[ARTYKUŁ] Ekspozycja, czyli nie umiem w narrację

Tym razem dla tych, którzy zmagają się z prozą.

(Będę posiłkować się fragmentami moich ocen z WS, a także ostatnią bitwą literacką).

(W artykule „Narratora” zapisuję wielką literą dlatego, by podkreślić, jaki z niego wredny dziad).

 

Od razu zaznaczę, że w tym temacie sama wciąż jeszcze jestem na etapie raczkującym. No dobra, może już stoję na nogach i wiem, z czym to się je, ale miałam przyjemność poznać definicję dopiero jakoś rok temu. Jeżeli chodzi o rozwój warsztatowy – to bardzo krótki okres.

Doszłam do wniosku, że właściwie nie ma na co czekać. Im szybciej opublikuję ten materiał, tym szybciej dotrze do jakiejś grupy osób, które chcą pracować nad własnym tekstem. Może akurat coś się zmieni w waszym pisaniu, a może nie. Warto jednak spróbować.

Ach, i jeszcze jedno. Dla niektórych poznanie definicji ekspozycji to bilet w jedną stronę. Nie ma powrotu, bo czego się człowiek dowie, to potem ciężko to ODWIEDZIEĆ. Sama, zaraz po „oświeceniu”, zaczęłam obsesyjnie poprawiać stare opowiadania, całkowicie je przekształcać i zwracać też innym uwagę na to, że i u nich ten problem występuje. Po tym naprawdę ciężko czytać przeciętne materiały. Zaczynasz wymagać więcej od siebie, ale i od innych. Jeżeli właśnie tego chcesz – zapraszam dalej.

 

Wcześniej nazywałam ją „wykładaniem kawy na ławę”, „nudnym streszczaniem” i „brakiem dowodu”. To wtedy, kiedy czytelnik czuje, że coś z tekstem jest nie tak... najczęściej wydaje się bardziej płytki, niż wygląda. O co właściwie chodzi z tą ekspozycją? Najpierw opiszę sytuację z PERSPEKTYWY CZYTELNIKA.

Biorę sobie do ręki pierwsze-lepsze opowiadanie. Czytam i czytam, i niby jest super, autor pisze poprawnie i lekko, coś jednak sprawia, że nie potrafię wczuć się w atmosferę. Czytam dalej i docieram do momentu, w którym poznaję głównego bohatera:

 

„Jako wyjątkowo skuteczny legionista, cieszył się tam szacunkiem i poważaniem na tyle dużym, by przez cały swój pobyt nie musieć martwić się ani o nocleg, ani o jedzenie, ani o alkohol, ani o żadne inne rozrywki”. – Hmm… co jest z tym fragmentem nie tak? Na pierwszy rzut oka – nic. Ale tak naprawdę – wszystko. Narrator ma zabawę, bo zwykłym opisikiem przedstawia postać i jej otoczenie, a przecież da się to zrobić dużo bardziej subtelnie.

To, że okoliczni mieszkańcy szanują bohatera i zapewniają mu najlepsze warunki noclegowe i gastronomiczne, mogłoby wynikać ze sceny, w której przesiaduje on w zajeździe, a karczmarz usługuje mu najlepiej, jak potrafi. Ten cały wstęp mocno eksponuje główniaka i podkreśla jego cudowność, a prawda jest taka, że czytelnik nie dostał na tę cudowność jeszcze żadnych dowodów. Pokażmy inaczej ten szacunek. Pytania przypadkowych ludzi o kolejne szalone przygody czy propozycje pozostania na noc, zjedzenia czegoś. Interakcja bohaterów. To tylko przykład, ale wyszłoby na pewno dużo plastyczniej niż to jedno zdanie tłumaczące wszystko tak po prostu.

 

Z perspektywy czytelnika ekspozycja jest cholernie irytująca. Jak często czytałeś opowiadanie i miałeś wrażenie, że zaawansowaną tautologią w nudnej ścianie tekstu, która wymienia w jednym akapicie wszystkie cechy charakteru czy wyglądu, autor robi z ciebie – jako czytelnika – kretyna? Przecież potrafisz myśleć i korzystasz z wyobraźni, więc poszukujesz tekstów, przy których chcesz rozruszać umysł, a nie ziewać. Jeszcze pal licho taki jeden opis, ale im dalej w las – tym więcej drzew:

 

„Kurtis był rozsądnym dżentelmenem, o ile, kochając wszystkie kobiety, można mówić o jakimkolwiek rozsądku. Mierzył należycie siły na zamiary i póki co wychodził z każdej randki niemal zawsze z numerem telefonu”. – No super. Mamy rozpiskę cech, Narrator wziął się do roboty, a my dalej nie wiemy, czy Kurtis faktycznie jest takim żigolakiem, czy może tylko narrator wychwala go pod niebiosa, a po pierwszym-lepszym dialogu okaże się, że jednak to nieporadny cham i prostak? No cóż. Póki nie ma dowodów w postaci scen – niczego czytelnik nie może być pewien. Pierwsza zasada obiektywnego czytelnika (także oceniającego, krytyka i analizatora) – nigdy nie ufaj Narratorowi, gdy ten para się ekspozycją. Potem, zanim się obejrzysz, masz w historii same merysujki i garówstu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Sue).

 

A NO WŁAŚNIE. SCENA.

Sceny to nieodłączna część opowiadania. Da się zrelacjonować historię samą narracją (jedni wolą czytać opowiadania, inni – wypracowania szkolne), ale najczęściej opisuje się daną historię za pomocą scen. Scena to tło, bohaterowie, ich czyny i słowa. Wszystko, co czytelnik może sobie wyobrazić. Nie jest to natomiast wnętrze bohatera i to, co czuje (już słyszę oburzenie: „ale jak to?! Przecież E M O C J E S O M N A J W A Ż N I E J S Z E!!!1!!!11!!oneoneone” – dajcie mi jeszcze chwilę, zaraz do tego wrócę).

 

To, że nasz bohater chce zaprosić do tańca jakąś kobietę, powinno wynikać z jego myśli, z jego czynów, z wypowiadanych słów, z mimiki twarzy. Podnosi się z krzesła i siada z powrotem, patrzy na kobietę i odwraca wzrok, aż w końcu wzdycha, przytakuje sam do siebie kiwnięciem głowy, wstaje i idzie. Czyny, czyny, czyny.

To, że jest dżentelmenem mogłoby wynikać ze scen, które pokazują, jak otwiera kobiecie drzwi i puszcza ją przodem. Proste, co nie? A ile zabawy! (Na pewno więcej niż z napisania, że „bohater był niepewny”).

 

Lubisz Harry’ego Pottera? Pokażę ci prosty przykład.

„Harry był odważnym czarodziejem. Nosił okulary i miał bliznę na czole, która czasem go bolała”.

Eeee… nie.

To znaczy tak – taki był – ale nie w tej historii.

W tej historii Harry nie istnieje, istnieje natomiast Narrator, który na siłę przekonuje nas, że HARRY TAKI WŁAŚNIE JEST. W przypadku książek Rowling nikt nie pokochał Harry’ego Pottera, bo autorka napisała, że „chłopiec jest odważny”. Pokochaliśmy go, bo autorka stworzyła masę scen, które udowadniają odwagę czarodzieja, a my wyciągnęliśmy z nich o nim wnioski. Natomiast dalszy opis samego wyglądu również można przedstawić za pomocą sceny: Harry dotyka blizny i syczy z bólu, a okulary zjechały mu na czubek nosa – jesteś w stanie sobie wyobrazić taki opis? Powinieneś bez problemu. A jak wyobraziłbyś sobie „odwagę”? Na milion innych sposobów, ale póki autor nie napisze, co zrobił bohater, żeby móc określić go odważnym, to nikt z nas sobie tego nie wyobrazi, a to odbiera frajdę z czytania.

OGÓLNIKI NIE SĄ PLASTYCZNE.

 

Było o perspektywie czytelnika, to teraz czas na PERSPEKTYWĘ AUTORA:

 

PRZESTAŃ „CZUĆ”!

„Dziwne było poczuć w sobie po raz kolejny protest tej małej, niewinnej dziewczynki, której, jak myślała, już dawno się z siebie wyzbyła. Mimo to przez kilka sekund czuła całą sobą złość i niemoc, jaką odczuwała jako pięciolatka, wpatrując się w zniszczonego Ogórka”. – Jak bohaterka okazała tę niemoc, skoro czuła ją całą sobą? Jak można wyobrazić sobie czyjeś wnętrze?

 

– Eeee... Autorze...

– Tak?

– Bo napisałeś tu, że bohaterkę boli brzuch...

– No tak.

– Wyobraziłem sobie poskręcane jelita. Dobrze?

– Nie! To miało być kłucie w podbrzuszu! Rusz wyobraźnię, pajacu!

 

Szkoda, że nie zawsze mamy możliwość konsultacji. Albo nie siedzimy w głowie autora i choćbyśmy zrobili kupę, to i tak nie zobaczymy tego, czego on nie opisze.

Narracja, która nadużywa „czuć się”, nie jest plastyczna. Owszem, jest emocjonalna, ale nie obrazowa. A jedno powinno iść w parze z drugim – nigdy osobno.

Piszesz często, że twój bohater „czuł się tak i tak”? Idziesz na łatwiznę.

Od tego, jak czytelnik sobie zobrazuje jakiegokolwiek uczucie dowolnej postaci, wynika, jaki charakter jej nada. Ty dajesz natomiast wolną rękę, pisząc „ona czuła się źle i coś ją bolało”. I na tym kończąc opis.

 

Każdy gest, który postać wykona w czasie przeżywania chociażby bólu, jest zobrazowaniem tego, jaką ta postać jest osobą. Jeżeli, przykładowo, marudziłaby znajomym, wyszłaby na taką, która lubi robić dramę i być w centrum zainteresowania. Jeśli wzięłaby tabletkę – wyszłaby na rozsądną i samowystarczalną. Jeśli zaczęłaby biadolić sama do siebie pod nosem i hiperbolizować problem – okazałaby się histeryczną bidulką. A autor odwala robotę na pół gwizdka i nie wskazuje żadnej z opcji.

Jeśli uogólniasz – każdy czytelnik inaczej odbierze tego samego bohatera, a każde z tych wyobrażeń może nie pokryć się z twoją faktyczną wizją tej postaci – sam więc widzisz, jak ważna jest kreacja, której unikasz jak ognia i zastępujesz ją nędzną ekspozycją. Nie daj Boże czytelnik nie pozostawi komentarza, a ty do końca życia będziesz myślał, że odebrał tekst zgodnie z twoją wizją... Lepiej zapobiegać niż leczyć, więc od razu nastaw się na pisanie bez ekspozycji. Wyczul się na nią.

 

NA CHWILKĘ ZAMIEŃ SIĘ ROLĄ ZE SKOIĄ

Ktoś napisałby: „Skoiastel poczuła ból głowy”. I co teraz? Jak to sobie wyobrazisz?

Dopóki nie skrzywię się i nie dotknę ręką czoła, nie wezmę tabletki lub komuś o tym nie powiem, nikt nie domyśli się, że boli mnie głowa. Coś muszę przecież zrobić w trakcie tego czucia... Bo na razie moja postać zawiesiła się w czasie i przestrzeni, a ktoś niewidzialny stoi obok niej, pokazuje na nią palcem i szepcze „ona się źle poczuła”.

Tak, to Narrator. Narrator, który nie powinien się w ogóle udzielać, jakimś cudem wlazł mi do łba i zaspoilerował wam chamsko, jak się czuję. On jest od opisywania tła, a nie scen. W powyższym przykładzie nic nie wynika z mojego zachowania, z mojego wyrazu twarzy. Nie ruszam się. Jestem martwą, papierkową kukiełką.

 

Nie częstujmy już czytelnika półśrodkami. Dajmy mu postać i jej wnętrze przedstawione za pomocą akcji, a nie nastawiajmy się, że czytelnik sam sobie wyczaruje zachowanie, tło i mimikę. Jeśli chcesz nad tym popracować, to zwyczajnie (bez presji i bez zbędnego perorowania o stanie psychicznym postaci) opisuj to, co bohaterowie robią aktualnie i jak to robią. Z tego czytelnik będzie miał dużo więcej frajdy, niż jeśli dostarczysz mu streszczenie, z którym musi się pogodzić – przeczytać, bezmyślnie przyswoić informacje o stanie rzeczy, i tyle. Nie na tym polega pisanie interesujących opowiadań czy powieści. Pokazuj, nie informuj.

 

INACZEJ W EMOCJE

„Bać się” albo „cieszyć się”. I wszystkie inne ogólnikowe czasowniki – do kosza. Zapomnij o nich, nie będą ci już więcej potrzebne albo będą, ale dużo rzadziej. Dlaczego? Ano dlatego, że samo „bać się” czy „cieszyć” nie odda niczego. Nie zbuduje prawdziwej atmosfery, ponieważ strach – jak i każda inna emocja – ma wiele rodzajów.

 

„Bardzo się ucieszyła”. – Już widzisz ten coraz szerzej malujący się na twarzy uśmiech?

Nie?

No popacz, bo ja też nie.

W tym krótkim cytacie, jednym zdaniu, udowodniono, że autor odbiera życie bohaterce, zabija potencjał własnego tekstu. Brakuje życia, ekspresji, zbudowania atmosfery. Ale nie chodzi mi o to, by mocniej podkreślić coś w stylu, że „ktoś się cieszył jeszcze bardziej”. A szeroki uśmiech i zmrużenie oczu? Przyspieszone bicie serca? Podskoczenie i klaśnięcie w ręce – dla osoby infantylnej; można śmiać się na głos, pokazać zęby, drżeć z podniecenia, przytulić kogoś; udowodnić, że zmienia się ton głosu, podkreślić ruchliwość. Pokaż, co się dzieje z bohaterką. Każda radość jest różna, tak samo jak reszta emocji, i nazwanie ich przy pomocy jednego określenia podanego przez narratora nie rozwiązuje nam problemu braku atmosfery w tekście.

 

A W PIERWSZOOSOBÓWCE?

Narracja pierwszoosobowa to nic innego jak myśl głównego bohatera. Siedzimy mu w głowie przez cały czas trwania opowiadania, musi więc wyjść naturalnie. Raczej odpada większość „mnie, mój, moje”, bo sami w myślach też nie wychodzimy na aż takich egocentryków. Ale co ważniejsze:

 

„Moja żona – Ania – była trzydziestosześcioletnią, mało atrakcyjną blondynką przy kości o pociągłej twarzy i prostych włosach, sięgających za ramiona”. – Hej, przecież to żona główniaka! Czy widząc codziennie członków swojej rodziny, właśnie tak o nich myślisz? Charakteryzujesz ich sobie w głowie, jakbyś widział ich pierwszy raz?

Bohater mógłby spojrzeć na jej nową fryzurę. Zachwycić się. Przypomnieć sobie, że kobieta jego życia niedługo obchodzi trzydzieste szóste urodziny, a on wciąż nie ma dla niej prezentu. Cokolwiek, co wprowadziłoby ją naturalnie w twoją historię. CZŁOWIEK NIE MYŚLI BEZ POWODU. Sam opis jest jednocześnie dwoma błędami – błędem narracji pierwszoosobowej i cholerną ekspozycją.

 

„Nie miałam ochoty wdawać się w jakieś plotki, które uważałam za głupie i bezsensowne”. – Mogłoby to wynikać z lekceważącego podejścia, z braku zainteresowania, które czytelnik wywnioskowałby z zachowania bohaterki. Ale hmm... jak to zobrazować? Wystarczyłoby, gdyby bohaterka przewróciła oczami, westchnęła i powiedziała, że ją to wcale nie interere. A ona w podanym przykładzie musiała wyrazić to ekspozycją i opisać samą siebie... Udaremnić nam prawdziwą możliwość poznania jej.

 

NIE TYLKO POSTACI

Ekspozycja nie dotyczy tylko postaci. Zacytuję artykuł Nearyh z ocenialni Nerdy Ocenkujo:

 

„Ekspozycjami, z którymi mamy problem, są zwykle ściany tekstu — większe lub mniejsze — opisujące punkt po punkcie różne aspekty realiów opowieści. Załóżmy, spotykają się dwie postaci, jedna z Wymyślonego Państwa™, druga z Obcego Kraju™. W chwili spotkania, między wypowiedziami, dostajemy dziesięć stron ględzenia narratora o różnicach kulturowych tych dwóch miejsc. Od sposobu przywitania po metody obcinania paznokci. W końcu musimy pokazać, jak doskonale wykreowany mamy świat!!!

Nie.

Show, don’t tell.

Zamiast bić czytelnika łopatą w twarz i zagwarantować mu wielokrotne przewijanie do tego momentu tekstu (bo oczywiście już nigdy więcej nie nawiążemy do tej narratorskiej litanii, którą wygłosiliśmy, already done that, nie chcemy czytelnika zanudzić, nie będziemy się powtarzać), spróbujmy być sprytni.

Spotykające się postaci muszą się przywitać. Jedna powie dzień dobry, a druga odpowie chwalmy ten poranek. W zależności od prowadzonej narracji, możemy pokazać reakcję którejś ze stron, zdziwienie, zmieszanie, niepewność związane z zetknięciem z obcą kulturą. Może wywiąże się o tym rozmowa? Jeśli mamy dociekliwą postać, może zapytać. Jeśli nieśmiałą, poczuje się zdezorientowana, straci na pewności siebie, może zacznie ważyć każde słowo, zanim się odezwie.

Jaki komunikat zawieramy w takiej scenie dla czytelnika? Te dwa miejsca w Moim Cudownym Świecie™ są zupełnie różne!”.

 

NARRATORZE, GOŃ SIĘ!

Nigdy nie oddawaj ważnych kwestii swojej historii Narratorowi. On nigdy nie potrafi dawkować informacji. Jeżeli wpuścisz kilka charakterystycznych dla głównego bohatera słówek i zmienisz obiektywne ględzenie Narratora w mowę pozornie zależną, to już jest plus. Ale pamiętaj, aby ściana tekstu nadal nie pozostawała tylko trochę ciekawszą ścianą tekstu. To odstrasza.

 

Sceny, sceny i jeszcze raz sceny, ale dobrze rozplanowane.

Pisząc coś, najpierw stwórz tzw. first draft, czyli pierwszy szkic historii:

Zastanów się, w której scenie przedstawisz bohatera i jak to zrobisz. Sprytnie, wplatając cechy jego wyglądu w krótkie opisy pasujące do sytuacji? Pukiel włosów koloru piaskowca można zakręcać sobie na palec, ukazując kokieteryjny charakter bohaterki, a szerokie spodnie z niskim krokiem na pewno utrudnią wulgarnemu dresiarzowi bieg za autobusem.

Rozpisz na innej kartce, jakie cechy będzie miał bohater. Ma być introwertykiem czy ekstrawertykiem? Ma być przyjazny dla otoczenia czy tworzysz na wzór dr. House’a? Gdy już wybierzesz, dopasuj każdą cechę do sceny. Jeżeli ma być miłym ekstrawertykiem, to niech pierwszy zawsze podaje dłoń i wita się z towarzystwem. Jeżeli jest introwertykiem, który interesuje się literaturą, niech zwróci uwagę na książki leżące na półce u znajomego, sprawdzi tytuły...

„Ej, ej, Skoia, stop! Tamten znajomy miał nie mieć książek w pokoju!”.

Tym lepiej! Bohater może mamrotać pod nosem, że jego znajomi to nieczytające głąby. NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA.

Scena, scena i jeszcze raz scena.

Jeżeli coś nie ma znaczenia fabularnego – do kosza. First draft jest od tego, by spisać wszystkie pomysły, ale kolejne punkty tworzenia opowiadania powinny w rezultacie ściąć tekst o kilka akapitów i zamienić wszystkie ekspozycje na sceny.

SHOW, DON’T TELL.

 

zachowanie > opis wnętrza bohatera

konkretniej > ogólniej

bohater > narrator

 

JAKO AUTOR

Unikaj braku scen i akapitów, które w rzeczywistości niby coś wnoszą, ale jednak nudzą i są wylanym ciągiem powodem do ziewania. Ekspozycja wkłada czytelnikowi do gardła opinię czy obserwacje, które powinien móc wyciągnąć sam – odbierasz tym zabawę. Ekspozycja ekspozycji nierówna, ale najbardziej elastyczna narracja, to taka, która nie potrzebuje ekspozycji, by nadawać bieg wydarzeniom. Istnieje wiele poradników brytyjskich o tym, że dobrze jest unikać tzw. „blank statements” (puste słowa) w prozie. To jest trudne, ale też ZUPEŁNIE ZMIENIA spojrzenie na pisanie, sprawia, że to się robi zabawne. Wtedy dopiero naprawdę czujesz się Bogiem Swojego Świata. Wnikasz bardziej w postać, żeby dobrze oddać jej emocje. Zastanawiasz się nad jej zachowaniem, aby wyszło realistycznie. Nazwać każdą emocję wprost jest łatwo, słów nam przecież nie brakuje. Ale zastanowienie się, jak postać prawdziwie przeżywa, a potem pokazanie tego czytelnikowi, jest ciekawsze i dużo bardziej wymagające.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • ech 18.11.2016
    Świetny, konkretny tekst. Powinno go przeczytać 90% tu publikujących. Kto przeczyta, z pewnością skorzysta.
  • Ellie Victoriano 18.11.2016
    Skoia, to jest genialne *-* Lecę poprawiać swoją bitwę XD
  • Skoiastel 18.11.2016
    Dziękuję wam :) to motywuje, by robić coś dalej.
    Ellie – dobrze, od tego jest ten artykuł. Mniej roboty będę miała na bitwie :P
  • Numizmat 18.11.2016
    W sumie zgadzam się ze zdecydowaną większością tego co napisałaś. Ale teksty są różne. Dłuższe, krótsze, poważne, zabawne, uczuciowe, wszystko zależy od tego, co zamyśli sobie autor. Podejścia w narracji i ekspozycji też mogą być więc różne. Trzeba po prsotu dobrać sobie taką, która spełni założenia. Nie będziemy przecież prowadzić ekspozycji za pomocą scen, jeśli tych scen nie ma. Jeśli piszemy sobie po prostu pięć stron rozmyślań albo co tam sobie innego wymyślimy. Co innego oczywiście gdy budujemy świat, bohaterów. Tu się zgadzam z minimalistycznym podejściem co do opisu. No ale ich też nie da się tak kompletnie wyrzucić. Ja osobiście każdy kolejny tekst staram się pisać w odrobinę inny sposób, bawić się narracjami i testować, która sprawdza się najlepiej. Wszystko zależy od tego jak chcemy prowadzić historię i w sumie jestem zdania, że każdy powinien naturalnie dochodzić na drodze doświadczeń oraz prób i błędów do tego, co tu napisałaś, a nie wdrażać te rady na siłę. Może się to skończyć po prostu frustracją i zanikiem przyjemności spisania. Najlepiej samemu ulepszać się i dochodzić do pewnych wniosków ;)

    Nie oceniam artykułu oczywiście... no bo to ten... artykuł ;)
  • Skoiastel 18.11.2016
    To prawda, artykuł jest raczej dla tych, którzy budują „Mój Cudowny Świat” i chcą go pokazać historią wielowątkową, wielorozdziałową. Nie nadaje się na kartki z pamiętnika.
    Nie chodzi o to, aby wyrzucać opis. Bez opisów nie ma świata. Chodzi raczej o to, by narrator zajął się swoją robotą (przedstawiał tło, opisywał pogodę, ulicę, wystrój pokoju i wszystko inne, co wchodzi w skład sceny), ale darował sobie wnętrze bohatera, bo od tego jest bohater, aby POKAZAĆ, co mu w duszy gra (bym ja jako czytelnik mogła zgadnąć) a nie wylewać tego wprost :) z tego ani autor nie ma wielkiej frajdy, ani czytelnik.
  • Skoiastel 18.11.2016
    I jeszcze jedna uwaga:
    „Nie będziemy przecież prowadzić ekspozycji za pomocą scen, jeśli tych scen nie ma”. – No właśnie o to chodzi, że kiedy chcemy już zbudować jakąkolwiek scenę (np. bohater A spotyka się z bohaterem B w jakimś tam miejscu), to ekspozycji nie powinno być wcale lub powinna być bardzo subtelna, minimalna. Ekspozycja i scena przeważnie się wykluczają. To pierwsze idealnie nadaje się do listów, streszczeń, pamiętników, wypracowań szkolnych. Nie nadaje się absolutnie do opowiadania, szczególnie pisanego w narracji trzecioosobowej, którym głównym silnikiem jest AKCJA. Tam, gdzie akcja, powinny być i sceny.

    :)
  • Numizmat 18.11.2016
    Skoiastel, no chciałem właśnie przekazać, że tych scen wszędzie po prostu nie ma, bo nie zawsze opisujemy jakąś historię, ale w narracji 3os nie da się bez scen, a ekspozycja to koszmar. Sama prawda xD
  • Nazareth 18.11.2016
    Podpisuję się pod wszystkim tutaj. Jest to doskonały wstęp dla ludzi, którzy chcą zacząć pisać prozę. Ale właśnie zacząć, to co napisałaś to rewelacyjny ogólnikowy przegląd podstawowych zasad, dzięki którym historia nabierze kolorytu urealni się. Zabrakło mi tylko informacji, być może dla niektórych oczywistej, że każdą zasadę można złamać jeśli robi się to z głową, jeśli dobrze się to umotywuje. W pisaniu właśnie to jest najpiękniejsze, że z odrobiną wyobraźni nawet zasady można zmienić we wskazówki ;) Ale pewnie się zapędzam.
  • Skoiastel 18.11.2016
    Dobrze prawisz :) polać mu!
  • Karawan 18.11.2016
    Dziękuję. Odbieram jakby było to napisane dla mnie i takich jak ja. Co prawda wyrzuca mnie to z grona kandydatów do startu w Bitwie, ale nie widzę w tym żadnej klęski. Temat jest, pomysł również jakiś prymitywny mam. Jeśli dożyję to na pewno wezmę udział w kolejnej bitwie, a pracę, jako musztardę po obiedzie, zamieszczę gdy skończę ją pisać czyli zapewne w ciągu tygodnia-dwu. Dziękuję raz jeszcze i mam nadzieję na cały cykl tego typu publikacji.
  • Skoiastel 18.11.2016
    Nikogo nic nie wyrzuca z bitwy! :) Jasne, że warto szlifować, ale wiara w swoje możliwości i determinacja robią swoje. Zapraszam do bitwy :)
  • Nazareth 18.11.2016
    Startuj, startuj. Bitwy są dla wszystkich, każdy ma prawo spróbować swoich sił.
  • detektyw prawdy 18.11.2016
    co to jest ? nie oceniam
  • zaciekawiony 19.11.2016
    Całkiem niezłe podsumowanie, choć dobrze by było aby pojawiły się nieco bardziej ogólne zasady. Co to jest ekspozycja? To wprowadzenie czytelnika w sytuację, realia czy postać. Pisarz zwykle ma w głowie jakiś obraz świata i bohaterów, ale czytelnik ma do dyspozycji tylko tekst. jeśli mu się czegoś nie napisze to nie będzie o tym wiedział. Ale nie zawsze trzeba pisać wprost
    Mimo to często widuję w opowiadaniach i powieściach podobny błąd - akcja dzieje się gdzieś, opisy dotyczą tylko przestrzeni tuż obok bohatera, miejsca i budynki są opisywane tylko swoją nazwą. A bohaterowie składają się z koloru włosów i oczu.

    Odwrotna sytuacja pojawia się gdy autor ma dokładnie rozplanowane realia, historię i miejsca i musi gdzieś ten opis wsadzić, zwykle więc jest to pierwszy rozdział ze streszczeniem historii państwa, obyczajów itp. który często nuży w połowie. Dobrym rozwiązaniem jest ujawnienie niektórych informacji w rozmowie, ale tu znów pojawia się niebezpieczeństwo "rozmów informacyjnych" czyli takich w których postaci nie rozmawiają ze sobą tylko informują nie wiadomo kogo:
    "- Byłaś już dziś w świątyni Trójcy Najwyższych Bogów którzy stworzyli ląd Arkhas u zarania czasu, Floreo?
    - Tak, zaraz po tym gdy odebrałam eliksir najwyższego szczęścia od Gildii Alchemików, mieszczącej się w wysokim budynku nad rzeką, zbudowanym 650 lat temu na rozkaz króla... W każdym razie jeszcze przed południem Antonino.
    - A czy złożyłaś ofiarę za zdrowie naszego króla Georonta XVII, ostatniego ze swojego rodu, który nie posiada syna z wyjątkiem dziecka które zaginęło w lesie przed wielu laty i nikt nie wie gdzie jest?"

    Najlepiej gdy łączy się różne sposoby ekspozycji - bohaterów poznajemy w działaniu, realia w akcji lub poprzez informacje w rozmowie, ale czasem narrator może sobie pozwolić na dłuższy opis na przykład w myślach lub w opowieści przekazywanej komuś obcemu. Na więcej można sobie pozwolić w narracji w czasie przeszłym, udającej opowieść lub pamiętnik, dla czasu teraźniejszego dłuższe wywody są nie wskazane, chyba że znajdzie się dobrą okazję (na przykład wykład albo przemówienie).

    Autor powinien się też zastanowić, czy na pewno musi wszystko ujawniać. Czasem wiele rzeczy nie ma znaczenia ani dla akcji ani dla realiów, a wstawianie w tekst wszystkich pomysłów nie jest wskazane.
  • Skoiastel 19.11.2016
    Pomyślę o artykule na temat procesu tworzenia fitst draftu. :) Wszystkie uwagi są cenne. Dziękuję.
  • ausek 19.11.2016
    Przeczytałam oba artykuły i myślę, że to dobry pomysł, by takowe tu umieszczać. Po ilości wyświetleń widać, że należą raczej do poczytnych tekstów - a to chyba dobrze. ;) Każdy może przeanalizować treść i uszczknąć coś dla siebie - zatem dawaj następne. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania