Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Alaska

Na pomysł wpadła jedna osoba – natychmiast podchwyciły go cztery pozostałe.

Ostatni rok w college’u postanowiliśmy spędzić z pompą i nałapać wspomnień, zanim nasza paczka zmieni się w jedno z nich. Pieniądze odkładane na przyszłość rozgospodarowaliśmy na nie mniej istotne cele, rzucając wszystko w cholerę na miesiąc przed egzaminami i wyruszając ku chwale przygody na Alaskę.

Greg, Dodd, Reba, Angela i ja.

Dzięki finansowej zrzucie wynajęliśmy piętrowy, drewniany domek na odludziu. Na zdjęciu był przytulny, w rzeczywistości widocznie zjechany ciężarem ciężkich, nastoletnich imprez. Może dlatego tak dobrze spędziliśmy tam pierwszy wieczór.

– A wtedy… Jeb! – twarz Grega przepoczwarzył groteskowo ogromny, ziejący tunel naszpikowanymi żółtawym uzębieniem. Wył z uciechy, konsumując w ten sposób opowiedzianą anegdotę. – Ha-ha, HAAA! – i uderzył pięścią w kolano.

Sucha opowiastka zmusiła Rebę do udawanej, rozbawionej reakcji, Dodda do chichotu, Angelę do przewrócenia oczyma a mnie do sentymentalnego uśmiechu. Siedzieliśmy na dole, w niewielkim salonie ozdobionym niedźwiedzią skórą rzuconą na ścianę. Dochodziła północ.

– No! – dodał opanowany już Greg. – Nie wiem jak wy, ale ja już siadam powoli. Skarbie, ale nie martw się, na gorące tango starczy mi sił.

Ramię Grega owinęło się wokół Reby mocniej. Dziewczyna prychnęła.

– Jestem za – rzuciła Angela, wstając z fotela. – Podróż mnie wykończyła.

– Tak – dołączył do niej Dodd. – Dzisiaj jeszcze poudawajmy, że dobre z nas dzieciaki, a zmalujemy coś jutro. Co wy na to? Harry?

– Może być – powiedziałem, podkreślając neutralność obojętnym wzruszeniem ramion.

– A co jeśli ominie nas jakaś biba w sąsiedztwie? – Greg uniósł brwi.

– Staruszku… – Dodd pochylił się nad kumplem i popukał mu palcem w czoło. – Przecież to my mamy rozkręcić do miejsce.

 

Gdy zasypiałem, wielkie płatki śniegu wirowały za oknem, kreśląc w przestrzeni wymyślne wzory. Wiatr gwizdał cicho, wścibsko wdzierając do domku przez nieszczelne kąty. Wielki księżyc częściowo zasłoniły chmury, a na niebie obrodziły lśniące gwiazdy.

W udziale przypadła mi pojedyncza sypialnia na górze. Ktoś, kto ją meblował, niespecjalnie wysilał przy tym szare komórki – całe wyposażenie zamykał zestaw ustawionego centralnie łóżka, szuflady tuż przy nim oraz niepozornego stojaka na odzież. Pamiętam, że, nim zasnąłem, słyszałem dobiegające z dołu urywane śmiechy, zapewne Grega i Reby, i że z jakiegoś powodu ich oddalone interakcje przyniosły mi odpowiednie wyciszenie. „Świetnie, że siebie mają – dumałem. – Greg bywa palantem, głównie dlatego, że czasem za dużo pajacuje, ale dobry z niego przyjaciel, a jeszcze lepszy narzeczony”.

Z jakiegoś powodu ostatnim, co ujrzałem nim straciłem przytomność, były brązowe, mądre oczy Angeli. Wiedziałem, że nie patrzy na mnie, a gdzieś w dal, przez okno, na miejsce absolutnie mi wzbronione.

Obudziłem się nagle sądząc, że bez żadnej przyczyny. Dopiero po chwili trwania w dźwięcznej ciszy odkryłem, że bodźcem zmuszającym mój umysł do przejścia w tryb czuwania był niewyraźny, daleki szmer dobiegający z niewiadomego mi punktu – usłyszałem go bowiem ponownie, lecz szybko uleciał mi z głowy jak wstęga siwego dymu w próźnię.

Dookoła mojego łóżka ustawiono zestaw niewielkich monitorów. Każdy z nich, a było ich dokładnie cztery, złożony na drewnianej, oszczędnej konstrukcji przypominającej zwykły stolik z tym, że nieco wyższy i o zdecydowanie mniejszej powierzchni. Na każdym z ekranów widniał szumiący, czarno-biały obraz. Za tło muzyczne służyło im wszechobecne milczenie.

Siedząc wciąż na łóżku podsunąłem się nieco do przodu, zdezorientowany, zaintrygowany i zarazem spocony, by lepiej zbadać to przedziwne zjawisko.

Każdy z ekranów wyświetlał inny pokój, ale niemal identyczną scenę. Odwrócona do kamery osoba stała nieruchomo tuż przy ścianie. Po chwili przyglądania się obrazom uznałem, że dwa z nich pokazują dokładnie ten sam pokój z małżeńskim łożem tyle, że pod nieco innym kątem. Dodatkowo, na jednym urządzeniu nie wyświetlano nikogo, a samo pomieszczenie.

Zaraz potem dotarło do mnie, że to, co widzę, to plecy moich biernych przyjaciół.

Automatycznie strzeliłem na twarzy wyszukany grymas niesmaku.

– Dajcie spokój, czy my jesteśmy w podstawówce? – mruknąłem, zadzierając kącik ust ku górze. – Co za żałosna próba. Pranksterzy jebani.

Nie zamierzałem ofiarować im tej satysfakcji, choć skłamałbym oświadczając, że dreszcz niepokoju nie przebiegł mi po plecach. Postanowiłem wstać, zejść na dół, wziąć z lodówki butlę schłodzonej wody i oblać każdego z nich z osobna za te idiotyczne pomysły. Prawą stopą już dotknąłem podłogi, lecz właśnie wtedy jedna z postaci przedstawionych na ekranie drgnęła.

Zamarłem. Nie wierzyłem w to, co widzę. Nie potrafiłem oderwać od ekranu oczu, choć zapragnąłem tego najbardziej na świecie.

Na twarzy powoli obracającego się do kamery Dodd’a brakowało nosa.

Zdusiłem w gardle krzyk i przytkałem usta obiema dłońmi. Nie miałem pojęcia, co to ma znaczyć; sam obraz, choć czarno biały, był wystarczająco dokładny, by ujrzeć okaleczone oblicze Dodd’a ze szczegółami. Widziałem dyndające przy brodzie fałdy skóry, ciemne plamy dookoła ust i oczu, ale co najgorsze – jego tępe, pozbawione jakichkolwiek emocji spojrzenie.

Zestresowany już nie na żarty szybko przebiegłem wzrokiem po pozostałych monitorach. Inni także podrygiwali w miejscu, poruszali kończynami w nienaturalny, pokrzywiony sposób. Nie ujawniwszy twarzy zasłoniętej włosami jak kotarą, chuda postać Reby łamanym krokiem podpełzła do Grega i całkowicie ignorując jego obecność weszła prosto w drewnianą szafkę nocną. Nawet to jej nie powstrzymało – mimo przeszkody uparcie parła dalej. Donikąd.

Spokój dosłownie wyparował z otoczenia, skakałem spojrzeniem z jednego ekranu na drugi i to właśnie wtedy, jakimś cudownie uchowanym przebłyskiem rozsądku, z odmętów rosnącej paranoi na pierwszym planie zatriumfowała jedyna, sensowna informacja. Zrozumiałem, że na zestawieniu brakuje Angeli.

Nie zdążyłem na to odkrycie jakkolwiek zareagować, bowiem wyczulone na ruch zmysły, wykryły go na dwóch monitorach naraz. Względnie niemrawy dotychczas Greg raptownie podskoczył, wygiął się, rozdziawił szeroko usta, co dostrzegłem po jego profilu, po czym tuż przed moim nosem zaczął się rozmywać.

Nie minęła minuta, a targany widocznymi konwulsjami chłopak przeistoczył się w kłąb gęstej, wyraźnie widocznej pary. Poszybował w górę, zachowując ludzkie, rozmazane kontury, i wpłynął do otworu wentylacyjnego przy suficie. Nagle okazało się, że w wizji nie pominięto jednak dźwięku, tylko wcześniej zwyczajnie nic go nie wydawało. W tamtym momencie bowiem usłyszałem transmitowaną serię metalicznych trzasków.

Skapujący na pościel pot śmierdział już niemiłosiernie, serce waliło mi w piersi jak oszalałe, a gorąc oplatający moje ciało przypominał nieznośnie duszne opary podziemnych kotłowni.

Śledziłem każdy ekran po trochu i wreszcie ujrzałem, jak Greg wylewa się z kratek wentylacyjnych i materializuje tuż obok Dodd’a. Obaj charknęli głośno. Dziki dźwięk nie przypominał niczego, co znałem.

Wtem, gdzieś od strony lewej ściany, rozległ się szmer. Ten sam, który mnie zbudził. Nie emitowała go żadna z upiornych kamer, był prawdziwy, nieomal namacalny. Nadchodził.

Chwyciłem rąbek okrycia i naciągnąłem je pod brodę, cały dyszący ze strachu.

Nagle zrozumiałem, gdzie zaginęła Angela.

Przełknąłem z trudem ślinę.

I dokąd zmierza.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pkropka 7 miesięcy temu
    Przeczytałam, ale szczerze mówiąc, nie do końca moje klimaty. Struktura opowiadania jest dobra, ale momentami trochę mi nie pasował kwiecisty język (pewnie osobista preferencja).
    Za to zakończenie super :)
  • Cofftee 7 miesięcy temu
    Dziękuję za odwiedziny, pozdrowienia :-)
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Mnie się podobało. Jakbym oglądał film, czytając. Klimat jest. i takie coś na początku, że niby wszystko w porządku, ale...
    Dodatkowo, obrazy na monitorach, zawsze mają to ''coś'' w sobie. Szczególnie w takiej scenerii. Pozdrawiam:)* * * * *
  • Cofftee 7 miesięcy temu
    Super, naprawdę bardzo mnie to cieszy! :-D
    Dziękuję za wizytę i opinię, pozdrowienia! :-)
  • Maurycy Lesniewski 7 miesięcy temu
    Nie są to “Dzioty”(chyba dobrze pamietam), gdyby ktoś mi dał te dwa opowiadania do porównania to jednak tamte o klasę wyżej, ale to moja subiektywna ocena, po prostu tamte klimaty bardziej mi leżą.
    Ten typ opowiadania, który tu przedstawiłaś jest bardzo filmowy, z resztą tamten też :) ale jakoś zabrakło mi tu takiego napięcia jak w Dziotach.
    Trochę się zapetlulem w tym moim komentarzu, tylko Dzioty i Dzioty... no ate tak to już jest, patrzę na autora przez pryzmat jego najlepszej pracy i mimo że tu jest bardzo spoko, no to wiesz... :)
    Pozdrawiam:)
  • Cofftee 7 miesięcy temu
    To prawda, to opowiadanie pisałam na szybko i tak o, dla treningu.
    Niemniej dziękuję za wizytę i komentarz :-)
  • PawelM 4 miesiące temu
    A mi podoba się twój barwny język. Mimo braku długich opisów, tworzy w wyobraźni czytającego obrazy i pozwala być blisko akcji. Pomysł też fajny. Chyba zaraz wezmę się za Dzioty, skoro już mają takie recenzje :-)
  • Cofftee 4 miesiące temu
    Dziękuję bardzo!
    Niestety "Dzioty" są niedostępne do przeczytania w tym momencie :-(

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania