Aragorn

Tej suchej i upalnej wiosny wokół gwiazdozbioru Elendila zaczęło pojawiać się wiele nowych gwiazd o różnej mocy. W przebraniu staruszki z ziołami Isena wybrała się na wiosenny jarmark. Mówiono tu o wojnie, łunach i grzmotach za horyzontem i aż tutaj docierali werbownicy z twierdzy. Inegrad pochłaniał wszelkie ilości zboża, mięsa, drewna, rudy , zwierząt i chetnych do bitki młodzieńców. Tego roku nie było też naboru do szkoły dla dziewcząt. A więc będzie wojna.

Isena poczuła niepokój. Dotąd myślała tylko by ukryć się, przeżyć, urządzić jakoś swoje życie w Puszczy. Tak, tem bardziej teraz Pierścień nie mógł zostać odkryty przez Sarumana, ale czy tylko tyle mogła zrobić? Czy tylko tyle? Ukryć się i przeżyć swoje życie w Puszczy aż naprawdę stanie się staruszką z ziołami? A Pierścień całej mocy Gandalfa pozostanie zaginiony? Podczas wielkiej wojny magów? Czy tego chciałby mistrz?

Trzeciego dnia swej wędrówki przez suchy las Aragorn dotarł do brzegu wąwozu.

- Czło-wiek! Obcy-obcy-obcy! - okrzyczaly go sroki.

Zawahał się. Jeśli na dole nie znajdzie wody i nie zdoła wyjść? Jeśli nie znajdzie wody nie zdoła dojść wiele dalej. Miał coraz mniej sił by powstrzymywać rozprzestrzenianie się jadu. Pochylił się by sprawdzić magiczny węzeł którym zabezpieczył zraniona łydkę i wtedy zobaczył ją kątem oka. Dziewczyna. Tak samo jak on czujnie trzymała w ręce swój nóż.

"Boi się mnie " - pomyślał z ulgą.

- Jeśli idziesz do uzdrowiciela to ja nim jestem - powiedziała spokojnie .

- Hm?

- Niektórzy myślą że to mężczyzna. To ja. Chodź- cofnęła się w głąb ścieżki za jej plecami. Pozostało mu podążyć za nią, ufając, że skoro jego moc nie ostrzegła przed nią, nie była niebezpieczna . W suchym lesie nie miał szans. Gdziekolwiek indziej jakas możliwość przeżycia.

 

Zatrzymała się pokazując na niewielki pagórek. Skinął głową. Da radę dojść.

Widziala jego wyczerpanie i napiętą moc. Mimo munduru Strażnika , zniszczonego i zakurzonego nie wątpiła, że był uciekinierem, jak ona kiedyś. Strażnicy nie zaglądali tu nigdy. A napewno nie byłby to jeden zagubiony człowiek.

Słyszała jego równy, trójfazowy oddech, świadczący o wysokim wyszkoleniu.

Poprzez kolczaste krzaki weszli na mały dziedziniec przed jej siedzibą. Zaraz podała mu dzbanek wody i pił drżąc z bólu.

Usiadła obok niego z koszykiem narzędzi i opatrunków.

- Pokaż tą ranę

Rozwinął bandaż. Nie widziała jeszcze czegos takiego - zebranej jakaś nieznaną mocą guli jadu, który nie rozszedł się po krwi.

- Co to było? - moc to nie jej sprawa, ale o nas musiała zapytać.

- Wąż- wyjaśnił spokojnie.

Przesunęła nóż w ręce.

- Trzeba tu przeciąć aż pokaże się żywa krew. Nie dam rady zrobić tego sam- pokazał.

- Wiem przecież. Acha, nie widziałeś tam w lesie tropów sarny?

- Sarny? - zdziwił się podnosząc głowę. Wtedy uderzyła.

 

Potrząsnął głową. Szum wodospadu narastał mu w uszach. Poczuł lodowaty dotyk na karku i oprzytomniał. To nie strumień lecz jego puls. Zemdlał. Dziewczyna, rana, opatrunek. Zagadała go jak prawdziwa profesjonalistka. Spojrzał na obandażowaną łydkę. Wolaby sam obejrzeć ranę.

- Gdzie się uczyłaś? - zapytał.

- Jest jedną szkoła - mruknęła zbierając narzedzia i strzepujac zniszczoną, poszarpaną suknię nad poranionymi kolanami. Tak, była jedna szkoła czarownic, ale przydziałów do Mrocznej Puszczy raczej w niej nie dawano.

- Podobnie jak jedna armia- uśmiechnął się pokazując na swój tak samo zniszczony mundur.

 

-

Spojrzał na obqndazo

Następne częściAragorn cz. 2  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania