Zombie Game - 2. Game start! cz. 2

Zebrali się wszyscy w kuchni Kamila. W plecakach mieli zapakowane zapasy na dwa, góra trzy, dni. Musieli zdecydować co robić dalej.

- Wydaje mi się, że powinniśmy zaryzykować – powiedział Tomek, miętoląc w rękach kartkę, którą znaleźli przy pudełku z bronią.

- Nie wydaje mi się to zbyt bezpieczne – pan Karol miał sceptyczną minę – Podążanie za jego wskazówkami może się źle dla nas skończyć – powiedział, opierając się o szafki.

- I na pewno nie doprowadzi nas do granicy – poparła męża pani Ewa.

Paulina pokiwała głową. Zdawała sobie sprawę, że pomysł brata skaże ich na pozostanie w grze, ale coś ciągnęło ją do tej chorej zabawy.

- Jeżeli ją olejemy to kto zakończy apokalipsę? – zapytał Kamil – Zasady są proste. Jeżeli nikt nie weźmie udziału w grze, zombie przekroczą granice.

- Rząd może je wszystkie zabić – Kamila spojrzała na brązowowłosego – Zrzucić bombę czy coś – machnęła ręką w bliżej nieokreślonym geście.

- Prosto na nasze głowy, raczej podziękuję – prychnął Tomek.

Nie bardzo marzyło mu się zostanie „ofiarą konieczną”.

- Zresztą gdyby mieli to zrobić to pewnie już dawno było by po nas – dodała Gosia.

Kamila spojrzała na nią jak na idiotkę.

- Niby dlaczego? – zapytała – Pewnie czekają, aż wszyscy opuszczą kraj – na jej twarzy malowała się pewność siebie.

Tomek pokręcił głową.

- Skąd mieliby wiedzieć kto został? Albo że w ogóle ktoś został? – w głosie blondyna słychać było irytację, jednak nie była ona skierowana do konkretnej osoby, raczej dotyczyła całej sytuacji.

- Moim zdaniem powinniśmy spróbować – odezwała się Paulina – Jeżeli poza nami zostały jakieś inne grupy to nie wiadomo czy postanowią działać, a nie bardzo marzy mi się TWD do końca życia – mruknęła, bawiąc się kluczami.

- W naszym przypadku to bardziej Z-Nation – Kamil uśmiechnął się do niej szeroko.

Mimowolnie Paulina też się uśmiechnęła, ale zaraz spoważniała, przypominając sobie, że miała być na niego zła. W końcu solidarność jajników i te sprawy.

- I dlatego mam ryzykować życie swoich dzieci? – pani Ewa spojrzała na Decową jakby wyrosła jej druga głowa.

Paulina na chwilę straciła impet. Całkowicie zapomniała o Oli i Pawle.

- Mogą państwo z nimi udać się za granicę, a my zostaniemy – zaproponował Tomek.

Wiedział, że wybiera trudniejszą drogę, ale należał do osób, które wolą brać sprawy w swoje ręce niż czekać, aż ktoś odwali za nich całą robotę. Był gotowy się poświęcić dla dobra społeczeństwa, głównie dlatego, że sam do niego się zaliczał, a siedzenie i zastanawianie się co przyniesie przyszłość byłoby dla niego prawdziwą męką. Wolał przeżyć apokalipsę przez kilka miesięcy niż przez resztę życia. Niby istniała możliwość zagonienia hordy w jedno miejsce i wysadzenia jej, jednakże coś w głosie doktorka mówiło mu, że to nie będzie takie proste. A jako osoba nie lubiąca komplikacji i woląca zapobiegać niż leczyć, chciał spróbować. I co ważniejsze – jak mógł sobie odmówić polowania na chodzące trupy? Od dziecka lubił przygody, a ta jedna zapowiadała się niesamowicie.

- Może uda nam się odpalić auto, wtedy moglibyście zabrać Gosię i dzieciaki, a my byśmy poszli za wskazówkami – poparł go Kamil.

Gosia spojrzała na niego.

- Kpisz sobie? Nie zostawię cię tu samego! – na jej twarzy malowała się złość – Pojedziemy wszyscy – dodała głosem nieznoszącym sprzeciwu.

- Chcecie to jedźcie, ale ja zostaję – Tomek potrząsną głową.

- Ja też – Paulina podniosła dłoń jak w szkole.

- I ja – Kamil spojrzał na swoją dziewczynę – Nie masz nic do gadania – dodał, gdy otworzyła usta by zaprotestować.

- W takim razie ja też zostaję – powiedziała Gosia, krzyżując ręce na piersi.

Mina Kamila mówiła wszystko.

- Jedziesz z rodzicami – powiedział stanowczo, robiąc krok w jej stronę.

- Nie masz nic do gadania – uśmiechnęła się do niego – Prawda, Paulina? – zapytała, patrząc na przyjaciółkę.

Paulina przez chwilę patrzyła to na nią, to na Kamila lub państwa Rudzińskich. Co miała powiedzieć – tak? Nie? Nie chciała aby później winiono ją za decyzję Gosi.

- Sama najlepiej wiesz czego chcesz – zaczęła ostrożnie – Ale zastanów się nad tym, to nie będzie miła wycieczka – dodała najdelikatniej jak potrafiła.

Gosia przewróciła oczami. Całkowicie zapomniała, że Paulina nie lubiła narażać innych na nieprzyjemności.

- Czyli nie masz nic do gadania – podsumowała to Gosia radośnie.

W tym samym momencie Paweł oderwał się od okna i spojrzał na nich z mało zadowoloną miną.

- Raczej już za późno na ucieczkę – powiedział cicho, ale dobitnie.

Wszyscy stali przy oknie, obserwując z niedowierzaniem niebo.

- To jakiś żart, prawda? – zapytała Kamila i zachichotała histerycznie.

Mimo tego, że widziała zombie, nadal ciężko było jej uwierzyć w apokalipsę, jednakże to, co widziała teraz, wydawało jej się jeszcze bardziej nierealne od chodzących trupów.

- Wątpię – Kamil pokręcił głową, nie odrywając wzroku od napisu umieszczonego w powietrzu.

Tomek prychnął cicho. Mogli się tego spodziewać, w końcu gość, który to zrobił był wariatem. Podejrzewał, że takie akcje będą na porządku dziennym. Niespodzianka każdego dnia – tylko tego im brakowało w tym i tak już szalonym świecie.

- Skąd wiedział, że tu jesteśmy? – zapytał pan Karol, ale nikt mu nie odpowiedział na to pytanie.

Paulina spojrzała na Gosię. Teraz żadna z nich nie musiała już decydować o tym, co zrobić. Utknęli tu wszyscy. „Koniec rekrutacji. Granice zamknięte. Witamy w Zombie Game!” – wystarczyło kilka koślawych słów, aby nawet ona straciła chęć do walki. Wydawało jej się nie fair, że to on wybrał ich dalszą drogę, w końcu pozostać mieli tylko ochotnicy – tak mówił w filmiku. A teraz? Zamknął przerażone dzieci i ich zatroskanych rodziców w grze, w której stawką było ich życie. Nie mieli gwarancji, że przetrwają do zakończenia, jedyne czego byli pewni to tego, że nie łatwo będzie dobiec do mety.

Zresztą nawet nie wiedzieli gdzie ona jest. To było jak błądzenie po omacku. Uda się? Nie uda? Zdążą dotrzeć na miejsce przed upływem czasu? Ile wskazówek będą musieli odkryć? Na czym polega gra? Mieli wiele pytań, a odpowiedzi na żadne nie nadchodziły.

- Musimy spróbować. Inaczej na pewno zginiemy – na twarzy Tomka widać było zacięcie.

Paulina poczuła się trochę lepiej widząc, że jej brat nie stracił wiary w zwycięstwo. Z takim nastawieniem nadal mieli szansę wygrać. Jeżeli się postarają to bez problemu zapewnią bezpieczeństwo Pawłowi i Oli.

- On tylko tak mówi – Gosia pogłaskała siostrę po głowie – Nic nam nie grozi, a na pewno nie śmierć – pocieszała ją, rzucając blondynowi mordercze spojrzenia.

Tomek dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Spojrzał na wystraszoną jedenastolatkę i zrobiło mu się głupio. Powinien dawać dzieciakom nadzieję, a nie je straszyć. Na jego twarzy pojawił się głupi, wyćwiczony przez lata spędzone w szkole, uśmiech.

- Ale tak brzmiało bardziej dramatycznie – zaśmiał się, za co oberwał w głowę od Pauliny.

Ola i Paweł trochę się rozluźnili, dzięki czemu cała grupa odczuła ulgę. Tomek wiedział jak odwracać poważną sytuację w żart, był to jego dar, którego od zawsze zazdrościła mu siostra, chociaż w większości przypadków ludzie nie zdawali sobie sprawy, że robi coś specjalnie po to, aby poprawić im humor. W klasie uważano go za typowego śmieszka, którego nie dało się nie lubić. Z góry wiele osób też zakładało, że jest mało inteligentny, ale to nie była prawda. W szkole miał całkiem dobre oceny, potrafił też spoważnieć i wypowiedzieć się na trudne tematy, a jego argumenty zawsze były logiczne – jednakże bardziej od takich rozmów wolał żartować. Nauczyciele go uwielbiali, tak samo jak i uczniowie, z którymi się uczył lub spotykał na korytarzu. Można powiedzieć, że był jedną z popularniejszych osób w swoim technikum.

- Myślę, że powinniśmy pójść po kolejną kartkę jak najszybciej. Zostaną państwo z dzieciakami? Ja i Kamil byśmy skoczyli do Biedronki i później poszlibyśmy poszukać jakiegoś auta – Tomek wskazał na swojego przyjaciela.

- Ej! – Paulina odwróciła się gwałtownie w stronę swojego brata – Ja też idę! – po jej minie widać było, że nie żartuje.

Tomek spojrzał na swoją siostrę. Nie bardzo chciał brać ją ze sobą. Była dość gruba, bał się, że nie da rady uciec przed zombie.

- To nie jest dobry pomysł… - zaczął, ale dziewczyna mu przerwała.

- Chyba nie myślisz, że puszczę swojego młodszego brata na akcję bez nadzoru? – nadymała policzki i założyła ręce na piersi.

Tomek uśmiechnął się mimowolnie i otworzył usta, aby powiedzieć, że nie musi go pilnować w każdej sytuacji, ale ubiegł go Kamil.

- Jak dla mnie to dobry pomysł. Im nas więcej, tym lepiej. No i zabiła już zombie z bliska – spojrzał na blondyna, unosząc sugestywnie brew.

Wiedział, że Tomek nie chce narażać siostry, ale znał ją na tyle, aby wiedzieć, że nie da się tak łatwo zabić. Była jak karaluch. Szybko też dostosowywała się do sytuacji, a to byłoby bardzo pomocne. No i też potrafiła szybko biegać, chociaż nie było po niej tego widać.

Paulina uśmiechnęła się szeroko.

- Widzisz? Zostałeś przegłosowany – zadowolona z faktu, że Kamil postanowił ją poprzeć, klasnęła w ręce – Ale żeby nie było, i tak masz przewalone – spojrzała na brązowowłosego, mrużąc, w jej mniemaniu groźnie, oczy.

 

Po raz ostatni zerknęli na kartkę.

”Mam nadzieję, że dobrze się bawicie! Pierwsza noc za nami, pamiętajcie jednak, że dni też mogą być ciekawe! :) Pierwsza wskazówka będzie prosta, nie spodziewajcie się jednak, że dalej też będzie tak kolorowo. Łapcie:

Rośszyce, ul. Krapniewskiego 14, Biedronka

Szukacie kolejnej kartki!

PS. Mała podpowiedź – może być wszędzie, nawet w pudełku po ciastkach.

PS2. Raczej logiczne, że nie w tym zafoliowanym, prawda? :)”

 

- To nie będzie trudne, prawda? – zapytał mało entuzjastycznie Kamil, oddając papierek Tomkowi – To ta mniejsza Biedronka, może zejdzie nam z dwie godzinki – próbował pocieszyć samego siebie.

Paulina przewróciła oczami, ale nie skomentowała tego, aby nie załamać go do końca.

- Jakby pan mógł to niech się pan rozejrzy za pudłem. Może tutaj też rzucił kilka pistoletów – powiedział Tomek, chowając kartkę do kieszeni i poprawiając plecak na ramieniu – Broń się nam przyda, a jeszcze bardziej naboje – brzmiał prawie profesjonalnie, co sprawiało, że Paulinie chciało się śmiać. Niemal słyszała jak wydaje komendy typu: „Kamil, na czwartej! Tylko po cichu!”. Może zrobi się z niego dobry lider? Taki trochę młodszy i zabawniejszy Rick. A może mniej służbowa, męska wersja Warren? Obie opcje były równie komiczne.

- Dobra, chłopaki, nie przedłużajcie. Idziemy – blondynka złapała brata za rękaw koszulki i pociągnęła w stronę wyjścia – Widzimy się za dwie do pięciu godzin. Jak nie wrócimy do tego czasu, nie szukajcie nas – uśmiechnęła się szeroko – O jeny, zawsze chciałam to powiedzieć – zachichotała.

Kamil westchnął teatralnie, a Tomek strzelił face palma. Czasami naprawdę mieli jej dość.

- Jakbyśmy wrócili tylko w dwóch, nie pytajcie co się stało – na twarzy Kamila pojawił się łobuzerski uśmiech.

- Ej, to nie było miłe! – zaprotestowała Paulina, na co pozostali prychnęli śmiechem.

- Idźcie już, bo jak tak dalej pójdzie to zejdzie wam do północy – pogoniła ich Gosia.

Kamil spojrzał na swoją dziewczynę i zrobił krok w jej stronę, aby dać jej całusa na pożegnanie, ale Gosia odwróciła się w tym samym momencie w stronę swojej mamy. Zrezygnowany chłopak zagryzł wargę, po czym, bez słowa, ruszył za wychodzącą z pomieszczenia Pauliną.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania