hajnas ? - zapytał z nutką konsternacji.

- Tak, proszę porucznika - odpowiedziała. - Niedługo będę na... Rybickiej 29.

- Musi pani wiedzieć, że dużo o pani słyszałem, ale najbardziej obchodzi mnie pani niesubordynacja, dostałem list od pani byłego przełożonego - mówił. - Sierżant, Konrad Duchowicz.

,,Stary dureń, będzie mi robił jeszcze pod górkę, jak ma się okazje do strzału nie można jej zbagatelizować. Stara pierdoła, w życiu nigdy nie ryzykowała - pomyślała. - Ciekawe co na mniej nagadał? "

Zaparkowała między coś na kształt jeepa a policyjnego motocykla. Udało się do skrzydła zgłoszeń, coś na kształt recepcji, gdzie mieszkańcy zgłaszają różnego rodzaju sprawy. Drobna , młoda policjantka, siedziała na krześle, który nie był proporcjonalny do jej malutkich gabarytów.

- Dzień Dobry, nazwisko Hajnas - oznajmiła. - Jestem umówiona z przełożonym wydziału śledczego.

- Już sprawdzam... - odpowiedziała. - Wszystko w porządku, mogę prosić pani dowód? Proszę o to przepustka tymczasowa. Proszę się później zgłosić, po odbiór dokumentu.

Weszła, przez ciężkie, dozbrojone drzwi. Przechadzając się po komendzie, wydało jej się, że cała jednostka śpi, zero ruchu i korytarz pusty. Pokój 155, zapukała a następnie, weszła do środka. Pierwszy został uruchomiony zmysł węchu. Cała przestrzeń w pokoju, była wypełniona tanią wodą, po goleniu.

,, Nie dość że się nie myje, to do tego dupek,, - pomyślała.

- Słucham! A to pani, proszę usiąść. - oznajmił. - Nie będę owijać i przejdę do tego co mnie najbardziej interesuję. Jest pani tutaj nowa, więc oczekuje się od pani, zawodowej dyscypliny i budowania sobie reputacji, oczywiście tej dobrej.

- Rozumiem, chciałbym się dowiedzieć, o co chodzi z tą tajną sprawą? - zapytała.

Popatrzył na nią w sposób charakterystyczny dla psychopatów - bez wyrazu czy gniewu. Przeszły ją ciarki. Ale taką aurą, emanują stare psy gończe.

- Nie dostała pani oficer wiadomości? - zapytał. - Wszystko jest na skrzynce pocztowej. Chciałbym aby ta sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego. Więc proszę, uprzejmie nie robić niepotrzebnych notatek.

- ,, Ma mnie za przedszkolaka, od podstawówki nie robię notatek, mam tę cholerną pamięć fotograficzną" – wybuchła myślą w głowie.

- Sprawa dotyczy córki naszego premiera. - mruknął. - Została zaatakowana przez sprawcę pani znanego a nam do dzisiaj nieznanego.

To niemożliwe, cała jej przeszłość, która miała zginać wraz z nowym miejscem pracy, nowymi ludźmi, to wszystko nie miało znaczenia. Wiedziała o kogo chodzi, zbiegł jej w środku nocy, przed tym koszmarem, rozkochał ją w sobie, by następnie rozpętać jej wewnętrzne piekło.

Zanim ukształtowała sobie jasny scenariusz, zdarzeń z którymi przyszło jej się zmierzyć, dowódca zaczął:

- To Damian Koch - ciągnął. - Znany też jako, kolekcjoner kobiecych oczu.

Ciąg dalszy nastąpi...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania