Amen

Pater noster, qui es in caelis…

Panie Mój! Czuję Cię. Ja, dusza umartwiona, pragnę Ciebie jak nigdy wcześniej za życia. Kiedy umarłem, stanąłem na rozdrożach, gdzie zobaczyłem poświatę Twojej chwały. Pragnę przekazać Tobie, Który Śmierć Pokonał, że nie bałem się wtedy czyśćca, a od czasu mojego powrotu na ten padół łez próbowałem się modlić. Czy jednak zmarły, który nie jest w niebie, może wybłagać cokolwiek od miłościwego Pana? Przekonałem się, że dusza w swojej czystej postaci jest w stanie tylko czuć i chcieć, a dusza zawsze czuje obecność Jedynego i pragnie Go ujrzeć. Zostałem ściągnięty na Ziemię, przez chłopaka, który zadarł z diabłem. Wcześniej byłem zbyt słaby, więc nie mogłem się w żaden sposób modlić. Teraz, kiedy mam tę możliwość, wysłuchaj chociaż wytłumaczenia obecnej sytuacji. Sądzę, że wyjaśnienie Ci spraw pozostających mi blisko, pozwoli innej duszy dostąpić zbawienia.

Obok mnie siedzi na stołku Kazimir. Nie mogę orzec czy po prawej, czy po lewej. Nie czuję dokładnie mojego położenia, ale wiem dość dużo o tym grzeszniku. Błagam, nie potępiaj go. Nie wiedział, jak to wszystko miało się skończyć. Z pewnością widzisz, gdzie jesteśmy. Samotna, ciemna chata w borze Starych Bogów. Owszem Kazimir zabił, ale z winy Złego Boga. Nie dla Złego Boga. Tak, dysponuje pogańskimi mocami, jednak popatrz na tego młodego mężczyznę. Jego brudne czarne włosy, postrzępione spodnie, poplaminoną płócienną koszulę, a przede wszystkim wyraz twarzy. Muszę dzielić z nim część uczuć, więc wiem, jak jest mu ciężko. Strach, smutek, poczucie winy. Przyzwał mnie, ponieważ chciał poczuć obecność kogoś, kto go znał i nie potępiał. O, Chryste! Dlaczego ma cierpieć później w piekle, skoro już go doświadcza? Po co taka dusza ma jeszcze raz doświadczać tego, czego nie chciała? Tej ciemnej, jesiennej nocy nakładam na siebie obowiązek wyjeśnienia wszystkiego. Proszę, wysłuchaj mnie!

Powinienem zacząć od początku. Większość ludzi, myśląc o wydarzeniach, analizuje ich skutek, zamiast przyczyny. Mimo że mieszkam… mieszkałem w pozornie zwykłej wiosce, nieopodal znajdowała się w dawnych czasach najważniejsza z ziem Dużego Plemienia. Teraz mieszka tam miłościwy biskup, ale to nieważne teraz. Duże Plemię zostało pokonane przez Wielkie Plemię, a później, jak Panie pamiętasz, pojawili się Twoi misjonarze. To działo się w czasach mojego pradziada lub jeszcze dawniejszych, nie mniej ta opowieść silnie wpłynęła na Kazimira. Zwłaszcza, gdy obrosło ją kilka legend. Jego przodkiem był pogański szaman, który ujrzawszy Pański majestat, prędko nawrócił się. Pokonane plemię nieszybko przyjęło Ciebie, ale jednak przyjęło i dostąpiło szczęśliwie Twojej łaski. Mijały lata. O Dawnych Bogach zapomniano, a na czele wsi stanął Władysław, mój ziemski ojciec. Znany był w całej wiosce jako podróżnik i uczony, choć nigdy nie pragnął być duchownym. Dbał o wszystko i wszystkich… ale odbiegam od tematu. Ojcem Kazimira był, na Twoją chwałę, cieśla oraz stolarz, którego imię brzmiało najpewniej Zbigniew. Obaj byli serdecznymi przyjaciółmi. Moja matka często żartowała, że gdyby nie studzące płomienne marzenia Władysława rady Zbigniewa , mój tatko kazałby wybudować katedrę, codziennie myć się i na siłę ściągać w te strony podróżnych. Ja również byłem jego ambicją. Nosiłem imię Miłobrat i miałem kontynuować jego dzieło „cywilizowania wsi przy puszczy”. Gdy sprawował władzę , liczba ludzi wzrosła dwukrotnie i pojawiła się spora nadwyżka jedzenia. Z kolei w naszym kościele wszyscy śpiewali tak, jakby byli aniołami.

Odszedł w spokoju, podobnie jak zaraz potem Zbigniew. Mimo żałoby, wiedzieliśmy, że radują się w Twojej chwale. Czułem odpowiedzialność. Nadszedł mój czas. Wybacz mi Panie, jeśli w którymkolwiek momencie pyszniłem się…

- Przyjacielu! Proszę przestań! Głowa mnie boli!

Wybacz Kazimirze. Chętnie porozmawiałbym z tobą, ale nie mogę. Nie usłyszysz mojego głosu już nigdy. Zmarli nie mówią, nie mniej twój ból mi doskwiera.

Sanctificetur nomen tuum, adveniat regnum tuum…

Nie pełniłem długo swoich obowiązków. Po moim ojcu i Zbigniewie, zmarł nasz ksiądz. Ulżyj im Panie, jeśli są czyśćcu, a jeśli w niebie niech im niczego nie zabraknie. Lecz wybacz mi Panie, jeśli zmarły nie ma prawa o nic Cię z Ziemi prosić. Do wsi Twój Namiestnik przysłał nowego księdza. „Młody, wysoki i silny”, mówiły dziewczęta, a żałowały, że nie mogą go sobą zauroczyć. Mnie najbardziej urzekła wiara Boguchwała, a właściwie nie tylko mnie. Stary kapłan przed śmiercią, przekonał Zbigniewa, aby gdy jego młodszy syn ukończy lat czternaście, został posłany do niego na czeladnika wiary. Tak też się stało. Sulibrat, o Boże wspaniały, był anielskim braciszkiem Kazimira. Zapalił do poznawania Pisma Świętego, ale znał tylko podstawy alfabetu. Z tego powodu musiał douczyć się pisać, a po śmierci nauczyciela znał raptem niewiele więcej liter. Aby mógł zostać wysłany na nauki dalej, musiał nauczyć się pożądnie czytać i pisać. Boguchwał rozbudził w nim wiarę i rozwiewał wszystkie nęcące go wątpliwości (choć nie wiem, jak można mieć jakiekolwiek). Również prędko zabrał się do posługi w nowym miejscu. Zaszły wielkie zmiany. Nie wszyscy rozumieli to, co się działo. Nowy ksiądz pilnie obserwował tutejsze obyczaje. Przekonaliśmy się, że choć mówił jak my i wyglądał jak my, nie myślał jak my. Szybko przyuważył, kto po cichu wymienia imona bożków przy praniu czy kiedy potknie się o kamień. Osobiście udzielał reprymendy, strasząc ogniem piekielnym. Mnie nigdy to nie spotkało, bo wtedy jeszcze nie znałem ich imion. Dopiero gdy zawalił się mój dom, Nadeja… Nie. Skrócenie tej opowieści nic Kazimirowi nie da. Miej w opiece Panie moją żonę Nadeję. Proszę daj jej chociaż chwilę radości. Darzy Cię wielką wiarą. Nie uległa przecież Kazimirowi! Tak bardzo chciałbym uszczęśliwić tych biednych ludzi. Ojciec nie dopuściłby do tego. Jeszcze raz błagam, przebacz nam nasze winy! Chryste, spójrz, że to szereg nieszczęśliwych przypadków. Sulibrat chłonął każde słowo Boguchwała. Kapłan przyjechał w środku lata, a u progu jesieni brat Kazimira stał się prawdziwym wzorem do naśladowania. Pomagał starszym, nieraz służył mi dobrym słowem, ściśle pościł piątego dnia tygodnia, ale też przyjął… sposób myślenia Boguchwała. To bardzo się nie spodobało Kazimirowi. To istny tradycjonalista, przy czym brakowało mu obecności ojca, który mógłby okiełznać jego skołatane serce. Przejął po nim pracę wioskowego cieśli i stolarza. Często odwiedzał w samotności kościół, modląc się do Ciebie, prawda? Ponadto jako jedyny nie ugiął się pod Boguchwałem. Niestety, nie wyszło to mu na dobre. Otóż każdej pracy, jakiej się Kazimir podejmował, towarzyszyły ciche piosenki i rymowanki, których nauczył go ojciec. Wiadomym mi było, że pośród nich znajdują się ukryte modlitwy i prośby o błogosławieństwa. To samo doszło w końcu do uszu księdza, lecz za pośrednictwem Sulibrata. Kiedy ten przyszedł do domu stolarza i cieśli, zaczęli się sprzeczać. Wieść o tej kłótni obiegła całą wieś. Kazimir teraz rozpamiętuje tę sytuacje. Czuję to. Ostatecznie, to znaczy gdy obecny tu stołku mężczyzna wytknął mu obrazę ojca, a przez to uniemożliwianie wypełniania trzeciego przykazania, Boguchwał wyszedł. Później Kazimir posprzeczał się z Sulibratem i zabronił mu wyjazdu ze wsi. Jeszcze długo to się ciągnęło, Panie. Zbyt długo.

- Miłobracie rozkazuję ci zaprzestania! Leszy cię słyszy równie dobrze co Stary Bóg. To, że nie słyszę twych słów, nie znaczy, że nie słyszę twoich uczuć! Zacznij mi pomagać!!!

Twoje krzyki idą w las i tam też pozostaną, dopóki nie wybaczy ci Dobry Bóg. Darzę cię przyjaźnią.

- Nie chcę twojego żalu. Choć i tak wolę to niż gniew. Spójrz! Otwieram i patrzę w puszczę. Co widzę? Zgraję demonów na moich usługach. To gorsze niż pakt z diabłem. Przyjdzie mi tak żyć do końca moich dni.

Ja czuję tylko puszczę, która kiedyś zmieni się w las. Pooddychaj sobie świeżym powietrzem. Dobrze ci zrobi. Nadal masz szansę.

Fiat voluntas tua sicut in caelo et in terra…

Choć wielu tutejszym nie podobało się zachowanie Boguchwała, nikt nie pochwalił uczynku Kazimira. Wiara naszej wsi wydawała się niezachwiana. Sulibrat próbował się wymykać po kryjomu podczas mszy świętej do zakrystii, ale czujniość starszego brata była wielka jak Twoja chwała. Doszło do tego nawet, że w ogóle zaprzestali uczestnictwa w ceremonii. Próbowałem przekonać go wtedy o słuszności kapłana. Na nic Panie. Na nic! Ich dom znajdował się niedaleko puszczy. Chodzi mi tutaj o tę „udomowioną” puszczę jak zwykliśmy mówić. Ta druga znajduje się głębiej. Nie gniewaj się Chryste, że nie powzięliśmy się na wycinkę Starej Puszczy. Siedziby Starych Bogów. Święte gaje nadal tam są. Wilki wyły i wyją. Nikt nigdy nie ośmielał się zapuszczać w głąb niej. Tym bardziej, że nie ma żadnej ścieżki. Wszystkie zarosły. Jednakże nasze babki opowiadały dzieciom, że w głębi puszczy stoi Chata Czarnoksiężnika, gdzie zbierają się złe duchy w każdą noc równą jesienną oraz naradzają się odpowiednio, czy obdarzyć wieś łagodną zimą, czy srogą i jak duże mają być przyszłe plony. Być może z tego powodu najstarszym naszym zwyczajem są dożynki. Wielkie Święto Plonów. W tym roku hojnie nas nimi obdarowałeś, Panie, jednak część ludzi wciąż uważa, że to co zbierają każdej jesieni, jest darem od chytrych diabłów z puszczy. Hucznie obchodziliśmy pierwszy dzień jesieni. Cały ranek i popołudnie tańczyliśmy, śmialiśmy się i śpiewaliśmy. Nawet Boguchwał posyłał serdeczny uśmiech do każdego. Z tym że… Panie… najważniejszą częścią dożynek są tradycyjne tańce przed Starą Puszczą. Mój ojciec zwalczył hulankę najkrótszej nocy i obrzędy duchów późnojesiennych, ale przyzwolił na zachowanie zabaw pod puszczą, a stary kapłan przymykał zawsze oko na to, gdyż uważał to za nieszkodliwe. Nie brałem w nich udziału, ale widzę wspomnienia Kazimira oraz pamiętam opowieść Nadei. Po zachodzie słońca większość mieszkańców zgromadziła się na polanie, od której zaczynała się Stara Puszcza. Rozpalono wielkie ognisko. Zaczęto śpiewać szybko i skocznie, a w rytm słów tańczyły młode dziewczęta z wiankami na głowach. Pośród nich była Nadeja. Dla mnie najpiękniejsza niewiasta. Jej kręcone brunatne włosy zawsze zwiewnie opadały na sukienkę. Nie chciałem mieć nic wspólnego z czymkolwiek, co należało do pogańskiej przeszłości. Ojciec przykazał mi myśleć tylko o przyszłości, lecz, o ironio, właśnie muszę opowiedzieć o przeszłości! Jestem, gdzie jestem i zrobię, co muszę zrobić. Bez względu na to, Nadeja chciała uczcić tak wspaniały rok, ale obiecała mi, że będzie modlić się tylko do Ciebie, jak wiesz. Na początku wszystko szło dobrze. Po tańcach z wiankami, swoją partię odczańczyli młodzi mężczyźni. Kazimir zmusił Sulibrata do uczestnictwa. Argumentował to, jak zawsze, tradycją i szacunkiem do przodków. Sam Kazimir również tańczył. Przy okazji szukając sobie żony. Już wcześniej przychodzili do niego ojcowie młodych dziewcząt z ofertą, gdyż inaczej nie można tego nazwać, zaślubin. Wszystkim niedoszłym teściom chodziło oczywiście o zysk, np. połączenie warsztatów. Problem tkwił w tym, że Kazimir poszukiwał prawdziwej miłości. Dożynki były do tego doskonałą okazją, którą wykorzystał. Zobaczył dziewkę imieniem Przezprawa, co ledwo wkroczyła w dojrzałość. Kazimirowi wydawała się najpiękniejsza i szybko rozpoczął z nią rozmowę, a wtedy uznał ją za najmądrzejsza na świecie. Jej długie blond włosy łagodnie opadały na zwiewną sukieneczkę. Ponadto jako córka niezamożnego rolnika, mogła zostać jego żoną…

- Miłość nigdy gaśnie, Miłobracie.

Też tak uważam, ale…

- Ślub był zaplanowany na jutro. Chciałem cię poprosić, żebyś został świadkiem. Szkoda.

Przestań wzdychać.

- Za drzewem stoi rusałka i kusi mnie. Stary Bóg zna moje potrzeby.

Z kolei trzask zamykanego okna nie odpędzi jej. Zdajesz sobie sprawę, że Zmora może teraz szaleć po wsi? Miejże trochę rozumu i przyzwij wszystkie demony tutaj, a ludzie będą bezpieczni.

- Ciebie też przeraża wizja pojawienia się ich wszystkich w tym miejscu. Przyznaj.

Nie! Źle interpretujesz moje odczucia.

- Moje miejsce jest na tym stołeczku. Pilnuj chociaż żebym nie zasnął, w przeciwnym razie… nawet nie chcę myśleć, co miałoby się stać.

Mam nadzieję, że umartwianie się nad tym wszystkim pozwoli ci przejrzeć na oczy.

Panem nostrum quotidianum da nobis hodie…

Jestem już, Panie. Kazimir jest uparty jak pospolity osioł. Do czego to go zaprowadziło? Ach, przyszło mi narzekać na bliźnich po śmierci. Nieważne.

Tamten wieczór był dość ciepły. Płomień rozświetlał polanę. Trawa wydawała się nadzwyczaj miękka. Za plecami świętujących puszcza wydawała się zasypiać, wbrew wrzaskom dochodzącym z dożynek. Przed nimi rozciągała się tajemnicza oraz mroczna Stara Puszcza. Raz do roku, w równonoc jesienną, na długim i płaskim kamieniu, na granicy siedziby Starych Bogów, palono wianki oraz mały snopek siana. Z pewnością w dawnych czasach takie ofiary były większe i częstsze. Dziś nikt nie nazwałby tego nawet ofiarą. To była po prostu mistyczna część tradycji. Następnie wpędzano do Starej Puszczy młode, ale silne koźle. Nigdy nie wracało. Nigdy. Raz wbiegało i wszelki słuch po nim ginął. Jedyne co zmienił w tym święcie mój ojciec, to dał całkowity zakaz składania dziękczynienia Starej Puszczy i tym, co w niej siedzi.

Boguchwał zainteresował się światłem wśród drzew. Nikt go nie zapraszał z oczywistych powodów, ani tym bardziej nie wyjaśnił, że dożynki mają charakter świecki. Miłościwy Panie! Kapłan wybrał sobie najgorszy z możliwych momentów na przybycie. Kiedy wszedł na polanę, Kazimir układał na kamieniu dary do spalenia, trzymając odpaloną gałąź. Jakże nieszczęśliwym wypadkiem był odpowiedzialny w tym roku za „zapalanie kamienia”. Nadeja mówiła mi, jak to było, a myśli Kazimira tylko to potwierdzają. Wywiązał się między nimi zwięzły dialog:

- Stój poganinie! - Boguchwał wyglądał na co najmniej rozwścieklonego. - Wiedziałem, że wciąż czcisz szatana! Ale jak śmiesz tych biednych ludzi mamić czarami?! Nie wstyd ci, że pozbawiłeś swojego brata posługi najszlachetniejszej? Kłamiesz, że chcesz dobra, boś dzikusem i pomiotem szamanów! Bój się gniewu Pana, nieszczęśniku!

Uważam, że ksiądz przesadził. Zwłaszcza, gdyby pod określenie „pomiot szamanów”, podpiąć Sulibrata. Ty, Panie, jesteś zbyt miłościwy, aby skrzywdzić kogokolwiek z Twoich wyznawców.

Zapadła absolutna cisza. Wszyscy wiedzieli, że obrzęd jest spadkiem po pogaństwie, ale nikt nie ośmielał się zadzierać z mocą Starych Bogów.

- Ja nie… - Kazimir może w pierwszej chwili chciał się tłumaczyć, ale pod wpływem kolejnej fali oszczerstw oraz sprzecznych uczuć, zbłądził. Być może Boguchwał przelał czarę goryczy. - Co Chrystus nam dał? Dlaczego mamy go czcić? Nikt z nas go nie widział, nie słyszał ani nie poczuł. To twoje księgi z dalekich krajów powiedziały nam, że w ogóle ktoś taki żył, jeśli żył.

Oczy wszystkich osiągnęły wiekość talerzy. Nikt wcześniej, nie ważył się podnieść na Ciebie ręki, Panie. Kazimir mylił się co do swoich przewidywań, czuję Cię. Ty istniejesz. Zmartwychwstałeś, ale cieśla i stolarz podważył fundament naszej wiary. Co ważniejsze, Boguchwał nie miał kontrargumentu. Przez zaskoczenie w jednej chwili stracił mowę.

- Właśnie. - Kazimir skwitował. Podpalił ofiarę - Ci, których widzę, słyszę i czuję. Dziękujemy Wam za dobrobyt, jakim nas obdarowaliście - spojrzał na pozostałych.

Jedni kiwnęli niepewnie głowami, drudzy cicho powiedzieli „dziękuję”, a Boguchwał po prostu patrzył. Nadeja zaczęła wycofywać się, nic przy tym nie mówiąc. Sulibrat podszedł do brata.

- Kazimirze, jeśli wierzysz w Starych Bogów, nie każ im szukać koźlęta, które zaraz wpędzimy, a sam im je wręcz. W ten sposób uzyskamy ich przebaczenie, a jeśli nam nie przebaczą złóż większą ofiarę. - Obrócił się w stronę zgromadzonych. - Udowodnij słuszność Dawnej Wiary.

Sulibrat był dojrzały jak na swój wiek. Koźlę przenigdy nie wracało. Być może wtedy na ustach księdza pojawił się lekki uśmiech. Ponownie zapadła cisza, którą dopiero po jakimś czasie przerwał Kazimir.

- Tak. Zrobię to. Pójdę przeprosić Starych Bogów - odwiązał i wziął do ręki sznur, którym było przymocowane koźlę do pnia młodego drzewa. Nikt go nie zatrzymywał. Wkroczył w puszczę.

W tym momencie kończy się relacja Nadei, więc będę korzystał ze wspomnień Kazimira. Jestem połączony z tym człowiek właśnie poprzez nie.

Kiedy Kazimir postawił pierwszy krok w stronę Starych Bogów, Sulibrat szepnął:

- Musiałem. Przepraszam.

Starszy z braci wszedł w ostępy. Najbardziej wyczuwalny był wszechogarniający mrok. Koźlę wyrywało się. Nie chciało iść dalej. Kazimir wołał ich, właściwie Jego. Strach myśleć o tym imieniu. Wymienił jeszcze parę innych. Nie wiem skąd je znał. Może to te piosenki? Tak czy inaczej, dotarł do strumyka. Koło wioski płynął też strumyk, ale z pewnością nie był to ten strumyk. Płynął w złą stronę. Stara moc kazała mu się napić. To był święty strumyk. Od tamtej pory Kazimir był już ich. Objawiło się to w tym, że odważył się podejść do niego leszy. Taki demon, wiesz Panie. Nie jestem pewien czy Kazimir był już w amoku, czy jeszcze nie. Księżyc świecił jasno na czarnym niebie, a stolarz dotarł do gaju. Było tam dużo mniej drzew, a zamiast po ściółce, chodziło się po niskich, zielonych pnących się po gruncie roślinach co kilka kroków kwitnących na biało. Na środku leżał płaski kamień, choć podobny do tego z przed Starej Puszczy, był znacznie większy. Na jego brzegach wyryto nieznane mi symbole. W odległości kilkunastu kroków otaczały go kołem wyryte na palach twarze pomniejszych bałwanów leśnych. W cieniu nieopodal skryły się monstra puszczy. Z pewnością były zaintrygowane pojawieniem się człowieka po tak długim czasie. Na kamieniu widać było ślady krwi. Nietrudno było się domyślić, co Kazimir potem zrobił. Obok ołtarza leżał ostry kamień, wręcz idealny do tej roboty.

- Zapomniani - tu wymienił ich imiona - raczcie nam przebaczyć winy. Podły Bóg omamił nas…

Nie, nie jestem w stanie przytoczyć tych niesprawiedliwych słów. Rozpaczam nad tamtą sytuacją i jej następstwami.

Kazimir zabił koźlę. Rozległ się szum. Powiał wiatr. Wilki zawyły. Do cieśli przemówił doniosły głos:

- Daj mi wrota, dam ci moc. Daj mi życie, dam ci przebaczenie.

To nie był miły głos staruszka z opowiadań babek. To był mrukliwy oraz autorytarny ton człowieka, który wstał lewą nogą. Być może Stary Bóg, czy też Bogowie, kiedyś byli tacy jak w bajaniach babć, ale lata snu zmroziły ich serca i stali się prawdziwymi diabłami. Trzeba było wyciąć puszczę. Rwę się aż z własnej głupoty. Potem ruszyła lawina… Kazimir! Kazimir!!! KAZIMIR!!!

- Dziękuję, że czuwasz. Prawie zasnąłem.

Nie prawie, tylko zasnąłeś.

- Pobiegam trochę wzdłuż izby. Dzięki temu nie zasnę.

Zmęczysz się i zaśniesz potem. Nie wiem, czy mogę się o ciebie bardziej martwić.

- W sumie bieganiem zmęczę się. Raczej pochodzę. Tylko przestań się modlić. Ściągniesz na siebie Jego gniew. Po wschodzie słońca znikamy stąd. Pójdziemy jak najdalej się da. Jakoś to będzie.

Ręce opadłyby mi, gdybym je miał. „Jakoś to będzie”, co to ma znaczyć? Oj, Kazimirze…

Et dimitte nobis debita nostra sicut et nos dimittimus debitoribus nostris…

Pamiętaj Panie, że gdy Kazimir szedł w stronę krańca Starej Puszczy, działał pod wpływem Starego Boga. Miał za sobą drużynę demonów. Stanął na polanie, gdzie odbywały się dożynki. Byli tam jeszcze tylko dwaj chłopi, gaszący ognisko. Powitali ostrożnie będącego w amoku Kazimira. Kiedy ten jednym, pewnym ruchem postawił stopę na polanie, mrok ogarnął też normalną puszczę. Po prawej stronie stolarza stała zmora, po lewej leszy, za nim kilka rusałek i boginek, dalej licho oraz tyle innych demonów, ile gwiazd na niebie. Może nieco przesadzam, ale wszystkie bez wyjątku pragnęły wolności. Dwaj mężczyźni zobaczyli, co się święci i wzięli nogi za pas w ostatniej chwili. W tamtym momencie Kazimir nie rozumiał jeszcze słów klątwy. Z początku demony zadowoliły się, do niedawna jeszcze, normalną puszczą. Kazimir ruszył ku wiosce. Chciał odszukać Sulibrata, żeby wygarnąć mu, co o nim myśli, ale nie było go w domu. Najpewniej wraz z Boguchwałem modlił się w kościele lub był już w drodze do biskupstwa, jednakże świeżo wyświęcony szaman nie wpadł na to. Szukał po domach wystarczająco długo, budząc przy tym pół wsi oraz nie podając nikomu przyczyny swojego zachowania, toteż stwory, które wypuścił, zdążyły wyjść z puszczy. Zaczął się terror, który wciąż trwa. Nie wiem, ile minęło już godzin. Wydaje się, że ta noc nie ma końca. Wodnik usadowił się w strumyku. Zapłonęły błędne ogniki. Do domów wtargnęły pomniejsze demony. Była też zmora. Panie błagam, aby nikt teraz nie konał we własnym łóżku! Zachowaj ich od złego! Już dość. Jeden z wietrzystych potworów zachwiał moim domem w posadach. Po wysłuchaniu przeze mnie relacji z dożynek Nadei, moja żona wyszła, aby zaczerpnąć wodę ze strumienia. Gdy zobaczyła wodnika, natychmiast ruszyła z powrotem. Niestety. Była świadkiem tego, jak nasz dom zawala się, a ja ginę w jego ruinach. W tym samym czasie Kazimir wchodzi do kolejnego domostwa i spotyka Przezprawę. Wraz z demonami przybywa Jego głos. Stała się rzecz straszna. Jak już wspominałem ojcem Przezprawy był rolnik. Kazimir wziął sierp i zmówiwszy złą modlitwę w amoku dopełnił dzieła klątwy. Niedoszła małżonka została zamordowana przez narzeczonego. Ledwie chwilę później otępienie ustało i zrozumiał swój czyn. Dużo mówić, co wtedy czuł. Nie miał właściwie do kogo z tym pójść. Zapewne ze względu na to, że nigdy nie potępiłem całkowicie jego wyczynów z Boguchwałem, wybór padł na mnie. Biegł pędem do mojego domu. Kiedy zobaczył, co z niego zostało oraz próbującą wydobyć z gruzów moje ciało zapłakaną Nadeję, zrozumiał sedno klątwy. Użył wszystkich swoich nowo nabytych zdolności, aby przywołać moją duszę. Sam widzisz Panie, z jakim skutkiem. Nie miał dokąd uciekać. Bał i boi się, że jeśli wróci do wsi, wydadzą go Boguchwałowi, a ten każe go powiesić lub co gorsza spalić na stosie. Nie jestem pewien, czy Kazimir byłby w stanie zapanować nad wszystkimi demonami, ale mógłby spróbować. Od samego początku go na to namawiam, nawet jeśli mówić nie mogę. Z początku słyszałem tylko jego myśli, teraz już spokojnie oddzielam moje od jego. Zawierzył bajkom i udał się na poszukiwanie Chaty Czarnoksiężnika. To w niej właśnie jesteśmy. Od tamtej pory opowiedział mi cząstkowo, ponieważ trudno mu było mówić, całą tę historię. Na szczęście nie musiał i sam się dowiedziałem. Po pewnym czasie uspokoił się, jak widzisz. Nie zmienia to faktu, że tkwimy w impasie. Chcę mu pomóc, ale nie poprzez ucieczkę. Musi stawić czoła konsekwencjom swojego czynu w wiosce albo wrócić do ołtarza w Starej Puszczy i pozostać pod jej wpływem na zawsze. Ponadto jeśli zaśnie, może nad nim coś przejąć władzę…

- Miłobracie, kazałem przestać ci się modlić!

Jak na razie twoja moc jest zbyt słaba, aby mi rozkazywać. Oby nigdy nie urosła.

Et ne nos inducas in tentationem…

- Co ja przed chwilą powiedziałem! Nie wierzę w tego Twojego Jezusa. Boguchwał nam w głowach mąci dla jałmużny co siedem dni. Bogowie z puszczy są źli, ale są. Tak wygląda życie.

Lecz ja umarłem.

Sed libera nos a malo…

- Miłobracie! Masz…

- Kazimir! Jesteś tam?! Otwórz drzwi!

Panie? Czyś ty naprawdę tego dokonał? Kocham Cię całym sobą!

- Nadeja?

Otworzył jej drzwi! Ona naprawdę wchodzi do środka. Kocham Cię! Chwila… Co ona trzyma?

- Co tutaj robisz niewiasto?

- O to samo mogę ciebie zapytać. Jak mogłeś?!

- Proszę, nie płacz. Bądź silna. Dobrze, nie roń łez.

- Jak się tu przedarłaś? To wszystko jest błędem. Myślałem, że Stary Bóg pomoże nam w dostrzeżeniu prawdy.

- Nie zastanawiasz się, dlaczego przestaliśmy w Nich wierzyć? Mam odpowiedź na twoje pytanie. Załóżmy, że pragniesz wrócić do domu, w którym nikogo nie ma i nie palą się świece, a jest mgła gęsta jak mleko. Idziesz do domu, którego nie widzisz, nie czujesz ani nie słyszysz. Wiesz, że tam jest twój dom. Znasz drogę. Tak samo jest z Bogiem. Porzuciłeś drogę i wszedłeś we mgłę. Wciąż jednak możesz wrócić się.

Jakie to było mądre! Nadejo, ty aniele, posłańcu Boży. Wreszcie to Kazimir nie ma argumentu.

- Mówisz, że jeśli czegoś nie widzę, nie mam pewności, czy to jest, ale wiem, że może być.

Kazimirze, to było najmądrzejsze zdanie, jakie kiedykolwiek wymówiłeś.

- Ale Nadejo, jeśli stąd wyjdę, Stary Bóg mnie pochwyci i zostanę szamanem na zawsze. Poza tym, nadal nie jestem przekonany. Twoja droga też może prowadzić donikąd.

Jest tak blisko…

- Nie zapominaj, że ja tu jakoś doszłam. W mojej prawej ręce trzymam misę z wodą święconą, jeśli ją wypijesz, przejdziesz bez problemu do wsi, a potem do kościoła, gdzie wyznasz swoje winy. W mojej lewej ręce mam „potrawkę” z muchomora i paru innych śmiercionośnych składników. Nie sądzę, abyś nawet rano zdołał uciec. Wtedy Jego potęga będzie już zbyt duża. Chcesz oszczędzić sobie cierpienia w puszczy czy spróbować pojednania z Dobrym Bogiem?

Ty przebiegła kobieto! Panie, słyszysz to? Ten dobór słów. Mądrze z jej strony, że dała mu alternatywę. Szkoda tylko, że taką. Wraz z końcem Kazimira, będę wolny, ale…

- Przez ciebie zginął Miłobrat. Widziałam cię wtedy. Nie spróbowałeś mi pomóc. Wiem również o Przezprawie, zresztą podobnie jak pół wsi. Nierozważnie jest biegać z zakrwawionym sierpem, aczkolwiek jeśli bardzo żałujesz, wybaczę ci. Chyba rzeczywiście inaczej to miało wyglądać. Masz prawo ronić łzy teraz. Ja już się wypłakałam.

Wybacz jej to kłamstwo w dobrej sprawie. W oku Kazimira naprawdę błyszczy łza.

- Nadeja, ja…

Nie ta miska!!! Sięgasz w złą stronę!!!

- Wybaczam ci.

TAK!!! Pij do dna! Do dna! Do końca miałem nadzieję.

- Wracajmy, Kazimirze.

- Tak. Wracajmy.

Nie straszny nam już Stary Bóg. Odnieśliśmy zwycięstwo, Panie. Owieczka powraca do stada.Czuję wioskę. Demony zawracają. Nie ma już szamana. Ostatni czarnoksiężnicy odeszli dawno temu. To Stary Świat. Znam prawdę. Zacofywanie się w nadziei, że kiedyś było lepiej, nie prowadzi do niczego. To, co było, już nie wróci. Nie przywróci się zmarłemu życia ani staremu młodości. Idziemy pewną drogą. Słuszną bądź nie, ale idziemy. Dążymy do czegoś. Ach, czuję próg kościoła. Idę do Ciebie. Kazimir klęczy przed krzyżem. Obok stoi Boguchwał, a z zakrystii podsłuchuje Sulibrat, który też wcześniej się wyspowiadał. Zaś na sobie czuje wzrok Nadei. Chyba wie, że tu jestem. Daj jej Panie siłę. Kazimir otrzymuje pokutę, a grzechy wymazują się. Więź została przerwana. Na zawsze znikam. Należę do przeszłości, ale moje jestwo znajdzie przyszłość na końcu drogi.

Amen.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kryptoid 5 miesięcy temu
    Wydaje mi się trochę przydługie żeby na raz, łatwiej się czyta na części.
  • Lupis 5 miesięcy temu
    Mam skłonności do rozpisywania się. Miałem całość zanim odkryłem tę stronę, więc nie chciałem dzielić.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania