Zwielokrotniona

Przewrócona ósemka upadków, siniacza ornamentyka na zgaszonej, jeszcze gładkiej skórze, gwałty na żądanie a ty wciąż twierdzisz, że kłamstwo to długie nogi Cameron Diaz.

Przybądź, przybądź mój agonisto - wołam niecierpliwie wbijając paznokcie głęboko. Wstrząśnięte fusy spadają niczym żałobne, straszne liście herbacianego drzewa. Zardzewiały świat za szkłem, gorycz. Zatruta sporyszem trzeźwości błagam o litość, przyjdź.

Przybądź w glorii, z szeptem poliamorii, wyciągnij miecz i zniwecz plan sześcioletni. Tak krzyczy osierocony receptor.

A jak jest naprawdę?

Kotłowanina. Szczęk spadających szaleństw, łez. Przykładowo: znoszony dres, głęboki kaptur, nędzne trampki. Mniszka w pokutnym worze odbywająca pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Złe wychowanie - dlaczego trafiło na mnie? Otwierasz dłoń, widzisz kamyczki zamiast znudzonych królów. Szanowna pani niewiasto, trawi cię gorączka, kolczasty drut oplata flaki, bądźmy ludźmi i osuszmy nos! Albo wciągnijmy gieta ścierwa...

Analgezja, dzisiejszy szczytny cel. Kołaczemy mosiężnym kółkiem, edukujemy i kształcimy. Mówimy na serio. Potrzebujemy. My? Ja i on - pożeracz tabletkowych mas, odkurzacz.

Kłębowisko wstążeczek lęku, widowisko widm tłumione przekleństwami. Dziura - siedlisko pasożytów. W samym sercu brzucha. Zaklajstrować. Lecz oto owoc udanej transakcji; cichy murarz z nieśmiertelną kielnią i zbawczą hostią. Nadchodzi.

Farmakodynamika, technologiczna zawierucha, procesy zachodzące na poziomie mikroskopijnych iskier, błyskawic. Wstaje Nowaja, polny kwiat, półsyntetyczny przetacznik. Histeria histaminowego zaczerwienienia. Dzikie wszy łonowe; drapać, drapać. Rzygać! Porobiony anioł wyfrunął, została pusta stróżówka.

Jestem uzależniona, zwielokrotniona. Osoba pierwsza pomnożona przez sto. Sto odmian bólu, robaków, trutni, szerszeni. Jeśli przejaw męczeństwa to nadstawianie - trwam wstrząśnięta anafilaktycznym szokiem pośród pękających pęcherzy, opuchlizn. Psychoaktywne kłamstwo, substancja niesłychanie aktywna.

Trzeba przeciąć węzeł gordyjski, myślę w mrauczącym rozmemłaniu. Mój kot nie jest nafutrowany, preferuje plażing pluszowego ciepła, wdał się we mnie. Leżymy kontemplując sufit. Sufletowa pokusa, budyniowo - czekoladowe bagno, powieki opadają. Bezwładnie, ładne widoki. Trzeba rozsupłać węzeł gordyjski, ale powieki. Ciężkie jak filmy von Triera. Zasypiam szczątkowo w rozanieleniu, by...

Ćpać endogenną morfinę; biegać, ćwiczyć, rozciągać. Wykonywać zamaszyste gesty. Brzmi kusząco? Zaznam ukojenia? Wytrwam?

Czas terazniejszy przekreśla marzenia śmierdzącym chemią mazakiem. Nie. Przeklęty plaster miodu ziemi obiecanej. Obiecanki cacanki, głupiemu radość. Realne marzenia właśnie zrealizowano, zdelegalizowano czystość.

Przywołując nogi odległej aktorki widzę lustro. Uwierają boleśnie zatroskane byty krążące po orbicie: opiekunowie, matki, ojcowie, mężowie, siostry i bracia. Może jednak. Odpuścić. Uchylić rąbka tajemnicy, wycedzić z oczywistym lękiem, skonfrontować kruchą nagość z mrozem życia, którego dawno nie...

Przybądź, przybądź mój agonisto. Wyciągnij miecz i zniwecz. Przyjdź, proszę cię, przyjdź. Głos pocięty żyletkami, paniczna potrzeba. Nowy dzień, odnowiona wyrwa.

Zbereźny twór o oblodzonych, ciemnych łapskach - czeka. Czy wejść w jego objęcia? Goła?

Poświęcając objęte ścisłą ochroną piersi.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha miesiąc temu
    „Szczęk spadających szaleństw, łez” – cudne
    „Kłębowisko wstążeczek lęku” – i to też

    „Jestem uzależniona, zwielokrotniona. Osoba pierwsza pomnożona przez sto. Sto odmian bólu, robaków, trutni, szerszeni. Jeśli przejaw męczeństwa to nadstawianie - trwam wstrząśnięta anafilaktycznym szokiem pośród pękających pęcherzy, opuchlizn. Psychoaktywne kłamstwo, substancja niesłychanie aktywna” – i to

    Jest więcej fragmentów, całość bardzo ciekawie utkana, jest w tym jakieś szaleństwo, coś takiego, co powoduje, że nader przyjemnie się czyta z zaciekawieniem kolejnych wersów.
    Dużo cudnych niuansów, typu „Leżymy kontemplując sufit”. Jest też trochę nieuporządkowania, rwanych myśli lekko zaburzających klarowność, ale to kwestia gustu. Tekst jako całość jak najbardziej na tak.

    „budyniowo – czekoladowe” – bez spacji wokół kreseczki

    Pozdrawiam :)
  • jagodolas miesiąc temu
    Dzięki za odwiedzenie . Pozdrawiam rownież!
  • Lamb tydzień temu
    Czytałam ten tekst wiele razy. Najpierw z lekkim przerażeniem, bo byłam dość słaba, i tym bardziej pochłaniało mnie palące poczucie, jakby był mi tak bliski, że to aż..nienormalne.
    Nie umiałam go należycie skomentować i chyba dalej nie umiem, ale jest tak idealny, a przy tym tak mój, że mogę tylko powiedzieć, że rozumiem. I że za niego dziękuję.
    Na pewno Twój najlepszy, wg mnie.
  • jagodolas tydzień temu
    To ja dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania