Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

6.

Poranna gonitwa myśli przy lustrze. - Muszę przyciąć tę grzywkę, chujowo w niej wyglądam. Czy ona wczoraj przez telefon mówiła o nowym facecie? Do dupy ten stanik, moje cycki wyglądają jakbym czworo dzieci wykarmiła. Tyłek za to wygląda super. Spóźnię się jak zawsze. Matko nic nie zjadłam. Ale ten podkład można by poprawić. Skąd ta plama na suficie. Nakarmić kota, nakarmić kota.

Miała dwadzieścia dziewięć lat. Pracowała dla małej lokalnej gazety, czasem zdarzało jej się dostać jakieś zlecenie na artykuł do ogólnopolskiej prasy, ale były to rzadkie, skądinąd bardzo mile widziane incydenty. Naczelny powtarzał jej, że ma talent i przy odrobinie cierpliwości kiedyś się wybije. Mawiał: – Cierpliwość i szczęście to dwa najważniejsze przymioty dziennikarza a z resztą, to wiesz, co nie potrafisz to do wyglądasz. – Miał rację, wyglądem można było wiele załatwić i akurat wyglądu jej nie brakowało. Nie wysoka, wymiarowa szatynka, z ciemno szarymi oczami, o perłowym uśmiechu. Kształtna.

Jeszcze szybka krzątanina po swoim m3 na 4 piętrze bloku w najstarszym osiedlu w mieście. Klucze, pomadka, chusteczki – matko gdzie ja zostawiłam swój szczęśliwy długopis? – W tej chwili miała wychodzić kiedy pojawił się ten znajomy dźwięk. Dźwięk sygnalizujący niespodziankę. To jeden z tych dźwięków które budzą albo niepokój, albo podekscytowanie. Dźwięk przychodzącej wiadomości na wathsapp.

Była 22.Wychodzić miała właśnie do jednego z klubów w mieście. Pracowała nad artykułem dotyczącym udziału w rozprowadzania narkotyków przez wścieli lokali w mieście. Temat oklepany, nic odkrywczego, ale lepiej pisać o czymś takim niż o pogodzie, albo kradzieżach samochodów czy napisach na murach. Artykuły śledcze, zawsze niosły ze sobą nutkę adrenaliny, a przecież właśnie o ten polot chodziło.

Wyjęła telefon.

- Filmik – powiedziała do siebie – z nieznanego numeru.

Film był długi, ponieważ wiadomość ściągała się dłuższą chwilę.

Film przedstawiał jakieś miejsce. Wyglądał jak nakręcony pod mostem, czy raczej wiaduktem. Na pierwszym filarze było widać graffiti, krzyż a nad nim jakiś napis. Filarów było 7. Autor każdemu filarowi poświęcił kilka sekund, i na każdym było jakieś graffiti. Niestety film kręcony był po ciemku z komórki, przez co jakość była kiepska. Autor przeszedł na środek i zapalił mały czerwony znicz, następnie odsunął się w tył. W tym momencie nastąpiło cięcie, jednak film jeszcze się nie skończył. Drugie wejście, zbliżenie na płomień świeczki, kadr powoli się oddala, coraz szerzej i szerzej telefon upada i teraz wydać tylko sklepienie. Nagle ktoś podnosi telefon i pokazuje przerażoną twarz człowieka leżącego na ziemi. Z ust tego człowieka sączy się krew. Film kończy się.

Z wrażenie wyrzuciła telefon na ziemię. Była równocześnie przerażona i podniecona, zszokowana i zaciekawiona, byłą obrzydzona swoją fascynacją.

Chwilę biła się z myślami. Podniosłą telefon i puściła film jeszcze raz i jeszcze raz i …..

- Kurwa, wiem. Ja wiem gdzie to jest. To jest wiadukt pod jedynką, koło ogródków działkowych. Jestem szalona wiem – myślała sobie – ale to coś na kształt życia, ta wegetacja, to obklejanie gumami do żucia swojego czasu który się dostało, ta improwizacja i mównie sobie, że kiedy coś zmienię, kiedyś coś osiągnę, była najbardziej frustrującą rzeczą w egzystencji. Brak celu, brak sensu był niczym upijanie się wygazowany piwem, bez polotu bez przyjemności. Pisanie o bzdurach które nikogo nie obchodzą było jak zamawianie wegańskiego dania w steakhouse. Pies potrzebuje właściciela, ptak przestrzeni a dziennikarz czytelników. Człowiek potrzebuje celu, inaczej pogrąża się w bagnie, tonie, spada. Brnie przez czas tępo obserwując. Człowiek bez celu daje się popychać, przestawiać, wystawiać. Człowieka bez celu można manipulować kontrolować – i tak mu wszystko jedno. Człowiek bez celu nie jest nawet człowiekiem, nie jest nawet zwierzęciem. Jest rzeczą, bo tylko rzeczy nie mają celu w swoim istnieniu.

W tym momencie ogarnęła ja euforia, niekontrolowany przypływ emocji, energii. Chwyciła kluczyki od swojego dwudziestoletniego polo i w bluzce z dekoltem, w obcisłych spodniach przez które było widać jej zajebiste figi oraz w szpilkach wybiegła z mieszkania zapominając o kocie, szmince, i całej reszcie spraw małostkowych.

Wybiegła jak myślała po swój Grand Press. Wybiegła zmienić swoje życie.

Nie myliła się, nawet jeszcze nie wiedziała jak bardzo.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania