Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

54. Błysk i Grzmot - Część VI - Burza // Rozdział VIII

Schody były wąskie i nie widziałam przez nie żadnych oznak walki. Gdyby nie fakt, że łączyły piętra można by było pomyśleć, że stanowią idealną kryjówkę. Ja jednak nie zamierzałam się ukrywać. Wbiegłam biorąc po kilka stopni naraz i już po chwili stałam na górze. Dopiero tam zorientowałam się jak wielkie było więzienie. Wszystkie przejścia ułożono pod jakimś dziwnym kątem do dołu, ale nie spodziewałam się, że pomiędzy korytarzami, a halami ktoś jest w stanie utworzyć tak ogromny obszar złożony z cel. Zatkało mnie na myśl ilu ludzi musiało być przetrzymywanych przez prezydenta i jego popleczników.

 

Potrząsając głową uświadomiłam sobie kilka rzeczy – po pierwsze tam gdzie stałam było niesamowicie ciemno, po drugie nie widziałam żadnego człowieka: ani przyjaciela, ani nawet wroga, po trzecie – z czego zdałam sobie sprawę przeszukując kieszenie – nie miałam żadnej broni. Gaz wypadł na początku, spray i łyżki później, a paralizator nie miałam pojęcia kiedy. Czy mogło być jeszcze gorzej?

 

Odpowiedź otrzymałam znienacka, gdy tuż ponad moją głową seria strzałów zorała ścianę. Tynk i odłamki farby spadły lawiną na moje ręce, gdy skulona ochraniałam głowę. Coś ostrego przecięło moje ramię, ale na całe szczęście nie dotarło do kości. Urwałam rękaw z drugiej ręki i mocno obwiązałam ranę. Nie miałam czasu się nad sobą roztkliwiać. Szybko rozejrzałam się dookoła. Strzały dochodziły najwyraźniej z dołu. Wyglądało na to, że postrzelony przez naszych ludzi snajper, upadając przycisnął spust i kule przez balkon okalający całe piętro przebiły się i trafiły w ścianę za mną. Dobra wiadomość była taka, że międzyczasie Adam nauczył mnie spinką otwierać kłódki i zamki, a takową właśnie znalazłam we włosach. Zła, że odpadł nie tylko tynk, ale i cegły które zwaliły się na schody, blokując mi drogę powrotną.

 

- Pięknie kurwa! - wypaliłam wściekła – Po prostu kurwa pięknie!

 

Na domiar złego nadal nikogo nie było widać w zasięgu mojego wzroku. Sycząc z bólu zaczęłam mijać cele. Zaglądałam do środka przez zakratowane świetliki – pusto, pusto i pusto. Szłam dalej coraz bardziej odczuwając ból ręki i instynktownie kuląc się bliżej ścian aby uniknąć ewentualnych strzałów czy rykoszetów. W końcu dotarłam na bardziej oświetlony obszar. Gdy więc zajrzałam do pierwszej celi i ujrzałam kilku mężczyzn trzymających się za kraty świetlika, ucieszyłam się jak wariatka. Próbowali coś krzyczeć, ale nie dość, że ściany celi musiały być dźwiękoszczelne, to huk wystrzałów z dołu całkowicie uniemożliwiał mi ich zrozumienie. Wyglądali słabo jednak ich oczy na mój widok rozświetliły się z podniecenia. Miałam tylko nadzieję, że to nie będzie jakaś kolejna pułapka.

 

Zaczęłam majstrować przy kłódce. Wiedziałam, że mając piłę i łomy chłopaki radzili sobie szybciej, jednak nikt nie doceniał mojej małej zwinnej rączki. Boki, góra, dół i już. Zdjęłam kłódkę i pociągnęłam za klamkę. Mężczyźni niemalże wytoczyli się na zewnątrz od razu zarzucając mnie pytaniami:

 

- Kim pani jest? Co się tu dzieje? Czemu tu jest tak pusto? Kto strzela? Gdzie są strażnicy?

 

Podniosłam zdrową rękę do góry i zaczęłam nią wymachiwać. Zamilkli gwałtownie.

 

- To ja tu zadaję pytania – odpysknęłam może trochę zbyt szorstko. Zmierzyłam wzrokiem ich łachmany i na piersi jednego z nich dopatrzyłam się wszywki oficerskiej – Przedstawcie się.

 

Wystąpił ten z odznaką oficera:

 

- Starszy oficer sił lądowych pułkownik Karol Ralt. A to mój podpułkownik Janusz Dźwoński i major Ryszard Kil.

 

Mężczyźni mi zasalutowali. Odetchnęłam z ulgą. Wojskowi. Jakbym dostała mannę z nieba.

 

- Lilianna – uśmiechnęłam się i podałam każdemu z nich dłoń – może być Lila. Jestem sprawcą tego zamieszania. Odbiliśmy premiera, teraz próbujemy uwolnić więźniów. Przechwyciliśmy skład broni i nie będę ukrywać, że potrzebujemy ludzi do walki. Zwłaszcza żołnierzy.

 

Pułkownik pokiwał głową.

 

- Miło nam panią poznać. W takim razie musimy otworzyć wszystkie cele po tej stronie więzienia. Wygląda na to, że pani towarzysze zaczęli nie tam gdzie trzeba. Po tamtej stronie są politycy, sędziowie i inni urzędnicy państwowi. Wojsko jest tutaj. Proszę iść za nami.

 

Podążyłam ich śladem. Otwieraliśmy celę po celi. Trochę ja spinką, trochę oni znalezioną gaśnicą czy odłamkami gruzu. Coraz więcej mężczyzn zaczęło wysypywać się na piętro. W końcu było ich tak dużo, że przestaliśmy się mieścić na korytarzu.

 

- Niech każdy oficer zbierze swoich ludzi – zaczął pan Karol – Pani Liliana poprowadzi nas do składu broni, który jest po drugiej stronie piętra. Bierzemy ze sobą najbardziej wyczerpanych. Oddział czwarty i piąty! Oficerowie – skierował słowa do dwóch ostatnio uwolnionych mężczyzn – Odbijajcie kolejnych i tak do skutku. Stopniowo zamieniajcie się i kierujcie po broń. Musimy odbić jeńców ale przede wszystkim włączyć się do walki na dole.

 

Już mieliśmy odchodzić kiedy dodałam:

 

- Ciężko jest odróżnić tych dobrych strażników i ich sprzymierzeńców od złych. Pod nami, bliżej drzwi wejściowych jest grupa moich ludzi – wiem, że to określenie było nad wyraz niepoprawne niemniej nie miałam czasu na wyjaśnienia – część ubrana jest na czarno i jest cywilami, a część w moro jak strażnicy. Musicie obserwować zanim zaczniecie strzelać. Proszę, uważajcie. Jeśli natomiast spotkacie mężczyzn z łomami i piłami – to też nasi ludzie. Odbijają więźniów. Pomóżcie im.

 

Część z żołnierzy uśmiechnęła się pobłażliwie na moje słowa. Chyba widać było mój brak doświadczenia. Nie zamierzałam się jednak tym przejmować.

 

- Schody za nami są zasypane. To najkrótsza droga na dół, ale ja niestety nie dałam rady ich odkopać. Jeśli się wam uda powiadomcie mnie. Chcę zejść i pomóc swoim ludziom.

 

Rozległo się chóralne „tak jest!” Uśmiechnęłam się do ich wymęczonych twarzy.

 

- A i jeszcze jedno – dodałam szybko – Na dole może się wam trafić stalowooki strażnik Radek. Ma niewładną rękę od postrzału – zmrużyłam oczy – Poślijcie go do piachu. Łajza zasługuje na śmierć. Tylko proszę by była powolna. Najlepiej w męczarniach i samotności...

 

Odwróciłam się i przepchnęłam przez grupę, którą prowadziłam do składu broni. W połowie piętra udało nam się namierzyć Edka i Andrzeja. Ucieszyli się, gdy mnie spostrzegli jednak znieruchomieli na widok mężczyzn za moimi plecami:

 

-Wojskowi – rzuciłam i gdy tylko podszedł do mnie pułkownik Ralt dodałam – Oficerowie. Kieruję ich do składu broni.

 

- Bardzo dobrze – wyszeptał gorączkowo Andrzej – tędy panowie, proszę, proszę. Za celą 612 w lewo.

 

Kiwnęłam do pułkownika i przepuściłam ich przodem. Sama zostałam z tyłu by dopytać chłopaków jak idzie odbijanie więźniów.

 

- Ręce nam odpadają, ale nie jest źle – oświadczył Edward – Kilku dobrych strażników osłania schody na prawym skrzydle. Z tego, co wiem jest jednak wielu zabitych…

 

- A Tomasz? Widzieliście go?

 

- Nie. Nie było go na dole na lewym skrzydle?

 

- Nie widziałam go tam. Kiedy się przegrupowaliście? Myślałam, że wszyscy są tylko po jednej stronie więzienia.

 

- Z początku tak było, ale w pewnym momencie udało przedrzeć się nam z częścią dobrych strażników na drugą stronę. Od strony centralnej napływają jednak coraz to nowe oddziały złych strażników. Mają granaty, broń długiego zasięgu, karabiny. Nie wygląda to dobrze.

 

- Oby wojskowi nam pomogli. Kolejni otwierają cele na lewym skrzydle. Będą kierować się tutaj do składu by dołączyć do walki na dole.

 

- Lilu – Andrzej złapał mój wzrok – To naprawdę nie wygląda dobrze. Może powinnaś…

 

- Uciekać? – przerwałam mu – Tak, wiem jestem głupia, ale nie wrócę jak tchórz z podkulonym ogonem. Nie ma mowy.

 

Spojrzeli na siebie, pokręcili głowami i westchnęli:

 

- W takim razie chociaż nam już nie przeszkadzaj. Musimy uwalniać więźniów.

 

- Ja też – żachnęłam się unosząc wysoko brodę.

 

Podeszłam do kolejnych drzwi i pomajstrowałam w kłódce spinką. Otworzyłam ją po kilkunastu sekundach. Z celi wybiegło kilku mężczyzn. Nie chciałam wdawać się w dyskusje – Ratujemy wam życie, jeśli umiecie strzelać, za celą 612 jest skład broni, jeśli nie, idźcie wzdłuż piętra do dobrych strażników. Pokierują wami dalej.

 

Pokiwali mi nieco przerażeni i popędzili korytarzem. Z pewnością nie umieli walczyć. Odprowadziłam ich wzrokiem po czym odwróciłam się do chłopaków. Mieli usta szeroko otwarte. W normalnych okolicznościach rzuciłabym im jakąś żartobliwą uwagę, teraz jednak liczyła się każda minuta:

 

- Ruchy, ruchy – powiedziałam tylko – mamy uwalniać ludzi, a nie się na siebie gapić.

 

Nie wiem ile czasu tak otwierałam kłódki i wygłaszałam swoją formułkę. Żołnierze mijali mnie ukłonem i lecieli biegiem do składu broni. Co jakiś czas z dołu docierały wybuchy i całe piętro drżało od ich siły. Ludzie padali, jęczeli i bez wątpienia umierali. Ręce coraz bardziej mi się trzęsły, a żołądek przyklejał do gardła. Jeszcze to do mnie nie docierało, że dzieliły mnie milimetry od śmierci. Smród krwi unosił się nawet na górze. Na całe szczęście prezydentowi nie przedarli się jeszcze na piętro. Byliśmy mniejszością ale bez wątpienia rośliśmy w siłę dzięki zastępom wojskowych.

 

Po jakimś czasie, nie wiem jak długim przybiegł do mnie jeden z nich oznajmiając:

 

- Pani Błysk przejście zostało odkopane. Oddziały zeszły na dół by wesprzeć pani ludzi. Wygląda na to, że sytuacja jest opanowana, ale mam złe wieści o pani przyjacielu Robercie.

 

Zacisnęłam zęby.

 

- Co się stało?

 

- Jest poważnie ranny. Nie wiemy czy z tego wyjdzie.

 

- Szlag, szlag, szlag – dokończyłam otwierać kłódkę, wygłosiłam formułkę i powiedziałam do wojskowego:

 

- Muszę wracać na dół. Będzie mi pan towarzyszył?

 

- Do usług – odparł i zasalutował.

 

- Chłopaki róbcie swoje – powiedziałam do zmartwionego Edwarda i Andrzeja – Wrócę jak tylko będę mogła.

 

Pod wpływem impulsu uściskałam ich jeszcze i po chwili razem z żołnierzem biegłam w kierunku schodów. Mijaliśmy innych wojskowych po drodze. Kiwali do mnie i biegli w przeciwną stronę. Po chwili byliśmy na dole. Walka przeniosła się nieco dalej. Gorączkowo zaczęłam rozglądać się za Robertem.

 

- Gdzie on jest? – krzyknęłam do wojskowego – Nie widzę go tutaj!

 

- Jest trochę dalej, tam bliżej drzwi wejściowych. Musieliśmy go odciągnąć od pola walki. Zaprowadzę panią do niego.

 

Gdy chowaliśmy się za pobliski filar do mojej świadomości przebiło się kilka spostrzeżeń: po pierwsze - żołnierz trzymał broń zbyt blisko mojego boku. Po drugie - nikt z nas nie dotarł tutaj korytarzem, którym chciał prowadzić mnie wojskowy. Po trzecie i najważniejsze - nie powiedziałam żadnemu z żołnierzy jak mam na nazwisko…

 

Serce zaczęło mi mocniej bić. Zerknęłam zza filaru na pole walki. Poszukałam wzrokiem kontenera na śmieci. Nie myliłam się. Nawet z tej odległości poznawałam dobrze zbudowaną sylwetkę Roberta. Oszukano mnie. Żołnierz, który mnie prowadził nie piastował naprawdę swojej funkcji. Musiałam jakoś dać znać moim sprzymierzeńcom, że jestem w opałach. Tylko jak?

 

Zamarkowałam postrzał. Nic innego nie wpadło mi do głowy. Nagle złapałam się za nagie ramię i rozdzierając powietrze swoim najgłośniejszym wrzaskiem zawołałam w udawanym bólu:

 

- Auaaa! Adamie! Pomóż mi! – z tymi słowami osunęłam się na ziemię – Boli, aaa! Baardzo! Pomocy! – darłam się. Wiedziałam, że słowo Adam zaalarmuje Roberta i jeśli możliwe Tomasza. Zresztą sam dźwięk kobiecego głosu przebijającego się pośród strzałów powinien zwrócić ich uwagę.

 

Jak się domyślałam fałszywy żołnierz próbował mnie siłą podnieść, ale wiłam się po ziemi jak piskorz. Po chwili jednak znieruchomiałam gdyż zza mnie świsnęły strzały. Ktoś najwyraźniej zorientował się w sytuacji. Pseudo-żołnierz uskoczył za filar, a potem pędem pognał w głąb szemranego korytarza i zniknął mi z oczu.

 

Odwróciłam głowę w kierunku strzałów. W polu mojego widzenia ujrzałam kuśtykającego Roberta, który mimo wszystko jakąś kulkę najwyraźniej oberwał. Potem zauważyłam Tomasza, który w dzikim pędzie mijając Roberta gnał w moją stronę. Wiedziałam, że byłam teraz na odsłoniętym terenie, jednak przecież już podnosiłam się z ziemi by wybiec mu na spotkanie. Nie sądziłam bym znajdowała się w jakimś tragicznym położeniu…

 

Nie zdążyłam jednak dokończyć tej myśli ponieważ potworny ból rozsadził moje udo zaraz koło miednicy. Nigdy w życiu nie czułam czegoś takiego. Oszołomiona zupełnie straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Upadłam z powrotem na ziemię, a łzy trysnęły z moich oczu. Drżącymi rękami dotknęłam nogi by poczuć jak krew pulsuje pod moimi palcami. Gorąca, bordowa, lepka. Nie wiedziałam co robić. Straciłam poczucie czasu. Moje oczy biegały na wszystkie strony szukając jakiegoś punktu zaczepienia, który pomógłby mi się otrzeźwić. Spojrzałam w końcu w stronę nieznanego mi korytarza i mój zamglony umysł zarejestrował twarz wykrzywioną w szatańskim uśmiechu. Radek. Tak, to był on. Broń trzymał wystawioną przed siebie. Celował. We mnie. Ponownie. Tym razem w głowę.

 

- O nie – jęknęłam tylko i usłyszałam kolejny wystrzał. Tyle, że to nie ja oberwałam. Zaskoczona w zwolnionym tempie obserwowałam czerwień rozlewającą się na piersi mojego oprawcy. Kula trafiła prosto w serce i krew strumieniem rozlała się po jego kurtce. Uśmiech zszedł mu z twarzy jednak chyba w przypływie adrenaliny podniósł jeszcze raz broń, wycelował i… strzelił. Nabój uderzył mnie w skroń wywołując mroczki przed moimi oczami. A potem oddał ostatni strzał. Wiedziałam, że tego już nie przeżyję.

 

W tym samym momencie coś ciężkiego zwaliło się na mój brzuch. Wgniotło mnie w ziemię, odebrało dech. Łapiąc powietrze jak ryba bez wody spostrzegłam, że obok mnie stoczyła się bezwładnie jakaś męska sylwetka. Ujrzałam znajomą twarz i puste oczy bez żadnego wyrazu.

 

- Tomasz – poruszyłam ustami jednak nie wydobył się ze mnie żaden dźwięk. Nagle wszystko straciło kolory. Nagle wszystko zrobiło się czarne. Nic nie widziałam. Nic nie słyszałam. Nic nie czułam…

 

Nic.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri możesz już sobie pomału wymyślać nagrodę ;)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Dopiero skończyłam poprawiać błędy, które jeszcze wyłapałam. Odświeżcie jeśli czytacie.
  • Tjeri miesiąc temu
    :D:D Głupio mi się cieszyć... wobec zaistniałych zdarzeń...

    No i kolejny git rozdział. Dzieje się.
    Słabym punktem tego rozdziału jest prowokacja przebierańca. Znaczy nie pomysł, a jej rozpiska.
    "- Pani Błysk przejście zostało odkopane. Oddziały zeszły na dół by wesprzeć pani ludzi. Wygląda na to, że sytuacja jest opanowana, ale są ranni.
    Zacisnęłam zęby.
    - Kto?
    - Nie znam nazwiska. Jakiś Pan Robert. Mówi, że panią zna." - to że nie zajarzyła od razu, gdy padło nazwisko, można spokojnie wytłumaczyć zamieszaniem, zmęczeniem, adrenaliną. Ale dlaczego miała tak mocno zareagować na wieść, że są ranni, jeśli chwilę wcześniej pada: "Co jakiś czas z dołu docierały wybuchy i całe piętro drżało od ich siły. Ludzie padali, jęczeli i bez wątpienia umierali. (...). Smród krwi unosił się nawet na górze." Musiała się więc liczyć z rannymi przyjaciółmi, zresztą jak wcześniej można było przeczytać, raczej nie spodziewali się wyjść cało z akcji. Tu bym więc nieco pokombinowała, żeby bardziej uwiarygodnić reakcję bohaterki.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri zgodzę się, ale podwójna strata Roberta byłaby chyba dla niej nie do zniesienia zwłaszcza, że uratował jej życie. Ale zapisuję. Może uda mi się jakoś to zgrabnie przerobić.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek - ano, ale ona pyta kto, zanim jeszcze o Robercie wspomniał. No i skąd ktoś, kogo nie nie kojarzyła nawet, miałby dokładnie wiedzieć kto? Znaczy mógłby wiedzieć, ale raczej w ten sposób pytania by mu nie zadała. Niezbyt dobrze to napisałam, ale chyba wiesz co mam na myśli...
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri jeszcze nie załapałam ale może jutro na świeżo mi się uda ogarnąć o co ci chodzi :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek jak teraz czytam co napisałam, to mam wątpliwości czy ktokolwiek mógłby to zrozumieć... Może lepiej zostanę przy pierwszym komencie. Tam zdecydowanie lepiej mi poszło.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Robert był przez 3o przetrzymywany. Widzieli z nim Adama. Powiązani więc luźno Roberta z Lilianną. Radek miał na jej punkcie obsesję. Wiedział a może poznał po głosie, że to Robert do niego strzelał. Miał na pewno jakiegoś swojego koleżkę, którego mógł wysłać po Lilkę. Skoro mial mundur wojskowego to musial jakiegoś zabić i mógł z niego wyciągnąć informacje o zapalonym przejściu i o Liliannie. W koncu dobrzy i źli straznicy mogli sie wojskowym pomylić. Fałszywy mówi Lili o tym, że są ranni ona pyta kto. On wie, że ma mówić o Robercie bo tym ona się przejmie. No i tak dalej. Nie wiem, mi się to wydawało logiczne:(
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Zawalonym
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek - dlatego napisałam, że sam pomysł był ok. Ale mnie chodzi o reakcję Lilki w pierwszej chwili. Pada "są ranni" a ona pyta kto, gdzie wie, że trup ściele się gęsto i na bank wszędzie są ranni! Może nibyżołnierz powinien to ująć inaczej? Tak by zasugerować, zaniepokoić? Ten moment właśnie jest dla mnie trochę nielogiczny...
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri okej załapałam w końcu:) wymyślę coś.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Lepiej?
  • Shogun miesiąc temu
    O kurde, Tomasz padł, Robert ranny, Lilka ranna, Radek nie żyje, co tu się dzieje? :D Cóż za emocje, akcja. Jest moc. Szkoda mi Tomasza, dobry chłop był. Już teraz współczuję Paulinie. Mam nadzieje, że Lila przeżyje, bo jeśli nie to Adam, wszystkich rozniesie w pył :D.
    Kurcze, rozdział jak ta lala :). Z niecierpliwością czekam na następny. Co tu się będzie dziać. Już to widzę oczyma wyobraźni :D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Myślę, że trochę was zaskoczę kolejnym rozdziałem. Ale to już jutro ;)
  • Shogun miesiąc temu
    Kolejne zaskoczenie. Musisz trochę przyhamować, bo mi pikawa siądzie :D.
    Czekam na jutrzejsze zaskoczenie ;).
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun szykuj chusteczki...
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek oj oj oj oj, to się chyba jednak jutro zawał szykuje na miejscu.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun Oj lepiej nie, nie chce mieć Cię na sumieniu.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek jakoś przetrwam, ale jeżeli szykuję się, aż coś takiego co wymaga chusteczek, to będzie ciężko.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun w moim mniemaniu najbardziej smutny rozdział i najbardziej dla mnie wymagający. Na zawsze będę go mieć w pamięci.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek jutro ja zapewne również. Czasem nie chciałbym być taki wrażliwy chłop, ale co zrobię. Zobaczymy, czy mi się jutro łezka zakręci, o ile tylko łezka.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek ech, mam podejrzenie, ale nie będę już wieszczyć.
  • Shogun miesiąc temu
    Tjeri w sumie również mam podejrzenia, ale bez wieszczenia droga Pani :D, bo Pani jak chce to wywieszczy ;).
  • Tjeri miesiąc temu
    Shogun javohl Herr Kapitan!
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tylko 3 rozdzialy do końca...
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek Tylko 3, no no no, jak ten czas zleciał...
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun 340-kilka stron poszło...
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek w takim razie niecałe 30 zostało.
  • Shogun miesiąc temu
    Tjeri ;)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun 22 dokladnie plus zakończenie dedykacji
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek dedykacji? No to widzę pełna profeska :D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun poczatek juz byl to i koniec by wypadalo dać. Wszakże tłumaczyłam zaczynając publikować, że każde zdanie ma znaczenie.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek rozumiem. Kurcze, biorąc pod uwagę, że zostały 3 rozdziały, wychodzi, iż za 3/2 dni koniec BiG...
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun si :) słodko-smutna prawda.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek coś się kończy, coś zaczyna ;D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun, a jak :)
  • Tjeri miesiąc temu
    "- Pani Błysk przejście zostało odkopane. Oddziały zeszły na dół by wesprzeć pani ludzi. Wygląda na to, że sytuacja jest opanowana, ale mam złe wieści o pani przyjacielu Robercie." - teraz jest idealnie :))
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    :D, cenna uwaga pozwoliła na doszlifowanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania