44. Błysk i Grzmot - Część V - Grom // Rozdział VII

Doba to zaledwie 24 godziny. Tylko 1440 minut. Jedynie 86400 sekund. Niby sporo czasu, ale i tak zawsze go brakuje. Chociaż byś się dwoił i troił nie ma go tyle, aby na wszystko wystarczyło. Zwłaszcza na omawianie planu naprawy świata. Być może nasze ustalenia były mrzonką. Zapewne niewiele uda się nam z nich zrealizować, ale czy miałam coś do stracenia? Przecież oficjalnie już nie żyłam.

 

Niestety przegraliśmy walkę ze snem. Już około 23:00 ziewania były głośniejsze niż jakiekolwiek słowa padające z naszych ust. Paula pościeliła nam w ich sypialni, natomiast sami zdecydowali się spać w salonie, bliżej Malwinki. Oponowaliśmy, że nie powinni oddawać nam swojego łóżka, ale byli nieugięci. Maleńka przebudziła się na mleko około 20:30, i gdy tylko Paulina odjęła jej smoczek od ust, z powrotem wtuliła główkę w poduszkę na powrót zasypiając twardym snem. Nawet nie zauważyła, że stoję kilka metrów za jej mamą. Było mi to nawet dzisiaj na rękę, bo sama padałam ze zmęczenia.

 

Nie mogliśmy sobie jednak odmówić gorącej kąpieli. Ku delikatnemu zdziwieniu Pauli i mocno rozbawionej minie Tomasza, weszliśmy oboje do ich łazienki. Tyle że wcale nie mieliśmy ochoty na żadne amory. Wcisnęliśmy się razem pod zaparowany prysznic, wypucowaliśmy nawzajem do czystości i mocno wyszorowaliśmy plecy. Nie miałam siły robić prania, więc Paula zaproponowała, że rano się tym razem zajmiemy. Co ja bym dała by znowu mieć pralkę automatyczną?

 

Adam zasnął praktycznie natychmiast. Jego ramiona tuliły mnie opiekuńczo dając złudne poczucie bezpieczeństwa. Nie powiem, miło było czuć się kochaną. Niestety wiedziałam, że bezpieczna wcale nie jestem. Uśmiercili mnie, ale nadal twardo poszukiwali. Pomimo zapewnień Pauli i Tomasza wiedziałam, że powinniśmy stąd odejść. Nie tylko liczne kłopoty mogły być konsekwencjami za udzielenie nam pomocy. Mogli skazać ich na śmierć. Malwinka była cała i zdrowa. Miała kochającą rodzinę, więc rozsądniej byłoby pozwolić im żyć bez mojego ciężaru...

 

Z takimi właśnie myślami zapadłam w niespokojny sen. Obrazy z początku przyjemne jak uśmiech śpiącej Malwinki, stawały się coraz to bardziej przerażające. Las. Mrok. Chłód i rozpacz. Ruiny, a w nich ta blondynka z zakrwawionymi włosami podnosząca się z ziemi. Robaki wypływały z jej ust, gdy mówiła: "To ty! Ty miałaś zginąć, a nie ja! Ale nic straconego, nic straconego. Ha! Ha! Ha! – śmiała się złowieszczo, coraz bardziej przypominając moją matkę - Złapią cię, idą po ciebie, już cię mają!". Wyciągała ku mnie sine dłonie i próbowała pochwycić, a ja zapadałam się w stosie liści, coraz niżej, niżej i niżej, aż w końcu nie widziałam niczego poza ciemnością i słyszałam jedynie skrzypienie gałęzi. Wszystko to było tak realne, że dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że miałam już otwarte oczy i patrzyłam ślepym wzrokiem na gałęzie drzew, które uderzały w okno. W porywie impulsu wstałam i podeszłam do framugi.

 

Serce zabiło mi mocniej, gdy na skraju parku zobaczyłam szereg postaci ubranych na czarno. Jedna z nich wysunęła się na przód i gestykulując wydawała jakieś polecenia. Moją pierwszą myślą była zdrada Tomka. Ale od razu ją odrzuciłam. Nie, niemożliwe. Musieli nas wyśledzić. Nie było zatem czasu do stracenia.

 

Szybko podbiegłam do łóżka i szarpnęłam Adama za ramię. Otworzył oczy nic nie rozumiejąc:

 

- Co się dzieje?

 

- Wstawaj prędko. Pod blokiem jest całe stado strażników. Musimy uciekać. Mamy jakieś 5 minut.

 

Zerwał się na równe nogi i pędem zaczął się ubierać. Zrobiłam to samo. Chwilę później budziliśmy już Paulę i Tomasza. Działali instynktownie. Paulina wysłała nas do kuchni byśmy zgarnęli cokolwiek do jedzenia, podczas gdy ona poleciała spakować nam świeżą bieliznę i jakieś ciuchy na przebranie. Swoje rzeczy musieliśmy zostawić u nich. Tomasz w tym czasie zbierał ich pościel z salonu i maskował wszelkie ślady naszego pobytu.

 

- Na dole jest czujnik ruchu z kamerą – uderzył się rozłożoną dłonią w czoło – Kurwa mać! Kompletnie o nim zapomniałem. Tylko jego nie udało mi się rozbroić! – zaklął wrzucając kołdrę i poduszki do szafy – Musieli was zauważyć. Być może już w halach was wypatrzyli. Wiedzą więc, że jest was dwoje. Bądźcie ostrożni. Nam nic nie udowodnią. Będą chcieli nas wybadać, ale nie mogą powiedzieć nam, że żyjesz – mówiąc to spojrzał na mnie - Zgodnie z planem więcej się z wami nie skontaktujemy. Nie możemy ryzykować. Pamiętajcie. Za miesiąc o 21:15. Paula zajmie się kamerą w 15-tce. Zróbcie swoje. Unikajcie wszelkiego co elektroniczne. Obserwują nas na każdym kroku.

 

Nie wiem jak nam się to udało ale 3 minuty później kierowaliśmy się już do piwnicy ubrani w pożyczone ubrania. Adam niósł też plecak Tomka wypchany jedzeniem, odzieżą, kocami i ręcznikami. Udało się nam schować na piwnicznych schodach. Ucieczka przez nie była naszą jedyną szansą. Strażnik z dołu nadal gestykulował na swoich podwładnych. Modliłam się by po zakończeniu odprawy wszedł za nimi na górę, ale tego nie zrobił. Został sam na parterze i plecami do nas pilnował drzwi wyjściowych. Na całe szczęście nie pomyślał o tym by sprawdzić czy drzwi do piwnicy są zamknięte. Wstrzymywaliśmy oddech obserwując go przez szparę. Nie było innej drogi. Spanikowana spojrzałam na Adama. On w tym czasie chwycił łopatę do odśnieżania, którą znalazł u stóp schodów.

 

- Powalę go, a potem będziemy biec ile sił w nogach - wyszeptał prosto w moje ucho - Biegnij za mną, trzymaj się blisko ścian i nie wahaj ani chwili. Znam okrężną drogę, ale nie jest łatwa do przebycia.

 

Kiwnęłam głową, zbyt przerażona by odpowiedzieć. Prawdę mówiąc taplałabym się teraz po uszy w błocie byleby wybrnąć z tej sytuacji.

 

- Idę - szepnął i pocałował mnie nerwowo w spierzchnięte usta.

 

Obserwowałam jak cicho podchodzi do drzwi. Pole manewru było niewielkie jednak zanim skrzydło się otworzyło wziął zamach i zdzielił mężczyznę po karku. Ten zaś jęknął, zachwiał się, ale nie upadł, gdyż Adam złapał go i po cichu opuścił na podłogę.

 

- Teraz - machnął do mnie ręką - Lecimy.

 

A więc biegłam. Strach gnał mnie do przodu i popychał jak kamień wystrzelony z procy. Wiatr świszczał mi w uszach, gdy pędziliśmy obrzeżami chodników, raz po raz oglądając się za siebie. Nie wyglądało na to by nas gonili, ale wcześniej też myślałam, że nie ma nigdzie ochrony, kamer czy zabezpieczeń. Tomasz rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Najprawdopodobniej wiedzieli, że byliśmy w szpitalu i odkopaliśmy groby, zdają sobie pewnie też sprawę, że odwiedziliśmy wille i wiemy co tak naprawdę się wydarzyło. Jedynie o czym nie mieli pojęcia to miejsce położenia chatki. Tylko dlaczego pozwolili nam dowiedzieć się tak wiele? Jakim cudem już wcześniej nas nie odstrzelili? A może myśleli, że nie warto nas szukać na ślepo i postanowili dopaść nas na własnym terenie? Pewnie liczyli na to, że uda im się to dzisiejszej nocy. Adam biegł wytrwale, ale mnie już powoli zaczynała łapać kolka. Widząc to zwolnił nieco, niemniej nadal kontynuował morderczy bieg. Ze wszystkich sił starałam się nie paść plackiem na chodniku, chociaż aktualnie było to nawet kuszące. Czułam się tak jakbym zaraz miała wypluć płuca.

 

- Tędy - rzucił Adam i skręcił w jakąś boczną alejkę. Zdezorientowana przyglądałam się jak pędzimy ślepą uliczką.

 

- Ale stąd nie ma wyjścia - wyplułam z siebie zgięta wpół, gdy zatrzymaliśmy się na końcu drogi zwieńczonej betonowym murem – Co teraz?

 

- Zejdziemy na dół - odparł zdyszany i jak gdyby nigdy nic podniósł znalezionym kawałkiem metalowego pręta pokrywę włazu od kanału.

 

Wyglądało na to, że jednak będę brodzić w szambie. Chcąc nie chcąc weszłam pierwsza do tunelu. Mieszanina zapachów od razu uderzyła mnie po nozdrzach. Nie było jednak tak źle jak myślałam. Poniżej było wąsko, jednak spokojnie na zgiętych nogach można było posuwać się do przodu. Za mną Adam odrzucił pręt z powrotem w krzaki i dokładnie zasunął pokrywę. Poczekałam aż skończy po czym zadałam to samo pytanie:

 

- Co teraz?

 

- Musimy kierować się na północny-zachód. Tym sposobem powinniśmy ominąć hale i główne osiedla mieszkaniowe. Wyjdziemy zdecydowanie bliżej chaty jednak znacznie dalej od twojej 15-tki.

 

- A co z naszymi bagażami?

 

Adam uśmiechnął się kwaśno:

 

- Chyba musimy spisać je na straty. Skoro nas wyśledzili wiedzą, że zostawiliśmy je gdzieś niedaleko śmietnika. Na pewno dokładnie przeczesali cały teren.

 

Instynktownie szczelniej obwiązałam szyję koszulką, którą złapałam w locie wybiegając z mieszkania. Była ostatnią rzeczą jaka pozostała mi po rodzicach i jedyną, która była teraz moją własną. Nawet buty choć o jeden rozmiar za małe były Pauliny, a nie moje. Przyglądałam się im zrezygnowana:

 

- Cóż... - przysunęłam się bliżej ściany robiąc Adamowi przejście - Prowadź.

 

Myślałam, że mnie wyminie, jednak on przystanął na mojej wysokości i podniósł mi delikatnie głowę za podbródek, tak bym musiała spojrzeć mu w oczy:

 

- Uratowałaś nam dzisiaj życie, wiesz o tym?

 

- To nie ja – uśmiechnęłam się smutno – To moja mama. Przyśniła mi się razem z tą nieżywą blondynką. Ostrzegła mnie. Obudziłam się w ostatniej chwili.

 

- Przypomnisz mi jak miała na imię?

 

- Kto? - zdziwiłam się - Ta blondynka czy moja mama?

 

- Twoja mama rzecz jasna.

 

- Małgorzata i... Róża.

 

- Dopilnuj bym zaniósł na jej grób bukiet najwspanialszych róż jakie tylko uda mi się znaleźć. Jestem jej ogromnie wdzięczny...

 

Uśmiechnęłam się podczas, gdy on kontynuował:

 

- Urodziła wspaniałe córki. Mam nadzieję, że jedna z nich kiedyś zgodzi się zostać moją żoną.

 

Prychnęłam śmiechem, podczas gdy łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu.

 

- Uważaj, bo będę trzymać cię za słowo i wyczekiwać, aż o to zapytasz.

 

Roześmiał się i przygarnął mnie do siebie.

 

- Więc odpowiesz: "Tak"?

 

Nadzieja pomieszana z lękiem w jego głosie mnie rozbroiła. A więc bał się o tym rozmawiać tak samo jak ja. Wątpił w to czy go chcę. Najchętniej popukałabym go teraz po głowie.

 

- Nie dowiesz się jeśli nie zapytasz - odparłam wymijająco.

 

Rozejrzał się dookoła. Wewnątrz panował półmrok, rozświetlony jedynie małymi lampkami sygnalizacyjnymi.

 

- To chyba nie jest najlepsze miejsce - roześmiał się nerwowo – No i nie mam dla ciebie pierścionka.

 

Pozostawiłam to bez odpowiedzi. Chciałam go odrobinę podręczyć. W końcu sam zaczął ten temat. Strach opuścił mnie już całkowicie. Przecież niemalże rozpłynęliśmy się w powietrzu. Kto zechciałby nas tutaj szukać? Wiem, że to był zły moment. Dopiero co uszliśmy z życiem. Ale czy nie to właśnie uświadamiało nam jak kruche to było życie? Jutra mogło nie być. Nic nie było pewne. Pozostawało tylko tutaj i teraz…

 

- Każdy dzień może być naszym ostatnim - odparłam świdrując spojrzeniem jego zielone oczy - Skąd wiesz, że jutro będzie czekała na nas jakakolwiek inna sceneria?

 

Na moment wstrzymał oddech. A potem wyrzucił z siebie wszystko:

 

- Z tobą nawet śmierć mi nie straszna. Tylko ty nadajesz sens mojemu życiu. Bez ciebie nie ma mnie. Nie chce istnieć bez twojego dotyku, bez twoich słów, myśli, spojrzeń, zapachu i uśmiechu. Liliano Błysk... - podniósł moją dłoń do góry, ucałował i potarł serdeczny palec – czy zechcesz ofiarować mi swoje serce i zostaniesz moją żoną?

 

Roześmiałam się całą sobą:

 

- Chciałabym to wykrzyczeć, ale nie byłby to najlepszy pomysł - powiedziałam po czym przygarnęłam jego głowę do swojej twarzy. Potem zaś zmysłowym szeptem rzekłam wprost do jego ucha – Tak. Zostanę twoją żoną i oddam ci swoje serce. Chociaż tak właściwie to już je masz.

 

Przytulił mnie mocno i pocałował w usta tak, że zawirowało mi w głowie. Pachniał szamponem i mydłem oraz miętową pastą do zębów. Miał zimny nos, tak jak i ja, chociaż atmosfera miedzy nami wyraźnie podskoczyła o kilka stopni. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie widać było rządzę odbijającą się w naszych oczach. To było niesamowite jak potrafiliśmy na siebie działać. Usta piekły mnie od pocałunku, a skóra ponad nimi mrowiła od męskiego zarostu. Mogę się założyć, że wyglądałam na nieco skołowaną.

 

- Cóż - uśmiechnął się szelmowsko – No to może w końcu nas poprowadzę...

 

Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy przed siebie tunelem. Pomimo różnych przeciwności wciąż byliśmy razem.

 

Miałam nadzieję, że potrwa to jednak dłużej niż tylko do jutra.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Publikacja o tak wczesnej porze? Rozpieszczasz swoich czytelników :D. Dobry rozdział, a oświadczyny w kanałach, to mistrzostwo :D. Tego się nie spodziewałem. Doprawdy zabawny akcent pod koniec rozdziału.
    Pozdrawiam :).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Będę dzisiaj próbowała wieczorem walczyć ze Zdzi*rą więc musiałam sobie zrobić miejsce :)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Właśnie, przecież Zdzi*ra dawno się nie pojawiała. Mam nadzieję, że będzie to zwycięska walka ;).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun tydzień wolnego w robocie daje mi mnóstwo czasu na stoczenie zwycięskich bitew :D
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek jako czytelnikowi, nie pozostaje mi nic innego jak się z tego cieszyć ;).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun mieć cię za czytelnika jest mi niezmiernie miło. Ogółem mieć czytelników to świetna rzecz, prawda? :)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek z wzajemnością ;). Oczywiście, naprawdę ciesze się, że od momentu w którym pojawiłem się na tym portalu zyskałem, ośmielę się powiedzieć stałe grono czytelników, którzy poświęcają swój cenny czas na zapoznanie się z moimi tekstami. Jest to strasznie miłe i doprawdy motywujące do dalszego rozwoju :).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun zgadza się. Właśnie zerknęłam że pierwsza publikację miałeś dzień po mnie :) szybko ten czas zleciał ale bardzo miło mi, że udało nam się tutaj trafić.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek mi również. Trochę się obawiałem, jak zostanę przyjęty do opowijskiej społeczności, ale na szczęście przyjęto mnie ciepło. Z tego co słyszałem u Ciebie były pewne nieciekawe perypetie na początku, związane z posądzeniem o spam i plagiat, ale cieszę się, że wszystko zostało wyjaśnione i również zadomowiłaś się na portalu :). Prawda, szybko zleciało, nawet nie wiem kiedy :D.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun nom to było ciekawe przeżycie na dzień dobry nie powiem :) myślę że wężyk mnie w błąd wprowadził bo odpowiadając na jego twórczość, która mógł wzorować na Broniewskim (w sumie muszę go o to zapytać) odpowiedziałam mu zupełnie nieświadoma, a potem dodałam tekst tutaj i była afera. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni :) mam nadzieję, że udało mi się zatrzeć to złe pierwsze wrażenie i teraz jestem już na dobrej drodze.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek zdecydowanie. Ogólnie, z samego początku nie miałem pojęcia o tym, że coś takiego miało miejsce. Dowiedziałem się przez przypadek.
    Jak najbardziej na lepszej drodze :).
    Jak to mówią, pierwsze koty za płoty.
    Chyba oboje mamy je już za sobą ;D.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun też tak myślę :) tylko iść i tworzyć, upiekszać słowem ten świat. Lub upodlać, to też sztuka ;]
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek święta prawda. Powiedzenie "dwie strony medalu" jednak zawsze aktualne, bo i piękno jest sztuką, ale i brzydota. Każdy wybiera swoją drogę i to jest wspaniałe w tym co nazywamy sztuką :).
  • Raven18 2 miesiące temu
    No i zapomniałem na której części skończyłem, a chciałem dziś kontynuować ;(
    No nic, jakoś poszukam
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    na głupia, głupia, głupia :D teraz chyba 21 według kolejności.
  • Raven18 2 miesiące temu
    Kocwiaczek Przejrzałem i okazało się, że teraz będę miał "BiG" :D
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Raven18 No to ja już nie wiem :) Tam był ostatni komentarz ale widzę, że poleciałeś dalej :) Miłej lektury!
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Zdecydowanie lepiej czyta mi się po kilka odcinków naraz, nie lubię drobienia :)).
    Po serii amorów, zaczyna się dziać! Na razie w miarę po mojej myśli ;). Co do tej części - fajna, dynamiczna akcja, czyta się jednym tchem. Bardzo ładnie (i wiarygodnie) wkomponowany sen (jako ostrzeżenie, no i sam w sobie).
    Jedna uwaga - liczby raczej słownie powinny być zapisane.

    Aa! Oświadczyny w "szambie" - cymes 😁
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tak własnie myślałam jak wczoraj poprawiałam ale wtedy strasznie długie będą :P dopisuję punkcik do zeszytu :D Hahaha tego się nie domyślałaś, nie? 😂
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Kocwiaczek no nie 😁, na to bym nie wpadła... Zresztą... Z tym domyślaniem to wiesz - bardziej historie z kluczem detektywistycznym. Kto zabił, kto świnia itp. 😁
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tjeri mam jeszcze dla was kilka takich bomb i smaczków w zanadrzu. Wprost nie mogę się doczekać :D
  • sisi55 2 miesiące temu
    Czy coś mnie ominęło i już ze sobą spali?
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Owszem, już jakiś czas temu
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Część 35

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania