Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

43. Błysk i Grzmot - Część V - Grom // Rozdział VI

Tomasz pojawił się dwadzieścia minut później. Przez ten czas zdążyłam opowiedzieć Paulinie większość wydarzeń, wprawnie omijając szczegóły naszego romansu. Adam cały czas milczał i wpatrywał się w kubek z herbatą, którym ogrzewał sobie dłonie. Generalnie wyglądał na bardzo zmęczonego. Brak snu w połączeniu z ciepłem mieszkania sprawiał, że i mi zaczynały zamykać się oczy. Paulina zaś słuchała z zapartym tchem, tylko raz na jakiś czas zadając jakieś pytania.

 

Tak jak się domyślałam Paula nie była zdziwiona tym, że Radek potraktował mnie w tak brutalny sposób. Wiedziałam, że też musiała doświadczyć "zamążpójścia" jak to ujął tamten obleśny strażnik z piętnastki. Bałam się jednak zapytać o to wprost. Nie wiem czy czułaby się komfortowo gdybym skłoniła ją do mówienia na ten temat. Obecność Adama także temu nie sprzyjała. Przez niego wyrastała pomiędzy mną, a przyjaciółką niewidoczna bariera.

 

Kiedy więc Tomasz pojawił się w mieszkaniu, nie oczekiwałam, że cokolwiek może się zmienić. W gruncie rzeczy w ogóle go nie znałam. Nie wiedziałam czym tak naprawdę było ich małżeństwo. Kontraktem? Uczuciem? Związkiem z przymusu? Ciężko było ich rozgryźć.

 

Paulina wyszła mu na spotkanie. Siedzieliśmy na kanapie niepewnie zerkając w stronę drzwi. Byliśmy gotowi na wszystko. Na wybuch złości? Milczenie? Przyzwolenie? A może nawet na niedowierzanie? Zanim jednak cokolwiek z tego nastąpiło usłyszeliśmy jego ciche westchnienie na jej widok:

 

- Cześć skarbie - czułość w jego głosie niemal mnie zszokowała. Oniemiała wpatrywałam się w pokojowe drzwi, zupełnie nie rozumiejąc, co się właściwie działo. Gdzie się podziały te wszystkie słowa bez wyrazu i wymuszone gesty?

 

- Cześć kochanie - odpowiedziała wyraźnie zadowolona Paula. Jej słowom towarzyszył odgłos rozpinania kurtki i zdejmowania butów. Potem Tomasz musiał wziąć ją w objęcia ponieważ do naszych uszu dotarł jej niewyraźny chichot i jego wesołe pomrukiwania.

 

- Chodź już - prychnęła rozbawiona - Mamy gości.

 

- Gości? - w jego głosie pojawił się niepokój - Jakich?

 

- Sam zobacz.

 

Tomasz wszedł do środka z wyrazem zaciekawienia na twarzy. Uśmiech wykwitł na jego ustach od razu, gdy na mnie spojrzał. Odwzajemniłam go niepewnie:

 

- Mam nadzieję, że nie ściągniemy wam na głowę kłopotów? - zaczęłam pośpiesznie - Naprawdę nie chciałabym...

 

- Lilianno, przestań - Tomasz podszedł do mnie i uścisnął mnie serdecznie - Cieszę się, że nic ci nie jest. Tak wiele krzywd wyrządzono ci w hali i pewnie poza nią, że ulgą jest widzieć cię tutaj całą i zdrową. Muszę przyznać jednak, że nad wyraz… szczupłą - rzucił mi taksujące spojrzenie - Musiało ci być niełatwo tutaj wrócić. Naprawdę nie kłopocz się o nas. Z Malwinką i z nami wszystko jest w porządku.

 

Spojrzałam na niego z lekkim niezrozumieniem. Skąd wiedział, co mi się przydarzyło? Zanim jednak go o to zapytałam jego wzrok powędrował na mojego towarzysza.

 

- To mój chłopak, Adam - wyjaśniłam - nie mieliście okazji się poznać.

 

Tomasz uścisnął wyciągniętą dłoń Adama i przyjrzał się jego twarzy. Mój luby odwzajemnił spojrzenie, pewnie spoglądając Tomkowi w oczy. Można było odnieść wrażenie, że szacują się nawzajem.

 

- Jestem Tomek - odparł Tomasz po dłuższej chwili - Miło mi poznać człowieka, który jak mniemam spuścił manto Radkowi i Grześkowi.

 

Adam uśmiechnął się chłodno i z rezerwą, gdy tylko usłyszał ostatnie słowa:

 

- Wygląda na to, że niewystarczająco skutecznie sądząc po tym, że widziałeś się z nimi później. Naprawdę chwalili się kolegom, swoimi guzami?

 

- Nie - odparł cicho Tomek mrużąc oczy - Ja już nie jestem po ich stronie. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że zauważam więcej niż by sobie tego życzyli.

 

Sytuacja stawała się nie do zniesienia. Jeszcze chwila i byli gotowi skoczyć sobie do gardeł.

 

- Dobra – rzekłam zniecierpliwiona – zbyt wiele mam pytań żeby dalej wytrzymywać tą waszą wymianę uprzejmości. Czy możemy wszyscy usiąść i podzielić się na spokojnie wszystkim, co wiemy?

 

- Możemy - kiwnął Tomasz sztywno. Niechęć jaka biła w jego kierunku od Adama była wręcz namacalna – Pozwólcie tylko, że zjem obiad.

 

- Naturalnie - syknął Adam, gdy tylko Tomek odwrócił się do nas plecami - Paula wspaniale gotuje. My już jedliśmy. Być może twoją porcję...

 

Wymieniłyśmy z Pauliną porozumiewawcze spojrzenia. Wyszła do kuchni za Tomaszem i zostawiła mnie z Adamem sam na sam.

 

- Co cię ugryzło? - rzuciłam, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi – Musisz być taki niemiły?

 

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem:

 

- Niemiły? - rzucił szorstko - Ja? No doprawdy Lilu nie rozumiesz kim on jest? Zna ich, przebywa z nimi, może nawet chodzą razem na piwo – jego głos podnosił się niebezpiecznie – Albo dla rozrywki gwałcą razem jakieś niewinne dziewczyny umilając sobie tym męskie wieczory!

 

Wybuchu jego złości nie sposób było kontrolować. Słowa cięły powietrze niczym tasak. Wstrzymałam oddech czekając na wtargnięcie Tomka z powrotem do salonu. Po tym, co Adam właśnie wykrzyczał nie zdziwiłoby mnie gdyby Tomasz zechciał mu wybić zęby. Z kuchni dochodziły do nas jednak jedynie odgłosy stukania sztućcami o talerz.

 

- Przystopuj proszę - położyłam mu dłoń na piersi – Nie wiemy jak ich poznał ani czy się z nimi przyjaźni. Nie słyszałeś jak mówił, że już nie jest po ich stronie?

 

- Po ich stronie? - Adam nadal przyglądał mi się zdziwiony, najwyraźniej zupełnie nie rozumiejąc mojego spokoju – A właściwie jaka to jest strona? Jesteś w stanie powiedzieć o nim coś więcej niż to, co sama usłyszałaś czy widziałaś?

 

- Paula go kocha - rzekłam stanowczo - Zaufała mu na tyle, że otworzyła przed nim swoje serce. Czy nie możemy więc najpierw go wysłuchać zanim wydamy ostateczny osąd?

 

Spojrzał na mnie spode łba. Nie można było ujmować mu tego, że miał prawo do wybuchu złości, niemniej to ja byłam osobą, która uzbierała więcej powodów by nie ufać Tomaszowi. Adam zdawał sobie doskonale z tego sprawę więc jedynie kiwnął głową, gdy odpowiedział:

 

- Okej. Ale nie licz na to, że po wszystkim zasłuży u mnie na coś więcej niż na pogardę.

 

Westchnęłam i opadłam z powrotem na kanapę. Przez kolejne dziesięć minut nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Już myślałam, że jest zły również na mnie, jednak, gdy małżeństwo z powrotem wkroczyło do pokoju, bez wahania sięgnął po moją dłoń i splótł z nią swoje palce. Może pragnął dodać mi otuchy na dalszy ciąg rozmowy? A może po prostu dostrzegł, że przesadził? Tak czy siak odetchnęłam z ulgą. Bez względu na własne przekonania nadal mnie wspierał.

 

Małżonkowie usiedli przed nami na fotelach. Przysunęli je do siebie bliżej zanim zaczęli mówić:

 

- Postanowiliśmy powiedzieć wam wszystko. Dosłownie. Bez owijania w bawełnę - Paulina wyrzuciła z siebie na jednym wdechu. Spojrzała na Tomasza i pokiwała mu głową – Nie ma sensu kolorować tego, co jest albo czarne albo białe.

 

- Dokładnie - rzekł Tomek i poklepał ją po kolanie - Zresztą i tak wiemy, co o mnie uważacie wnioskując po twojej reakcji Adamie.

 

- Dobrze, że jesteś tego świadom - burknął Adam – Chyba nie możesz mi się dziwić.

 

- Nie. Wcale ci się nie dziwię. Sam najchętniej zdzieliłbym się po pysku raz lub dwa, aby odpokutować za swoje winy. Ale przeszłości nie cofnę. Opowiem wam zatem wszystko, co wydarzyło się zanim znaleźliśmy się tutaj.

 

Zrobił krótką przerwę i zaczął mówić:

 

- Dwa lata temu szukałem pracy. Byłem młodym, niedojrzałym i głupim chłopaczkiem z sierocińca bez większych ambicji, więc gdy natrafiłem na ofertę roboty w ochronie, stwierdziłem, że będzie mi odpowiadała. Przyszedłem na spotkanie. Spodobałem się. Nie wnikałem za bardzo w szczegóły. Kasa miała się zgadzać i nic mnie więcej nie obchodziło. To Grzegorz mnie rekrutował. Zaczęły się szkolenia. Ale zanim to nastąpiło musiałem podpisać umowę poufności. A co mi tam! - pomyślałem i złożyłem podpis, nawet nie wczytując się w szczegóły. Szkolenia były wyjazdowe. Nie wiem ilu nas w sumie było z całego kraju, ale na moim kursie około pięćdziesięciu facetów. Wyjazdy były cykliczne. Dziwiło mnie, że więcej się szkoliliśmy niż pracowaliśmy. Z perspektywy czasu wiem, że było to typowe pranie mózgu. Na częściach teoretycznych podkreślali ważność ochrony obywateli, przy jednoczesnej ich kontroli i w razie potrzeby zezwalali na używanie zazwyczaj niedozwolonych środków obronnych. Na części praktycznej ćwiczyliśmy zaś na siłowni do utraty tchu, łamaliśmy własne bariery i walczyliśmy ze sobą na ringu tak zaciekle, że mój przeciwnik otarł się o śmierć. Gwoli ścisłości był to Radek. To dlatego jest taki...

 

Przerwał szukając właściwego określenia:

 

- Nienormalny. Chyba uszkodziłem mu jakieś połączenie nerwowe odpowiadające za uczucia. Jedyne, co go kręci, to zadawanie bólu. Wiem, że to żadne wytłumaczenie ale może dzięki temu zrozumiesz Lilu czemu taki jest.

 

Pokiwałam głową. A więc to właśnie dlatego Radosław wydawał mi się wręcz chory w swojej złości. Teraz to wszystko nabierało sensu. W niczym jednak nie usprawiedliwiało jego zachowania.

 

- Po tym incydencie powrócił odmieniony i czasem wydawało mi się, że postradał zmysły. Bywały takie dni, że patrzył na mnie wzrokiem tak pełnym nienawiści, że gotów byłem pomyśleć, iż zaraz wbije mi nóż pod żebra. Jak się jednak okazało nie była to nienawiść, ale rodzaj szacunku dla mojej siły. Stwierdził, że lepiej się mnie trzymać niż być moim wrogiem. Uparcie dążył by dzielić ze mną ławkę na wszystkich szkoleniach, by spać w jednym pokoju. Nasi pracodawcy uznali, że to dobry pomysł i wszędzie gdzie byłem ja, tam był i on. Mówiąc pracodawcy mam na myśli ściśle tajną organizację rządową tzw. 3O, czyli Organizację Ochrony Obywateli. Nie mogliśmy nikomu o niej mówić, bo chroniła nas umowa. Najwyraźniej po szkoleniach organizacja ta tak się rozrosła, że spokojnie przejęliśmy władzę po katastrofie i zajęliśmy się bardziej kontrolą i trzymaniem w ryzach niż ochroną ludzi.

 

Przerwał na chwilę i upił łyk herbaty:

 

- Czy wiedzieliśmy, że katastrofa to jedna wielka lipa? Nie. Ale każdy z nas ucieszył się, że może w końcu ruszyć w teren. Jak wiecie nie minęło dużo czasu zanim zaczęli nam tłumaczyć, że w obecnej sytuacji musimy zadbać o powiększanie społeczeństwa. To samo i wam wtłaczali. Szczęście mieli ci, którzy związali się z kimś wcześniej. Pozostali zostali zmuszeni do ożenku albo prośbą albo groźbą. Bywali też i tacy, którzy po tak wielu godzinach prania mózgu, traktowali kobiety jak worki treningowe. Przykro mi Liliano, że właśnie tak trafiłaś…

 

Adam instynktownie mocniej uścisnął moją dłoń.

 

- Zapytacie może kiedy się opamiętałem? - ciągnął dalej Tomek - Nie, nie było to od razu po katastrofie. Że coś jest nie tak zauważyłem dopiero, gdy usłyszałem pytanie Radka: "A co jak żadna cizia nie będzie chciała zostać moją żoną?". Grzegorz jako szef grupy odpowiedział wtedy: "Zmusisz ją do tego, a my ci w tym pomożemy". Na sali zawrzało od rechotów. Rozejrzałem się dookoła i tylko kilka osób miało zaniepokojenie wymalowane na twarzy. Wtedy dotarło do mnie, że Grzesiek wcale nie żartuje. Gdy więc Radosław zapytał dla pewności: "Czyli mogę wziąć ją siłą? Wszystkie chwyty dozwolone?" Grzegorz uśmiechnął się tylko i powiedział: "Nikt ci w tym nie przeszkodzi. Będzie twoja, a to co zrobisz z nią za drzwiami waszego mieszkania nie będzie w naszym interesie. Masz jedynie spłodzić jej dzieciaka i pilnować by miała język za zębami". Uśmiech Radka powiedział mi więcej niż było to konieczne. Zacząłem wtedy unikać go jak ognia. Tym bardziej, że mi wyznaczyli wybrankę wcześniej niż jemu...

 

Westchnął i spojrzał Pauli w oczy. Zrobiła zmartwioną minę, po czym przymknęła powieki i kiwnęła nieznacznie głową na znak by kontynuował.

 

- Zanim wyznaczyli nam ostateczny termin na skonsumowanie związku, chciałem za wszelką cenę Paulinę poznać. Nie, nie mogę powiedzieć, że rzuciła mi się wcześniej w oczy. Byłem zbyt zajęty spotkaniami i patrolami żeby mieć czas na kobiety. Gdy więc tylko wyznaczono mi ją za żonę, zmieniono mój grafik i ustalono wolne wieczory. Najpierw obserwowałem ją, próbując odgadnąć rozkład dnia i najczęściej odwiedzane miejsca. Spotkaliśmy się więc kilka razy na spacerze. Rozmawialiśmy, śmiała się z moich dowcipów i naprawdę ją polubiłem. Była taka pełna życia i ciepła. Naturalna w tym nieprzyjaznym świecie. Zapytacie jak to się stało, że taki lekkoduch jak ja tak raptownie się zmienił? Jakim cudem zaczęło mi na niej zależeć? Jak wam już mówiłem byłem młody, głupi i naiwny. Nie miałem domu i nawet o nim nie marzyłem. Jednak, gdy ją poznałem coś we mnie pękło. Nie wiem czy to ufność w jej spojrzeniu czy też bijące od niej dobro. Po prostu uświadomiłem sobie, że nie chcę jej skrzywdzić. Po jednym z naszych spotkań poszedłem więc do Grześka i powiedziałem mu, że chce z nią być bez przymusu i doprowadzę do ślubu własnymi staraniami. Myślałem, że zrozumie moją sytuację. Jak na dłoni było widać, że się w niej zadurzyłem. Ale on mnie wyśmiał. Popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział, że termin jest aktualny i jeśli do tego czasu nie zmuszę jej do ślubu to i tak zaaranżują spotkanie.

 

Upił długi łyk z kubka. Ani ja ani Adam nie śmieliśmy się odezwać.

 

- Głowiłem się i troiłem. Byłem skłonny nawet porwać ją i uciec aby tylko nie musiała tego przeżywać, a już tym bardziej z mojej ręki. Uparłem się więc by tego wieczora być z nią w parku i nie odstępować jej na krok. Chciałem trzymać ją za rękę i bronić własną piersią przed ich łapami. Wiedziałem, że podczas aranżowanych spotkań wiele kobiet było bitych i poniżanych, a ja po prostu nie wyobrażałem sobie zrobić czegoś takiego Pauli. 3O przewidziało taki obrót sytuacji. Podstawili jednego z naszych w parku, który udał, że zasłabł. Czułem pismo nosem, ale Paula nalegała by pilnie zaprowadzić go do pielęgniarza. Tam bez skrupułów pochwycono nas i siłą, wrzucono do tego białego pokoju...

 

Widziałam, jak Paulina wstrzymuje oddech. Głos Tomka ucichł do szeptu. Nie potrafił już patrzeć nam w oczy. Pochylił się do przodu, splótł palce na kubku i smutno relacjonował dalej:

 

- "Zgwałć ją" - powiedział strażnik. Odpowiedziałem: "Nie". Zaczął się ze mną kłócić, że przeciwstawienie się warunkom umowy równoznaczne będzie z moją śmiercią. Byłem bezradny. Zacząłem w duchu wymyślać sobie od najgłupszych, że nie przeczytałem tego piekielnego kontraktu. Zebrałem więc myśli i zdałem sobie sprawę, że Paula jest teraz ważniejsza ode mnie. Powiedziałem więc, że mam gdzieś to czy zginę. Spojrzał wtedy na Paulinę i zaczął rechotać, że broń ma w biurze i może tam zaraz pójść, zastrzelić mnie, po czym zgwałci sam moją panienkę, a potem przekaże ją chłopakowi, który nas doprowadził. "A może" - naśmiewał się - weźmiemy ją jednocześnie, a potem przekażemy innemu, który chętnie weźmie ją za żonę. Będzie już doświadczona". Zacząłem panikować. Zapędzili mnie w kozi róg i nie miałem pojęcia, co zrobić. Wtedy niespodziewanie odezwała się Paulina...

 

- "Zrób to" - Paula zebrała w końcu siłę by się odezwać. Dotychczas siedziała z zamkniętymi oczami – "Martwy na nic mi się nie przydasz" - Tak właśnie powiedziałam.

 

- Co innego miałem zrobić? - kontynuował Tomek - Możesz mi Adamie wyrzucać, że wolałbyś zginąć niż się czegoś takiego dopuścić, ale sam widzisz jak skomplikowana to była sytuacja. Moja śmierć nie była tutaj żadnym rozwiązaniem...

 

- Wziął mnie więc na ich oczach. Nie zadali sobie nawet trudu, żeby opuścić pomieszczenie – Paula nie była już nawet smutna. Wydawała się wyprana z emocji - Nie mogę stwierdzić, że czułam się gwałcona. Byłam jednak zimna i tak jakby pusta. Cóż mam powiedzieć? Kochałam już wtedy tego faceta, ale cała ta sytuacja była potworna.

 

- Odkąd się odezwała, ani razu na mnie nie spojrzała - ciągnął dalej Tomasz - Rozebrałem ją drżącymi rękami i naprawdę starałem się sprawić jej odrobinę przyjemności. Cały czas patrzyła w sufit, nieobecnym wzrokiem. To był jej pierwszy raz i nawet, gdy ją bolało żaden mięsień nie drgnął na jej twarzy. To było gorsze niż cios zadany nożem. Widziałem jak z każdym pchnięciem niszczę tę cudowną kobietę. Gdy więc po wszystkim pozwolili nam się razem umyć, nie zdziwiło mnie, że odsunęła się ode mnie jak najdalej się dało. Chciałem ją pocieszyć, przeprosić, ale nie mogłem znaleźć odpowiednich słów. Gdy skończyła kąpiel i się ubrała uciekła z łazienki. Słyszałem jak strażnik daje jej wytyczne. Nie chciała kolejnych spotkań. Powiedziała, że może wziąć ślub nawet jutro. Niestety, zanim do niego doszło musieliśmy jeszcze kilka razy uprawiać przed nimi seks. Było szybko i metodycznie. Dochodziłem, ona wstawała nie okazując emocji i wychodziła. To mnie zabijało.

 

- Dopiero kilka dni po ślubie pozwoliłam mu się dotknąć - westchnęła, gdy ponownie zabrała głos - Dbał o mnie przez ten cały czas, nie naciskał. Był miły, uprzejmy, oddany i kochający. W końcu pękła we mnie tama. Pół nocy płakałam w jego ramionach. Tomasz opowiedział mi to wszystko, co teraz wam i w końcu zrozumiałam czemu tak się stało. Wybaczyłam mu i was również o to proszę.

 

Nastała niezręczna cisza. Natłok informacji wręcz kapał z naszych głów. Zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Jedno było pewne. Rozumiałam Tomasza aż za bardzo. Własne przekonania mówiły mi, że powinnam go potępić, ale podświadomość sugerowała, że zrobił to, co musiał w najmniej szkodliwy sposób. W końcu przecież się kochali, byli razem i wychowywali moją siostrę. Można chyba było powiedzieć, że cała ta sytuacja wzmocniła ich związek. Zanim jednak zdążyłam się odezwać Adam wstał z kanapy i podszedł do Tomasza.

 

Ten zaś z wahaniem odchylił się na fotelu i spojrzał na mojego mężczyznę. Adam wyciągnął do niego swoją dłoń mówiąc:

 

- Nie sądziłem, że to zrobię - uśmiechnął się smutno – Trafiłeś w totalne bagno. Zrobiłeś coś niewybaczalnego, ale to odpokutowałeś. Ta kobieta – tu wskazał na Paulę - wybaczyła ci, zatem ja nie mam najmniejszego prawa postąpić inaczej.

 

Tomasz zdobył się na smutny uśmiech, który po chwili zastąpiła ulga. Uścisnął wyciągniętą do niego dłoń. Wykorzystując tę sytuację powiedziałam tylko:

 

- Jesteśmy zatem zgodni – nabrałam powietrza i splotłam dłonie - Wszystko, co nas spotkało, nie było naszą winą. Zatem skoro doszliśmy do tego wniosku, chyba musimy ustalić to, co zrobimy z całą naszą wiedzą.

 

Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.

 

Oto nadchodzi dzień zapłaty - pomyślałam i dreszcz emocji przebiegł po moim karku - Najwyższy czas.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Bardzo dobry rozdział. Wiele nurtujących mnie kwestii zostało wyjaśniony. Będzie się działo :D. "Najwyższy czas" :D. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    Pozdrawiam ;).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tylko 114 stron do końca. Mniej niż 1/3. Nie będzie już za bardzo czasu na zwalnianie akcji chociaż i takie rozdziały się trafią. Dziękuję za wytrwałość:)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Już tylko 114?! Oj, jak to zleciało. Skoro już tak mało zostało, to coraz bardziej zastanawiam się jakie zakończenie dla nas przygotowałaś :D.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun smakowite ;)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Przed chwilą poprawiłam błedy w kolejnych dwóch rozdziałach, a teraz siedzę z uśmiechniętą mordką:) bedą "sympatyczne" pod wieloma względami ;)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Hmm, w takim razie nie mogę się już doczekać tej "sympatyczności" ;D.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania