23. Błysk i Grzmot - Część III - BiG // Rozdział I

Wszystkie przedsięwzięcia wymagają dokładnych przygotowań. Zrozumiałam to w momencie, w którym zdecydowałam się na ucieczkę. Jednak moje starania były niczym, wobec wiedzy jaką posiadał Adam. To tak jakby porównać kieszonkowca do snajpera. Ja leciałam na oślep łapiąc po drodze, co tylko się dało. On natomiast skrupulatnie planował o której wyruszyć, co należy zabrać, jak najlepiej spakować plecaki i w co się ubrać. Budziło to mój podziw oraz utwierdzało mnie w przekonaniu, że teraz droga będzie łatwiejsza do przebycia. Przynajmniej taką miałam nadzieję.

 

Gdy wróciliśmy do chatki, Adam od razu sporządził rozkład zajęć. Najpierw poszliśmy zbierać późne dzikie jabłka, jeżyny i grzyby. Chyba ze trzy godziny chodziliśmy zgięci w pół z nosami niemalże przyklejonymi do podłoża, jednak nasza praca została należycie wynagrodzona i wracaliśmy powoli niosąc dwa pełne koszyki zapasów. Tak jak w przypadku balii na wodę, nie widziałam tych koszy wcześniej i czasami zastanawiałam się czy chatka w magiczny sposób się nie powiększa by to wszystko pomieścić.

 

W między czasie Adam złapał w strumieniu trzy ryby. Ich nazwa nie była mi obca, ale z przyjemnością udawałam zaciekawienie gdy tłumaczył mi ich pochodzenie i zwyczaje. Musiałam przyznać, że błysk i zacięcie w jego zielonych oczach niezmiernie mi się podobały.

 

Coraz bardziej mnie intrygował - to pewne. Nigdy nie byłam tak blisko z jakimkolwiek mężczyzną, poza ojcem oczywiście. Nie chodzi mi tutaj o bliskość fizyczną, bo Radek ograbił mnie przecież z dziewictwa, ale o bliskość duchową. Zachowywał się jak przyjaciel, którego nigdy nie miałam. Nigdy nawet nie marzyłam, że będę go mieć, bo zwyczajnie w świecie nie był mi konieczny do życia. Aż do teraz.

 

Bałam się, że po jego wyznaniu nastanie między nami niezręczna cisza, że będziemy czuli się w swoim towarzystwie nieswojo. Nic takiego się jednak nie stało. Odczułam ulgę, bo chociaż nie planowałam tej znajomości, podświadomie wiedziałam, że była mi potrzebna. Może to samolubne z mojej strony, ale Adam stał się dla mnie środkiem do przetrwania. Oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę, tak jak z tego, że nie byłam gotowa na jego uczucie. Oboje też wiedzieliśmy, że być może nigdy go nie odwzajemnię. Adam podjął jednak to ryzyko bez wahania. Czy było to głupie czy nie, nie do mnie należała ocena.

 

Miałam nadzieję, że jeśli nigdy go nie pokocham, to jednak mi to wybaczy i znajdzie kogoś kto będzie na niego zasługiwał. Bolało mnie w środku na myśl o tym, że przeze mnie ucierpi. Nie byłam go warta - wiedziałam to doskonale, chociaż on uparcie temu zaprzeczał. Cóż zatem powinnam zrobić? Mogłam dać nam szansę. Przynajmniej takie było moje założenie. Pozwolić czasowi płynąć do przodu i nie myśleć o nas, ale o celu naszej podróży. Tak. Tego musiałam się trzymać. Niczego innego nie mogłam się chwycić.

 

Minęło kilka godzin zanim wróciliśmy do chatki z zapasami. Gdy tylko weszliśmy ogarnęło nas ciepło. Ogień wprawdzie przygasał, ale sam brak wiatru z dworu sprawiał, że było przyjemnie. Oboje zdjęliśmy kurtki i po raz pierwszy zamknięci na tak małej przestrzeni musieliśmy stawić czoła mimowolnie iskrzącemu się między nami napięciu. Tym razem ja zaczęłam rozmowę:

 

- To co teraz przewodniku? Jakie masz dla mnie wytyczne? – uśmiechnęłam się – Bo chyba jakieś masz? – dodałam niepewnie.

 

Przyjrzał mi się. Najpierw poważnie, potem dopiero na jego twarzy zagościł ten przebiegły chłopięcy uśmieszek - znak, że zaraz powie coś, co od dłuższego czasu chodzi mu po głowie, ale nie było okazji tego wygłosić. Albo też wcześniej wydawało się zbyt niestosowne. Jeszcze tego do końca nie rozgryzłam:

 

- Ciekawe… – uśmiechnął się szerzej – Nie wyglądasz na kobietę, która pozwala sobą dyrygować, a jednak dajesz mi na to zgodę. Czy dotyczy to tylko przygotowań, czy mogę też mieć nadzieję, że do innych rzeczy również tak łatwo dasz się nakłonić?

 

Spojrzałam na niego zdezorientowana. Czy naprawdę czaił się tam ten figlarny podtekst? Czy to tylko moja podświadomość nadmiernie dokazywała? Widząc moją konsternację roześmiał się serdecznie i podniósł za uszy zająca, którego przezornie wczoraj nasolił:

 

- Obiad? – powiedział i puścił mi oczko – masz ochotę?

 

Wybuchnęłam śmiechem zdołając przytaknąć jedynie głośnym: „Mhm”. Popatrzył na mnie wyraźnie rozbawiony, po czym wyjął scyzoryk i zaczął ciąć mięso na mniejsze kawałki. Z braku innego zajęcia zaczęłam wyjmować zapasy z koszy i podzieliłam je na dwie równe części. Adam w tym czasie zawinął dokładnie zająca, posypanego suszonymi ziołami w zebrane wcześniej liście i wrzucił do tlącego się paleniska. Następnie zabrał się za ryby. Oskrobał je i wypatroszył, posolił i posypał ziołami. Na koniec zawinął w liście. „Takie proste, a jakie genialne” - pomyślałam.

 

Gdy kończył układać ryby w palenisku, wyszłam na dwór i zebrałam z drzewa wysuszoną bieliznę. Trzymając ją w dłoniach weszłam do chatki. Od razu dało się wyczuć intensywny zapach pieczonego jedzenia. Zioła potęgowały woń. Próbowałam zgadnąć czego użył, jednak nie znałam tych przypraw. Zapewne tyle czasu spędzonego w lesie pozwoliło mu odszukać nieznane aromaty i smaki. Byłam ciekawa efektu. Nieoczekiwanie Adam odwrócił się do mnie i spojrzał na to co niosę. Nie mogąc nigdzie ukryć swoich jaskrawych fig spąsowiałam i bąknęłam tylko:

 

- Majtek nigdy nie widziałeś?

 

- Widziałem – odparł beztrosko. Żadne z tych – wskazał na moje dłonie – nigdy nie będą jednak wyglądać na tobie tak uroczo jak te, które teraz nosisz.

 

Zaczerwieniłam się chyba po same koniuszki uszu:

 

- Skąd wiesz co mam na sobie? – palnęłam i już w chwili gdy to powiedziałam żałowałam swoich słów. Powinnam nie drążyć tematu. Teraz dopiero będzie mi niezręcznie...

 

- Hej dziewczyno – wyjął mi z rąk bieliznę i położył na stół, po czym ścisnął moje wilgotne dłonie – jesteś czerwona jak burak – uśmiechnął się – Wiem, dlatego że zauważyłem brak swoich bokserek gdy wszedłem tutaj dzisiaj w nocy szukając ciepłych skarpet. Nie myśl, że zostawiłbym cię samą i nawet do ciebie nie zajrzał. Spałaś co prawda niespokojnie, ale nie chciałem cię budzić. W międzyczasie odwróciłaś się do mnie tyłem i chcąc nie chcąc zauważyłem bokserki gdy uniosło ci się ubranie.

 

- Aha – wydukałam tylko desperacko próbując zmienić temat – To miłe z twojej strony, że do mnie zajrzałeś.

 

Popatrzył na mnie spokojnie i powiedział:

 

- Wiesz dlaczego tak jest i dopóki mi na to pozwalasz robię to z przyjemnością. A teraz – podniósł do góry palec wskazujący – pakujemy się.

 

Kolejne pół godziny spędziliśmy na przenoszeniu w jedno miejsce wszystkiego, co wydało się nam potrzebne. Potem jednak musieliśmy część odłożyć ponieważ przeceniliśmy pojemność naszych plecaków. Byłam szczerze zdumiona, że Adam posiada takie gadżety jak śpiwór, namiot, karimata czy termos. Ja o tym nie pomyślałam przy ucieczce i ponownie pokiwałam głową na znak uznania.

 

Gdy już plecaki zostały siłą dopięte, usiedliśmy przy palenisku i zaczęliśmy jeść upieczonego zająca. Parzył nasze palce, ale był przy tym zaskakująco smaczny. Pochwaliłam więc szefa kuchni, ten zaś wykonał teatralny ukłon śmiejąc się głośno. To wszystko było takie zwyczajne, naturalne i niewymuszone. Zdałam sobie wtedy sprawę, że nie potrafiłabym sobie wyobrazić dalszej podróży bez niego. Nie wiem co czuł w tamtym momencie, ale byłam pewna, że też było mu ze mną dobrze. Więc gdy skończyliśmy jeść i powiedziałam: „dziękuję”, a on odparł: „cała przyjemność po mojej stronie”, wiedziałam, że oboje nie mówimy tylko o posiłku. To było nieme potwierdzenie tego co już się stało. Byliśmy razem. W jakiś dziwny i pokręcony sposób. Chociaż nie znaliśmy znaczenia tego niezwykłego, nienazywalnego związku, oboje wiedzieliśmy, że istnieje. Był nieoczekiwany i składał obietnicę. Czegoś nieodgadnionego. Nie zamierzałam się nad tym zastanawiać. Liczyła się tylko ta chwila. Jeśli coś jeszcze miało się stać, to i tak się przecież stanie.

 

Tymczasem nadchodził wieczór. Siedzieliśmy po turecku na kanapie grzejąc dłonie od szklanek z miętą. Rozmawialiśmy. Głównie o tym skąd Adam wziął wszystko, co znajdowało się w domku. Kilka historii było naprawdę zabawnych np. jak wykradł z kuchni jednej z hal worek z solą i o mało nie został przyłapany przez kucharki. Inne natomiast były smutne jak ta, w której zabierał ubrania i pościel spod gruzowiska domu dla osieroconych dzieci. Każdy koc, mydło, szklanka czy ręcznik miały teraz swoją historię. Zaczęłam inaczej patrzeć na wszystko co mnie otaczało. Z szacunkiem.

 

Noc przyszła niespodziewanie. Nim się obejrzeliśmy gwiazdy świeciły już na niebie. Nie przeszkodziło to Adamowi w dwukrotnym podgrzaniu wody w bali przed snem. Ja umyłam się w chatce, on zaś w trybie ekspresowym na dworze. Pomimo moich oczywistych sprzeciwów. Nie chciał bym zmarzła i czekała w nocy na zewnątrz zanim się wykąpie. Gdy skończył przybiegł w samych spodniach od dresu do środka i dygotał jak osika. Miałam wyrzuty sumienia. Zdążyłam wygrzać już swoim ciałem połowę łóżka, więc przesunęłam się, podniosłam koc i poklepałam miejsce gdzie wcześniej leżałam:

 

- Chodź – zachęciłam go – Nie gryzę.

 

Stał przez chwilę niezdecydowany. Jednak za moment podszedł i położył się obok mnie. Przykryłam go opiekuńczo kocem i zadziwiając siebie samą, cmoknęłam w czoło:

 

- Dobranoc – szepnęłam – Obudź mnie kiedy będzie czas wstawać.

 

Zauważyłam, że na moment całkowicie oniemiał. Nie spodziewał się czułości z mojej strony, tak jak i ja nie spodziewałam się, że jestem do niej zdolna.

 

- Dobranoc – odpowiedział cicho – Bez obaw, dam Ci znać.

 

Odwróciłam się do niego plecami niepewna siebie samej. Byłam zszokowana, bo podświadomie pragnęłam czegoś jeszcze. „Nie” – powtarzałam sobie – „Nie powinnam go całować”. „A może właśnie powinnaś?” – zapiszczała złośliwie podświadomość. Postanowiłam przerwać te rozważania.

 

Przed oczami pojawił się mój dom. Wiedziałam, że to jest jedyny, słuszny cel i na nim muszę się skoncentrować. Bez względu na fakt, jak bardzo jest mi tutaj dobrze, ten czas nie może trwać w nieskończoność. „Tak, niedługo stanę na swoim podwórku” – pomyślałam i zatonęłam we śnie.

 

Był mi naprawdę potrzebny. Zadziałał jak kubeł zimnej wody.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 5 miesięcy temu
    Naprawdę świetnie opisałaś ten romantyczny klimat. Subtelnie i delikatnie, ale również z nutką figlarności. Wszystko to ze sobą współgrało. Myślałem, że Adam został ostatecznie zfriendzonowany, że tak się wyrażę, ale po tym co przeczytałem widzę, że jest jeszcze nadzieja. Zarówno dla niego jak i dla Liliany. Podsumowując, bardzo dobry rozdział. Jak zwykle czekam na więcej.
    Pozdrawiam :).
  • Kocwiaczek 5 miesięcy temu
    Dziękuję, dziękuję :) będzie jeszcze goręcej pomimo chłodu za oknem. Obiecuję :D ale powolutku, małymi kroczkami ;)
  • Shogun 5 miesięcy temu
    Trzymam za słowo ;). Ależ oczywiście, powolutku, a do celu. Poza tym uważam, że w miłości nie należy się spieszyć.
  • Raven18 4 miesiące temu
    Uaa, chyba coraz bliżej zbliżenia, że tak się wyrażę :D
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Jeszcze trochę wody upłynie, ale będzie coraz goręcej ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania