Poprzednie częściŻyję ulicą - Rozdział 1  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Żyję ulicą - Rozdział 2

Obudził się. W pokoju było jeszcze ciemno, co wskazywało na wczesną porę. Wziął z szafki nocnej starego smartfona. Jego zegar wskazywał godzinę 5:12. Podniósł się z łóżka i założył kapcie z twarzą królika na przodzie. Włożył jeszcze na siebie swoją szarą bluzę, ponieważ w mieszkaniu było zimno. Filip poszedł ze swojej sypialni do kuchni. Napił się coli z lodem siedząc na krześle. Całkiem przypadkiem usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z pokoju Marudy. Zakradł się tam i uchylił drzwi. Ten siedział na swoim łóżku oparty o lekko zniszczoną ścianę i majstrował coś przy swoim nielegalnie posiadanym Glocku-17. Sprawdzał magazynek, celował. Filip wszedł do środka.

- Marud? Co ty robisz? - spytał zaskoczony.

- Aaa... Siema, Filip. - schował pistolet do szuflady szafki nocnej - Czyściłem gnata.

- Tak z dupy?

- Nudzi mi się, nie mogę zasnąć.

Dwudziestojedno latek podniósł jedną brew.

- Chociaż dobra, powiem ci. Szykuję pewną akcję. - szeptał Wojtek - Mam do spłaty kilku gości, a zanim sprzedam z Mendą tą kokę to trochę czasu minie. Muszę zarobić.

- Znowu napadniesz na Żabkę?

- Nie. Mam na oku buckmachera.

- Co? Pojebało cię?

- I potrzebuję twojej pomocy. Kierowca wycofał się z akcji i teraz lipa.

- Przecież masz samochód.

- No tak, ale ja muszę napaść na tego buckmachera. Ty pomożesz mi uciec, a ja odpalę ci dolę. Wchodzisz w to?

- Kurwa... Ostatnio u mnie krucho...

- Na starcie mówię, że to nie jakiś bogaty kolo i kokosów nie zarobimy.

- Dobra. Tylko... Masz jakiś plan.

- Tak. Buckmacher co miesiąc bierze nawet spory utarg do domu. Wtedy wychodzi o jedenastej wieczorem ze swojego zakładu, jako ostatni. O tej porze w tamtej okolicy nikogo nie ma. Policją nie ma co się martwić. Ty mnie tam przywieziesz. Napadnę na kolesia z gnatem, kiedy będzie wychodził z walizką pełną forsy. Zabiorę ją i wrócę do samochodu. Zaczniesz jechać. Z pół godziny pokręcimy się po okolicy, żeby zorientować się, czy psy nas gonią. To nic trudnego. Gościa mam na oku jakiś czas.

- Dobra. Kiedy?

- Za trzy dni. Mam przygotowane kominiarki, rękawiczki, no i jak widzisz broń.

- Kurwa, spoko. A co z Mendą? Jeszcze nie wrócił?

- Nie. Nie odzywa się.

- Ciekawe.

- A teraz won, bo muszę wykonać kilka telefonów do przyjaciół z zagranicy. - uśmiechnął się.

Filip wyszedł z pokoju kolegi. Maruda był wysokim, umięśnionym mężczyzną z blond włosami, ogolonymi na krótko po bokach głowy. Miał też nieduże brązowe oczy. Filip natomiast był średniego wzrostu chłopakiem z ciemnobrązowymi, krótkimi włosami i zielonymi oczyma. Był lekko umięśniony, na siłowni zbyt dużo czasu nie spędzał. Nie zdążył otworzyć drzwi od swojej sypialni, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Dwudziestojednolatek poszedł otworzyć. Tam szybko wszedł do mieszkania nieco niższy od Marudy szatyn, również krótko ostrzyżony. Miał podobną figurę do swojego najlepszego przyjaciela, z tym że był szerszy w barkach.

- Siemasz, młody! - uściskał na przywitanie Filipa.

- Cześć, Menda. - uśmiechnął się krzywo - Gdzieś ty był, do cholery?

- Strasznego kwasu narobiłem. Obserwowałem takiego kolesia pod LO i kurwa jakiś nauczyciel się kapnął. No i się pyta co tu robię, dlaczego się kręcę...

- Nie mów, że znowu...

- Stało się. Z przyzwyczajenia mu przywaliłem w pizdę i koleś zemdlał. Po psy zadzwonili i spieprzać musiałem. Tyle.

- Po co kręciłeś się pod LO?

- Jest dwójka takich szkolnych dilerów trawki. Podobno mają dobry towar, ale tym samym robią mi i moim znajomym konkurencję. Trzeba ich ograbić i ewentualnie wpierdzielić. I tu pojawia się problem, bo jak pojawię się w tamtej okolicy to mnie mendy zgarną. Chudy, musisz mi pomóc.

- No dobra, to akurat nic trudnego nie jest.

- Więc jutro pójdziesz tam do szkoły i poogarniasz to z wewnątrz.

- Jak z wewnątrz?

- Jesteś z naszej paczki najmłodszy, nożesz się podszywać pod jakiegoś trzecioklasistę.

- Wy wszyscy pojebani z tymi biznesami jesteście. Nie ma sprawy, jutro tam się poszwędam.

- Dzięki, ziomek. Podzielę się hajsem tych nałiletnich dilerów.

Rozeszli się do swoich pokojów.

 

Lekko poddenerwowany Filip popchnął podwójne drzwi i wszedł do środka szkoły. Rozejrzał się. Trafił idealnie na pierwszą przerwę, więc mógł wtopić się w tłum błąkających się korytarzami uczniów. W tym czasie dostał też MMS-a od Mendy. Dwa zdjęcia przedstawiające dwóch handlarzy marihuaną. Przyspieszył kroku rozglądając się. Zachciało mu się jednak pić, dlatego też podszedł do szkolnego sklepiku, który przypadkiem napotkał. W kolejce stały trzy osoby. Kiedy nadeszła jego kolej powiedział z uśmiechem:

- Wodę niegazowaną.

Sprzedawczyni podała mu półlitrową butelkę.

- Jakoś cię nie kojarzę... Z której jesteś klasy? - zapytała zakładając okulary.

- Z... 3a. Jestem tu pierwszy dzień.

- Z 3a? Poczekaj...

Wtedy obok sklepiku szedł nauczyciel.

- Panie Dworakowski! - zawołała.

- Słucham? - czterdziestolatek z siwą brodą podszedł do niej. Na nosie miał kilka plastrów, a lewe oko całe sine. To musiał być nauczyciel, którego pobił Menda.

- To jest wychowawca klasy 3a. Pan Dworakowski. - zwróciła się do "nowego ucznia".

- Dzień dobry. - uścisnął mu dłoń dwudziestojednolatek.

- Dzień dobry. Jesteś nowym uczniem?

- Tak. To mój pierwszy dzień.

- Dziwne. Nic mi na ten temat nie wiadomo.

- Decyzja o przepisaniu z innej szkoły zapadła niedawno, może to powód.

- No dobrze. Zmykaj pod salę. Ale najpierw mógłbyś się rozebrać. - nauczyciel wskazał wzrokiem na kurtkę Filipa.

- A no tak. To którędy do szatni?

- Prosto i na lewo.

Filip pijąc wodę szedł w stronę szatni. Wszedł do dużego pomieszczenia z różnymi boxami oddzielonymi od siebie kratami. Kręcił się po niej oglądając się za siebie i wokoło.

- To może teraz się kurwa szacunku nauczysz? - usłyszał krzyki dobiegające z drugiego końca szatni. Szybkim krokiem poszedł tam. Dwóch chłopaków z wyglądem dresiarzy zaczepiało dziewczynę. Uczeń pod przykrywką podszedł do trójki prawdziwych uczniów i odepchnął jednego z nich.

- Może do starszego się postaw? - warknął do niego.

- A ty co? Jakoś cię nie znam... - odegrał się tym samym licealista.

- To możemy się poznać. Tylko nie wiem, czy oboje będziemy tą znajomość dobrze wspominali? - złapał go za kołnierz i przybił do kraty boxu - Naprawdę potrzebny ci kolega do skrojenia laski? - szepnął do niego jeszcze.

- Zostaw mnie, psycholu. - patrzył na niego nieprzestraszony osiemnastolatek.

- To ty zostaw piękną dziewczynę..

- Luz, stary. Już mnie nie ma.

- To wypierdalaj! - wypchnął go drugimi drzwiami z szatni. Jego kolega, który oddalił się na bezpieczną odległość poszedł za nim - Nic ci nie jest? - zapytał dziewczyny.

- Nie. - odparła z założonymi rękoma - Dzięki, ale sama bym sobie poradziła.

- Nie wątpie.

- To było miłe co powiedziałeś. "Piękną dziewczynę"... - uśmiechnęła się.

- Wkurwiają mnie takie pajace. Czego oni w ogóle chcieli?

- Skroiłam im kumpla to nasłał na mnie kolegów.

- Ta? No to fajnie. Ile?

- Cztery dychy. - odpowiedziała lekko zdziwiona pytaniem.

- Tak poza tym jestem Filip. - wyciągnął do niej dłoń.

- Milena. - podała mu swoją. Była pół głowy niższą od niego brunetką ze spiętymi włosami i małymi, brązowymi oczami. Ubrana była w skórzaną rozpiętą kurtkę i białą bluzkę z angielskimi napisami - Jesteś nowy?

- Tak jakby.

- Tak jakby?

- Nie jestem z tej szkoły. Mam dwadzieścia jeden lat i muszę się podszywać pod ucznia. - wyszeptał jej prawdę. Dziewczyna wydawała mu się w porządku.

- Ale... po co?

- Powiem ci, jeśli wieczorem pójdziesz ze mną do kina.

- Zapraszasz mnie na randkę?

- No.

- Mieszkasz chociaż w Zagórzu?

- Na Dmowskiego.

- A ja ulicę dalej. Daj mi swój numer telefonu.

Podał jej dziewięciocyfrowy numer.

- Wyślę ci adres, żebyś po mnie przyszedł. O ósmej. - uśmiechnęła się.

- Do której klasy chodzisz?

- 3a.

- Zajebiście! Naściemniałem waszemu wychowawcy, że ja też. Jakby co to potwierdź.

- Nie ma sprawy. Idziemy pod salę?

- Jasne. Ale... Czekaj. - zatrzymał ją łapiąc za rękę.

- Co jest?

- Znasz Eryka Krośnieckiego i... tego drugiego, co się kolegują?

- Tak? Dilują zioło, a co? Chcesz kupić?

- Nie. Muszę się dowiedzieć o nich kilku informacji.

- To po to tu jesteś?

- Tak, ale choćmy już...

Nie puszczając swoich dłoni zaczęli iść w kierunku sali klasy maturalnej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • detektyw prawdy 4 miesiące temu
    Troche wiecej opisow dialogow, w opowiadaniach liczby pisze sie slownie.
  • Frodo 4 miesiące temu
    No wiem, ale godzinę to uznałem, że można napisać cyframi :)
  • Frodo 4 miesiące temu
    Ktoś pod moimi tekstami wszędzie dał 1? Kocham takie kurwy, co jak skrytykujesz to zabiją. Ja pierdolę...
  • Nazareth 4 miesiące temu
    Frodo nie przejmuj się, to znany troll, ale zazwyczaj daje 1 pod dobrymi tekstami więc proponuję traktować to jako komplement. Ja dostaję PRZYNAJMNIEJ jedną szmatę pod każdym tekstem jaki napiszę i definitywnie więcej jak jedną pod większością tych, które napisałem, poczytuję to sobie za honor XD
  • Frodo 4 miesiące temu
    Nazareth Wiem, że to troll. A tym trollem jest Ósmy Kolor.
  • ÓsmyKolor 4 miesiące temu
    Frodo Nie wiesz i nie stawiaj zarzutów jak byś chciał wiedzieć to ja już nie wstawiam jedynek bo mam ważnejesze rzeczy do roboty
  • ÓsmyKolor 4 miesiące temu
    Nazareth odczepcie się i zakończcie dyskusje
  • Nazareth 4 miesiące temu
    Frodo masz więcej informacji niż ja
  • Nazareth 4 miesiące temu
    ÓsmyKolor a do mnie o co się rzucasz?
  • ÓsmyKolor 4 miesiące temu
    Nazareth ja nie rozumiem jak można postawić komuś zarzuty nie wiedząc że to ta osoba zrobiła
  • Nazareth 4 miesiące temu
    ÓsmyKolor a czy ja ci dziecko stawiam jakieś zarzuty?! Czy ja wspomniałem gdzieś o tobie? Zainsynuowałem, że to jesteś ty? Czy jakakolwiek część mojej wypowiedzi nawiązała do ciebie w jakikolwiek sposób?
  • ÓsmyKolor 4 miesiące temu
    Nazareth Frodo nie przejmuj się, to znany troll, ale zazwyczaj daje 1 pod dobrymi tekstami więc proponuję traktować to jako komplement. Ja dostaję PRZYNAJMNIEJ jedną szmatę pod każdym tekstem jaki napiszę i definitywnie więcej jak jedną pod większością tych, które napisałem, poczytuję to sobie za honor XD
  • ÓsmyKolor 4 miesiące temu
    Nazareth o to
  • Frodo 4 miesiące temu
    ÓsmyKolor Tam nie ma twojego nicku. Ciekawostka
  • Nazareth 4 miesiące temu
    Frodo O to czyli o co? Nic o tobie nie powiedziałem, publikuję tu od ponad roku, czyli na długo zanim się pojawiłaś, na mózg ci padło, że uważasz, że tam gdzieś było odniesienie do Ciebie, czy po prostu poczuwasz się do odpowiedzialności?
  • Nazareth 4 miesiące temu
    To miało być do ÓsmyKolor, wybacz Frodo.
  • Frodo 4 miesiące temu
    Wybaczam

Napisz komentarz