Zwierzogród : Spotkanie po siedmiu latach cz. 2

Następny dzień

 

Dzień w Zwierzogrodzie zaczął się jak każdy inny. Miasto zaroiło się od setek ssaków chcących dostać się jak najszybciej do pracy, szkoły czy innego miejsca które musieli odwiedzić. Dla Nicole i Nathana dzień również zapowiadał się normalnie, lecz jak okazało się później miał być on odskocznią od co dziennej rutyny.

 

-Nathan wstawaj, czas do szkoły kochanie!- krzyknęłam

-Idę mamo!- usłyszałam odpowiedz

Myślałam o ostatniej nocy, to było jak sen, opowiadanie Nathanowi o Nicku, wspominanie przeszłości. "Och Nick gdybyś wrócił tamtejszej nocy to może nie bałabym się pokazywać ci naszego syna"- pomyślałam. No cóż nie było sensu żyć przeszłością, musiałam zaprowadzić Nathana do szkoły, pójść do pracy, kupić artykuły spożywcze, odebrać Nathana, przygotować kolację, było tak wiele rzeczy do zrobienia! Nic dziwnego, że matka uciekła od nas po śmierci taty. To było przecież tak oczywiste. Żyjesz w lisiej rodzinie, wszyscy obdarzają cię zaufaniem, a ty odchodzisz gdy robi się ciężko... tak jest najłatwiej.

Przestałam o tym myśleć, trzeba było przygotować lunch Nathanowi. Ruszyłam w stronę kuchni, spodziewając się zastać tam zlew pełen brudnych talerzy, jednak wszystkie naczynia były pozmywane i leżały ułożone jedno na drugim, obok nich znajdowała się mała karteczka i dobrze zapakowany lunch dla Nathana. -Co do- sapnęłam z niedowierzaniem, podnosząc kartkę i szybko czytając jej treść.

"Pomyślałem, że przyda ci się pomoc w sprzątaniu po wczorajszej imprezie, więc skorzystałem z okazji i pozmywałem naczynia, przygotowałem też suchy prowiant dla Nathana. Twój brat - Paul.

PS: Wziąłem z twojej torebki pięćdziesiąt zoolarów jako zapłatę :-)"

-Ty mały... - zaczęłam śmiać się z jego notatki.

-"Wiedziałam, że nie zrobisz nic za darmo"- pomyślałam sobie. Usłyszałam odgłos kroków z tyłu, odwruciłam się w kierunku dźwięku, to był Nathan.

-Cześć mamo.- przywitał się jednocześnie ziewając.

Uśmiechnęłam się do niego -Wciąż śpiący?- zapytałam

Nathan przetarł oczy wciąż lekko nieprzytomny. -Miałem tej nocy przyjemny sen.- wyznał

-O czym?- zapytałam ciekawa jego sennego marzenia.

-Śniło mi się, że tata zabrał nas na plaże-

Zamarłam. Straszne myśli ponownie wypełniły mój umysł. "On chce Nicka, prawdopodobnie nie jestem wystarczająco dobrą matką, czy zamierza mnie dla niego zostawić? Czy Nick zabierze mi Nathana?"- wiedziałam, że przesadzam, ale łzy i tak zaczęły spływać po moich policzkach.

-Mamo!- krzyknął wyraźnie zaskoczony tym Nathan. Szybko podszedł i przytulił się do moich tylnych łap.

-Proszę nie płacz-

Uklękłam przy nim i mocno przytuliłam.- Nathan chcę żebyś obiecał, że nigdy mnie nie opuścisz.- prosiłam

Był zdezorientowany, jednak odpowiedział.- Obiecuję, że nigdy cię nie zostawię.-

Mój płacz powoli ustał, puściłam Nathana i wstałam ocierając twarz z łez. Zaczerpnęłam powietrza, czując jak panika i niepokój opuszczają moje ciało. Wyprostowałam się.

-Ok- westchnęłam. Spojrzałam na zegar kuchenny.

-"Bzdura"- zganiłam się w myślach.

-Chodź Nathanie, musimy iść.- chwyciłam plecak Nathana razem z samym Nathanem i wybiegłam z domu. Nathan zaraz spóźni się do szkoły, a ja do pracy.

Nie mieliśmy samochody, nie było nas na niego stać, mogliśmy tylko jechać autobusem albo iść. Wybrałam drugą opcje gdyż transport publiczny był w tym mieście dość problematyczny. Po szybkim i męczącym spacerze dotarliśmy do szkoły. Widziałam rodziców którzy machali na pożegnanie swoim dzieciom gdy wysyłali je do szkoły i ich beztroski wygląd jaki nosili na twarzach. Szczerze mówiąc byłam nieco zaskoczona tym jak łatwe jest ich życie w stosunku do mojego. Bycie samotną matką było już dość trudne, a bycie lisem dorzucało jeszcze kolejny ciężar. Wciąż pamiętam wyraz twarzy innych ssaków gdy po raz pierwszy wysyłałam Nathana do szkoły, oburzenie, gniew, nienawiść. Nathan był zastraszany, wyszydzany, a nawet bity. Nauczyciele nawet nie kiwnęli nawet palcem, bo przecież kto by się przejmował tym co się stało z lisem? Szkoła nawet nie przeprosiła mnie ani Nathana, choć w sumie zabrałam z niej syna nim mieli okazję to zrobić. Teraz jednak Nathan uczęszczał do innej szkoły w której nie jest dyskryminowany. Ponownie uściskałam Nathana, i tak wiedziałam, że szef zruga mnie za spóźnienie.

-Pa kochanie, uważaj na siebie.- pożegnałam się

-Będę mamo pa, pa?!- zawołał niknąć w tłumie innych dzieci.

Po pożegnaniu zaczęłam biec co sił w łapach, by nie spóźnić się za bardzo do pracy, naprawdę jej potrzebowałam.

 

Bar Czerwony Aksamit

 

Stanęłam na progu baru ciężko dysząc. Ze szkoły do Czerwonego aksamitu jest daleko. Przekradłam się na tyły mając nadzieję, że szef nie przyłapie mnie na spóźnieniu. Po cichu otworzyłam drzwi i wśliznęłam się do środka. Zaczęłam szukać włącznika światła gdy włosy na moich plecach zaczęły stawać dęba. Ktoś stał za mną, ktoś wielki. Nagle zapaliły się światła.

-No, no cóż my tu mamy?- ryknął na mnie znajomy głos, odwróciłam się i stanęłam oko w oko z moim szefem, był starszym lwem, lwem z temperamentem.

-Miałaś być tu dziesięć minut temu.- warknął na mnie.

Spanikowana próbowałam się usprawiedliwić - Przepraszam pana ja... -

-Dosyć?! Nie będę wysłuchiwał twoich wymówek, wystarczy mi już, że musiałem zatrudnić lisa jako baristę. Myślę, że w takiej sytuacji sprawiedliwie będzie obciąć twoją pensję o dzisiejszy dzień.-

Byłam oszołomiona, pracując na tym wysypisku dostawałam raptem tyle że ledwie starczało na czesne Nathana, gdyby nie Paul zostalibyśmy wyeksmitowani z naszego mieszkania już dawno temu. Ale nie mogłam narzekać, pracy szukałam w całym śródmieściu i jedynie tu zostałam zaakceptowana, bez względu więc na straszne warunki jakie tu panowały musiałam się zgodzić.

-To będzie sprawiedliwe.- odpowiedziałam

-Dobrze i ma to się nie powtórzyć, a teraz idź do pracy.- zażądał lew

Postąpiłam zgodnie z jego instrukcjami i ruszyłam na swoją zmianę, nie miałam kwalifikacji do kierowania barem, ale w ciągu dnia nie mam prawie żadnych klientów, przez większość czasu przecieram blat i czekam do końca zmiany.

Czas płynął, była dwunasta po południu, wciąż nie było klientów, powoli przygotowywałam się do zakończenia pracy, gdy nieoczekiwanie mój telefon zaczął dzwonić.

-Halo?- zapytałam zastanawiając się kto dzwoni.

-Witam, jestem Carly ze szkoły podstawowej w Zwierzogrodzie, czy pani Nicole White, mama Nathana?-

Zdziwiłam się, czemu dzwonili do mnie ze szkoły Nathana? Moje serce zamarło, dzwoniliby tylko jeśli Nathan był w tarapatach albo stało się coś poważnego.

-Tak to ja, coś się stało?- cały świat zdawał się zwalniać gdy czekałam na odpowiedz. Jednak zamiast odpowiedzi otrzymałam pytanie.

-Zakładam, że Nathan jest z panią?-

Byłam zdezorientowana, dlaczego miałby być ze mną? Czy nie powinien być w szkole? Postanowiłam się nad tym nie zastanawiać, musiałam poznać odpowiedz.

-Nie. Czemu pani pyta?-

Głos w słuchawce niechętnie odpowiedział.

-Pani White, obawiamy się, że pani syn Nathan zaginął.-

 

 

Autorem fanfiku jest QualityQuantity ja jestem tylko tłumaczem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania