Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

48. Błysk i Grzmot - Część VI - Burza // Rozdział II

Budziłam się powoli odzyskując wszystkie zmysły. Najpierw dotarła do mnie miękkość materaca, na którym leżałam, potem ciepło koca, otulającego moje ciało niczym kokon, a następnie zapach męskich perfum unoszący się ze złożonej kurtki pod moją głową. Woda kolońska Tomasza i zapach skóry Adama, były mieszanką, której nie dało się pomylić z niczym innym. Po tylu nocach spędzonych razem potrafiłam z zamkniętymi oczami odróżnić to czy jest blisko mnie. Teraz jednak wiedziałam, że stoi nieopodal głównie dlatego, że słyszałam jego niski głos pomieszany nieco ze słowami Roberta:

 

- Nie mogła lepiej się spisać – odparł ten ostatni – Wahali się ale to omdlenie było strzałem w dziesiątkę. W końcu - odchrząknął - bądźmy szczerzy, stanęła przed nimi drobna, niepozorna, ładna dziewczyna, od której ciężko było oczekiwać takiej tyrady. A ona po prostu rozłożyła ich na łopatki. Dała z siebie wszystko, a potem cóż... - stłumił śmiech - runęła jak długa pokazując, że dla ich poparcia była w stanie wykrzesać z siebie tyle siły i energii, że nawet złe samopoczucie zepchnęła na dalszy plan. No chłopie - sądząc po odgłosie poklepał Adama po plecach – rozwaliła system!

 

- Ciszej, bo ją obudzisz – mój narzeczony skarcił towarzysza – Wiem, że dała z siebie wszystko - dorzucił wyraźnie zirytowany – To widać gołym okiem. Śpi jak zabita od dwunastu godzin...

 

Dwanaście godzin? - pomimo chęci dalszego ich podsłuchiwania otworzyłam oczy i ze zdumieniem uniosłam brwi. Stali do mnie tyłem i w delikatnym świetle węzła rozprawiali o minionych wydarzeniach. Musiała być już noc ponieważ nieopodal mnie chrapali inni ludzie. Zerknęłam na moje posłanie. Ktoś najwyraźniej odstąpił nam materac w zielonym, typowo wojskowym kolorze. Zastanawiałam się czy dać po sobie poznać, że już nie śpię. Rozmowa najwyraźniej się skończyła bo mężczyźni uścisnęli swoje dłonie i Adam zaczął odwracać się w moją stronę. Zdążyłam jednak ponownie zamknąć oczy. Po chwili słyszałam już tylko ciche kroki, a następnie poczułam ciepło jego palców na swojej skroni. Odgarnął mi włosy z twarzy i założył za ucho. Nachylił się i przycisnął usta do mojego czoła badając chyba czy nie mam gorączki. A potem szepnął:

 

- Kotku... - przesunął wargi w okolice mojego ucha – Kochanie...

 

Postanowiłam uparcie udawać, że śpię. W końcu czasem więcej można było się dowiedzieć, gdy ktoś uznawał nas za nieobecnych. Nie, żebym potrzebowała go okłamywać, ale cichy głosik w głowie podpowiadał mi, że powinnam zrobić to chociaż ten jeden jedyny raz. Coś go trapiło, a ja nie wiedziałam jak zacząć ten temat. Liczyłam na to, że sam się wygada, gdy będzie myślał, że go nie słyszę.

 

Westchnął nie doczekawszy się z mojej strony żadnej rekcji. Zdjął buty i delikatnie rozwinął koc, po czym ułożył się za mną, wkładając jedną z rąk pode mnie. Uścisnął moje obie dłonie, a potem ułożył je nieco wyżej na wysokości żeber. Następnie podwinął powoli moją bluzę i t-shirt po czym musnął skórę ponad linią jeansów. Ułożył wewnętrzne strony dłoni płasko na moim brzuchu, tak jakby zrobił z nich kołyskę. Zadrżałam gwałtownie zdając sobie sprawę z intencji tego gestu. Chcąc zamaskować moje zachowanie przekręciłam się na wznak i westchnęłam lekko. Szybko wycofał rękę spode mnie i chyba oparł się na niej ponieważ druga dłoń nadal leżała na moim podbrzuszu. Czułam jego oddech owiewający moją twarz. Wyczekiwał na to, iż się przebudzę, jednak udawałam, że z powrotem zapadłam w sen. Pochylił się i ucałował delikatnie moje usta. Ciężko było na to nie odpowiedzieć, jednak całą siłą woli zachowywałam spokój. Całe szczęście ręce trzymał na moim brzuchu i zapewne pod swoją głową, dlatego też nie mógł wyczuć jak mocno bije mi zdradzieckie serce. To by mnie na pewno wydało.

 

Raz jeszcze musnął knykciem i palcami mój brzuch, a następnie powtórzył ten gest na moim policzku. Powoli zaczynała łamać się we mnie silna wola i naprawdę miałam ochotę się zdradzić, ale wtedy Adam zaczął szeptać:

 

- Nie wiem co mam robić skarbie. Tak bardzo się o ciebie boję. A jeśli to prawda... - zatrzymał się, przełknął ślinę i potarł kciukiem o moje wargi – Może jestem przewrażliwiony. Nie wiem. Może dopowiadam sobie więcej niż powinienem. Ale to zasłabnięcie. No i to, no, że nie masz okresu. To głupie, wiem. Jestem facetem i nie powinienem mieć o tym pojęcia, ale pamiętam kiedy mówiłaś mi, że miałaś poprzedni. Nie wiem, co robić, bo z jednej strony chcę ciebie i nasze ewentualne dziecko chronić z całych sił, a z drugiej wiem, że mi nie wybaczysz, gdy ci czegoś zabronię. Nie wiem czy ci o tym mówić, czy jesteś tego świadoma. Dlatego będę milczał, bo jeśli sobie to uświadomisz, sama podejmiesz decyzję. Nie mam prawa na ciebie naciskać. To twoje ciało. Może te kilka dni opóźnienia spowodował głód, stres i zmęczenie. Może to zasłabnięcie jest przypadkowe. Nie mam pojęcia. Plan jest ryzykowny, ale ty z niego nie zrezygnujesz. Nie wolno mi cię od tego odwodzić. To twoje życie. Chciałbym żebyś tylko wiedziała jak bardzo cię kocham. Chcę byś była szczęśliwa. Będę cię wspierał i pomagał tak mocno jak tylko będę w stanie. Uważaj tylko na siebie. Nie mogę cię o to prosić normalnie, więc zrobię to, gdy śpisz. Może podświadomie to zapamiętasz...

 

Po tych słowach zmienił pozycję i poczułam jak jego zgięta w kolanie noga ląduje miękko na moich udach. Wolna ręka znalazła się na moim mostku. Jego oddech połaskotał mnie w szyję. Ucałował mnie za uchem i po raz ostatni szepnął:

 

- Jesteś moja, ale nigdy nie będziesz moją własnością. Nie zamknę cię jak ptaka w klatce. Jesteś piękna i wolna. I taka powinnaś pozostać na zawsze. Rozumiem to. Kocham cię całym sobą. Szanuję i doceniam twój trud. Dlatego pozwalam ci samej decydować. Nigdy nie odbiorę ci prawa do bycia sobą. Bo taką właśnie cię pokochałem i taka jesteś dla mnie idealna. Zapamiętaj to proszę...

 

W mojej głowie panował zamęt. Jeszcze przez długi czas, nawet gdy Adam już twardo spał bałam się poruszyć. "Ciąża". To słowo mną wstrząsnęło. Nie, nie czułam, że postąpiliśmy bezmyślnie, chociaż faktycznie zatraciliśmy się w sobie i nie zważaliśmy na konsekwencje. Byłam z Adamem bo go kochałam i chciałam dzielić z nim wszystko. Z tego, co dzisiaj usłyszałam on czuł to samo. Nie mogłabym zatem żałować, że uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia. W końcu i tak by to się stało. Tutaj, w chatce, u Pauliny czy też po realizacji planu. Wiedziałam, że dziecko to ogromna odpowiedzialność. Miałam miesiąc na utwierdzenie się w tym czy faktycznie będę matką. Nie mogłam jednak zrezygnować z misji. Nie mogłam przestać być częścią planu. Postanowiłam jednak być ostrożna. Nie nosić ciężarów. Unikać starć bezpośrednich. Stać w tyle podczas akcji, chociaż na początku chciałam w pierwszym szeregu przeć do przodu nie zważając na własne życie. Może dlatego z taką łatwością zgodziłam się na małżeństwo z Adamem? Bo tak naprawdę nie sądziłam, że wyjdę z tego wszystkiego cało? Uważałam się za silniejszą, bo wiedziałam, co prezydentowi mogą nam zrobić, więc w moim mniemaniu powinnam stać na przedzie podczas starcia. Teraz dostrzegłam jednak, że drugi rząd też jest na początku, a pierwszy powinni zająć ludzie wyszkoleni w boju. Nie młode kobiety z tendencją do omdlewania. No może nie tendencją, ale na pewno ze skłonnością. Musiałam w końcu o siebie zadbać. A jeśli Adam miał rację, nie tylko o siebie ale o nas: o mnie, jego i dziecko.

 

Położyłam dłonie powyżej miednicy i pogłaskałam delikatnie swoją skórę. Mogła tam rosnąć mała bezbronna istotka. Teraz jednak brzuch był płaski. Minęły czasy gdy przeszkadzały mi na nim jakieś fałdki. Schudłam przez ostatni miesiąc tak jak nigdy przedtem. Mogłabym stwierdzić, że to najlepsza dieta odchudzająca mojego życia. O dziwo uczucie głodu minęło wraz ze snem, ale wiedziałam, że pojawi się, gdy tylko przestanę leżeć i zacznę coś robić. Zastanawiałam się czy dać po sobie poznać Adamowi, że wiem co do mnie mówił. Rozważyłam wszystkie możliwe opcje i wiedziałam, że rezygnacja z udziału w naszym planie nie wchodziła w grę. Nie po to walczyłam o względy tych wszystkich ludzi. Moje wycofanie osłabiłoby morale. W takim razie czy powiedzieć Adamowi, że wiem o jego przypuszczeniach i obiecać, że będę na siebie uważała? Czy też zwyczajnie udać, że nic nie wiem, nic nie obiecywać, niemniej skrycie dbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek. Może nie będzie wtedy tego całego spoglądania sobie z przerażeniem w oczy i żegnania się tak jakby widziało się po raz ostatni? Może tak będzie lepiej? Dopóki nie naprawimy sytuacji w kraju i tak nie mamy szansy na lepszą przyszłość. Moglibyśmy się jednie ukryć i jak dzikusy żyć w lesie licząc na to, że nikt z nas nie będzie musiał skorzystać z medycyny, mediów czy pomocy innych. Przy małym dziecku – nie było to możliwe.

 

Podjęłam zatem decyzję pozostania przy drugiej opcji. Nie chciałam konfrontacji z Adamem. Wiem, że dawał mi wolną rękę w tej sprawie więc udając, że nie wiem o ewentualnej ciąży unikałam nerwowych sytuacji. A co jeśli nie wytrzyma i zapyta kiedy ostatnio miałam miesiączkę? Chyba będę musiała to zbyć śmiechem i zrzucić wszystko na karb stresu i zmęczenia. Westchnęłam cicho. To było złe. Złe całkowicie. Tak złe, że aż niemoralne. Nie okłamywaliśmy się wprost, bo obydwoje uznaliśmy, że lepiej będzie o tym nie mówić, ale też nie byliśmy ze sobą szczerzy. Wiedziałam, że przez najbliższy miesiąc będzie gryzło mnie sumienie. Postanowiłam więc być jeszcze lepsza dla Adama i jeszcze bardziej zdeterminowana do wygrania naszej walki. Ale będę na siebie uważała. W końcu to ja grałam pierwsze skrzypce w tym wszystkim. Adam zaś stał przy moim boku, nie wnosząc sprzeciwu. Chociaż tak naprawdę wiedziałam, że czuł się nieco zdegradowany w swojej roli. Owszem miał szkolić bezdomnych przez najbliższy tydzień w walce i w sztuce przetrwania zanim wyruszą na przedmieścia ale poza tym podczas całej akcji jego rola miała skupić się na opiece nad Malwinką. Paula po wpuszczeniu nas do hali miała przekazać mu dziecko aby podczas zamieszania Adam zapewnił małej ciepło i bezpieczeństwo. Wiedziałam, że czuł się trochę niedoceniony. Był silnym, mądrym i zdrowym młodym mężczyzną. Zaprawionym w życiu na wygnaniu, nie lękającym się zimna i głodu. Ale mimo to i tak zgodził się bez mrugnięcia okiem. Widocznie uznał, że wystarczy, iż jedno z nas będzie się narażało - skrzywiłam się mimo woli gdy dodałam w myślach - Kobieta i to najprawdopodobniej w ciąży.

 

Zdawałam sobie sprawę, że Adam wolałby mnie zastąpić, ale nie znał hal, ani nie wiedział kto jak wygląda i za co odpowiada. Liczyła się nie tylko moja osoba, ale przede wszystkim moje doświadczenie. Byłam Tomaszowi potrzebna, a on był potrzebny mi. Adam zaś poza swoją siłą niewiele wniósłby do akcji. Razem z Paulą i Tomkiem uznaliśmy, że na wypadek niepowodzenia to właśnie z Adamem Malwinka będzie miała największą szansę na przetrwanie. Mój narzeczony nie umiał znaleźć na to kontrargumentu. Wiedziałam, że potrafił się opiekować drugim człowiekiem. W końcu przecież zaopiekował się mną. Z maleńką dziewczynką będzie mu trudniej, ale da sobie radę. Istniała szansa, że będzie to tylko kilka godzin. Szansa nikła, ale jakaś jednak.

 

Mogłam mieć tylko nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i zgodnie z planem – zagryzłam wargi i przeczesałam dłonią włosy. Adam zasnął twardym snem i przestałam martwić się tym, że go obudzę - Musiałam przyznać, że od tych wszystkich myśli rozsadzało mi już głowę. Chciałam mieć nadzieję, ale czułam, że mi jej brak. Chciałam wierzyć, ale wątpiłam. Chciałam być dobrej myśli, ale wszystko to ulatywało w niebyt. Oczyma wyobraźni widziałam tylko burzowe chmury. Wiedziałam jednak, że nie mogę się poddać. Nie teraz, gdy zaszliśmy tak daleko.

 

Z westchnieniem przekręciłam się na bok. Adam zamruczał przez sen jednak się nie przebudził. Spojrzałam na jego twarz. Młodą z małym kłującym zarostem i z ustami rozchylonymi jak do pocałunku. Tak bardzo chciałam zanurzyć w nich swój język i poczuć jego smak. Podnieść ręce i wpleść dłonie w nieco przydługie już włosy. Wdychać męski zapach na jego szyi. Czuć jak jego ramiona oplatają moje plecy, a dłonie gładzą każdą krzywiznę mojego ciała z czcią na jaką nigdy nie zasługiwałam. Być z nim, pozwalać mu być we mnie, oddychać jego powietrzem i smakować jego potu. Nigdy nie mieć dość i nigdy nie czuć się bardziej bezpiecznie. Tak naprawdę bezpiecznie. Bez lęku, strachu i złudzeń, że nie jest to prawdziwe.

 

Ze wszystkich rzeczy na całym świecie tylko jego mogłam być pewna w stu procentach – zamknęłam oczy i ze smutkiem otarłam zbierającą się w kąciku łzę – szkoda, że on nie mógł powiedzieć tego samego o mnie.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 4 miesiące temu
    A to ci niespodzianka. Czyżby rzeczywiście była w ciąży? W sumie mogłem to przewidzieć, ale i tak jestem zaskoczony. Taką nowina może trochę, lub nawet drastycznie zmienić ich plany. No, no, jestem ciekawy jak to się rozwinie. Czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam :).
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Yess, udało mi się cię jeszcze zaskoczyć, a to wyczyn po tylu stronach :) Przekonamy się, już niebawem. Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania