Zombie Game - 2. Game start! cz. 4

Rozbicie szyby ściągnęło do nich jeszcze kilka innych zombie, które na szczęście przez szybę mogły przechodzić tylko pojedynczo. Dzięki temu grupie udało się bez problemu wyeliminować wszystkie osobniki, przy okazji ćwicząc przy tym ataki z bliska. Kamil i Tomek z początku trochę się bali, ale głupio im było przyznać się do tego przed Pauliną, więc bez słowa bawili się w egzekutorów. Na szczęście obyło się bez niepotrzebnej śmierci, zadrapań i pogryzień. Gdy jedno z nich atakowało, pozostała dwójka pilnowała, aby nie wydarzyło się nic, czego by nie chcieli. Pozwoliło to im przyzwyczaić się do uczucia wbijania noża w ciało, choć nadal mieli problemy z wystartowaniem do ataku. Mieli wątpliwości. Co jeżeli zombie dało się uratować? W serialach przeważnie powtarzano, że zombie są martwe, ale co jeżeli akurat te były tylko chore? Każde z nich zastanawiało się nad tym, czy to co robią jest słuszne, ale żadne nie poruszyło tematu. Nie chcieli aby pozostali też się tym zadręczali i czuli, że gdyby zaczęli o tym dyskutować, to tylko pogorszyli by swoją sytuację. Lepiej myśleć, że może jest się mordercą, niż usłyszeć, że się nim jest. Wypowiedzianych słów nie dało się cofnąć, były jak wyrok, którego oni nie chcieli poznać.

Gdy w końcu pozbyli się zagrożenia, wrócili do poszukiwań. Tomek otworzył jedną z chłodziarek i wyjął rozmrożoną rybę ze środka. Nie bardzo widziało mu się przeglądanie tych wszystkich mokrych pudełek, ale nie chciał, aby umknęła mu kartka.

Był już w połowie, gdy nagle usłyszał głośne „tak!” Kamila.

- Masz kartkę? – zapytał i gdy tylko otrzymał potwierdzenie, pognał do niego.

 

Całą trójką stali pośrodku działu z warzywami i patrzyli na wskazówkę.

- Na północ do miasta wojewódzkim zwanego rusz, aby nie stracić żywota marnego? – przeczytała Paulina, unosząc brwi z niezbyt przekonaną miną.

- Przeszukaj galerię pustą o tej porze, kolejną wskazówkę odnajdziesz tam może? – Kamil nie wiedział czy się śmiać czy płakać – Co to kuźwa ma być? – zapytał rozbawiony – Teraz będzie bawił się w poetę?

Tomek potrząsną głową z niedowierzaniem.

- On sobie z nas jaja robi – przeczesał włosy palcami – Nie wszystkie będą na wierzchu schowane, szukajcie też w niebie, dzieciaczki kochane? Co to może znaczyć? – zapytał.

Kamil z Pauliną potrząsnęli głowami. Skąd mieli wiedzieć? Gość pisał jak pokaleczony.

- Może na miejscu będzie to miało sens? – mruknęła Paulina.

A miało być tak pięknie..., przemknęło im przez myśl.

 

W czasie gdy Tomek, Kamil i Paulina szukali wskazówki, Karol poszedł rozejrzeć się za pudłem z bronią. Miał nadzieję, że doktorek był konsekwentny i każdemu zostawił jakąś broń na start, zwłaszcza, że doskonale wiedział gdzie się znajdują. Nadal nie doszedł do tego, jak ten ich namierzył, jednak był pewny, że wiadomość skierowana była do nich, a to znaczyło, że jakimś dziwnym trafem zamaskowany facet z głupiego filmiku wrzuconego na YouTube wiedział, że są w Rośszycach. A może podejrzewał, że tam pójdą, bo musieli znaleźć kolejną kartkę? Ale to znaczyło, że pudło też nie było przypadkowe. Czyżby to on decydował gdzie nie pojadą busy? Domyślił się, że nikt nie będzie chciał zostać ochotnikiem i wytypował ich już na samym początku? To była mało pocieszająca myśl, jednak bardzo prawdopodobna. Może od samego początku nie mieli wyboru?

Pani Ewa, dzieciaki, Gosia i Kamila zostali w mieszkaniu i zajęli się przeglądaniem zapasów oraz szukaniem innych, niezbędnych w drodze rzeczy. Nie widzieli już sensu, aby się spierać z chłopakami o to, czy brać udział w grze czy nie, granice były zamknięte. Mogliby to sprawdzić, ale nie wydawało im się, by ogłoszenie było żartem. Zostali uwięzieni w klatce z potworami. Od nich teraz zależało czy z niej wyjdą.

Pudło stało na ławce w parku obok bloku. Karol niemal od razu do niego podbiegł i zaczął wyciągać potrzebne rzeczy. Na samym dnie znalazł kartkę, identyczną jak ta, którą znaleźli z samego rana. Ciekawe czy ktoś jeszcze znalazł podobną?, pomyślał.

 

- Te wskazówki na drugiej stronie… - zaczął Kamil, gdy byli już w połowie drogi do jego mieszkania – Myślicie, że są prawdziwe? Czy może to pułapka? – spojrzał na rodzeństwo, które maszerowało przed nim.

- Wydaje mi się, że są prawdziwe – Paulina zerknęła na niego przez ramię – Celuj w głowę, szukaj w miejscach niedostępnych, staraj się nie hałasować, znajdź pojazd, to wszystko ma sens – spojrzała ponownie przed siebie.

Między nimi zapadła cisza. Słońce przyjemnie grzało ich twarze, oświetlając budynki dookoła. Mieli jeszcze sporo czasu do zapadnięcia zmroku, więc nie spieszyli się z powrotem. Spokój jaki panował w mieście był dziwny, ale też przyjemny. Prawie jakby przyjechali w jakieś egzotyczne miejsce na wakacje. Można byłoby się do tego przyzwyczaić, chociaż brak nowych twarzy mógłby stać się uciążliwy.

- Zabijaj bez skrupułów – Tomek dokończył listę za siostrę.

Ten fragment wskazówki był mało optymistyczny i nie bardzo chcieli się do niego zastosować. Nie byli maszynami ani potworami, mieli sumienie i uczucia. Bez skrupułów? Nawet nie chcieli rozważać takiej postawy.

 

Zeszło im dłużej niż myśleli, więc gdy tylko znaleźli się pod blokiem, pozostali wypadli z budynku jak wystrzeleni z procy. Gosia, całkowicie zapominając o tym, że była wściekła na Kamila, rzuciła się mu w ramiona i pocałowała go mocno w usta. Pozostali oddalili się od nich na wszelki wypadek, aby dać im trochę prywatności.

- Nigdy więcej nie dawaj jej korepetycji, rozumiesz? – brązowowłosa spojrzała na swojego chłopaka, ale w jej spojrzeniu nie było już złości, jedynie zmęczenie i troska.

Kamil uśmiechnął się delikatnie po czym pocałował ją w czoło. Naprawdę bardzo ją kochał, ze wszystkimi wadami i całą tą chorobliwą zazdrością, którą emanowała za każdym razem, gdy widziała lub słyszała o Kamili. Cieszył się jednak, że tym razem tak szybko jej przeszło.

- Obiecuję – pogłaskał ją czule po policzku.

Jakoś przeżyje bez tych dodatkowych kilku dych. Ważne, żeby Gosia niepotrzebnie się nie denerwowała.

Już zamierzali się udać do mieszkania, gdy nagle usłyszeli za sobą głośne „hej!”. Odwrócili się w stronę źródła dźwięku i ich oczom ukazała się drobna, jasnowłosa dziewczyna z okularami na nosie. Tuż za nią szła czarnowłosa, o ciemniejszej karnacji i chłopak o włosach w kolorze jasnego brązu.

- Paulina! – Decowa uśmiechnęła się szeroko na widok swojej przyjaciółki.

 

- Przypominam o możliwości głosowania na zadania dla naszych grup! Wybierajcie również swoich ulubieńców, inaczej wszyscy zaczną mieć problemy! – rozległ się głos w telewizorze, w ogóle nie pasujący do sytuacji pokazywanej na ekranie.

Różowo włosa dziewczyna przewróciła oczami. Gościu bywał upierdliwy, ale przynajmniej załatwił im całkiem ciekawe show. Może coś z tego wyjdzie? Miała taką nadzieję. Ciekawiło ją też kiedy grupy zorientują się, że są nagrywane. Póki co nie miała żadnych ulubieńców, ale liczyła na to, że to się zmieni.

- Paulina! – grubsza blondynka uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do brązowookiej.

- No, teraz to będzie ciekawie – zaśmiała się dziewczyna, przypominając sobie jak czarnowłosa najeżdżała na jakąś „grubą pizdę”, z którą przyjaźni się Paulina.

Szykował się całkiem ciekawy letni sezon.

 

***

Koniec rozdziału drugiego! :)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania