Poprzednie częściZimno (1z2)  

Zimno (2z2)

Zimno

 

II

Mark miał spore problemy. W zasadzie jeden. Jeden problem. Tylko tak cholernie, przekurewsko wręcz duży, że używanie przy nim liczby mnogiej nie było żadnym nietaktem. O nie. Jeden pierdolony problem. Martwy. W dziecięcej czapeczce z daszkiem informującej o tym, że noszący ją chłopczyk kibicował Dakocie. Tylko, komu? Jaki, kurwa, klubik jest w Dakocie? Dakota Basseball Club? Footboll Dakota Club? Tennis? Basketball?

Nie wiadomo. Chłopak nic już nie powie. Pieprzony chłopak. Martwy.

Mark wracał do domu pieszo. Trzy kilometry do pięciu. W tej chwili około dwóch. Piętnaście minut drogi szybkim chodem lub dziesięć, jeśli pobiegnie. Tylko że nie pobiegnie. Będzie szedł.

Nie jestem głupi – pomyślał. - Jak zacznę biec, to zobaczą. Oni. Kimkolwiek są. Kierowca jakiś czy coś. Biegnący człowiek szybko rzuca się w oczy. Idący mniej. Jak jesteś cały upierdolony dziecięcą krwią, to wierz mi, nie chcesz się rzucać w oczy. Jeśli chwilę temu tego dzieciaka zabiłeś, to tym bardziej.

Szedł poboczem, zupełnie nie zwracając uwagi na ból płynący od kolan, aż po samo podbrzusze. Trochę go jaja szarpały, ale nie było teraz czasu na odpoczynek. Nie po tym, czego doświadczył. Z czym się przed chwilą mocował. Szranki, zawody, konkury, kurwa mać.

 

Działo się sporo. Sporo się pojebało. Dziecko leży zabite. On we krwi.

W pierdlu, a trafi pewnie na dołek najdalej jutro, musowo go zapierdolą. Dojadą tak, że sam pęknie albo zabiją we śnie czy na dziedzińcu. Strażnicy odwrócą wzrok. Na sto procent. W sprawach dzieci wszyscy myślą podobnie.

Dzieci, kurwa. Z tego, co zdechło, to jedynie czapka była dziecięca. I to najwyżej. Tak. Dziecięca czapka. Jebana Dakota Club.

Półciężarówka wypełniona po brzegi robolami przejechała tuż obok. Kierowca miał ciężką nogę, walili około setki na godzinę. Dużo zakrętów i drzew przy tym zakrętach, o czym się kwadrans temu przekonali z małym kurwiem osobiście. Mały kurw gorzej, lecz i on odczuł skutki wypadku. Pewnie śnieg już osiądzie na chodnikach, gdy będzie dalej obsikiwał dechę krwią.

Na szczęście ci w środku w większości jeszcze drzemali, a kierujący pochłonięty był jazdą. Pewnie wczoraj pochlali i miast na piątą, będą w dokach na siódmą. W dokach lub na budowie. Jeden pies.

Droga się niemiłosiernie wręcz dłużyła. Samochodem czy nawet autobusem, szast-prast. Piechotą? Klękajcie ludy, narody, miasta i okolice. Można kurwicy dostać.

I tak. Mark dużo przeklinał. W myślach i poza nimi. Jak był wzburzony, klął więcej. Zabójstwo dziecka sprzyja raczej wzburzeniu. Zgodzimy się?

W oddali zobaczył mostek. Minutę później asfaltowa droga przeszła w szuter. Stojący obok mostku krzyż z zielonego drewna upamiętniał dwójkę motocyklistów, którzy kiedyś o tym szutrze zapomnieli.

Dobrze. Czyli jeszcze kilometr. Może mniej.

Zaryzykował trucht, wciąż rozmyślając o tych wszystkich niestworzonych pojebaństwach, które się wydarzyły kwadrans temu.

 

Mały w czapeczce ujawnił się jakoś dwie minuty po tym, jak wyjechali z garażu. Mark dostrzegł go we wstecznym i... Pomyślcie sami. Czy chcielibyście paść ofiarą takiego żartu? Podeszczowa, pełna zakrętów droga i wyłaniający się spod kocyka łeb.

Zobaczył małego we wstecznym, a że jego głowa ciągle była przesłonięta kocem, wziął za Maxa i pierwsze słowa skierował właśnie do niego. Słowa, których nie musimy tu przytaczać.

Jechali tak z dobrą chwilę. Mark strofował małego, rzucając przy tym kurwami znad kierownicy i rugając gówniarza w najgorszych możliwych zwrotach. Używał przy tym tak przykrych kombinacji, że i pijanemu marynarzowi mogłoby ucho zwiędnąć.

W końcu dał upust parze i głęboko oddychając, rozejrzał się za pieprzonym papierosem. Za jakimś petem i zapalniczką do niego. A jak się mała znowu do niego spruje o to, że jara w aucie, to marny będzie jej los. Najpierw usłyszy całą prawdę o swym rozwydrzonym, nieumiejącym usiedzieć na dupie, gnoju. A jak będzie coś jeszcze brąchać pod nosem, to dostanie takie wciry, że...

Nim zdołał wymyślić, jakie to straszne manto spuści swojej wciąż niepoślubionej damie serca, kocyk zdołał się zsunąć z dziecięcej twarzy. Spojrzał więc w lusterko jeszcze raz.

Cóż. Twarz była inna. Włosy nie były blond.

Usłyszał komendę. Wytyczne, gdzie ma się udać. A dokładniej: Gdzie ma natychmiast i bezzwłocznie zapierdalać! Małemu chodziło o port.

Wtedy popełnił błąd, odwracając się do dzieciaka przez fotel. Wiadomo, tak się raczej nie powinno robić, lecz chciał mieć po prostu pewność, że to możliwe, by taki rodzaj dźwięku mogło urodzić dziecko. Jakiś wzmacniacz? Smartfonowy program do przeinaczania głosu? Cokolwiek? Zamiast tego zobaczył z bliska, co się kryło pod czapką Dakota Club.

Wrócił myślami na drogę. Do tu i teraz. Co było – było. Minęło. Odeszło i już nie wróci. Bez udziału wskrzeszającego palca Pana Jezusa ten mały pojeb zostanie już na tym drzewie. Srał go trójnogi pies.

W oddali dostrzegł swój dom. Kawał czerwonej dachówki i jedno okno poniżej. Na przylegających do drogi łąkach unosiła się mgła. Nie przeszkadzało to jednak grupie mężczyzn ubranych w jednakowe kombinezony iść szerokim półkolem i opryskiwać. Nim zniknęli w blado-zielonej szadzi, wyglądali jak filmowi łowcy duchów. Pikanterii zjawisku dodawały dwa wojskowe Jeepy.

 

Wchodził już w bramę, gdy przez siatkę przyuważył starego. Dziadyga stał w tych swoich niezniszczalnych, żółtych spodniach i przemoczonej, bazarowej szmacie. Stał jak jebnięty, gapiąc się prosto w ich okno.

Do tej pory nie gadali zbyt często, kontakt utrzymując jedynie przez dzieciaki. Nie było po co. Fan Darwinowskiej Teorii Ewolucyjnej nie za bardzo ma o czym dyskutować z fanatycznie upośledzonym plebsem. Teraz jednak poczuł jakiś mus.

- Pan czeka na co? – zapytał, przyjmując zawadiacką pozę.

Tamten nic. Zero. Jakby go tu nie było.

- Pytałem, na co tak stoisz? Jak zobaczyć dupinę mojej małej, to trochę jeszcze poczekasz, bo okno nie wychodzi na kibel.

Beznogi Pet zerknął w jego kierunku, uśmiechnął się. Po sekundzie znowu skupił wzrok na sobie tylko zrozumiałym punkcie. Mark naparł ciałem na drucianą granicę pomiędzy nimi. Byli teraz nos w nos.

- Mam pytanie – zagaił, przypatrując się starcu. Czekając na jego reakcję. Jakiś ruch. Nie doczekał się jednak niczego, poza ponownym, ledwie przelotnym spojrzeniem. Chociaż nawet tego nie był pewien.

- Tak się składa, że ja, Lisa i dzieci, nie jesteśmy za specjalnie religijni. Wolimy trzymać się faktów, nie anegdot. Z kolei wiem, że z wami jest odwrotnie. Dlatego chciałbym zapytać.

Tym razem sąsiad skupił na nim wzrok. Świetnie.

- Chodzi mi o stworzenie świata. O te sześć dni pracy i odpoczynek siódmego. Ja tam się nie znam, ale jeśli Bóg stworzył słońce księżyc i gwiazdy czwartego dnia, to jak mogły upłynąć cztery dni. Wytłumaczysz mi pan?

Wydawało mu się, że z ust starego również padło pytanie. Poprosił o powtórzenie krótkim, rzeczowym: Słucham? Wtedy dobiegł go huk i nim odwrócił głowę, pomyślał o rewolwerze. Broń była zawsze pod kluczem. Ba, nawet pieprzony klucz do niej, także leżał pod kluczem. Naboje ukryte w starej puszcze po farbie, położone na najwyższej regale w samym kącie. Mimo tego nie miał wątpliwości.

- Nie będzie padało – stwierdził Pet tak rozpaczliwym głosem, że Markowi przez sekundę zrobiło się starca żal. Syna czy wnuka, którego niebawem pochowa, od dawna wychowywał sam. Żona od czterech czy pięciu lat zamknięta z innymi świrusami w Bismarck Hospital. Ostatnio, na święta, dali jej w końcu przepustkę. Jednak kilka dobrych lat stary musiał radzić sobie sam. Wychowywać jakoś to coś, co teraz mu przyjdzie pogrzebać.

Mark splunął, chwytając oburącz ogrodzenie. Przyjrzał się żółto-czerwonej plwocinie i zachwiał. Jakoś mu się zrobiło lekko w głowie. W ustach poczuł smak soli. Coś się działo także z jego słuchem. Płynące z otoczenia dźwięki z każdą chwilą tłumił przeciągły gwizd. Przyjrzał się ponownie sąsiadowi. Potem powiódł mętnym wzrokiem w dół. Powstała na skutek otwartego brzucha kałuża krwi, prawie nie była dla niego niespodzianką.

- Nie będzie bolało – powtórzył Pet, ciągle trzymając Marka na nożycach.

 

III

Pokiełbasiło się tuż za zakrętem "Rzeź sarny". Nazwa wymowna. Adekwatna do wydarzeń sprzed roku. Jej historię znał tylko jeden z mężczyzn. Teraz spał.

Jechało ich jedenastu, choć przepisy zezwalały na sześciu. Pięciu szczęśliwców drzemało w najlepsze na welurowych fotelach. Piątka spała na ziemi.

Kierowca robił, co mógł, by dwugodzinne spóźnienie zredukować, choćby o dziesięć minut. Jak większość jadących, nie był do końca trzeźwy. Czasem trzeba jednak iść pod wiatr.

Uchylił szybę i strzyknął śliną gdzieś w dal.

- Zamknij – mruknął ten, na którego wszyscy wołali, Nowy. Kierowca jednak puścił to mimo uszu. W końcu, kto słucha nowych? Pryszczaty dryblas ponowił jednak prośbę, ostrzejszym tonem.

- Trzeba się było z nami wczoraj napić, to byś nie truł. Będzie otwarte! Ja prowadzę, ja ustalam zasady!

Nowy uniósł się na łokciach. W jego spojrzeniu było coś niezdrowego. Blada cera wyglądała gorzej niż zazwyczaj. Ziarniście, plamiście i chuj wie jeszcze jak iście. W każdym razie niedobrze.

- Cielęcy wzrok gówno da. Muszę się trochę dobudzić. Jak ci tak zimno, to się czymś nakryj i spróbuj trochę przekimać.

Tamten jednak nie dał za wygraną. Przy asyście stłumionych przekleństw przesunął się na sam przód. Ervin nie chciał tu draki. Nie lubił drak. Zawsze pił na wesoło. Na wesoło nawet znosił kaca. Pracował w "Blachy i Dachy" już cztery lata, czyli o prawie cztery dłużej, niż ten szczyl. Do tego lubił o sobie myśleć, jako o "gościu starej daty" "gościu, fachowcu" lub " gościu, jakich już dziś nigdzie nie produkują". Dla takiego gościa zasady będą zawsze najważniejsze.

- Nie masz się po co tu pchać. Będzie otwarte i już!

Pierwsze zdanie było wypowiedziane bezsensownie, bo Nowy już przy nim stał. Śmierdział okropnie, co bliska odległość jeszcze potęgowała. Jego cera przypominała kupę po jagodach, na którą ktoś wylał jogurt. Do tego cały się trząsł, jakby go kto dla beki podpiął pod gniazdko z prądem. Ervin się przypatrzył przez lusterko, sądząc, że dla dobra ich wszystkich, lepiej, żeby ten młokos nie wchodził dzisiaj na dach. Ba. Nawet niech nie włazi na oparcie fotela w ich kanciapie. Inaczej napytają sobie biedy.

- Weź ty dzisiaj odpocznij, bo z takimi feromonami, to cię nawet samica nosorożca nie będzie chciała.

Chłopak nie chwycił żartu lub ów go nie rozweselił. Zbliżył za to swą przekrwioną, robaczywą wręcz twarz do ucha kierującego.

- Zamknij to pierdolone okno – wyszeptał. Nim jednak kierowca zdołał się do tego jakoś ustosunkować, Nowy wsadził mu w ucho długi, gwiazdkowy śrubokręt. Przy asyście świdrującego, przenikającego aż po kraniec mózgu ukłucia, drastycznego pogorszenia wzroku, a przede wszystkim, kurewskiego wręcz niedowierzania, Ervin zobaczył, że nie trzymają się już asfaltówki. Kiedy wyrosły przed nimi (nie tak znowu małe) drzewa, na budziku ciągle jeszcze było dziewięć dych.

 

IV

Dokładnie o dziewiętnastej czterdzieści dwie rozeszła się wieść, że to mają. Że znaleźli. Przez następne kilkanaście minut trąbiły o tym wszystkie krótkofalówki. Dziesięć, może piętnaście po ósmej, wiedzieli wszyscy. Tuż przed dziewiątą, specjalnie do tego wyselekcjonowana grupa, zaczęła ogradzać teren. Inni zostali wysłani do przekierowywania ruchu przy dwóch najbliższych drogach. Ci, którym nadzorujący akcją wojskowi nie powierzyli zadań, wyczekiwali teraz wieści, trzaskając drinki z piersiówek i debatując.

Grupka starszych, siwiejących już mężczyzn, których poboczny obserwator niemal na pewno ochrzciłby mianem szych, stała półkręgiem, przyglądając się gwiazdom. Rozprawiali o jednej z nich ze szczególną estymą, nie szczędząc naukowo-łacińskiego bełkotu, by podkreślić jej wielkość. Jedno ze strzelistych, roznieconych tu i ówdzie ognisk, oświetlało ich pucołowate twarze, powodując, że malujące się na nich podziw i oblubienie były bardziej widoczne. Tak spektakularny sukces lubi pływać, więc wysokie kieliszki, które mężczyźni trzymali, nie mogły się opędzić od szampana.

W nastawionych na odbiór radionadajnikach panował przeciągły, upiornie brzmiący szum. Stojący paręnaście metrów dalej, niemogący wytrzymać z zimna żołnierz położył karabin na ziemię i wszedł w ogień. Gdzieś dalej, inny, zrobił dokładnie to samo. Na przekór całej logiczności oraz drwiąc sobie z poznanych przez ludzkość praw, ze wszystkich krótkofalówek zaczął wiać zimny, przejmujący wiatr.

 

V

Mały Houdini wraz ze swoją siostrzyczką, ubrani w ciepłe kurtki, szale i rękawiczki, jechali oszronionym autem na południe. Prowadzący ciężarówkę mężczyzna cały się trząsł, lecz tylko po części z zimna.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Agnieszka Gu ponad tydzień temu
    "Tylko że nie pobiegnie." - jakąś obsesję mam chyba, też przed że bez przecinka tutaj?
    "zagaił, przypatrując się starcu. " - nie rozumiem. Szto eto: starcu? może starcowi?

    "Kiedy wyrosły przed nimi (nie tak znowu małe) drzewa, na budziku ciągle jeszcze było dziewięć dych." - nie tak znowu małe ;))

    Obmyśliłeś wszystko, kilka wątków, oni są wszędzie, ehhh straszliwe te te "łone"
  • Canulas ponad tydzień temu
    Tylko że, to jeśli już przecinek, to przedcałym wyrażeniem.
    Ze starcem sięgłowiłem. Zgrzyta mi opór. Czekam, aż mądrzejsi mnie naprowadzą. Chyba starcowi faktycznie.
    Thx.
  • Ritha ponad tydzień temu
    "Mark miał spore problemy. W zasadzie jeden. Jeden problem. Tylko tak cholernie, przekurewsko wręcz duży, że używanie przy nim liczby mnogiej nie było żadnym nietaktem. O nie. Jeden pierdolony problem. Martwy. W dziecięcej czapeczce z daszkiem informującej o tym, że noszący ją chłopczyk kibicował Dakocie. Tylko, komu? Jaki, kurwa, klubik jest w Dakocie? Dakota Basseball Club? Footboll Dakota Club? Tennis? Basketball?" - I już pierwsze zdania i gdybym nie znała Twojego sposobu pisania, to i tak bym se od razu pomyślała "oho, typ zna się na rzeczy". Pamiętam jak przeczytałam pierwszą Rurę, i uderzyło mnie - o kurde! nowy talent na Opowi. Przeczytałam trzy kolejne i jeb - przekurewski talent jak na Opowi. I co? I Ritha miała rację :D

    "Nie jestem głupi – pomyślał. - Jak zacznę biec, to zobaczą. Oni. Kimkolwiek są. Kierowca jakiś czy coś. Biegnący człowiek szybko rzuca się w oczy. Idący mniej. Jak jesteś cały upierdolony dziecięcą krwią, to wierz mi, nie chcesz się rzucać w oczy. Jeśli chwilę temu tego dzieciaka zabiłeś, to tym bardziej." - znowu.

    "pikanterii zjawisku dodawały dwa wojskowe Jeepy" - o proszę, grubo
    "Ba, nawet pieprzony klucz do niej, także leżał pod kluczem" - lubię
    "Blachy i Dachy" :D
    " Jego cera przypominała kupę po jagodach, na którą ktoś wylał jogurt" :D

    "- Zamknij – mruknął ten, na którego wszyscy wołali nowy" - nie wiem czy "nowy" nie mogłoby być w cudzysłowie, skoro to takie wyodrębnione określenie, ze tak własnie na niego wołali, ale chyba się czepiam, bom nie znalazła pół błędu.

    "- Zamknij to pierdolone okno – wyszeptał. Nim jednak kierowca zdołał się do tego jakoś ustosunkować, nowy wsadził mu w ucho długi, gwiazdkowy śrubokręt." - ja go rozumiem, zimnu mówię stanowcze nie! ;)

    Aż se wróciłam do poprzedniej części, zeby to połączyć:
    "Poznasz ich po tym, że zawsze się łaszą do ciepła. Lgną do niego. Jak te tropikalne robaki albo pustynne skorpiony. Nienawidzą zimy. Nienawidzą wszystkiego, co z zimą jest powiązane."
    - Wszystko trzyma się kupy.

    Dobre, nadal świetne, nawet nadałoby się do rozszerzenia, jak zalążek dłuższego horroru, ale nie będę Ci mieszać. Przesyłam duże 5 :)
  • Adam T ponad tydzień temu
    Ja bym "nowego" dał dużą, skoro wszyscy wołali, to przecie ksywka.
  • Ritha ponad tydzień temu
    o własnie, może być, chodziło mi o wyodrebnienie
  • Canulas ponad tydzień temu
    Adam T, trzecie opowiadanie z rzędu, gdzie się wywalam na zapisie ksywy, przezwiska. Na inne komenty dopiero wieczorkiem.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Może i się nadaje do rozszeżenia, ale raczej zostawię, jak jest. Co najwyżej, udeżę kiedyś z innej strony. Tera mam garaż pomysłów, kolejkę do zaczęcia i drugą do skończenia. No i do przebycia mały murek.
    A czasu ni ma. Bardzo dzięki za poświęcony czas. I nie chodzi tylko o te opko. Wpadasz do mego zapyziałego sklepiku bardzo często i nigdy nie wracasz, wkurwiona, z reklamacją.To się ceni.
    Dziękować.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Canulas - a to z kolei do Rithy. Jezu. Na telefonie czasem te komentarze się umieszczają jak chcą. Pierdolnik się robi. Eh..
  • Ritha ponad tydzień temu
    Canulasie i wszyscy, ktorzy tego nie ogarniacie (xd) - jak sie kliknie odpowiedz to zawsze przenosi na dol, pod komentarz główny. Zawsze. Noe da sie wciac pomiędzy odpowiedzi. :>

    Lubię ten sklepik, Can. Rzeklabym nawet, że mój łulubiony:)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Sprawdzam
  • Ritha ponad tydzień temu
    O i właśnie, to wyzej kliknelam w odp dwa poziomy wyzej i przenioslo na dol. :)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , apeluję o zaprzestania prób nauczenia mnie wielu rzeczy naraz. Ja tera muszę "mojemu kompu" przywrócić literkę zi.
    Nie, prawy alt z iksem, nie działają.
    Potem się z komentarzami naprostuje sprawa.
    Perspektywa posiadania, ot tak, literki zi jest priorytetowa.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Canulas a polski programisty język aby masz ustawiony ma klawiaturze? ;D
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , uwaga: Przybliżam wydarzenie, kiedy żem utracił literkę zi - bo miałem.

    Zepsuł się komp. Zawirusował, itd. Pszyszły dwa ludzie. Znajome ludzie. Zaczęły te ludzie kombinować, odzyskiwać, itd. Jeden z owych, tak:
    - A chcesz mieć coś tam, coś tam i tamto jeszcze.
    (Musiałem udawać, że jestem tylko pół-głupi, więc rzekłem.
    - Chcę.
    Une pokąbinowały i mówią:
    - Już.
    Potem poszły.
    Tera, podobno mam coś fajnego przeciw czemuś. Ochronę, ale nie antywirus, bo ten też, tylko jeszcze coś.
    Tylko że:

    Jak naciskam prawy alt z x, co normalnie przywoływał Zi, to tera zamiast upragnionej zi, mam jakąś jebaną ramkę, jak do screena.

    Działam zastępczo.
    Za każdym razem, kiedy pragnę mieć zi,wpisuję w wyszukiwarkę zdzbło. I wyskakuje Zdzbło, ale już z dwoma zi. Z małym i dużym zi. To komfort dla osób bez zi, bo możesz wykorzyustać zi zarówno zaczynając zdanie, co i w środku.
    I tak sobie żyję z zastępczym, miejmy nadzieję, tylko póki co, zi.
    Kiedyś zi przekopiował mi chyba Nuncjusz, ale nie mam już. Ponadto, to rozwiązanie jest prostsze.
    Jak piszę, zawsze obok mam otwartą zakłądkę ze słowem Zdzbło.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Can, czekaj bo się zesikałam ze smiechu xD

    ....

    No juz. "Pszyszły dwa ludzie. Znajome ludzie. Zaczęły te ludzie kombinować, odzyskiwać, itd." :D eheheheeee, ja nawet komenty Twoje muszę przekopiowywac. Znaczy napsuli Ci! Zadzwon do nich może, niech nareperuja.

    Tera pacz: źźźźŹŹŹ :> (luksus)
    Współczuję fest, kciuk trzymam za nareperowanie. Na komputerach się nie znam, to i nie napomagam. :(
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , nie. Nie chcę ich zwoływać. Powołałem się wtedy na klauzurę koleżeństwa i une działały zbożnie, półdarmo. Dużo ulepiły swymi kosmatymi łapkami. Nie mogę się burzyć o brak zi, bo by to było nietaktowe. Felicjana poddała mi pomysł na zi. Idę właśnie próbować. Jak się uda, dam znać.
    Twoje grupowe zi nie robi już wrażenia. W czasach, nkiedy jeszcze nie znałem myku ze żdzbłem, by robiło. Oj, wtedy tak. Szarpałbym te zi, jak Jehowy za klamkę. Idę szukać zi.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Kumam. Idz, kciuk bedzie trzymany i tak :)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , chuj, myk z klawiaturą ekranową nie działa. Pojawia się ramka. Wcześniej mi się jakoś żylo z tym Zdzblem. Dziś wtłoczono we mnie nadzieję, że mogę odzyskać zi, rozdrapano rany i tera jestem double nieszcześliwy.
    Kurwa.
    Już bym wolał wiedzieć, że kotek zginął, niż, że się może znajdzie.
    Dzięki za wsparcie.
    Sija.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Smuteg...
    Pacz, tu znalazlam takie trudne z ramko
    http://forum.purepc.pl/topic/365412-ctrlaltx-wywo%C5%82uje-program-do-zrzut%C3%B3w-ekranu/

    Trudne takie rzeczy tam pisza, ale może cos podobnego masz. Ehh. Wiecej nie wymysle.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , tak, to ta jebana ramka. Już czytam!!
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha - Cciałem oficjalnie ogłosić, że jesteś PRZEWIELKA.
    Mam Zi. A nie, zara. Mam ź i to nie wywołane syntetycznie przez zdzbło, a prawdziwe.
    Dziękuję bardzo, bardzo. Advanced System Care -blokował. Okres postu na ź - zakończony.
    DZIĘKUJĘ !! ;)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Hehehe, plose:) Się pytaj na drugi raz, a nie :> Cieszem się, że nie bedziesz musiał robic zi sposobami Wiwata:D
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ritha , haha. Kurwa, trzy miesiace w siedemnastym wieku, a wystarczyło powęszyć. Ale ja jestem ułomniasty. Aż dziw, że sam podnoszę dechę od kibla. Ehh.
    Dziękuję.Jesteś od dziś patronką litery Ź. Wici rozesłane.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Can spoko, ja zem poszperala tylko a gowno z tego forum rozumialam:D Serio się ciesze, żem się przydała:D
  • Adam T ponad tydzień temu
    Cholera jasna, dobre!!!!!! Tajemnicze, nieoczywiste, nic nie jest takie, jakbyś sobie, czytelniku- frajerze wyobrażał, o nie! I brdzo, kurna, dobrze, że nie jest, że to nie kolejnu kminek dla dziewczynek, kawcia na ławcię z zerkaniem, czy już się skończyłuy te reklamy w polwsadzie, czy nie, bo leci kolejny "świetny" program/dokument/serial o Życiu.
    Can - kurna był taki zaspół niemiecki, nazywał się Can (od puszki) z wokalistą Japończykiem, ktory śpiewał w swoim własnym jezyku, w porywach do angielskiego. Twoj tekst jest jak niektóre utwory tego zespołu - niepokojące, czasem brudne, pokrecone, inne, kapi-kurwa-talne.
    Mialem mieć "ale", ale nie, nie mogę, skomponowałeś to tak, więc ma być tak, "ale" ma "kote", koniec marudzenia.
    Skroiłeś horror po całości, zacząłeś od trzęsienia ziemi, skonczyłeś na apokalipsie według Can.
    No, chylę czoła.
    Pozdrawiam ;)
  • Ritha ponad tydzień temu
    Sory, ze szpieguję i się wciskam, ale muszę:
    "kapi-kurwa-talne" <3
    już zmykam ;)
  • Felicjanna ponad tydzień temu
    kapytalne- i utwór i koment - Tajemnicze, nieoczywiste, nic nie jest takie, jakbyś sobie, czytelniku- frajerze wyobrażał, o nie! I brdzo, kurna, dobrze, że nie jest, że to nie kolejnu kminek dla dziewczynek, kawcia na ławcię z zerkaniem, czy już się skończyłuy te reklamy w polwsadzie - brawo Adam no i Conulas- przede wszystkiem- heh- idę pooglądać coś lekkiego na polwsadzie- o Jezu!
  • Canulas ponad tydzień temu
    Tak mi się umyśliło, że można poznać czy komuś podoba się opowiadanie na podstawie kreatywności zawartej w komentarzu. Idąc dalej tym tropem, podobało Ci się. ;) Cieszy mnie to niezmiernie, bo raz, że naprawdę CIę cenię, a wda, że w "tak zwanym życiu realnym" opowiadanko te zebrało srogi opierdol. Fakt, że było naszpikowane błędami, jak pozimowy trawnik stadem gówien, ale i tak, dostało ostro w dzban.
    Apokalipsa według Cana nadejdzie, ale muszę się ddo niej dobrze przygotowa, bo gdy już nadejdzie, na pewno nie będzie miała tylko dwóch części.
    Pozdrawiam
  • Canulas ponad tydzień temu
    Canulas - dobra, bo mnie przeniosło na dół i się wszystko delikatnie pojebało. Komentarz wyżej (chyba, że znowu mnie teleportuje) do Pana Adama T.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Felicjanna , tak skilla do komentowania ów młodzieniec ma. Dziękuję i Tobie miss Fel, za refleksje pod opiem, ale i za te usilne próby, przywrócenia mi literki Zi. Zara będę w tym temacie kombinował. Nie powiem, byłoby, kurwa, słodko, bo już mam po dziurki w dupie, przekopiowywać ze słowa - Źdźbło
    Pozdrawiam.
  • Okropny ponad tydzień temu
    Przeczytałem. Po głowie kołatał mi się film "Feast", tzn. taki dla mnie jest klimat tego opowiadania.
    Dobre. Nieoczywiste. Błędy chuj, podobało mi się, jak na takiego szorta - bardzo super.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Wpierw ciekawostka. Przeczytałem na szybko Twój komentarz i "uczytało mi się" - jak na takiego "szrota". Se pomyślałem. Kurwa, dobry punchline. Wpierw pająka chwali, a potem kapciem kubota napieprza po odwłoku. No ładnie.
    Potem się ogarnąłem, że czytelniczy defekt dotyczy mnie.
    Miło mnie niezmiernie z Twej wizyty, zwłaszcza żeś Ty "Firma". Co do klimatu... Ciężko mi się odnieść. Raczej mi ta kanwa nie przyświecała, pisząc, ale jestem w miarę obyty z tego typu kinem, od Trylogii Feast, przez Bad Taste, a do Martwicy mózgu, wiec może podprogowo coś się utwaliło.
    Dzięki za wizytę, Senior..
  • Okropny ponad tydzień temu
    Ja "Firma"? A co to znaczy?


    Klimat Feast - może raczej powinienem był doprecyzować, że chodziło mi o dwójkę, tę za dnia.
  • Canulas ponad tydzień temu
    No, firma. W sensie, masz skilla i nieszablonowy styl. Podwójny to wigor dla mnie, jak coś Ci się uwidziało. Zresztż, nie wierzę, że nie kojarzysz tego pojęcia we właściwym kontekście. Jesteś zbyt obyty w popkulturze, by nie kojarzyyć.
  • alfonsyna ponad tydzień temu
    Z jednej strony się straszliwie wręcz wkurzam, że takie nieoczywiste, że nie było kawy na ławę na końcu, że nie dałeś mi wyjaśnienia, jakiego bym sobie życzyła, bo ja lubię doznać takiego szoku poznawczego - "a więc to tak!". I wyczekiwałam go! Niemniej z drugiej strony - pozostawia to jakieś opcje, sporo opcji, do rozkminy i zasadniczo nie mogę się o to czepiać, bo klimat zbudowany bardzo dobrze i sposób prowadzenia historii nad wyraz wciągający - czyta się, bo się chce wiedzieć, o co właściwie chodzi, a ostatecznie i tak trzeba sobie sporo dopowiedzieć i ma to swój urok. Czytało się dobrze, można się było wczuć, uwierzyć bohaterom, a na szukanie ewentualnych niedociągnięć to i tak za leniwa jestem, ogólny rozrachunek wychodzi wszakże na plus. ;)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Wiesz, czasem, jak się nie wie co napisać, jak połączyć, to się udaje, że się w rękach czytelników, odbiorców, interpretacyjne pole pozostawia ;)
    Nolan tak większość filmów zrobił.
    To eksperyment taki.
    Próba narracji ścinkowe, połączonej czasem ledwie jednym zwrotem.
    Szukam czasem dla oddechu innych rozwiązań. Raz koń koślawy, raz nie.
    Dzięki za wizytę.
  • alfonsyna ponad tydzień temu
    Zasadniczo jest to jakiś sposób, nawet całkiem dobry sposób, bo działa! ;) Chociaż filmy Nolana i lubię, i nie lubię, bywa z tym różnie, to eksperymenty wszelakie pochwalam - choćby dla samorozwoju i z ciekawości. ;)
  • Blanka ponad tydzień temu
    No, namotał, nakręcił, blondynka musiała dwa razy czytać, zawracać...ale mam. Rzepy łączące są. Dobra, nie słodzę pod horrorem, nie wypada wszak:) Jedno ale: to się prosi o cd. Błaga i skamle. Tyle. Pzdr:)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Nie. Wcale nie. Muszę inne cudeńka dusić. To je kuniec. Moze kiedyś z innej mańki, ale nie wiem.
    Dziękuję.
  • pasja ponad tydzień temu
    Jak zacznę biec, to zobaczą. Oni. Kimkolwiek są. - oni są wszędzie i prawdą jest, że trzeba zachować spokój i iść spokojnie.

    Wtedy popełnił błąd, odwracając się do dzieciaka przez fotel. Wiadomo, tak się raczej nie powinno robić, lecz chciał mieć po prostu pewność, że to możliwe, by taki rodzaj dźwięku mogło urodzić dziecko - i to jest błąd którego nigdy nie należy popełniać. Nigdy nie odwracając się przez prawe ramię.

    Chodzi mi o stworzenie świata. O te sześć dni pracy i odpoczynek siódmego. Ja tam się nie znam, ale jeśli Bóg stworzył słońce księżyc i gwiazdy czwartego dnia, to jak mogły upłynąć cztery dni. - bardzo ciekawe i jakby nie patrząc przemyślane spostrzeżenie. Stał tak z nożycami i wysłał.

    Nie będzie bolało – powtórzył Pet, ciągle trzymając Marka na nożycach - zimny chirurg kogoś musi pogrzebać

    Jego cera przypominała kupę po jagodach, na którą ktoś wylał jogurt. - ciekawa karnacja i ten moment wkurwienia

    Nowy wsadził mu w ucho długi, gwiazdkowy śrubokręt - trzeba było zamknąć okno?

    niemogący wytrzymać z zimna żołnierz położył karabin na ziemię i wszedł w ogień - ogrzać się, dobrze, że nie wziął broni, bo metale nagrzewają się szybciej i by się poparzył.

    mężczyzna cały się trząsł, lecz tylko po części z zimna - pewnie gorączka.

    Bardzo fajny kawał opowiadania. Czułam się jakbym czytała Kosmos Gombrowicza. Próba uporządkowania i zagłębienia zimna. Chaos wrażeń.
    Pozdrawiam:)5
  • Canulas ponad tydzień temu
    I tu także, muszę o tym wspomnieć. Wyciąga czasem bardzo głęboko poukrywane elementy. Fajnie.
    Widzisz mi się to.
    Miłego wieczoru.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania