Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

51. Błysk i Grzmot - Część VI - Burza // Rozdział V

„Strach”. Dziwne słowo. Chociaż nad wyraz często używałam go w ostatnim czasie, za każdym razem czułam się inaczej. Nie ma chyba określenia, które w całości opisywałoby możliwe stany ludzkiego przerażenia. Tego wieczora to nie strach był jednak siłą napędową moich działań. Bo z lęku nigdy nie bierze się nic dobrego. Lęk budzi nienawiść, złość, rządzę zemsty lub pociąg do władzy. Ja zaś nie chciałam żadnej z tych rzeczy. Pragnęłam tylko świętego spokoju. Zwyczajności. Dnia codziennego z wszystkimi jego troskami i zmartwieniami. Chciałam żyć i chciałam być wolna. Tak po prostu.

 

Gdy więc kwadrans przed siódmą pojawiłam się z towarzyszami pod kuchnią piętnastej hali doznałam swoistego uczucia zwanego „déjà vu”. Czy śniłam o tym? Nie wiem. Czy myślałam? Na pewno. Paradoksem w tym wszystkim było to, że miejsce na podwórzu kiedyś postrzegałam jako drogę ucieczki, a teraz wracałam tam po to by w końcu przestać uciekać. Przynajmniej tym razem nie byłam osamotniona.

 

Paula powitała mnie radosnym westchnieniem i uściskiem:

 

- Wyglądasz lepiej niż sądziłam – uśmiechnęła się lekko. Radość szybko przemieniła się jednak w zmartwienie, gdy zapytała – Czy z Malwinką wszystko w porządku?

 

- Wyruszyli z Adamem kilka godzin temu – odparłam kręcąc głową i uciekając przed jej wzrokiem. Dla mnie to też nie był łatwy temat – Obie doskonale wiemy, że nikt lepiej się nią nie zaopiekuje.

 

- Ale to i tak boli…

 

- Wiem – pogładziłam ją po plecach – doskonale cię rozumiem.

 

Nie miałyśmy jednak więcej czasu do stracenia. Razem z Paulą, Edwardem i Andrzejem po raz kolejny omówiliśmy plan i opisaliśmy wszystko reszcie. Kilkoro bezdomnych zaczęło się wyraźnie denerwować. Przypomniałam im, że celem jest uratowanie więźniów, a zwłaszcza wojskowych, po to by nas wsparli w walce. Pokiwali tylko głowami powtarzając sobie po cichu „oby uratować więźniów, oby uratować więźniów”. Najwyraźniej dodawało im to otuchy. Uśmiechnęłam się i również pokiwałam głową. Byli przerażeni lecz nie znajdowałam w tym nic dziwnego. Ja też byłam, ale jako prowodyr całego zamieszania musiałam nadrabiać miną.

 

Czas pędził jednak nieubłaganie. Podzieliliśmy się więc szybko ostatnimi wątpliwościami, uzupełniliśmy informacje i ruszyliśmy. Paula i Edek na przodzie, ja za nimi. Andrzej i pozostali zaraz za nami jako osłona tyłów. Zanim jednak wyszliśmy z kuchni Paula wręczyła mi do ręki coś, co wyglądało jak maszynka do golenia, którą niegdyś używał mój tata. Spojrzałam na nią zdumiona:

 

- A to co?

 

- Paralizator. Wystarczy, że naciśniesz tutaj – wskazała na czerwony przycisk – Przyłóż końcówkę do szyi napastnika, naciśnij i patrz jak upada.

 

- A lina do czego?

 

- Obwiąż się nią jak paskiem. Przyda się, gdy trzeba będzie kogoś związać.

 

Rozejrzałam się dookoła. Praktycznie każdy dostał od niej ten sam zestaw. Andrzej i Edek otrzymali dodatkowo wielkie metalowe chochle od owsianki – te same, którymi kiedyś mieszałyśmy razem w garnkach. Były ciężkie, stalowe i bez wątpienia zabójcze. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy uzmysłowiłam sobie, że trudne czasy wymagają od nas nietypowych rozwiązań.

 

- Masz jeszcze to – Paula rzuciła mi mały czarny pojemnik. Tym razem wiedziałam, że to gaz pieprzowy – Może to niewiele, ale zawsze lepsze niż nic. Jeśli Tomaszowi i chłopakom uda się przejąć kontrolę i znaleźć broń będziemy mieli wystarczającą przewagę.

 

Zdałam sobie sprawę, że Paulina świetnie sprawdza się w roli przywódcy. Mąż dobrze ją wyszkolił. Była silna, rzeczowa i rozsądna. Takiego głosu było nam teraz potrzeba.

 

Punkt siódma byliśmy gotowi. Praktycznie każdy z nas ubrany był w ciemne barwy. Wiadomo, że kolory różniły się, ale jako bezdomni nie mieliśmy przecież zbyt wielkiego wyboru. Jedyną jasną plamą na naszym tle była Paulina. Miała być naszą „zasłoną dymną”. Musiałam przyznać, że lina bez problemu wkomponowała się w kuchenny mundurek. Paralizator wystawał nieco z bocznej kieszeni, ale jak przystało na perfekcyjną kucharkę potrafiła go wyjąć z prędkością błyskawicy. Nawet jeśli ktoś go zauważy, nim zdąży zareagować, będzie już spał. Gaz dzierżyła w lewej dłoni. Umiała posługiwać się obydwoma rękami bez najmniejszego problemu podczas, gdy ja z miną maniaka skrywałam swój paralizator w prawej ręce. Mój gaz spoczywał w kieszeni bluzy kangurki. Chciałam mieć do niego szybki dostęp.

 

Paulina jako pierwsza wyszła do sali jadalnej. My zaś zostaliśmy czekając na jej powrót. Przez małe okrągłe okienko obserwowałam jej sprężysty, niczym nieskrępowany chód. Jak gdyby nigdy nic zgarnęła kilka okruszków do dłoni, zrzuciła je na talerze, które niewychowani halowicze pozostawili w kątach sali. Podeszła do drzwi wejściowych i je zamknęła na zasuwę, a potem na kłódkę. Zgasiła światło. Pomieszczenie wypełnił półmrok jednak dostrzegłam, że schyliła się i zza skarpetki wyciągnęła inny pojemnik, którym potrząsnęła i psiknęła zawartością na coś ponad górną framugą drzwi. Następnie biegiem wróciła do nas:

 

- Jazda! – rzuciła, gdy tylko dopadła drzwi – musimy szybko dostać się do pielęgniarza.

 

Wybiegliśmy za nią bez słowa. Biały hol nie był daleko. Pamiętałam go nazbyt dobrze. W międzyczasie Paula podała mi puszkę, która okazała się farbą w sprayu.

 

- Naprzeciwko drzwi – szepnęła patrząc na mnie szeroko otwartymi oczyma – Sama. Zrób to stojąc z boku. Mają niski kąt widzenia. Małe błyszczące szkiełko. Jak pinezka. Psiknij jak zapukam trzy razy.

 

Pokiwałam na znak zrozumienia. Zaczekaliśmy w mroku podczas, gdy Paulina pomaszerowała powoli do drzwi teatralnie trzymając się za czoło. Zadzwoniła dzwonkiem. Po chwili drzwi uchyliły się i ze środka dobiegł do mnie nieznajomy męski głos:

 

- Tak, Pani Paulino? Źle się Pani czuje?

 

- Głowa – syknęła – Zgasiłam światło. Potknęłam się i uderzyłam o kant stołu. Auaaaa jak boli – wchodząc do środka dodała do tego kilka jęków po czym drzwi się zamknęły.

 

Następnym co usłyszałam był głuchy łomot czegoś bardzo ciężkiego o ziemię. A potem dotarły do mnie trzy krótkie stuknięcia.

 

- Zaczekajcie chwilę – szepnęłam grupie i przyklejona do ściany zaczęłam sunąć w kierunku kamery. Była niemal niewidoczna, jednak opis Pauli wystarczył by ją namierzyć. Wstrząsnęłam dwa razy sprayem, uniosłam go i psiknęłam zamazując cały widok. Chwilkę później Paulina uchyliła drzwi.

 

- Wchodźcie.

 

Gestem przywołałam resztę grupy. Przytrzymałam drzwi i zaczekałam żeby wszyscy weszli do środka. Pokój niewiele się zmienił od mojej ostatniej wizyty. Brakowało tylko oślizgłego strażnika. Pielęgniarz o oprószonych siwizną włosach leżał na podłodze. Chłopaki szybko związali mu nogi i ręce i niczym nic nie ważącą kukłę zaczęli dźwigać ku szafie:

 

- To drzwi – rzuciłyśmy z Paulą równocześnie. Spojrzałyśmy na siebie słabo się uśmiechając.

 

- Szafa jest tutaj – Paulina wskazała na wnękę po swojej lewej stronie – Ale nie wrzucajcie go do niej. To dobry człowiek. Ma w fartuchu liścik z wyjaśnieniami ode mnie. Zanieście go do łazienki – wskazała Edkowi drzwi za szafą – to tam.

 

- Dobry człowiek? Liścik? – wyrwało mi się bez zastanowienia – Jak dobry może być ktoś, kto pozwala ludziom na to co z nami wyczyniali?

 

- Tak samo dobry jak i my – spojrzała na mnie gniewnie – Jego żonę gwałcili grupowo przez trzy noce zanim powiedzieli mu czego chcą. Zgodził się na układ by ją stamtąd wyciągnąć jednak ona nigdy się nie pozbierała. Do dzisiaj jest odizolowana w skrzydle szpitalnym. Zwariowała i nigdy nie będzie już sobą.

 

Zamilkłam tak szybko jak się odezwałam. Nie wiem skąd to wiedziała ale mogłam się domyślać, że Tomek jej powiedział. Moje milczenie spowodowało, że jej zapalczywość zelżała jednak nadal buzowała w niej złość:

 

- Zatrzaśnij te cholerne drzwi! – rzuciła do mnie odwracając się w kierunku niby-szafy. Posłusznie zamknęłam drzwi do pokoju pielęgniarza podczas, gdy kontynuowała – tutaj nie ma kamer, zaczną się dopiero w pokojach z łóżkami i w łazienkach na dole. Jeśli nie będziemy tam zaglądać, nie ma potrzeby nic zamazywać.

 

Po tych słowach szarpnęła niby-drzwiami i odsunęła zasuwę. Ona i Edek ruszyli jako pierwsi. Potem grupa. Ja i Andrzej na końcu:

 

- Hej – szepnął do mnie – Nie martw się nią. Każdemu czasami puszczają nerwy. Zwłaszcza w takiej chwili jak ta.

 

Pokiwałam głową, nawet na niego nie zerkając. Wiedziałam o tym nazbyt dobrze. Lepiej niż oni wszyscy zdawałam sobie sprawę czym jest gwałt, jak wygląda pokój z łóżkami i co się działo w łazience. Dla nich to tylko coś dziwnego. Chora nowość. Dla mnie i Pauliny to część naszego życia. Choćbyśmy wydrapywały wspomnienia pazurami to blizny i tak pozostaną. Głęboko ukryte. Ale jednak.

 

Weszliśmy na wąski korytarzyk, a ja prawie zemdlałam na sam widok. Pokoje nie były już czyste. Były odwrotnością bieli. Wypełniały je plamy i kałuże krwi. Rozpryski znajdowały się w wielu kątach pomieszczeń. Duże i małe. Krople i prawdziwe fontanny. Kajdany były pordzewiałe. Na kafelkach widniały ślady dłoni i bosych stóp. Wymiociny pokrywały znaczną część podłogi przy łóżkach. Smród jaki wydobywał się z każdego pomieszczenia niemalże zwalał z nóg. Drzwi do pokojów były uchylone. Kamery musiały być ustawione bezpośrednio na łóżka więc zaglądając do środka nie musieliśmy się bać, że zostaniemy zarejestrowani. Materace były podarte i poplamione. Krew, żółte ślady potu. Zapewne też i sperma. To już nie były tylko sale gwałtów. Zbyt wiele posoki wsiąknęło w posłania. To były sale śmierci.

 

Przeszliśmy obok nich w głuchym milczeniu. Odruchowo zaczęłam oddychać przez usta. Angelika jednak chyba o tym zapomniała, bo po kilku krokach niemalże zwymiotowała na własne buty. Nie miała jednak zbyt wiele w żołądku i po chwili tylko suche torsje wstrząsały jej ciałem. Paula w międzyczasie sprawdzała zejście do podziemi, które musiały znajdować się na końcu korytarza zaraz obok łazienki. Gdy Angela w końcu doprowadziła się do stanu używalności Paulina przywołała nas do siebie:

 

- Jest podejrzanie cicho – szepnęła – albo Tomek i przeciwnicy 3O obezwładnili strażników, albo to zasadzka. Trzymajcie gaz i paralizatory w gotowości.

 

Potrząsnęłam głową chcąc opanować nerwy. Paula wyszła pierwsza, tuż za nią Edek i ja. Angelika szła za mną krok w krok. Za nią bezszelestnie stąpał Andrzej. Reszta grupy chowała się za jego plecami. Zeszliśmy wykratowanym pomostem na niższą kondygnację. Zielonkawe żarówki wysyłały słabe smugi światła i sprawiały, że nasze twarze wyglądały nienaturalnie blado. Ściany zabarwiono szarą błyszczącą farbą, która gdzieniegdzie zaczynała się łuszczyć razem z tynkiem, odkrywając kawałki czerwonej cegły. Wzdłuż korytarza biegły rzędy sal. Byliśmy jednak zbyt przerażeni by do nich zaglądać.

 

- Gdzie do diabła jest Tomasz? – szepnęła do mnie Paula, gdy zbliżałyśmy się wzdłuż ściany do najbliższego korytarza – Powinien już tutaj być. Miał przyjść na swoją zmianę i z resztą obezwładnić zmienników, pokierować grupę w kierunku składu broni i wrócić tutaj. Razem z nami mieli się udać do więzienia. Kurde – syknęła – nie wiem co dalej robić.

 

- Którędy do szatni? – zapytałam cicho. Reszta naszej grupy została przy pomoście kryjąc się w mroku. Andrzej stał przy nich rozglądając się na wszystkie strony. Edward powoli przysuwał się do nas.

 

- To jest szatnia – westchnęła – Nie widzę żadnych śladów walki. Coś stanowczo jest nie tak. Do tego ta cisza…

 

- Skoro to jest szatnia – zaczął Edek – To znaczy, że w tych pokojach może się roić od strażników. To może być zasadzka. Musimy je sprawdzić.

 

- A jeśli tylko na to czekają? – zapytała naraz przerażona Paulina. Z jej twarzy zniknął jakikolwiek cień pewności siebie – Rozstrzelają nas w mgnieniu oka…

 

- Cóż… - rzekłam – Efekt będzie ten sam. Przynajmniej to będzie szybka śmierć…

 

Podeszłam do najbliższego z pokojów i szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. Podbiegłam do drugiego. Nic. Paula powtórzyła to samo na trzecich, a Edek na czwartych drzwiach. Wszystkie pokoje zamknięto, ale, gdy szarpnęłyśmy za klamki, z wewnątrz do naszych uszu dotarły niezrozumiałe piski.

 

- Ma ktoś latarkę? – rzuciłam.

 

Paula i Edward pokiwali przecząco. Andrzej, który najwyraźniej usłyszał moje słowa zaczął wypytywać resztę grupy. Z wewnątrz niej wyskoczył młody chłopak, na moje oko piętnastoletni. Widziałam go wcześniej na zajęciach ze sztuki przetrwania:

 

- Ja mam – odparł dumny, gdy podbiegł do mnie – trochę stara, ale działa.

 

- Dzięki – odparłam, jednak nie wzięłam jej od niego – Piotr, dobrze pamiętam?

 

- Tak – nawet w tym chorobliwym świetle widać było jak na jego twarz występują rumieńce. Pokiwałam głową i wskazałam na wywietrzniki w dolnej części drzwi – poświeć przez nie proszę.

 

Ukucnęliśmy. Piotr świecił przez kratki, ja zaś przyłożyłam policzek do zimnego betonu i mrużąc jedno oko zajrzałam do środka.

 

Jeszcze nigdy jednocześnie nie byłam tak zaskoczona i tak zadowolona z tego, co zobaczyłam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 4 miesiące temu
    Urywasz w najlepszych momentach :D. Dobry rozdział. W końcu zaczęli wdrażać plan w życie. Paulina bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, zwłaszcza swoimi umiejętnościami dowodzenia. Kurcze, jestem tak bardzo ciekawy co Lila tam zobaczyła, ale muszę jeszcze poczekać :).
    Pozdrawiam ;).
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Co za dużo to nie zdrowo ;) Z Pauli wylazł kawał twardej babki.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    To zdecydowanie jeden z najlepszych rozdziałów. Dynamiczna akcja, wszystko łatwo sobie wyobrazić. Git!
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    :) Cieszy mnie twoja opinia, i że zaciekawiłam na tyle byś przeczytała z marszu :D Za twoją sugestią dodałam akapit z tym "oby uratować więźniów" i chyba całkiem nieźle udało mi się go wpleść.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Kocwiaczek -a wiesz, zastanawiałam się nad nim ;). Jest bardzo dobrze wpleciony i klaruje sytuację. A powiedz mi, Edwarda wspominałaś wcześniej z imienia?
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Znaczy więcej imion się pojawiło, których nie kojarzyłam wcześniej, zastanawiam się czy mi umknęły, czy tu pierwszy raz wspominasz.
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Tjeri w rozdziale wcześniej, gdy Adam opowiadał o zabójstwie Roberta był wymieniony Edek, Andrzej i Włodek (ten był porażony prądem, więc nie nadawał się do udziału w akcji).
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Angela pojawiła się już na początku zaraz po Robercie - to ta, co najpierw wątpiła, a potem się tak rozgadała ("no wkurzyłabym się"), Piotr pojawia się po raz pierwszy, ale jego postać jest raczej epizodyczna.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Kocwiaczek Angelę zapamiętałam, a Piotr też jasne,.że pierwszy raz. Jak napisałaś o reszcie, to też sobie przypomniałam.
    Ale tak się zastanawiam, czy nie zasadne by było gdzieś wcześniej, na zasadzie krótkich migawek (a nie elaboratów), wspomnieć tu i ówdzie o niektórych bezdomnych, żeby ich nieco upersonalnić... Mam na myśli naprawdę krótkie scenki, które by jednak pomogły myśleć o bezdomnych jako grupie ludzi, a nie bezimiennej masie.
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Tjeri zapisuję do notesiku, trzeba by było to wpleść gdzieś wcześniej. Teraz już akcja jest zbyt napięta by mieć czas na takie rozważania. Musiałabym to dodać gdzieś koło 2 lub 3 rozdziału tej części.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Kocwiaczek tak, zdecydowanie dużo wcześniej. I nie naraz,.tylko tak mimochodem :).
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Tjeri zrobi się :)
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Kocwiaczek :)
    To do następnej części. ;)
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Tjeri wiesz co, powiem ci, że skoro autor ryczy jak poprawia (nie bo błędy takie duże, ale bo się wzrusza), to chyba ze mną jest coś nie tak :D Nie mogę się doczekać aż podzielę się z wami resztą.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Kocwiaczek - to dobrze wróży ;).
    Jak masz wolne publikacje, wrzucaj więcej. To drobienie to najsłabszy punkt portalowego czytania.
  • Shogun 4 miesiące temu
    Tjeri trudno się nie zgodzić ;D.
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Tjeri, Shogun - no dobra, uległam wam, macie już kolejną część :)
  • Shogun 4 miesiące temu
    Kocwiaczek ma się ten urok osobisty i dar przekonywania ;D. Dziękuję za kolejny rozdział i lecę czytać ;).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania