42. Błysk i Grzmot - Część V - Grom // Rozdział V

Przedostanie się pomiędzy krążącymi ludźmi nie okazało się rzeczą prostą do zrealizowania. Oczywiście ciemność pozwalała skutecznie ukryć naszą tożsamość jednak w magiczny sposób nie mogła sprawić żebyśmy stali się niewidoczni.

 

Wbrew pozorom późna pora nie skłaniała ludzi do odpoczynku na ulicach miasta. Nawet ci, którzy spędzili ostatnie godziny w różnych zamkniętych pomieszczeniach spieszyli się do domów, zupełnie tak jakby gonił ich jakiś niewidzialny przeciwnik. Poruszaliśmy się więc wokół pojedynczych osób dopasowując się do ich rytmu, coraz szybciej przebierając nogami, aby nie tylko nie wzbudzać podejrzeń, ale też zejść z oczu strażnikom, którzy gdzieniegdzie patrolowali drogi. Czasami musieliśmy ukryć się w zakamarkach murów i ruin, innym razem podbiec w kierunku jakiejś wnęki. Nie była to dla nas komfortowa podróż, dlatego z ulgą odetchnęliśmy, gdy około pół godziny później staliśmy pod klatką mieszkania Pauliny.

 

Nie znaliśmy kodu do wejścia, więc udając żegnającą się ze sobą parę, spleceni w uścisku, całując się, czekaliśmy aż ktoś będzie wchodził do budynku. Zadziwiające jest to, że rzeczy, które widuje się na filmach i zwykle kpi z ich tandetności, okazują się jednak przydatne. Staliśmy dostatecznie blisko aby dosięgnąć klamki, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, Adam szybko przytrzymał drzwi. Poczekaliśmy aż mężczyzna z zakupami wejdzie do windy, po czym szybko wspięliśmy się po schodach na piętro Pauliny. Po krótkiej wymianie zdań ustaliliśmy, że lepiej będzie, gdy to Adam podejdzie i zadzwoni do drzwi. Jego nikt nie mógł przecież tutaj rozpoznać. Wcześniej sprawdziliśmy czy nigdzie w budynku nie było kamer. Poza czujnikiem światła nic nie zauważyliśmy.

 

Z zapartym tchem chowając się na schodach nasłuchiwałam brzęczenia dzwonka u drzwi przyjaciółki. Z początku nie słyszałam nic poza jego dźwiękiem, jednak po chwili mój słuch zarejestrował jeszcze jeden odgłos. Coś jakby piski. Stłumione, krótkie i niewyraźne... Nie rozumiałam co to może być. Może jakiś szczeniak błąkający się pod drzwiami? Mogli przecież mieć psa. Przysłuchiwałam się jeszcze przez kilka sekund i w końcu mnie olśniło. To było dziecko! Płaczące i kwilące, które dzwonkiem wybudziliśmy ze snu.

 

Adam rzucił mi szybko swoje pytające spojrzenie, lecz zanim zdążyłam zareagować drzwi raptownie się otworzyły. U progu stanęła mocno zniecierpliwiona Paulina.

 

- Słucham? – rzuciła wyraźnie zirytowana – pan do kogo?

 

Wyraźnie zbiła go z tropu swoją szorstkością. Próbował nadrabiać miną, jednak dalsze kwilenie ponownie go rozproszyło.

 

- Czy mam przyjemność z panią Pauliną Blask? - zapytał gdy w końcu udało mu się zebrać w sobie.

 

- Tak. O co chodzi?

 

- Myślę, że znam kogoś z kim chciałaby się pani spotkać. Proszę mi tylko powiedzieć, czy jest tutaj bezpiecznie.

 

Paula krytycznie zmierzyła go wzrokiem. Coś na kształt przestrachu mignęło w jej oczach. Ze swojej kryjówki widziałam, że próbowała wychylić się za Adama i kogoś dojrzeć.

 

- Ten ktoś nie wyjdzie, dopóki nie powie pani, że nic mu nie będzie grozić - odparł Adam niemal kojącym szeptem.

 

Paulina drgnęła. Jej wzrok powędrował z powrotem do jego twarzy. Usta ukształtowały się w wąską linię, a potem nieoczekiwanie wykręcił je smutek.

 

- Nigdzie nie jest bezpiecznie - szepnęła niemal bezgłośnie - Nigdy, nigdzie, nikomu – przez chwilę patrzyła ponad jego ramieniem, pustym wzrokiem. W końcu jednak ocknęła się z zawieszenia - Ale proszę mi nie zawracać głowy. Nie ma już nikogo kogo mogłabym chcieć zobaczyć. Do widzenia...

 

Chciała z impetem zamknąć Adamowi drzwi przed nosem, ale szybko je przytrzymał. Spojrzała na niego urażona i chociaż wyraźnie nie chciała tego okazać przestraszyła się jego reakcji. Nie mogłam pozwolić by wywiązała się między nimi awantura, która na pewno ściągnęłaby gapiów. Paula już ostrzyła na niego swój jakże słynny cięty język. Weszłam więc szybko na górę, starając się jak najciszej stawiać kroki i stanęłam za Adamem. Wychyliłam się niepewnie zza jego pleców.

 

- Naprawdę nie chcesz mnie widzieć?

 

Cała krew odpłynęła z jej twarzy. Była blada jak papier.

 

- Jak? Jak... - jąkała bezładnie.

 

- Wpuść nas - odparłam ignorując jej pytanie. Wiedziałam, że jeszcze będzie czas na rozmowę - skoro jest tutaj tak niebezpiecznie, chyba lepiej będzie, gdy wejdziemy do środka?

 

- J...jasne – odsunęła się robiąc nam przejście. Raz po raz nabierała hausty powietrza by się uspokoić. W końcu się jednak otrząsnęła – Szybko. Nie stójcie tak. No już – rzuciła trzeźwiejąc i niemal wepchnęła nas do środka – Właźcie prędko.

 

Mieszkanie zmieniło się nieznacznie od chwili, gdy ostatni raz je widziałam. Panował w nim mały bałagan: na podłodze gdzieniegdzie leżały porozrzucane dziecinne zabawki, a na ścianach w nierównych odstępach wisiały poprzyklejane taśmą klejącą rysunki z odciskami stópek i rączek. Potwierdziło się więc moje przypuszczenie. Nie wiedziałam tylko jak to w ogóle było możliwe.

 

- Masz dziecko? - zapytałam może zbyt szorstko, ale chyba nie umiałam już owijać słów w bawełnę – Jak…? – zawahałam się. Próbowałam złożyć w głowie poprawne pytanie. Bez względu na dobór słów był to jednak dość niewygodny temat.

 

- Córkę - odparła ratując mnie z opresji - Adoptowaliśmy.

 

- Aha... - wbiłam wzrok w podłogę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wyrosła między nami przepaść, której trudno było nie zauważyć.

 

- Chcesz ją zobaczyć?

 

- Ja... - zmusiłam się by spojrzeć na Paulinę. Uśmiechnęła się do mnie nieznacznie - Nie wiem czy to dobry pomysł.

 

- To się jeszcze okaże...

 

Spojrzałam na Adama. Kiwnął mi głową na znak, że zostanie tam gdzie stoi. Uścisnęłam delikatnie jego dłoń. Paulina badawczo się temu przyglądała, ale nie otworzyła nawet ust by o coś zapytać. Powoli uchyliła drzwi i wpuściła mnie do małego pomieszczenia, które wcześniej służyło za spiżarnię, a teraz zostało przekształcone w dziecinny pokoik. Nie było tam zbyt wielu mebelków. Zaledwie szafka, lampka i łóżeczko, ale i tak wydawało się, że nic więcej nie mogłoby się już zmieścić. Kojec miał mały różowy baldachim i tylko to zdradzało, że ten pokój należy do dziewczynki.

 

Paula zachęciła mnie gestem dłoni bym zajrzała do środka. Maleństwo przestało już płakać, widocznie nasze przyjście tylko nieznacznie wybudziło je ze snu, bo teraz z łóżeczka dochodziło słabe pochrapywanie. Zajrzałam więc za baldachim gotowa zobaczyć dzieciątko zupełnie nie podobne do Pauliny i Tomasza.

 

Nie pomyliłam się. Dziewczynka nawet w najmniejszym stopniu nie mogła uchodzić za ich dziecko. Nie tylko z powodu innej niż Paula twarzyczki. Nie tylko ze względu na posiadanie śmiesznych piegów wokół noska na maleńkiej buzi. Ani nawet z uwagi na marchewkowo-czerwone włosy. Ona po prostu nie mogła być ich dzieckiem. To było dla mnie jasne jak słońce. Przed oczami miałam miniaturową kopię siebie samej. Radość, że widzę ją całą i zdrową była nie do opisania. Tak… W końcu mogłam odetchnąć z ulgą. To była Malwinka. Zaginiona siostrzyczka, o którą tak bardzo się martwiłam. Sądząc po zdjęciu wiszącym tuż nad łóżeczkiem - z niebieskimi oczyma mojej matki, z włosami odziedziczonymi po moim ojcu, z moimi piegami i z blizną na odsłoniętym brzuszku. Blizną identyczną do tej, która widniała nad moją kością biodrową.

 

Łzy zaszkliły się pod moimi rzęsami:

 

- Malwinka... - szepnęłam. Nie było to pytanie, ale Paulina i tak pokiwała głową. Spojrzałam na nią zdziwiona – To ty o nas wiesz?

 

- Tak – odparła ciepło - Trudno nie zauważyć podobieństwa, gdy na ciebie patrzę. Czytałam papiery. Te wszystkie brednie na temat tego dziecka. Cały stek kłamstw o jej znalezieniu w gruzowisku, cudownym przeżyciu, rodzicach zmarłych w trzęsieniu - pokręciła głową - Naprawdę musiałabym być pod wpływem środków odurzających żeby nie dostrzec z kim jest spokrewniona. Przecież znałam twoich rodziców. Nie osobiście, ale widziałam was kilka razy. A ona wygląda jak mała ty. Łącznie z tą blizną - wskazała na brzuszek dziewczynki, a następnie zakryła go troskliwie koszulką i kocykiem – Musiałam im ją odebrać. Odkąd tylko ją zobaczyłam zaczęłam zastanawiać się co tak naprawdę się z tobą stało. Bo widzisz, pewnie o tym nie wiesz, ale według wszelkich dokumentów... - tutaj się zawahała - nie żyjesz.

 

Spojrzałam na nią jak na wariatkę:

 

- Co takiego? - wykrztusiłam - Uśmiercili mnie?

 

- Na to wygląda - przytaknęła - Więc nie dziw się mojej reakcji przy drzwiach. Kiedy ktoś ciągle powtarza ci jakieś kłamstwo, w końcu staje się ono prawdą.

 

- Jak umarłam? - zapytałam zaciskając zęby z wściekłości - Co tym razem wymyślili? Zabili mnie? Wypadłam przez okno? Miałam nieudaną operację? - zaczynałam się trząść ze złości. Poczułam ciepło znajomego ciała, gdy Adam stanął za moimi plecami. Położył mi dłonie na ramionach w opiekuńczym geście. Westchnęłam zrezygnowana – Nie wiem właściwie dlaczego się tak denerwuję. Przecież jestem świadoma tego do czego są zdolni.

 

- Grypa - uśmiechnęła się ironicznie - To ona cię zabiła. Jakaś zmutowana wersja. Umarłaś tego samego dnia, w którym po raz ostatni cię widziałam.

 

Z wolna docierała do mnie straszliwa prawda. Wspinała się po moim kręgosłupie niczym jaszczurka. Bardzo powoli stawiała swoje kroki. Brnęła naprzód kręg po kręgu. Rozcapierzała swoje śliskie łapki i roznosiła chłód. Lizała językiem moją szyję i podniosła włoski na karku. Oto było meritum sprawy: Nie miałam żadnych szans wtedy w lesie. Gdyby nie Adam właśnie to by mi po wszystkim zrobili. Zabiliby mnie z zimną krwią. Tak jak tamtą blondynkę...

 

- Ale żyjesz - ciągnęła dalej Paulina świadoma moich rozterek – To jest teraz najważniejsze.

 

- Nie wiesz za jaką cenę... - odparłam wpatrując się w sufit. Łzy wezbrały w moich oczach i ze wszystkich sił starałam się nie pozwolić im spaść. Adam stał przy mnie i wiedziałam, że nie powinnam się bać. Ale i tak było mi przykro.

 

- Myślę... - zaczęła Paula - Myślę, że jednak wiem.

 

Spojrzałam na nią, a ona nie spuściła wzroku. Patrzyła na mnie z miłością i zrozumieniem. Uśmiechnęła się smutno kącikiem ust. Podeszła do mnie i wzięła mnie w ramiona. Długo mnie w nich trzymała. Adam stał obok i przyglądał się nam niepewnie. Nie został jeszcze przedstawiony i dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Odsunęłam Paulinę delikatnie na długość ramion, po czym wskazałam na mojego towarzysza.

 

- Paula. To jest Adam. Mój przyjaciel i ukochany. Człowiek, który uratował mi życie.

 

Paula spojrzała na niego i wyciągnęła ku niemu swoją dłoń.

 

- Witaj nieznajomy - uśmiechnęła się do niego już pewniej - Dziękuję ci za to że istniejesz.

 

Adam stał tak jakby go wmurowało w ziemię. Jego twarz z początku smutna, naraz pojaśniała, gdy powiedział:

 

- Chyba w końcu muszę przywyknąć do tych waszych podziękowań - odwzajemnij uśmiech i uścisnął jej wyciągniętą dłoń - Witaj Paulino. Tobie też dziękuję za to, że jesteś.

 

Wpatrywałam się na nich z radością i ja również dziękowałam Bogu, za to, że ich miałam.

 

- No dobrze - Paulina zgarnęła nas pod boki - Chodźmy wreszcie coś zjeść i pogadać.

 

Podążyliśmy za nią zgodnym krokiem, pozwalając Malwince na błogi sen. Bezpieczny, ciepły, spokojny, niczym niezmącony. Sen dziecka, które całkowicie ufne na razie nie musiało obawiać się świata.

 

- Dobranoc siostrzyczko - szepnęłam w myślach, gdy Paula zamknęła za nami drzwi – Słodkich snów.

 

Gościnność Pauliny przyniosła nam otuchę i wytchnienie po podróży. Kubek ciepłej herbaty ukoił nasze zmysły. Koc, który przykrywał nasze kolana dawał nam ciepło i rozgrzewał serca.

 

Niestety rozmowa ponownie nam je zmroziła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Raven18 ponad tydzień temu
    Dokładnie dziś zacząłem już na spokojnie czytać tę serię od początku i przyznam, że nie mogę się doczekać aż dobrnę do tej części. Zaintrygowałaś mnie niesamowicie!
    A jeszcze dzisiaj, start mojej nowej serii :D
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Cieszę się, że ci się podoba. To juz 3/4 historii. Super. Nowy start. Sypiesz pomysłami jak z rękawa :)
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Kocwiaczek Akurat mam taki okres to korzystam, choć tę nową wrzucę jednak jutro, by się pokazała na głównej na 100% :D
  • Shogun ponad tydzień temu
    Przyznam szczerze, że spodziewałem się takiego obrotu wydarzeń. Dobrze się stało, bo nie będą musieli jej szukać i akcja będzie mogła teraz nabierać tempa. Urwałaś w najlepszym momencie :D. Wiesz jak budować napięcie :).
    Pozdrawiam ;).
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    :) kolejne rozdziały pokażą trochę charakterku Adama, czyli powinny ci sie spodobać ;) również pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania