Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zwiadowca

Ocknął się na lodowatej podłodze. Po chwili zorientował się, że to metal. Wpatrywał się w szaro-czarny sufit, jakby unieruchomiony. Przetoczył się na plecy i prostując ręce podniósł się. Nie zdążył wstać, gdy zwymiotował. Żółto-zielonymi wymiocinami z resztami kiełbasy w moment śmierdziało całe nieznane mu pomieszczenie. Obrzydzony zapachem stanął, lekko się zachwiał. Czuł pustki w brzuchu, miał takie lekkie ciało. Rozejrzał się. Pokój był pusty, więc podszedł do drewnianych drzwi z żelazną klamką. Cholera. Zamknięte. Chaotycznie naciskał ją, jednak drzwi nie puszczały. Kiedy odsunął się, by kopnąć je, otworzyły się. W progu stanął wysoki mężczyzna z wąsem ubrany w czarny mundur i czerwony beret oficerski.

- Uwolniłeś się? - zapytał uśmiechając się. Jego popsute, żółte zęby doprowadziły go do ciarek - Zaraz się tobą zajmiemy...

To była chwila. Facet koło pięćdziesiątki wyciągnął zza pleców rewolwer Magnum. Pociągnął za spust. Złota kula wystrzeliła z dużą prędkością prosto w kierunku porwanego.

 

Czterdzieści minut wcześniej...

 

Szedł wydeptaną ścieżką. Mrok w połączeniu z ciemnozielonymi potarganymi, wojskowymi ubraniami stanowiły dobrą osłonę. W rękach zaciskał mocno pistolet maszynowy MP5. Za paskiem miał tylko dwa magazynki, a wrogów we własnej bazie było sporo. Jako zwiadowca musiał dostać się do sztabu dowodzącego rosyjskich żołnierzy działających na terenie Polski po apokalipsie, która wciąż trwała. Mroczne czasy nastąpiły.

Rozglądając wdrapywał się po kolejnych szczeblach drewnianej drabiny. W końcu znalazł się na górze wieży strażniczej. Naprzeciw niego stał mundurowy w zimowej czapce radzieckiej z czerwoną gwiazdką na przodzie, na szczęście odwrócony tyłem. Urwiłapka wymierzył broń w stronę nieświadomego zagrożenia przeciwnika rzucając tekst prosto z gangsterskiego filmu:

- Na glebę kurwa tą broń, łapy w górę i ani waż się ruszyć!

Zdezorientowany Rosjanin nie miał wyboru. Odwrócił się kładąc karabin snajperski SVD Dragunov na podłodze.

- Kim ty do cholery... - chciał zapytać niewyraźnym polskim.

- Zamknij ryj. - przerwał zwiadowca wciąż mierząc bronią - Jak dostać się do sztabu dowodzącego waszej bazy?

- To niebezpieczna droga! Zabiją cię, bandyto!

- O to już się nie martw, czerwony ludziku. - uśmiechnął się ironicznie, choć spod maski przeciwgazowej nie było tego widać - Gadaj tą pierdoloną drogę! - uniósł się po chwili.

- Trzeba najpierw pokonać bramę! Tam stoi trzech strażników. Na płocie jest drut kolczasty i...

- Więc wybiorę tą ścieżkę. - zdecydował stalker przypominając sobie blizny po omijaniu tego typu drutów.

- Potem trza iść na lewo. Taki okrągły nieduży budynek. To sztab!

- Mam nadzieję, że nie kłamiesz. - powiedział podchodząc do klęczącego snajpera - Bo w przeciwnym razie będę musiał cię zabić... - szepnął. Uderzył kolbą pm-a Rosjanina w bark. Nieprzytomny upadł na plecy - Skurwysyn.

Urwiłapka zszedł na dół. Rozpoczął skradanie się w stronę oddalonej o dwadzieścia cztery metry bazy. Kiedy był pod grubym płotem, zaczepił broń o linkę przy pasie, po czym podskoczył wysoko zawieszając się. Podciągnął ciało w górę i przeskoczył na drugą stronę. Niestety, po drodze zahaczając o ostry drut. Zaliczył twarde lądowanie. Gdy uniósł głowę wszystko ruszało się. Zaklął w duchu wstając. Powoli poruszał się naprzód. Strażników wokół nie było, co lekko go zdziwiło. To była największa ruska baza w Polsce. Do wskazanego celu dotarł szybko. Trzymając gotową do strzału MP5 wszedł do środka okrągłego budynku. To nie wyglądało na sztab. Dwa stoły z krzesłami. Ale przecież...

- Ty draniu! - krzyknął ktoś z tyłu. Polak odwrócił głowę. Mężczyzna w hełmie przewrócił go na blat trzymając nóż w ręku - Zginiesz w bólu!

Urwiłapka był silny, lecz mimo odpychania broni białej w stronę jej właściciela wszystko wskazywało na klęskę. Udało mu się przejść do pozycji siedzącej. Lewą nogą kopnął w brzuch napastnika, a ten w bólu puścił broń. Stalker złapał ją w locie i szybkim zamachem wbił nóż taktyczny Rosjaninowi w okrytą przez chustę szyję. Urwiłapka odetchnął i stanął. Plecy odrobinę go bolały. Nim ten nacisnął klamkę, aby wyjść... poczuł ból zadany ciężką bronią.

 

Kolba AK47 powaliła go nieprzytomnego...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • katharina182 2 miesiące temu
    Super tekst. Lubię takie klimaty. Ciekawe piszesz. Szybko mi się czytało. Mam nadzieję że będzie więcej tego typu opowiadań.
    Zostawiam zasłużone 5;)
  • Cichociemny 2 miesiące temu
    Będzie więcej. Kolejne czeka na akcjeptację admina. Dzięki :)
  • Freya 2 miesiące temu
    "Rozglądając się wdrapywał się po kolejnych szczeblach" - np. rozpoczął wdrapywanie; albo wspinaczkę - aby uniknąć drugiego: "się"
    "Podciągnął ciąło w górę i" - ciało
    Brakuje mi tu kilku przecinków i ogólnie można by dopracować bardziej ten tekst, pomimo tego jest ciekawszy niż wcześniejszy list. Pozdro ;)
  • Cichociemny 2 miesiące temu
    Dzięki. Już poprawiam :)
  • Szudracz 2 miesiące temu
    Zostawiam 5
  • Cichociemny 2 miesiące temu
    Dzięki

Napisz komentarz