Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

5.

Od stacji dzieliło go jakieś siedemset metrów. Cisza była przerażająca. Jedyny odgłos to szum drzew, od czasu do czasu zrywanych przez wiatr. Żadnych ptaków, żadnych rozmów, szmerów, warkotów, nic. Tylko szum drzew.

Z biegu przeszedł do truchtu, z truchtu do marszu. Przypomniały mu się powroty do domu, ze szkoły. Znacie ten stan, kiedy na przykład wychodzicie z auta i już wiecie, że coś się stało. Jedno spojrzenie na dom i już wiecie, że coś się stało. Nie wiecie co, nie wiecie kiedy, ale wiecie, że coś. Dom niby wygląda tak samo, drzwi zamknięte, brama zamknięta, z komina dym, ale jednak macie to przeczucie, to ukucie, ten stan przekonania, że to wejście do domu będzie inne niż zwykle.

W dzieciństwie miewał takie przeczucia, początkowo nazywał to lękami. Wychodził ze szkoły z kolegami, zawsze było wesoło. Hi hi – ha ha, następnie ich drogi rozdzielały się i przez jakiś kilometr szedł sam. Wtedy zaczynał fantazjować, o tym co mógłby dostać, zrobić bądź jak mógłby zareagować na sytuację. Docierał do swojej ulicy i wtedy go dopadało. Zauważał symptomy świadczące o tym, że coś się wydarzyło. Było to podświadome, nie umiał tego zdefiniować. Mógł to być inny ton szczeku psa na rogu, albo specyficzne spojrzenie sąsiadki plewiącej ogródek. Inny sposób wydmuchiwania dymu przez sąsiada palącego na balkonie. Nie wiadomo, jedno natomiast jest pewne, dopadał go najpierw niepokój, następnie obawy i strach. Czy bardziej zbliżał się do domu, tym miał większą pewność. Dziś pił. Dziś była awantura. Ciało wypełniała adrenalina. O przeczuciu mógł zdecydować nawet pet papierosa znajdujący się w dziwnym miejscu. Natychmiast czuł pieczenie w żołądku, nogi robiły się miękkie, słuch się wyostrzał. Swoim instynktom, przeczuciom mógł ufać. Intuicja, bo to była intuicja, nigdy go nie zawodziła. Nie dociekał czemu mama płacze, czemu on w milczeniu mierzy go wzrokiem, czemu siostra zamknięta w pokoju czyta książkę. Prześlizgiwał się do swojego pokoju, i udawał, że nie zauważa. Starał się nie prowokować.

Wspomnienie szybko go opuściło, zbliżył się do stacji. Wiedział już, że nie ma żądnych ofiar. Czuł tylko dobrze znajomy zapach. Zapach moczu, kału i soli, zapach strachu. Spod jednego samochodu wypełzała kobieta z mokrymi spodniami. Z pomieszczenie gdzie na stacji znajdowały się kasy wychodził chłopak mówiąc:

- Kurwa, zesrałem się, ja pierdole. Kurwa. Kurwa.

Drzwi ubikacji otworzyły się i jakiś, mężczyzna wystawił głowę

- Już? Już? Już? Już? – powtarzał bez końca.

Drugi mężczyzna, który należał do obsługi stacji, wyszedł na zewnątrz otwierając 0,5 l. wyborowej i popijając z gwinta.

- Chuj wziął paczkę fajek i 6 małpek, pieniądze w ogóle go nie interesowały. Jakiś pojeb. – przepił Wyborową i usiadł pod murem.

Chcąc być pewnym swojej oceny sytuacji zapytał

- Czy ktoś jest ranny?

Odpowiedziała mu cisza.

- Czy nic pani nie jest? A wam? Panu?

Wszyscy przytaknęli, że są cali.

- A gdzie jest właściciel tego samochodu? – zapytał.

- Uciekł do lasu.

- Ok, a dzwonił ktoś już na psy? - Brak odpowiedzi, sugerował, że nie. – Dobrze to idę zadzwonić.

Ptaki zaczęły śpiewać, odgłosy ciętych drzew. Również pojawiły się inne pojazdy. Jeśli ktoś nie wierzy w opatrzność, to takie sytuacje są najlepszym dowodem na jej istnienie. Jeśli opatrzność i Bóg nie istnieje to co powoduje, że w takich sytuacjach znajduje się kilka osób, a całe rzesze zjawiają się już po kiedy całe niebezpieczeństwo minie. Nagle zjechało się osiem innych samochodów które chciało zatankować.

Po wykonaniu telefonu, adrenalina z niego zeszła. W głowie, miał czerwone, smutne, zapłakane oczy mamy…

Po dziesięciu minutach dało się słyszeć syreny. Kawaleria nadjeżdża. Jak zawsze na czas.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania