57. Błysk i Grzmot - EPILOG - Brzask

- Ciociu, dlaczego nie masz dzieci? Nie chcielibyście z wujkiem? – Malwinka zapytała mnie nieoczekiwanie. Siedziałyśmy w niedzielne popołudnie na pomoście, mocząc nogi w strumieniu. Tak szybko urosła. Miała już osiem lat, ale zachowywała się dojrzalej. Była niezwykle silną dziewczynką. Silniejszą niż ja kiedykolwiek. Paula z Robertem naprawdę dobrze ją wychowywali.

 

- Chcielibyśmy bardzo – odparłam. – Niestety czasami jest tak, że im bardziej czegoś chcemy tym mniej się nam to udaje.

 

- Aha – bąknęła pod nosem. Wiedziałam, że na tym nie poprzestanie – To może adoptujcie? Ja przecież zostałam adoptowana.

 

Pocałowałam jej czółko i potargałam loczki. Z dnia na dzień coraz bardziej ciemniały. Wiedziałam, że tak będzie kiedy tylko po raz pierwszy ją ujrzałam. To były mile świetlne od dnia dzisiejszego. Pamiętam rehabilitację, długą i bolesną. Problemy z implantem, stosowanie coraz to silniejszych leków i ciągłą walkę o moją nogę. Udało się w końcu ją uratować jednak nie odzyskałam pełnej sprawności. Do końca życia będę chodzić i utykać jednak nauczyłam się z tym żyć. Adam bardzo mnie wspierał i jeśli kiedykolwiek miałabym wątpliwości co do naszego związku, mogłabym od razu rozwiać je wspomnieniem tamtych chwil. Dopingował moją walkę, służył ramieniem, gdy chciałam upaść, ocierał łzy bólu i pocieszał. Był wspaniały. Tak bardzo wspaniały, że w dniu wyjścia ze szpitala wzięliśmy ślub. Uśmiechnęłam się do swych wspomnień – Tak, to był naprawdę dobry dzień.

 

Chociaż chciałam by ceremonia była skromna, nie udało mi się powstrzymać euforii innych. Zawczasu zamówiliśmy termin w kościele i zaprosiliśmy jedynie naszych świadków – Paulinę i Roberta. Jednak, gdy weszłam do kościoła wsparta o ramię tego drugiego wewnątrz zobaczyłam cały tabun ludzi. Nie znałam większości, niemniej mogłam się tylko domyślać, że w jakiś nieokreślony bliżej sposób miałam wpływ na ich życie. Wszyscy uśmiechali się do mnie, a ja nie mogłam opanować łez wzruszenia. Przez ten cały czas myślałam, że jestem sama. Zdana na siebie, a potem na Adama. Osamotniona zaczęłam krucjatę przeciwko władzy. I wygrałam, ale już razem z innymi. Ci wszyscy ludzie stanowili najlepszy dowód na to, że walka była jednak słusznym wyborem.

 

Adam oczekiwał na mnie przy ołtarzu, ogolony i przystrzyżony po męsku. W pomarańczowej koszuli, która zdawała się nie pasować do granatowego garnituru, jednak podkreślała uśmiech czający się w jego zielonych oczach. Roberta u drzwi zastąpił pułkownik Karol Ralt. Ubrany był w czarny frak. Miałam wrażenie, że moja prosta biało-srebrna sukienka trochę nie pasuje do tego całego przepychu i nie powinna być widziana przez tych wszystkich ludzi. Jednak, gdy tylko podeszłam do ołtarza i Adam wziął moją dłoń, szepcząc do ucha: „Wyglądasz prześlicznie” – moje wątpliwości prysły jak bańka mydlana. Wiedziałam, że teraz już wszystko będzie w porządku. I było.

 

Myślałam, że po ślubie zjemy po kawałku upieczonego przez Paulinę tortu i rozejdziemy się do domów. Jednak oni wszyscy wyprawili nam weselne przyjęcie, na które oczywiście nas samych nie byłoby stać. Bawiliśmy się do rana, a potem jeszcze od południa kolejnego dnia. To było istne szaleństwo. Nieoczekiwanie dostaliśmy również najwspanialszy prezent na świecie.

 

Gdy pośród gości ujrzałam premiera najpierw się zdziwiłam, a potem zaczęłam denerwować. Nie miałam przecież najlepszych wspomnień jeśli chodziło o kontakty z władzą. Premier był twardym człowiekiem. Rządził silną ręką i wydawał czasami zbyt mocne wyroki. Rzecz jasna nie w pojedynkę, ale jego zdanie miało ogromnie znaczenie. W ciągu pół roku odnalazł i skazał na więzienie prezydenta i przywrócił w kraju względny porządek. Udało mu się nie tylko odesłać wszystkich cudzoziemców do rodzinnych krajów, przekazując ich w ręce tamtejszych władz, ale także odbudować gospodarkę, usunąć wszelkie zniszczenia i pomóc ludziom w powrotach do przedmieści.

 

Najgorzej sprawa miała się jednak z dziećmi. Wiele z nich zdążyło podrosnąć i pokochać swoich nowych rodziców. Ci jak wiemy przejęli opiekę nad nimi w sposób nielegalny i jako przestępcy nie mogli dalej tego robić. Maluchy trafiły więc znowu do systemu adopcyjnego. Wielu ludzi z kraju i zagranicy zaczęło zgłaszać się w sprawie umożliwienia im adopcji. Każdy taki proces trwał jednak jakiś czas ze względu na konieczność sprawdzenia czy wszystkie potrzeby dziecka zostaną zaspokojone i maleństwa często wiele miesięcy przebywały w placówkach państwowych. Był to dla nich z pewnością trudny okres. Miałam tylko nadzieję, że koniec końców wszystkie są teraz szczęśliwe.

 

Premier podszedł do nas, gdy tylko goście zaczęli jeść i prowadzić rozmowy, bardziej skupiając swoją uwagę na sobie niż na młodej parze. To była chwila oddechu i wymknęliśmy się z Adamem na podwórze sali weselnej, która mieściła się w starym pawilonie handlowym w Stolicy. Stosownie ją odnowiono i to tam po dziś dzień odbywają się najbardziej prestiżowe przyjęcia. Premier wręczył nam grubą kopertę i powiedział:

 

- Może to niewielkie zadośćuczynienie za cierpienia, których państwo doświadczyli, ale mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu ukoi to państwa ból. Życzę pani, pani Lilianno i panu, panie Adamie wszystkiego co najlepsze i gdyby tylko mieli państwo potrzebę proszę się ze mną skontaktować. Chętnie spotkam się z państwem na kawę i ciastko.

 

Po tych słowach ukłonił się, a my spojrzeliśmy po sobie, nic nie rozumiejąc. Otworzyłam kopertę pewna, że zobaczę w niej pieniądze, jednak wcale tak nie było. Wewnątrz znaleźliśmy dokumenty, które jednoznacznie czyniły nas właścicielami ziemi, na której znajdowała się chatka, strumień i kilka hektarów wokół niego. Nie posiadaliśmy się z radości. Niczego bardziej nie pragnęliśmy niż naszego miejsca na ziemi. A to było najwspanialsze ze wszystkich.

 

Właśnie dzięki temu prezentowi mogłam teraz z Malwinką wygrzewać się w letnim słońcu na naszym pomoście. Adam w oddali kosił trawę, natomiast Paulina z Robertem przebywali aktualnie w szpitalu. Paula właśnie rodziła syna. Malwinka niezwykle cieszyła się na tę wieść. Pokochała swoją nową rodzinę tak jak ja kiedyś kochałam naszych rodziców. Nie mogłam winić jej za to, że nie myślała o nich i o mnie w kategorii rodziny. Jak kiedyś powiedziałam byłam dla niej lepszą ciocią niż siostrą. Szkoda tylko, że nie pamiętała Tomasza. Razem chodziliśmy, co prawda po niedzielnej mszy na cmentarz poległych, gdzie Paula nakazała przewieść jego urnę, jednak dla mojej siostry był to tylko przerywnik pomiędzy kościołem, a gałką lodów waniliowych z pobliskiej cukierni. Była jeszcze dzieckiem i nie chcieliśmy jej tego dzieciństwa odbierać.

 

Słońce zaczęło mnie oślepiać, więc przykładając dłoń do czoła rozejrzałam się wokół siebie. Co trzeba jasno powiedzieć, nasz ukochany las nie był już taki jak kiedyś. Tylko na naszym terenie więcej było drzew niż pustego placu. Niestety część gaju, który do nas nie należał wykarczowano i w jego miejsce zbudowano osiedle domów jednorodzinnych. Przykro było nam na to patrzeć, ale wiedzieliśmy, że taka jest już kolej rzeczy. Z czasem doceniliśmy obecność nowo powstałych sklepów, kościoła i cmentarza. Nawet sąsiedzi okazali się serdeczni i skłonni do pomocy.

 

Paula z Robertem mieszkali około siedmiu kilometrów dalej, jednak widywaliśmy się prawie codziennie. W końcu wszyscy pracowaliśmy w jednej szkole. Ja uczyłam literatury i swoimi wspomnieniami dzieliłam się z dziećmi na lekcjach historii. Ponadto udzielałam się w osiedlowym kole pomocy samotnym matkom. Paulina zaś objęła stanowisko szefowej kuchni w szkolnej stołówce. Adam najął się jako nauczyciel przyrody, natomiast Robert wychowania fizycznego. Byliśmy dziwną rodziną, jednak dawaliśmy sobie razem radę.

 

W gruncie rzeczy nie wiem co tak naprawdę zbliżyło Paulę do Roberta. Czasami rozmawiamy na ten temat, jednak Paulina mówi tylko, że był przy niej i wszystko samo jakoś tak wyszło. Nigdy nie winiła mnie za śmierć Tomka, jednak żal po stracie musiał znaleźć swoje ujście. Wydaję mi się więc, że dzieląc wspomnienia poznali się z Robertem lepiej i w końcu pokochali. Gdy dowiadujesz się o kimś najdrobniejszych szczegółów i dzielisz z nim swoje własne, niejako stajesz się częścią jego życia. Zrozumiałam to w chwili, gdy opowiedziałam Adamowi o gwałcie. Takie momenty zostają już w pamięci na zawsze.

 

- Nie wiem skarbie – odparłam w końcu, wciąż wpatrującej się we mnie Malwince. – Spróbujemy jeszcze trochę bardziej się postarać. Może w końcu się uda.

 

- Byłabyś wspaniałą mamą – jej twarzyczka rozjaśniła się szerokim uśmiechem. – Zobacz – zaczęła wyliczać na paluszkach. – Umiesz gotować, jesteś miła, wujek cię bardzo kocha, masz strumyk, mieszkasz w fajnym domu i masz odlotową chatkę pełną wspomnień. Czy to nie jest idealne miejsce dla dziecka?

 

Już miałam odpowiedzieć jednak za naszymi plecami rozległo się głośne wołanie:

 

– Dziewczyny!

 

Hałas kosiarki ustał, a szum drzew przybrał na sile. Odwróciłyśmy głowy i spojrzałyśmy przez nasze ramiona. Adam z uśmiechem na twarzy biegł ku nam pomostem:

 

- Gotowa poznać braciszka? – porwał Malwinkę na ręce. Moja siostrzyczka zaczęła piszczeć z zachwytu i ochoczo kiwać główką. – To leć pędem po plecak i ruszamy.

 

Malwinka natychmiast pognała w stronę domu. Adam pomógł mi wstać. Przygarnął mnie do siebie i przytrzymał pod bok. Dzięki temu wygodniej mi się szło i tak bardzo nie kulałam. To prawda, że ja mogłabym być wspaniałą mamą, ale to on zasługiwał najbardziej na miano cudownego ojca. Niestety tej jednej jedynej rzeczy nie mogłam mu dać. Po postrzale, poronieniu i śpiączce okazało się, że uszkodzone zostały moje jajniki. Nie jest do końca pewne co wywołało ten stan, jednak wyrok był jednoznaczny – najprawdopodobniej nigdy nie urodzę już dziecka. Ciężko to przeżyliśmy, ale nie poddajemy się. Adam wciąż ma nadzieję. Ja jestem większą realistką i w jakimś stopniu myślę, że Bóg to wszystko zaplanował. Miałam swoją szansę i jej nie wykorzystałam. Może faktycznie kiedyś zdecydujemy się na adopcję. A może stanie się cud i Bóg pozwoli mi jednak na zostanie matką? Ciężko było to stwierdzić. Pozostawały nam tylko trzy rzeczy: Wierzyć. Kochać się. I czekać…

 

Zostawiliśmy Malwinkę z Robertem. Paulina urodziła zdrowego prawie pięciokilowego chłopca. Posturę najwyraźniej zawdzięczał swojemu tacie. Robert pękał z dumy i ze szczęścia, a nawet uronił kilka łez. Oczywiście chciał to ukryć, jednak Adam zauważył jak po cichu wyciera twarz dłońmi. Nie musiał wcale robić tego ukradkiem. Nikt z nas by go przez to źle nie ocenił. Prawdziwi mężczyźni też płaczą. Tym bardziej tacy uczuciowi wielkoludzi jak on.

 

W końcu wymieniliśmy się uściskami i zabraliśmy w drogę powrotną. Adam ujął moją dłoń, mówiąc:

 

– Chodź kochanie, czas wracać do domu. Nie wiem jak ty, ale mam ochotę na gorący napar z mięty.

 

- Mięty powiadasz… - udałam wesołe rozbawienie. – Mięty między nami chyba nigdy nie zabraknie.

 

Roześmiał się, mówiąc:

 

- Wiesz, w chatce mamy też upolowanego wczoraj zająca. Może by tak zrobić jakąś potrawkę?

 

Na te słowa coś mi się przypomniało. Oczyma wyobraźni powróciłam do tamtych dni. Zimno na dworze, chłód w moim sercu, nasze pierwsze wspólne noce. Wiedziałam, że tym razem potrawka nie była tym, czego potrzebowaliśmy.

 

- Mam lepszy pomysł – odparłam, posyłając mu iście szatański uśmieszek. – Upieczmy go w liściach i ziołach tak jak kiedyś…

 

Oczy Adama rozszerzyły się, a usta wykrzywiły w zapierający dech sposób. Przypominał teraz tego młodego chłopaka, który stojąc na dachu śmietnika przekręcił moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Kiedyś się go brzydziłam, potem bałam, by zacząć się z nim przyjaźnić i w końcu się w nim zakochać. To była dla mnie długa droga chociaż trwała tylko chwilę. Miłość nie zawsze jest przecież oczywista. Czasami musimy się jej nauczyć. Dać sobie nawzajem szansę. I nam się to udało.

 

- Możemy tak zrobić – Adam pochylił się by musnąć moje usta. To był jedynie przedsmak tego wieczoru i obydwoje najwyraźniej nie mogliśmy doczekać się jego finału. Ja byłam przed trzydziestką, Adam miał 32 lata. Pomimo to za każdym razem, gdy byliśmy blisko siebie powietrze, aż iskrzyło od naszego pożądania. Być może kiedyś to minie. Być może zestarzejemy się i będziemy wyzywać się wzajemnie od paralityków. Albo rzucać w siebie talerzami. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Zawsze, ale to zawsze będziemy się kochać. Nie dlatego, że tyle razem przeszliśmy. Ani też dlatego, że połączyła nas miłość do tego miejsca. Po prostu bez niego mój świat stawał się niekompletny. A beze mnie – jak Adam sam kiedyś lojalnie stwierdził – jego byłby śmiertelnie nudny.

 

Wyszliśmy ze szpitala z zamiarem spędzenia tego wieczoru sam na sam, bez wykonywania żadnych domowych prac. W końcu nasze obowiązki służbowe, a także duży teren działki nie zawsze pozwalały nam odetchnąć. Bywały takie dni, że ja do późnego wieczora pakowałam wyprawki dla kobiet, a Adam do ciemniej nocy oczyszczał strumień. Padaliśmy wtedy na łóżko ze zmęczenia i momentalnie zasypialiśmy. Zając w ziołach zjedzony na starej czerwonej kanapie w naszej chatce był więc niezwykle miłą perspektywą. Przywodził na myśl wspomnienia. Dawał do myślenia. Budził zmysły. Drażnił się z nami.

 

Nie chodziło tylko o jedzenie. To miejsce, my i ten smak stanowiły razem coś więcej. Oznaczały wolność…

 

Wolność zaś ze wszystkich potraw na świecie, smakowała nam najbardziej.

 

***KONIEC***

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do tego momentu:) Przede wszystkim jestem wdzięczna za wszelkie komentarze, które pomogą mi poprawić błędy i niedociągnięcia. Jestem zaszczycona, że poświęciliście mi swój czas i razem ze mną sprawiliście, że pokochałam tę historię na nowo. Szczególne podziękowania ślę Shogunowi (najwytrwalszemu z moich czytelników, codziennie zagrzewającemu mnie do walki) i Tjeri (uroczej sówce z iście sokolim okiem, której żaden szczegół nie umknął). Dzięki kochani za waszą obecność. Mam nadzieję, że niebawem spotkamy się ponownie - Wszakże wszyscy lubimy czytać o silnych kobietach… ;)
    Pozdrawiam was i ściskam gorąco!

    Tjeri - daj znać jaką nagrodę wybierasz, za odgadnięcie znacznej części fabuły :)
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek dziękuję za podziękowania. Jestem zaszczycony :).
    Z pewnością spotkamy się ponownie, to dla mnie nie ulega wątpliwości ;).
    Cóż podziękowałaś mi za obecność, natomiast ja dziękuję Ci za umożliwienie mi, spędzania miło wielu chwil, z piękną historią ;).
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun nie zapomnij zerknąć do zakończenia dedykacji ;) Szczęście, rzeczywiście jest dzisiaj na wagę złota.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek zetknąłem. Intrygująca dedykacją. Może się okazać, że coś złego na pierwszy rzut oka, może tak naprawdę przynieść nam coś dobrego. Bo kto wie, czy za tą chmurą nie kryje się słońce i tęcza? :D
  • Tjeri miesiąc temu
    Podpisuję się pod słowami Shoguna :)
  • Puchacz miesiąc temu
    To dla Sowy sport.
    Zawsze mnie tym wkurzała.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    A mnie wprost przeciwnie :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Puchacz, ee tam. To nas odróżnia od kotów na przykład. Ktoś rzuca motek kotu, to ten za nim biegnie. Czkowiek rozgląda się kto rzucił... Wszystko się do tego sprowadza.

    Ale mundrze mi wyszło!
  • Puchacz miesiąc temu
    Tjeri A jak od czapy!
  • Tjeri miesiąc temu
    Puchacz tak sobie tłumacz!
  • Puchacz miesiąc temu
    Tjeri No tak przeca jest!
    Morał, że lepiej być kotem, bo się podąża za motkiem i rozkminia fabułę.
  • Tjeri miesiąc temu
    Puchacz wnioski godne... No nie będę kończyć kogo :D
  • Puchacz miesiąc temu
    Tjeri :)))
    Tak żeś właśnie motek zamotała.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Puchacz i Tjeri zafascynował mnie wasz tok rozumowania, bo widzę, że się świetnie przy tym bawicie więc nie będę przeszkadzać ;)
  • Puchacz miesiąc temu
    Kocwiaczek Kiedyś to mogliśmy dopiero jechać na pęczki :)))
    Tu nie ma za bardzo warunków.
  • Shogun miesiąc temu
    Epilog jest świetny. Moim skromnym zdaniem wszystko skończyło się tak jak powinno, czyli szczęśliwie. To dobrze, bo od jakiegoś czasu, tego szczęścia nam chyba brakuje, tak myślę.
    Ostatnie zdania to piękna pochwała wolności.
    Cóż, świetny koniec, świetnej historii.
    Tyle ode mnie ;).
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Raz jeszcze bardzo dziękuję za tak pozytywny odbiór :)
  • Raven18 miesiąc temu
    Aż jestem szczęśliwy, że nie jestem jeszcze blisko końca :D
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    a czemuż to? :)
  • Raven18 miesiąc temu
    Kocwiaczek Ponieważ mam przed sobą jeszcze tyle historii :D
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Raven18 a to zapraszam :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Dotarłam. Jestem usatysfakcjonowana. Wszystkie wątki doprowadzone do końca, jest happy end z mikro łyżeczką dziegdziu. Super!
    A do całości - świetnie się czytało, czas się wydać! Próbowałaś?
  • Tjeri miesiąc temu
    Aa! Cieszę się, że nie dojrzałam na początku kategorii "miłosne", bo na pewno nie zaczęłabym czytać :)).
    Aa! Rozbawił mnie Robert jako wuefista 😁
  • Shogun miesiąc temu
    Tjeri Robert chłop jak dąb, to na wuefistę w sam raz :D.
  • Tjeri miesiąc temu
    Shogun to chyba kwestia jak sobie go wyobraziłam - a wyszło mi coś na kształt Pudziana, który miażdży piłki do kosza na każdej dużej przerwie 😁
  • Shogun miesiąc temu
    Tjeri :D przy takim wuefiście nikt nie odważy się kopnąć piłki do siatkówki :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Shogun zapewne :))
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Co probowałam? Dziegciu. Nie...
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek 😁
    Czy próbowałaś uderzać do wydawnictw :)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri a to jest twoje pytanie w nagrodę? :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek w.nagrodę to poproszę egzemplarz z dedykacją 😁. Chciwa jestem.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri to cię zasmucę bo musiałabym go sobie najpierw wydrukować :) nie nie próbowałam, a uważasz, że powinnam?
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek oczywiście
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun hahaha, ale za to jaki posłuch ma :D
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek no a jak :D, z Robertem to nie przelewki :).
    A co do wydania, jestem takiego samego zdania. Powinnaś spróbować uderzyć do wydawnictw.
    Ach, ale bym przygarną takie BiG ładne wydrukowane na papierze. Zaprawdę książka cieszyłaby oko i duszę ;D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun i Tjeri - to może zrobimy tak, spróbuję (może?chociaż się boję i nie wierzę w powodzenie za grosz, nawet nie wiem jak to zrobić...), a jak mi się nie uda to najwyżej wam wydrukuję (jakoś?) I wyślę z dedykacją. Co wy na to?
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek jestem jak najbardziej za. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana :D. Spróbować nie zawadzi, a nuż się uda.
    Kurcze, mieć taką książkę z dedykacją od samego autora, to byłby prawdziwy skarb :D.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek próbuj! Nie zrażaj się. Trzeba wytrwałości i trochę szczęścia - czego życzę :)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri chyba najpierw bym musiała kogoś zatrudnić do poprawienia błędów bo mi to trochę zajmie samej :/
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek nie wiem jak to jest w konkretnych wydawnictwach, ale jakiś wycinek się wysyła, gdzieś, pamiętam, było 30 pierwszych stron. I to by trza wyszlifować na błysk (nomen omen).
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri pogrzebię i poszukam w wolnej chwili. Szczerze mówiąc nigdy mi na tym nie zależało. Chciałam po prostu by ktoś to przeczytał. Ot tyle :) A jak mogłam przy tym być anonimowa to przynajmniej wstydu nie było, że palcami wytykać mnie będą.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek i pomyśl jeszcze nad uwiarygodnieniem izolacji ludzi po katastrofie. To słaby punkt. Czy były telefony? Czy ludzie mogli podróżować? Net? Ja się zastanawiałam nad tym,.czytając. Nie idzie mi o jakąś wielką rozbudowę (bo to w końcu nie political fiction), ale jakieś małe wstawki tu i ówdzie. Bo dlaczego by ludzie nie chcieli odwiedzać swoich wcześniejszych miejsc zamieszkania? No dobra, 95 procent może nie chcieć. Ale 5 wystarczy by zobaczyć i narobić zamieszania. Kombinowanie w takim kierunku trzeba by uciąć.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri wiem, jest co poprawiać. Niby niuanse Ale psują efekt.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek ale to kosmetyka.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek kurcze, ciekawie jest tak obserwować rozwój Twojej pracy. Mówię to z perspektywy tego ile różnych niuansów zostało wskazanych, i ile już poprawiłaś. Fascynujący proces.
    Podpisuję się pod słowami Tjeri: to kosmetyka.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun ale trzeba wymyślić satysfakcjonujące wytłumaczenia każdego z nich. Nie lubię półsrodków. Musi być wiarygodnie. Zawsze stawiam sobie wysoko poprzeczkę i poprawiam często do skutku. Tyle że teraz dzięki wam wiem co mi chociaż umknęło.
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek i to jest bardzo dobre podejście. Trzeba wymyślić tak, aby było dobrze, bo półśrodki nie przejdą. No, ale mając cały tekst ma się spore pole do popisu :).
    Cóż, wskazanie tego co Ci umknęło, to głównie zasługa Tjeri :). Ja tylko wspierałem, można powiedzieć mentalnie :D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun są też inni którzy dali mi do myślenia i podbudowywali np Ataman czy Raven. Ale jeśli mam być szczera, to że zaczęłam wrzucać cokolwiek po części pierwszej to tylko i wyłącznie twoja zasługa:)
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek racja Ataman i Reven również zawsze coś wskazali, dali wskazówkę i dołożyli cegiełkę :).
    Miło mi i cieszę się, że sprawiłem, iż publikowałaś dalej. Dzięki temu wielu użytkowników mogło zapoznać się z Twoją powieścią, w tym i ją, oczywiście :D.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun i tym miłym akcentem raz jeszcze dziękuję za wsparcie i lecę śnić sny na kolejną...
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek ;)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Shogun dobrej nocy:)
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek i wzajemnie :)
  • Puchacz miesiąc temu
    Nie śledziłem, ale chyba trzeba łyknąć.
    Sowa nie jest skora do takich pochwał.
  • Tjeri miesiąc temu
    Bo to jest dobrze napisana powieść. Z dbałością o wszystkie wątki, z niepapierowymi bohaterami.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Serio? :> to w takim razie skrzydła rosnąć chyba zaraz mi zaczną :D
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri normalnie kocham cię za ten komentarz:* za wszystkie inne też szczerze mówiąc...
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek :)))
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Mogę wam powiedzieć anegdotkę, jeśli chcecie? :)
  • Tjeri miesiąc temu
    No jasne!
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri otóż: nigdy nie wydrukowałem ani jednej kartki BiG, ale za to wielokrotnie zapisywałam to w poprawione wersji w Pdf creatorze. Oczywiście z wszystkimi możliwymi zabezpieczeniami czy. Brak możliwości edycji pliku, drukowania, zaznaczania - No dosłownie niczego. Czytać i się cieszyć. Ale... pewnego dnia, przyszedł czas na zmianę pracy. Więc musiałam zaktualizować CV. Tak też zrobiłam i oczywiście z Worda cyk pdf creator i poszło. No i czekam, czekam, cisza, się nie odzywają. Myślę sobie: dupa pewnie, chociaż spełniałam wszystkie warunki. W końcu dzwonią i słyszę, tylko proszę przynieść że sobą CV bo z tym Pani nic zrobić nie możemy :) jak myślicie, dostałam pracę czy nie?
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Sorki za błędy ale telefon mi zmienia drań
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek hehe, dostałaś :)). Hihi
    Aż jestem ciekawa w jakiej branży 😁
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri handel i logistyka haha :) owszem dostałam i pracuję tam do dzisiaj. Dziewczyny nadal się głowią co ja zrobiłam z tym plikiem. Notabene przyszłam ma spotkanie w czwartek, a w piątek podpisałam już umowę. Czyli jednak BiG trochę mi w życiu pomógł.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek 😁
    Pisałaś coś wcześniej? Skąd pomysł w ogóle na pisanie i skąd pomysł/inspiracja na temat?
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri tak pisałam. W wieku 15 lat pierwsza książkę ale to jest raczej nie do pokazania szerszemu gronu. Bardziej jako pamiątka. Potem mając lat chyba 23 zaczęłam pisać BiG. Skąd pomysł. W sumie to trochę z życia. Wiele wątków w nim poruszonych jest luźnym nawiązaniem do tego co mi się przydarzyło. Ogólnie zawsze dużą uwagę przywiazywalam do snów. One często są moim bodźcem do pisania. Czemu motyw burzy? Ponieważ kiedyś znalazłam jak byłam mała u mojej babci coś, co ona nazwała piorunem. Cholera wie co to było, ale utkwiło mi w pamięci. Wiesz ja naprawdę czasem sama się sobie dziwię co mi się tam kotłuje.
  • Puchacz miesiąc temu
    Kocwiaczek Aż przeczytam...
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek wiesz, podziwiam cierpliwość. Systematyczne konsekwentne pisanie... Ja muszę mieć wszystko od razu, dlatego dłuższe formy nie dla mnie.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Puchacz aż się boję, ale z lękiem zapraszam:)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri no bylo sporo przerw. 2013-2016/17 a poprawki jak widać do dzisiaj i ciągle znajduję coś co by wypadało dopuścić. Najgorzej jest pisać jak nie widzisz powodzenia czy ktoś to w ogóle przeczyta, kiedy zawodzą bliscy, kiedy tylko jednostki mówią dasz radę. Wtedy wybierasz łzy i lecisz dalej. Mimo i wbrew wszystkiemu i wszystkim.
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek on potrzebuje dużo krwi, flaków. Jak płyny ustrojowe leją się litrami, posoka wsiąka w dywany, a w powietrzu latają granaty to jest git. Także wiesz... Tengeses.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri dlatego napisałam, że historia, rodzaj, tudzież motyw nie musi wszystkim pasować. Milo mi będzie jak chociaż styl pisania (czy jak to nazwać, bo każdy ma inny), ktoś doceni.
  • Tjeri miesiąc temu
    Tenteges miało być...
  • Puchacz miesiąc temu
    Nooo...
  • IgaIga miesiąc temu
    Bój się, bój, Kocwiaczku. Puchacz jak nic podetnie Ci skrzydła :P
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Mam pełną świadomość, że tekst musi uderzyć w czułe punkty by został dobrze odebrany, musi komuś "leżeć". Nie dochodzę wszystkim. Ktoś powie, że to tylko naiwna, ławą historia dla młodych dorosłych. I okej. Niech tak będzie. Wezmę to na klatę.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Naiwna, łzawa
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek ja nie lubię romansów i te części nie powodują u mnie ochów i achów, ale jest tu wystarczająco sporo do czytania innych rzeczy - by móc zainteresować nieromansowych.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri jak w życiu:) chciałam zachować umiar i równowagę chociaż mam tendencję do przedobrzania. Czy mi się udało. Szczerze nie wiem. W pierwszej książce ktoś narzekał, że odeszlam od romansu w drugą stronę za bardzo więc tutaj chciałam by było lepiej. Nie ma flakow na wierzchu, nie ma brudnego seksu, wyuzdania czy steku wulgaryzmów. Vega o tym filmu nie nakręci. Sorry panie "rezyseze" :)
  • Tjeri miesiąc temu
    Kocwiaczek no i dzięki bogom...
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Tjeri hehe :) tak, to też nie mój styl. Ale ludziom się podoba skoro istnieje. Zawsze uważałam, że literatura powinna coś do twojego życia wnosić. Chciałam by BiG miało swoje przesłanie. Nie jestem może w stu procentach usatysfakcjonowana ale widziałam i czytałam gorsze i to już wydane powieści. Ja sobie obiecałam, że nigdy przenigdy tego nie wydam za własne pieniądze. Czyli, że Ci to wydrukują A Ty się z tym potem męcz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania