30. Błysk i Grzmot - Część III - BiG // Rozdział VIII

Żył. Sprawdziłam jego puls, gdy tylko do niego dotarłam. Był słaby, ale na szczęście wyczuwalny. Tata istotnie chorował. Całe jego ciało zdobiły sińce, krwiaki i niewielkie rany. Wyglądał potwornie. Do tego musiał mieć gorączkę. Z bólem w sercu dotknęłam ojcowskiego policzka i zaczęłam szeptać do jego ucha:

 

- Tato, to ja Lilianna. Słyszysz mnie?

 

Nie odpowiadał. Nie poddawałam się jednak:

 

- Tatusiu powiedz, że mnie słyszysz. Jestem tutaj. Jestem przy tobie. Tak bardzo cię kocham. Proszę otwórz oczy.

 

Nadal żadnej reakcji. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej. Usłyszałam słabe bicie serca. Chwyciłam jego dłoń - była chłodna. Nie wiedziałam czy to z powodu panującej na dworze temperatury czy też ze względu na jego słaby stan zdrowia. Łzy napłynęły mi do oczu. Tak bardzo pragnęłam znowu cofnąć się do dni kiedy byliśmy razem. Zdrowi, szczęśliwi, w komplecie...

 

Nieoczekiwanie na dłoni poczułam nacisk jego palców. Podniosłam głowę i spojrzałam na ściągniętą bólem twarz. Odgarnęłam z czoła jego rozwiane włosy. Zawsze mi tak robił gdy rozczochrana wracałam z zabaw na podwórzu. Przyłożyłam ponownie dłoń do jego policzka i powiedziałam:

 

- Tatku, wróć do mnie, proszę…

 

Spod moich powiek popłynęły łzy. Nie ścierałam ich. Pozwoliłam by wiatr utworzył słone ślady na moich policzkach.

 

Wyczułam obecność Adama za moimi plecami. Słyszałam jego głośny oddech wywołany biegiem. Nie podszedł do nas. Stał na uboczu, nie chcąc brać udziału w tym spotkaniu. Chociaż w rzeczywistości ciężko było nazwać to spotkaniem. Tylko ja mówiłam, a tata…

 

- Błyszczku? – usłyszałam zachrypnięty głos ojca – Lilianko to ty?

 

- Tak tato, tak – uśmiechnęłam się przez łzy – To ja. Jestem przy tobie. Już wszystko będzie dobrze.

 

Powoli rozchylił powieki i spojrzał na mnie:

 

- Wydoroślałaś – powiedział i zaczął kaszleć – Skąd się tutaj wzięłaś? Myślałem, że już nigdy cię nie… - przerwał i nerwowo spojrzał za mnie – Kto to jest?

 

Podążyłam za jego wzrokiem. Chociaż i tak wiedziałam na kogo patrzy. Adam stał niepewnie i spoglądał to na mnie, to na mojego ojca. Ręce trzymał w kieszeni i nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić. Poprosiłam go gestem by podszedł. Wyjął dłonie i nerwowo splótł je przed sobą. Nieśmiało uklęknął obok mnie. Spojrzał mi w oczy, a potem na mojego ojca i powiedział:

 

- Nazywam się Adam Grzmot proszę pana – wyciągnął dłoń jednak zorientowawszy się, że mój tata nie da rady jej uścisnąć skinął mu głową - Jestem… - zerknął na mnie niezdecydowany – Jestem przyjacielem pana córki.

 

Na bladej twarzy mojego ojca przez chwilę zagościł uśmiech jednak zgasł tak szybko jak się pojawił. Ścisnęłam delikatnie jego dłoń.

 

– Adam – odparł – masz bardzo ładne imię chłopcze. Idealne dla naszego syna, gdybyśmy go mieli. Ale to już nie jest możliwe – zasmucił się i spojrzał mi w oczy - Mieliśmy tylko dwie córki. Dwie wspaniałe dziewczynki…

 

Pomyślałam, że ojciec stracił trzeźwość umysłu. Widocznie choroba wyniszczyła go bardziej niż myślałam. Nie chciałam go poprawiać, więc zmieniłam temat:

 

– Tato gdzie jest mama?

 

– Ach, Małgosia… - odpowiedział – Lilianko, musisz wiedzieć, że mama zmarła przy porodzie. Na skraju lasu znajdziesz jej grób.

 

Potrząsnęłam głową. Domyślałam się, że mama nie żyje, ale jaki znowu poród ojciec miał na myśli? Czy w ogóle zdawał sobie sprawę z tego co przed chwilą powiedział?

 

– Tato o czym ty mówisz?

 

Zakasłał, a wraz z kaszlem w kąciku jego ust pojawiła się krew. Zreflektowałam się:

 

– Nie… tato, lepiej już nic nie mów, nie musisz mi nic wyjaśniać, na to przyjdzie jeszcze czas, odpocznij proszę.

 

Spojrzałam na Adama:

 

- Pomóż mi przenieść tatę. Trzeba go ogrzać. Nie może leżeć na tej chłodnej ziemi. Chodźmy, nie ma na co czekać.

 

Adam wstał, a ja chwyciłam jego wyciągniętej dłoni by zrobić to samo. Tata jednak pokręcił głową i przytrzymał moją drugą rękę.

 

- Nie Lilciu, to już na nic. Mi już nie można pomóc – chrząknął – To i tak trwa za długo. Może to dobrze, że tak się stało. Pan Atal jest wybuchowy, ale teraz mogę być mu za to tylko wdzięczny. Przynajmniej wiem co mnie jeszcze trzymało na tej ziemi – uśmiechnął się delikatnie – Ty skarbie. Pochyl się ponownie, muszę ci coś ważnego powiedzieć.

 

Uklęknęłam z powrotem u jego głowy. Przysunął nasze splecione dłonie pod szyję i pocałował moją. Wzruszyło mną to do głębi. Łzy ponownie zakręciły się w moich oczach, jednak nie pozwoliłam im spaść. Ojciec mówił dalej. Jego głos był coraz słabszy i cichszy. Musiałam pochylić się niżej, by go nadal słyszeć.

 

- Mam białaczkę – powiedział – a do tego zapalenie płuc. Sanitariusze dali mi jeszcze kilka dni życia. Atal nie chciał mnie już leczyć. Widocznie nie jestem wart jego pieniędzy. Ale nie pora mówić o mnie. Lilu… - zatrzymał się by odkaszlnąć i nabrać powietrza – Masz siostrę. Musisz ją odszukać.

 

Moja mina musiała wskazywać kompletne zaskoczenie. Serce zabiło mocniej. Czy to co wcześniej powiedział mogło być prawdą?

 

- Twoja mama była już w ciąży kiedy to wszystko się stało. Mieliśmy ci powiedzieć nazajutrz, po zakończenie roku szkolnego. To był twój dzień nie nasz, chyba wiesz o co mi chodzi?

 

- Wiem – odparłam – Byliście dla mnie tacy dobrzy…

 

- Kochaliśmy cię całym sercem. Jeśli mama gdzieś tam jest, nadal myśli o tobie i otacza cię opieką. Przepraszam, że cię nie ochroniliśmy. Że byłaś sama, a ja nie miałem siły by cię odszukać – Łza spłynęła mu po policzku. Otarłam ją wierzchem dłoni. Nic nie powiedziałam.

 

- Nazwaliśmy ją Malwinką – kontynuował – wiesz jak Małgosia kochała kwiaty – sama masz imię po jednym z nich. Gdy się urodziła wyglądała zupełnie tak jak ty po narodzinach... Nasze dwie śliczne wiewióreczki – westchnął i uśmiechnął się - Teraz może mieć pół roku, zabrali ją nam i sprzedali. Nie wiem komu, ani gdzie.

 

- Sprzedali? – byłam wstrząśnięta – Jak to sprzedali?

 

- Błyszczku musisz wiedzieć, że to wcale nie było zwyczajne trzęsienie ziemi. Nas wywieźli z domu kilka godzin wcześniej, przed tym wszystkim. Ludzi zdolnych do prokreacji natychmiast odseparowali od reszty. Młodych i starców skazali na walkę o życie pod zawalonymi domami, aby wszystko było bardziej wiarygodne. Nas zaś zmusili do rodzenia dzieci na sprzedaż, a potem kazali służyć zagranicznym jak jakimś niewolnikom. Wiem, że to zdaje się być nieprawdopodobne, ale taka jest prawda.

 

- Więc to wszystko było jednym wielkim kłamstwem? - zapytałam chociaż wcale nie musiałam – Tak po prostu zniewolili pół kraju, pozwolili umrzeć ćwierci populacji i zmusili do walki pozostałych?

 

- Tak – odpowiedział ciężko, po kolejnej serii kaszlnięć - Upozorowali trzęsienie gdy nas wszystkich już stamtąd zabrali. To co tutaj widzisz… – podniósł lekko dłoń i zatoczył nią krąg - Jest wiele takich osiedli. W całym kraju. Wiem, że was też zmuszają do poddania się ich rządom – spojrzał na mnie z lękiem – gwałcą zarówno kobiety jak i mężczyzn i każą im być posłusznymi. Dobrze, że mama tego nie doświadczyła.

 

Mama nie, ale ja tak – pomyślałam lecz nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos. Nie chciałam zasmucać ojca. Zresztą nie ja byłam teraz najważniejsza.

 

- Ponadto – rozpoczął ponownie – większości z was mówią, że wasze dziecko umarło przy porodzie. Prawda jest jednak taka, że sprowadza się je do tych osiedli i sprzedaje zagranicznym. Wam proponuje się adopcję tych dzieci, których nikt nie chce, żeby nie blokować miejsc w szpitalach.

 

- Ale tato – przerwałam mu – Powiedz mi kto i dlaczego to robi?

 

Ze świstem wciągnął powietrze. Widziałam jak bardzo się męczy. Im częściej to robił tym cichszy stawał się jego głos. Zupełnie tak jakby nie przyswajał tlenu. Jakby w powietrzu było go dla niego za mało.

 

- Władze zawsze ciągnęło do pieniędzy. Prezydent za długo żył w cieniu premiera i ministrów. Chciał być panem świata. Królem. Zamknął im usta i objął rządy. Na pewno gdzieś ich więzi. Ten człowiek jest zbyt mądry by pozwolić swoim sojusznikom wszystkich wymordować. To bezwzględny tchórz, jednak nie jest głupcem. Wie, że jeśli zrobi jakiś błąd strażnicy mu się przeciwstawią. Premier i ministrowie to ludzie honoru. Musi ich trzymać przy życiu, bo jeśli jego plan legnie w gruzach i odzyskają władzę, wtrącą go do więzienia, ale pozwolą mu żyć.

 

Byłam zdruzgotana. Te wszystkie informacje kotłowały się w mojej głowie zupełnie jak stos prania w ogromnej pralce. Tata przyjął moje milczenie jako zachętę i mówił dalej:

 

- Prezydent sprzedał ten kraj zagranicznym. Ale tylko takim, którzy zobowiązali się milczeć. Lilianko – uścisnął moją dłoń tak mocno, że zaskoczona spojrzałam w jego oczy.

 

- Musisz odnaleźć swoją siostrę. Ona ma tylko ciebie. Na pewno ją poznasz. Pamiętasz swoje zdjęcia z dzieciństwa? Jesteście jak dwie krople wody. Ma nawet takie samo znamię na brzuchu jak ty. Odziedziczyłyście je po mamie – przerwał i rozkaszlał się na dobre. Chciałam mu pomóc jednak zupełnie nie wiedziałam co robić. Zaczął mocno drżeć na całym ciele. Widząc to Adam zdjął swoją kurtkę i go przykrył. Spojrzał na mnie i ujrzałam w jego oczach identyczną panikę jak ta, w którą sama wpadałam. Wyglądało jednak na to, że kurtka pomogła, gdyż po chwili pomimo skurczy mój tata drżącym głosem powiedział:

 

- Kocham cię Błyszczku. Pamiętaj o tym - spod na wpół przymkniętych powiek zerknął na mnie, a następnie przeniósł wzrok na Adama - Zaopiekuj się nią proszę…

 

Jego głowa opadła na bok. Myślałam, że dreszcze w końcu ustąpiły, a on tylko na chwilę zamknął powieki by odpocząć. Nadal trzymałam jego dłoń. Cierpliwie czekałam na dalszy ciąg opowieści. On jednak milczał, a ja dopiero po dłuższej chwili zauważyłam, że na dłoni nie czuję już wcześniejszego nacisku. Drugą ręką dotknęłam jego twarzy. Czoło zroszone było potem pewnie od wcześniejszej gorączki, jednak zadziwił mnie jego chłód. Tata nie zareagował na mój dotyk.

 

- Chyba zemdlał – powiedziałam cicho – Chodź przeniesiemy go gdzieś w bezpieczne miejsce i ogrzejemy.

 

Adam pokiwał głową i zaczęliśmy wstawać. Niestety nie mogłam wyswobodzić ręki z uścisku ojca. Próbowałam zrobić to delikatnie jednak musiałam ją prawie wyszarpnąć. Czy to mogło się stać tak szybko? Jeśli tak, oznaczało tylko jedno...

 

Z powrotem opadłam na kolana i sprawdziłam puls na przegubie jego dłoni i na szyi. Nic nie wyczułam. Przesunęłam niżej kurtkę i położyłam głowę na ojcowskiej piersi. Cisza. Pełna napięcia zbliżyłam policzek do jego ust i odgrodziłam dłońmi dopływ wiatru. Żaden powiew nie smagnął mojej skóry. W końcu dotarło do mnie, że ponownie go straciłam.

 

Już nic nie mogłam zrobić. Szloch i rozpacz ogarnęły całe moje ciało. Nie chciałam już żyć. Nie chciałam już czuć. Byłam nicością. Bezsilnie opadłam na ojcowską pierś.

 

Gdyby śmierć przyszła wtedy również po mnie, przywitałabym ją jak najlepszą przyjaciółkę.

 

***KONIEC CZĘŚCI III***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Muszę powiedzieć, że miałaś rację. Niektóre rzeczy zostały wyjaśnione, a niektóre jeszcze bardziej zagmatwane. Bardzo dobry fragment, smutny i piękny zarazem. Wiadomość o tym, że Liliana ma siostrę całkowicie mnie zaszokowała, w sumie tak samo informacja o sprzedaży kraju przez prezydenta. Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że będzie się działa. Z wielką niecierpliwością czekam na początek części IV.
    Pozdrawiam :).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    A ja myślalam, że to jest takie oczywiste :) zapraszam. Już jutro :) Dziękuję za odwiedziny.
  • wężyk 2 miesiące temu
    No dobra,
    wybacz Kocwiaczku, ale muszę to powiedzieć.
    Czytałem całość i jestem oczarowany i chciałbym aby małość innych komentarzy nie przyćmiła Twojego talentu.
    Pisz więcej i rozwijaj swoją pisarską wyobraźnię.
    Masz talent i go nie spie...l
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tylko bez spojlerów mi tu :) miło mi, że ci się podobało niemniej daj innym się jeszcze nacieszyć. Malo kto czyta dlugie opowiadania tutaj więc sie nie zniechecam. Milo mi i tak, że są ci nieliczni. Sam wiesz, że najlepsze przed nimi ;] A teraz spać łobuzie :p
  • wężyk 2 miesiące temu
    A życie pojechało dalej,
    A chciało się wielkie talenty,
    zatrzymać całym ciałem,
    i patrzeć jak zdobywają względy
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    No właśnie. Udostępniaj swoje. Nie odpuszczę ci!
  • Tjeri 2 miesiące temu
    No to znów małe podsumowanko.
    Historia zapowiada się się smakowicie. Oby tylko rozmach jej nie położył. Wiem, że jestem upierdliwa, ale staram się patrzyć jak mógłby myśleć wydawca - co oczywiście jest bzdurą, bo brakuje mi kwalifikacji i wszystkiego innego... 😁 Ale wiesz co mam na myśli. Moje czepianie się jest życzliwe, bo piszesz bardzo dobrze i wymyśliłaś ciekawą historię (najlepszy dowód na to, że czytam - a zwykle nie wikłam się w odcninkowe historie). Warto zalepiać ewentualne dziury...

    A skoro mowa o dziurach... 😁
    Sprytnie wybrnęłaś z tłumaczenia niektórych rzeczy, umieszczając akcję gdzieś w jakimś wyimigowanym państwie. Niby wszystko swojskie, polskie, ale nie musisz dbać o realia, skoro to fikcja. Takie podejście ma jednak także minusy. Właśnie weszłaś w politykę, organizację państwa. Ok. Mamy dyktatora, który realizuje szatański plan. Nie za bardzo wiemy jak wyglądało państwo przed katastrofą. Gdzieś mignął samochód więc technologicznie - jakby nasza teraźniejszość. Kilka razy podczas czytania zastanawiałam się jednak co z telefonami? Telewizorami? Wiadomościami? Internetem! Nie było wcześniej? Nie było potem? A jeśli są... Możliwe, by przez rok w halach nikt nie oglądnął wiadomości? Możliwe, by obce państwa nie interesowały się historią?
    Nie krytykuję w tym momencie, bo nie wiem jak co rozwiążesz. Zostawiam tylko pytania na bieżąco, coby nie uciekły. :)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Problem w tym, że wszyscy zostali odcięci od domów. Od łączności. Telewizory były z zagranicy (rzekomo). Odcieli ludzi od mediów, mamili fikcją, wmawiali własne fakty. Nikt by nie spodziewał się, że ten kto ratuje jest tym co zabija. Robili to na tyle subtelnie, że ludzie nie czuli się więzieni. Zapewne ci, którzy zostali zmuszeni do małżeństw (a to nie zostało jeszcze potwierdzone) zauważyli ten przymus ale nie wiadomo ilu takich było. Lilia mówiła, że hale zaczęły pustoszeć. Nie wiadomo czy samoistnie czy jednak władze maczały w tym palce.
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Kocwiaczek tak by się dało przez jakiś czas. Ale rok... Nie potrafię sobie tego wyobrazić. A granice zamknęli? Zawsze mógł znaleźć się ktoś kto coś widział,.szukał, pytał... Dał komuś znać... Plotki przypuszczenia, szukanie prawdy... No nie wim, ale widzi mi się to jako słaby punkt.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tjeri będzie ktoś taki, nawet grupa. Najmniej oczekiwana ;)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Ale i tak notuję do kajeciku ;)
  • Raven18 2 miesiące temu
    Tak czytam, czytam i ... i nagle w głowie "o kur ..."

    Jest
    Dobrze
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Ale że co? Że było woow, a teraz jednak nie żyje? Odbieram wam radość jak dziecku ukochane zabawki... złooo ;)
  • Raven18 2 miesiące temu
    Kocwiaczek Nie, nie, nie, chodzi o zaskoczenie. I to pozytywne zaskoczenie
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Raven18 yesss :) oby nie po raz ostatni.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania