Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

45. Błysk i Grzmot - Część V - Grom // Rozdział VIII

Chłód, niewygoda, zapach zgnilizny i zmęczenie - te słowa całkowicie opisywały naszą wędrówkę tunelami. Byliśmy niewyspani już wtedy, gdy zerwałam nas z łóżka, a teraz po wysiłku związanym z ucieczką, po prostu słanialiśmy się na nogach. Najgorzej, że końca nie było widać - Przynajmniej nie brodziliśmy po pas w odchodach – pocieszałam się w duchu odgarniając włosy, które przez panującą wilgoć skręcały się jak szalone - Mogło być przecież gorzej.

 

Z powodu braku lepszego zajęcia przetwarzałam w głowie to co ustaliliśmy wieczorem z Pauliną i Tomkiem. Plan był taki, że Tomasz będzie przeciągał na naszą stronę wszystkich pracowników "3O", którzy wykazywali mniejszy lub większy opór wobec działań organizacji. Nie było to łatwe zadanie i miałam tego pełną świadomość: No, bo jak wybrać z takiej rzeszy ludzi kogoś godnego zaufania?

 

Tomek nie dał się jednak odwieść od tego pomysłu. Gdy dowiedział się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż znaczna część ludzi nadal żyje, tak jak żyli przez jakiś czas moi rodzice stwierdził, że to najlepszy argument jakiego będzie mógł użyć. Moje opory by tak się nie narażał spełzły na niczym: "Chcę pomóc" - skwitował ostatecznie - "Nie mogłem wcześniej, więc teraz to zrobię".

 

Jeśli zaś chodzi o Paulinę, miała zadbać o przekazywanie informacji osobom nie zaangażowanym w działania "3O". Znała sąsiadów, współpracowników i wiedziała kto był szczęśliwy w małżeństwie, a kto nie: "To widać. Naprawdę" - twierdziła - "Patrzę na jakąś parę i wiem kto był stroną zmuszoną do zamążpójścia, a kto agresorem. Widzę jak te relacje się układają. Czy ktoś się zmienił na lepsze, czy nadal jest zapatrzony w hasła głoszone przez "3O". No i mam Tomka. To najbardziej wiarygodne źródło informacji jakie aktualnie posiadamy". Chcąc nie chcąc musiałam przyznać jej rację.

 

Ja z Adamem mieliśmy zająć się ludźmi poza halami. Szczerze mówiąc to nie miałam pojęcia jak to zrobić. Dotarcie do mojego przedmieścia razem z powrotem zajęło nam prawie dwa tygodnie. Graniczyło z cudem, że niezauważeni dotrzemy gdzieś o wiele szybciej. A czym było jedno lub dwa przedmieścia? Bez wcześniejszych zapasów i do tego pieszo. To było niewykonalne. Na samą myśl chciało mi się płakać.

 

Adam jednak pałał entuzjazmem: "Damy radę" - rzucił pewny siebie, a mi nie pozostało nic innego jak tylko go poprzeć. Nie wiedziałam jednak co miał przez to na myśli. Wczoraj byłam zbyt śpiąca by o to zapytać, a teraz chociaż nie czułam się wcale mniej zmęczona postanowiłam go o to zagadnąć:

 

- Co miałeś na myśli mówiąc, że damy radę przekonać ludzi poza halami? Przecież nikogo praktycznie nie spotkaliśmy przez całą drogę do mojego przedmieścia. Czasu nie mamy zbyt dużo. Poza tym słyszałeś co mówił Tomasz, że wszędzie są kamery. Jak chcesz tego dokonać?

 

- Po pierwsze mam plan. Więc proszę nie histeryzuj - uśmiechnął się do mnie delikatnie - Może nie jest on do końca dopracowany, ale jakoś go zrealizujemy...

 

- Jakim cudem? - wyrwało mi się - Błądząc po kanałach, zmęczeni, głodni i... w za małych butach?

 

- Masz za małe buty? - zdziwił się - Czemu wcześniej nie mówiłaś?

 

- Wiesz... to nie najlepszy czas na narzekanie, gdy ma się pięć minut żeby uratować własną skórę.

 

- Nie tylko własną - przypomniał mi – Jestem twoim dłużnikiem.

 

- Nie, nie jesteś - odparłam - ty też mnie uratowałeś, więc jesteśmy kwita. Mogłam skończyć jak tamta blondynka...

 

- Nawet tak nie mów - przerwał mi – Tak się nie stanie. Nie na mojej warcie.

 

- Tak, tak, wiem - rzuciłam nieco zbyt cierpko - Czuję się jednak winna, że w ogóle cię w to wciągnęłam. Gdyby nie ja, nie musiałbyś wcale przed nikim uciekać.

 

- Wiedziałem na co się piszę. Postąpiłem słusznie. Miałem pełną świadomość wiszącego nad nami niebezpieczeństwa. Nie sądź, że tego nie przemyślałem.

 

- No dobrze. W takim razie co właściwie teraz zrobimy?

 

- Poszukamy sprzymierzeńców.

 

- Tutaj?

 

- Tak. Mam nadzieję, że przyjmą nas z entuzjazmem - zmarszczył czoło - Albo chociaż pozwolą nam dojść do słowa.

 

- W tunelach mogą być tylko bezdomni... - rozważałam na głos, a gdy skierowałam na niego swój wzrok, pokiwał głową na potwierdzenie - No coś ty? Mówisz serio? Naprawdę chcesz ich do tego nakłonić? Przecież cię przepędzali.

 

- Owszem. Dlatego właśnie powiedziałem, że plan nie jest do końca dopracowany.

 

- Aha, czyli idziemy we dwójkę, bez żadnego zaplecza, w nadziei, że ktokolwiek nas wysłucha, no i że nas potem nie zabije?

 

- Można tak powiedzieć...

 

- To bardzo ryzykowny plan - stwierdziłam starając się zachować spokój - Jest wiele punktów, które mogą wziąć w łeb.

 

- Innego nie mamy - skwitował, gdy skręciliśmy w boczny kanał, nieco węższy, ale wyczuwalnie cieplejszy. Dotknęłam ręką rur, kiedy mijaliśmy kolejne jego odnogi. Były gorące. Wyraźnie kierowaliśmy się w stronę jakiegoś węzła cieplnego. W moim gardle wyrosła gula. Byliśmy sami, pod ziemią, z nieprawdopodobną historią, bez wiarygodnych świadków. Nie wróżyło to nic dobrego.

 

Naraz usłyszeliśmy głosy. Dla kogoś niewprawionego zdawałyby się jedynie szumem wśród cichego syczenia odpowietrzników. My zaś z łatwością wyławialiśmy je z tego szmeru. Trochę pokasływania. Trochę pojękiwania, chichotu i przekleństw. Włosy na karku stanęły mi dęba:

 

- Oj niedobrze - bąknęłam pod nosem – bardzo niedobrze...

 

Głosy tak jakby przycichły. Ja i mój niewyparzony język jak zwykle ściągaliśmy na nas kłopoty. Instynktownie schowałam się za Adamem. Pomimo, że widać było niepokój malujący się na jego twarzy, ścisnął pewnie moją dłoń, gdy szłam po cichu o krok za nim. Skręciliśmy w kolejną odnogę. To było jak krążenie w labiryncie. Jakieś pięćdziesiąt metrów dalej ujrzeliśmy nikłe światło i tobołki nieregularnie porozrzucane po betonowej podłodze. Zbliżaliśmy się powoli, podczas gdy kanał rozszerzał się z każdym naszym krokiem. Zupełnie nie byliśmy świadomi tego, że jesteśmy obserwowani. Dopiero, gdy z sercem w gardle podeszliśmy do rozświetlonego lampami węzła cieplnego wypełnionego dziwnymi urządzeniami i przyrządami zdaliśmy sobie sprawę, że na ziemi leżą nie żadne pakunki, ale śpiący ludzie. Ich ciała były skulone, ułożone na materacach, kocach lub kawałkach styropianu. Niektórzy leżeli przytuleni, inni byli sami. Był tutaj cały przekrój wiekowy: mężczyźni, kobiety, pary, matki z dziećmi, starcy. Zrobiło mi się ich niesamowicie szkoda. Kilka osób nie spało i przyglądało się nam z zaciekawieniem, niektórzy nawet z lękiem.

 

Nie dane było mi jednak dłużej nad tym rozważać, bo za naszymi plecami rozległ się ponury głos:

 

- A wy tu czego?!

 

Odwróciliśmy się raptownie. Za nami stał wysoki mężczyzna, mocno zgarbiony ze względu na niski tunel. Miał szerokie ramiona, silne nogi i całym sobą zdawał się wypełniać otaczającą go przestrzeń. Zlękłam się na widok jego twarzy. Miał podbite oko i na mój gust brakowało mu kilku bocznych zębów. Byłam pewna, że niedawno musiał się z kimś bić. Jego wzrok był chłodny, a cała postawa wskazywała na to, że nie znosił jakiegokolwiek sprzeciwu.

 

- Przyszliśmy w pokoju - odparł Adam rozkładając ręce w otwartym geście - Nie zamierzamy się wam naprzykrzać. Chcemy tylko byście...

 

- Nie ma tu dla was miejsca - podszedł do nas wyłaniając się powoli z ciemności. Z bliska był jeszcze większy i bardziej mroczny - Po co tu żeście przyleźli? Chcecie na nas ściągnąć kłopoty?

 

- Nie, chcemy jedynie...

 

- Wynoście się stąd! - ryknął nie dopuszczając Adama do słowa. Jego krzyk odbił się echem po tunelu i przebudził pozostałych ludzi śpiących niedaleko nas. Usłyszałam spłoszone szepty. Nikt z nich kompletnie nie rozumiał, co się właściwie dzieje.

 

Ja jednak zareagowałam inaczej. Cała ta sytuacja niezmiernie mnie zirytowała. Być może ten facet był ich opiekunem. Możliwe, że ich chronił, choć zarządzał nimi twardą ręką. Trzymał ich w ryzach, bo tego pewnie wymagało przetrwanie. Ale nie miał przecież żadnego prawa wydzierać się tak jakbyśmy byli złodziejami albo chcieli wyrządzić im krzywdę. Pobudził tych biednych ludzi wyłącznie dla własnego "widzi mi się".

 

W przypływie złości wyszłam zza Adama i rzuciłam nieznajomemu piorunujące spojrzenie. Miałam ochotę go spoliczkować i zwymyślać od najgorszych. Zamiast tego rzuciłam w jego stronę:

 

- Po cholerę zadajesz pytania skoro nie chcesz wysłuchać odpowiedzi?

 

Mężczyzna spojrzał na mnie tak jakby zobaczył jakieś dziwadło.

 

- A kim ty jesteś dziewucho żeby mnie pouczać?

 

- A kim ty jesteś żeby nas wyganiać? – odparowałam – Spodobało ci się jak władze traktują ludzi? Chcesz ich naśladować? Taki bokser z ciebie? Lubisz wyżywać się na słabszych? Bawi cię to, że możesz komuś spuścić łomot? Bo jesteś silniejszy, większy i bardziej pewny siebie? – słowa wylatywały z moich ust szybciej niż zdążyłam nad nimi pomyśleć. Nie zastanawiałam się co robię. Mógł mnie zgnieść jak pluskwę gdyby tylko zechciał, ale miałam już dość uciekania. Czułam, że Adam próbuje mnie powstrzymać ciągnąc pod łokieć, ale się mu wyrwałam - Nie, nie będę dłużej znosić traktowania mnie jak rzecz. Nikt nie będzie mnie przesuwał, przestawiał, bił i kopał, a potem liczył na to, że będę mu bić brawo - podniosłam rękę i palcem wskazałam na pierś dryblasa – Nie pozwolę traktować ludzi jak śmieci. Ani tobie, ani im. Jeśli nie chcesz nas słuchać równie dobrze sam możesz stąd wypierdalać!

 

Ostatnie zdanie odbiło się echem po tunelu niczym kamień rzucony do studni. Stałam wściekła dysząc ciężko i wpatrując się w faceta z największą niechęcią na jaką było mnie teraz stać. Adam stanął za mną, złapał za moje ramiona i trzymał tak, dopóki się trochę nie uspokoiłam. Gość zdawał się być szczerze zdumiony. Jak to? Jakaś ruda dziewucha wcale się go nie przestraszyła? Stawia mu się i w dodatku opieprza go od góry do dołu? No doprawdy! Szczyt wszystkiego!

 

Nagle za mną rozległ się śmiech. Gardłowy, nieco zduszony jednak niewątpliwie kobiecy. Odwróciłam się zdumiona nim bardziej niż czymkolwiek, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin.

 

- Toś mu nagadała Kochanieńka...

 

Starsza Pani z parku, Zofia szła ku nam posuwając z trudem nogę za nogą.

 

Z drżącymi rękami i uśmiechem na twarzy znowu wkroczyła w nasze życie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    No, no. Widzę, że wczorajsza winna-wena dała efekty ;). Czyżbym mógł się dziś spodziewać nawet kolejnej części "Zdz*ry? Co do Gromu, bardzo dobry rozdział. Liliana w swoim żywiole, jest moc :). Czemu się tego spodziewałem? A, wiem, gdyż udało mi się już trochę poznać naszą "energiczną" bohaterkę ;D. Z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej, coraz więcej akcji. Coraz bardziej nie mogę doczekać się następnych, gdyż coraz bardziej zbliżamy się do wielkiego finału. Jeszcze pojawiła się pani Zofia, miły akcent. Zastanawiałem się, co z nią. Teraz widzę, iż odegra znaczącą rolę, rolę która wszystko ułatwi.
    Pozdrawiam ;).
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Został ostatni dość długi dość rozdział tej części. A potem rozpęta się burza...
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek "A potem rozpęta się burza..." i pojawią się gromy ;D.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun nie, nie :) najpierw jest błysk, potem słychać grzmot. Fronty się ścierają. Dopiero wtedy wiemy, że przyszła burza :) Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania