[ARTYKUŁ] ZDANIE PO ZDANIU – PISANIE PROZY

„Nie ma zasady na pisanie” – powtarzam to za każdym razem, gdy pracuję z autorami bardziej lub mniej żądnymi technicznej wiedzy, przy czym tym pierwszym studzę zapał do jej nabywania, a drugim robię dobrze, gdyż zaraz oddychają, najwyraźniej z ulgą. I w przypadku jednych, i drugich dodaję po chwili: „…ale istnieje kilka zasad, które temu pisaniu nadają kształt”.

I dziś chcę te zasady przedstawić Opowijczykom (tak mi się przypominają, ale kompletnie nie chce mi się odnośnie każdego pisać artykułu, zawrę je więc na samym końcu tego, kiedy skończę już o głównym wątku: budowaniu zdaniem).

Absolutnie nie piszę tego dla grupy autorów, którzy wiedzą już wszystko (więc trudno, aby wiedzieli więcej) albo wiedzą najlepiej (więc za nic ich nie przekonam). Nie piszę tego artykułu też dla tych, którzy zamykają swoją pisaninę w szufladzie o nazwie „to tylko moje i tylko takie kcem” lub zawieszają na wieszaczku z doklejoną karteczką „to i tak tylko Opowi”.

Artykuł powstał więc przede wszystkim dla tych, którzy chcą skupić się na zadowalaniu czytelnika; chcą skupić się na tym, by jego tekst odbierano tak, jak sobie to wyobrażają, czyli aby dotarło. I w końcu na tym, by się sprzedać. Tak chamsko, zwyczajnie napisać i wydać sobie lekki bestseller. Najczęściej jednak pracuję z ludźmi, którzy spadli już na ziemię z chmurki zwanej słodką nieświadomością i przekonali się o dwóch rzeczach:

 

– Nie napiszę takiej książki, jaką chcę napisać, ale napiszę taką książkę, jaką umiem napisać.

– Nie napiszę książki stylem wymarzonym, ale takim, jaki sobie wypracuję zgodnie z mieszaniną stylów przyjętych z książek autorów, których czytam, i stylem takim, jakiego się nauczę i jaki wyszlifuję.

 

Jak smutna jest dla niektórych prawda, że pisanie wymaga szlifu? Dość, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc gdy zaczniesz uczyć się pisania albo nie będziesz się uczyć, ale zaczniesz tak po prostu MYŚLEĆ O TYM, CO PISZESZ, twoja pisanina stanie się mniej chaotyczna, lecz nie przestanie być przecież kreatywna i „twoja”; możesz więc tylko zyskać.

 

MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE FANTASY!

To właśnie ten moment, w którym mam plan na opowiadanie i wiem już wszystko: od sposobu poznania się bohaterki z bohaterem, aż po kolor płaszcza powiewającego na wietrze w trakcie ostatniej bitwy. Ale nadchodzi taki moment, gdy samo siedzenie na toalecie i wyobrażanie sobie poszczególnych scen nie wystarcza. Zaryzykuję więc, otworzę Nowy Dokument Tekstowy i napiszę: MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE ZDANIE!

[żart. Tak naprawdę niżej jest o początkach szlifowania, a do tego przyda się już jakiś first draft, czyli wstępny szkic tego, co ma być kiedyś powieścią]

 

Z czego składa się zdanie? Przypomnij sobie nudne lekcje polskiego, te o technicznym podejściu do sprawy. Zdanie składa się z części zdania (hello, Captain Obvious!). Części zdania to kolejno: podmiot, orzeczenie, przydawka, dopełnienie i inne, których nie jestem specjalnie fanką. Przede wszystkim dlatego, że obiecałam ci receptę na powieść lekką. Lekka powieść pisana jest językiem przystępnym, a narracja wypadać powinna naturalnie. Więc zamieńmy sobie części zdania na części mowy. I co? Mamy więc rzeczownik, czasownik, przymiotnik, a także przysłówek.

 

[w tym momencie zastanawiasz się pewnie, czy Skoia zwariowała i naprawdę chce opisać JAK ZBUDOWAĆ ZDANIE POWIEŚCI? I czy tak się w ogóle da?!]

No pewnie, że tak. W sensie, że niekiedy się da, a nie, że zwariowałam. No, chyba że może troszeczkę. Przy czym kolejny raz przypomnę, że nie ma zasady na pisanie – warto zapamiętać to już teraz – istnieją tylko wskazówki. To wszystko tu opisane to właśnie takie wskazówki.

 

01. RZECZOWNIK – kto? co? – nazywa rzeczy, obiekty, miejsca, osoby, czynności, organizmy, zjawiska, pojęcia abstrakcyjne.

 

Może być nim pot, mogą być to łzy, może być to but z cholewką lub peleryna naszego bohatera – zgodzisz się, że rzeczowniki te są plastyczne, prawda? Takie sobie zwykłe rzeczy proste do wyobrażenia. Jesteś w stanie je sobie wykreować „przed oczami”, mają więc one wartość i siłę oddziałujące na czytelnika. Obrazują, wbijają się w głowę, tworzą obraz. Jedne mocniej (pot oznacza zmęczenie, łzy kojarzą się ze smutkiem), inne słabiej, więc wymagają dopowiedzeń (but z cholewką niepachnącą zachęcająco, krwistoczerwona peleryna). Tak samo silne rzeczowniki to te personifikujące uczucia: miłość i nienawiść, wierność i zdrada, nadzieja i depresja. Posiadają one mocniejszą wartość – miłość kojarzy się ciepło, mile, a nienawiść zupełnie odwrotnie. Wszystkie rzeczowniki, które budzą silne skojarzenia, nazywane są rzeczownikami obrazowymi, plastycznymi. Używasz głównie ich, a wykorzystując je, maksymalnie poruszasz wyobraźnię czytelnika. To twoja baza.

Zupełną odwrotnością są wszystkie rzeczowniki teoretyczne, abstrakcyjne. Takie, których nie da się wyobrazić, nad których sensem trzeba się zastanowić, a czasem nawet poszukać ich znaczenia w słowniku. Będą to, kompletnie przykładowo: perspektywa, pomysł, akumulacja, tożsamość. Ich sens wyłania się dopiero, gdy przeczyta się całe zdanie. Więc, jeśli będzie ich w tekście za dużo, stanie się on mętny, trudny w odbiorze, a styl całego tekstu stanie się męczący.

Na tym etapie zaznaczę, że wymagający czytelnik lubi prostotę przekazu. Nie banał, więc nie chodzi mi o banalne rozwiązania fabularne, bo najlepszą intrygę warto wykombinować, ale, opisując ją niejasnymi zdaniami, narażasz się na niezrozumienie i przekombinowanie. Miej na uwadze, by w prozie fantastycznej, przygodowej, nastawionej na „bohater coś robi” rzeczowniki plastyczne przeważały nad tymi abstrakcyjnymi. Tych ostatnich nie da się zmierzyć, policzyć, dotknąć czy powąchać. Nadużywane zmęczą, ale nie oznacza to, by ich w ogóle unikać. Często jednak trudne wyrażenia czy głębokie metafory tłumaczone są przez autorów na najprostszych przykładach:

„Całe nasze życie jest jak kamień rzucony w wodę. Nigdy nie wiemy, jakie kręgi zatoczymy naszym upadkiem, czyją śmierć spowodujemy i kogo uzdrowimy”. – Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie „życia” samego w sobie, ale „kamień w wodzie” jest już całkiem obrazowy, prawda? Nie ma więc rzeczowników gorszego czy lepszego sortu, ale dawanie przykładu na abstrakcyjne rzeczowniki pomaga w ich pojęciu i rozbudowuje ci tekst. Dodaje ambicji i ułatwia sprawę czytelnikowi.

 

02. CZASOWNIK – co robi? co się z nim dzieje? – przedstawia stany i czynności.

Moim zdaniem to najważniejsza dla autora część mowy, biorąc pod uwagę zasadę „pokaż, nie opisuj”, czyli ruch przeciwko banalizowaniu powieści, wykluczający spłycającą tekst ekspozycję, o którym będzie niżej. Nie ma na niego zasady, ale warto pamiętać, by ograniczać „być” i „mieć”, a także „czuć się”:

„było mi smutno”/„poczułam smutek”:

CZYNY: głośne westchnięcie/spuszczenie wzroku/apatia w ruchach/puste spojrzenie/brak zainteresowania/spowolnienie/brak energii/ukrycie twarzy w dłoniach, nerwobóle;

MYŚLI [w przypadku narracji 1-osobowej bądź mowy pozornie zależnej w narracji 3-osobowej]: negatywne, niespokojne i zlęknione, wycofane, poczucie winy i beznadziejności, niska samoocena, myśl o śmierci.

Samo napisanie „było smutno” nie wywoła… smutku. Ani u bohaterki, ani u mnie, nawet jak wykorzystasz wyolbrzymienie w postaci: „było mi bardzo smutno”/„poczułam przepełniający mnie smutek”. Ewentualnie wywoła smutek w betareaderach, analizatorach, oceniających czy we mnie.

 

Nie popadaj jednak w paranoję. „Być”, „mieć” i „czuć” są ważne, przydatne, jeśli potraktujesz je z umiarem i w momentach, które zwyczajnie wyczujesz, jednak odradzam masowe wykorzystywanie ich w opisach postaci („była ruda, miała krzywy nos i zadatki na pisarkę”) oraz miejsc („pokój był duży, miał białe ściany…”). W tym ostatnim uważaj też na „stać” czy „leżeć” (chociaż to wszystko zależy też od wyczucia, gdyż istnieją powtórzenia będące związkiem stylistycznymi, podkreślającym moc czasownika, ale i każdego innego wyrazu). Ja mogę tylko radzić. I tak też radzę: lepiej napisać „miał zielone oczy”, niż przekombinować z „gdy stawał w lustrze, widział swoje zielonookie odbicie”.

Odnośnie czasowników warto też wspomnieć, że nie należy się ich bać. W sztuce pisania chodzi o to, by wysłużony czasownik – czy też inne słowo – nabrał świeżości. Arthur Schopenhauer mawiał, że korzysta się ze zwykłych słów, a mówi się rzeczy niezwykłe. Miej na uwadze, że niektóre dopowiedzenia będą odbierać moc czasownikom, osłabią ich znaczenie. Są to wszystkie dopowiedzenia, których usunięcie nie zmieni znaczenia, ale ich wstawienie niby ma upewnić czytelnika w tym, co chcemy mu przekazać. Niby, ponieważ to tylko wymysł autora; silenie się, by czytelnik zrozumiał to, co samo w sobie jest już jasne z góry.

Spójrz:

„jakoś wyczuł, że…”, „zaczęłam zastanawiać się nad…”, „wydaje mi się, że tracę nadzieję…”. Czy jeżeli napiszesz: „wyczuł, że…”, „zastanawiałam się…”, „tracę nadzieję…”, nie przekażesz sensu lepiej? Prościej? Treściwiej i konkretniej, ale bardziej „w punkt”? Nie osłabiaj swoich czasowników bez powodu.

 

03. PRZYMIOTNIK – jaki? jaka? jakie? – określa cechy istot żywych, rzeczy, zjawisk, pojęć i stanów.

Największą trudnością autorów jest rezygnacja z przymiotników. Nie policzę momentów, ile razy z bólem serca wycinałam zdania za dobre, zbyt poetyckie.

Język polski jest rozwinięty i istnieje sieć rzeczowników, które mogłyby zastąpić twój epitet (rzeczownik + przymiotnik), dlatego zanim napiszesz „silny wiatr”, pomyśl o zawierusze. Ten lekki, na podobnej zasadzie, warto zastąpić zefirkiem czy samym… wiaterkiem.

Tak jak w przypadku osłabiania czasowników, często wydaje nam się, że, pisząc „to była straszna zbrodnia!”, podkreślamy tragizm sytuacyjny. Nope… To tak nie działa, ponieważ rzeczownik „zbrodnia” jako esencja sama w sobie, rzeczownik plastyczny, kojarzy się negatywnie już z marszu.

W takim razie po co przymiotnik, skoro rzeczowniki są wystarczająco plastyczne? Na przykład po to, aby ukazać różnicę lub wartość: peleryna miała być krwistoczerwona, a nie trawiastozielona, a bohaterka miała być zainteresowana bohaterem, a nie znudzona jego żarcikami. Pozwól, by znaczenie wybrało wyraz, a nie wyraz nabierał znaczenia, które według ciebie posiada. Nie łudź się, że czytelnik wywróży sobie z kosmosu dopowiedzenie do rzeczownika, którego nie postawisz, bo będzie ci się wydawał logiczny. W twoim wyobrażeniu „chata” jest stara i spróchniała, ale pominąłeś przymiotnik? Ekstra! W moim, dopóki tego nie napiszesz, może być po prostu drewniana albo nawet z piernika. Jeżeli masz do przekazania jakąś ideę – MYŚL, jak ją zapisać i jakich słów użyć.

Przy przymiotnikach i – następnie – przysłówkach pilnuj nadmiarów. Łatwo jest nagromadzić epitetów, a potem trzymać kciuki, by czytelnik nie porzygał się tęczą w opisie pocałunku pełnego „cudownych”, „wspaniałych”, „romantycznych” chwil czy nie przewrócił oczami, gdy po raz kolejny walka będzie „trudna”, „bolesna”, „zacięta”. Zwyczajnie nie przedobrzaj.

Najdziwniejszym przymiotnikiem, którego nie polecam używać, jest „dziwny”. Jak wyobrazisz sobie coś dziwnego? W przypadku zwierzęcia… róg wystający z tyłka jest już wystarczająco dziwny czy jeszcze nie? A w przypadku kogoś „dziwnego”? Nie wiem, czy wyobrazić sobie fetysz nastrajania okaryny jako grę wstępną do seksu w pozycji misjonarskiej czy okładanie porem po głowie księdza w czasie zaplanowanej kolędy? Nic nie mówisz, pisząc „dziwny”, tak samo jak nic nie mówisz, pisząc „jakiś”, więc dla dobra mojej wyobraźni… po prostu nie.

 

04. PRZYSŁÓWEK – określa czynności, stany oraz inne cechy. W języku polskim tworzy się najczęściej od przymiotników, za pomocą końcówek -e, -o.

Najczęstszy sprawca pleonazmów. Wielki Twórca Tautologii. Nadmierny Nadmiernik. Zbędny jak skarpety kubotom. Nikt o zdrowych zmysłach cicho nie szepta, szybko nie pędzi, nie kontynuuje dalej i nie robi czegoś banalnie prostego.

Przeważnie przysłówkiem starasz się wmówić mi, że „bohater jest DOKŁADNIE taki” albo „WYJĄTKOWO nie taki”, ewentualnie „ZUPEŁNIE taki, a nie inny”. Wyobraź sobie taką sytuację w kolejnej ocenie na bitwie:

„Całkowicie pewny siebie przekroczył próg”. – Dobrze, że nie w trzech czwartych.

BADUM TSS

Przysłówki również rozdmuchują tekst i rozciągają ci niemiłosiernie zdania („wreszcie”, „jakoś”, „bezsprzecznie”), a także zacierają sens, którego czytelnik przestaje być pewien („był trochę smutny”, „była niemożliwie zwinna”) – wśród ich nadmiaru tekst przestaje być prosty, przystępny, a staje się wyolbrzymiony, prefabrykowany, fałszywy i mglisty. Przeważnie umieszcza się przysłówki w first draftach, na etapie pisania, opisywania, a potem, gdy zamienia się opisy rozmów w żywe dialogi, a relację zachowań zamienia się w sceny, część przysłówków ląduje w koszu.

Oczywiście też nie jest tak, że każdy przysłówek jest be. Zdarza się, że nie warto z niego rezygnować, na przykład wtedy, gdy podkreśla nowe, niepodejrzewane wartości: można „uśmiechać się” i radośnie, i smutno. To pierwsze samo przez się kojarzy się czytelnikowi po czasowniku „uśmiechać się”, więc przysłówek byłby zbędny, ale w „uśmiechać się smutno” jest pewna magia obrazowania, która nęci i bez której samo „uśmiechać się” nie wyraziłoby prawdziwego znaczenia. Czytelnik nie miałby prawa domyślić się, co wyobraża sobie autor.

 

05. ZAIMEK – zastępuje rzeczownik (np. ja), przymiotnik (np. mój), przysłówek (np. tam) lub liczebnik (np. tyle) i pełni ich funkcje w zdaniu.

Zaimek jest potrzebny. Przede wszystkim dlatego, aby nazywać, ale nie nadużywać imion, określenia „bohater” czy ksyw. Aby nie silić się i sięgać desperacko po „blondynów” czy „niebieskookie”. W narracji trzecioosobowej całkiem potrzebny, chociaż i narrator potrafi przesadzić z pisaniem o kimś i rzeczach, czynach przynależnych temu komuś: „(…) jego ręka powędrowała w kierunku jego twarzy, po chwili klepiąc w jego czoło, a jego wzrok zatrzymał się na jego butach. A raczej ich braku…”.

To dość uciążliwe, nie sądzisz?

To teraz narracja pierwszoosobowa:

„O kurczę! Do domu nie wrócę, by nie zbudzić matki! Dojdę w tym, co mam na nogach, a na nogach miałem klapki…”

Widzisz tam gdzieś jakieś „moje klapki”? „Moje nogi”? „Swoją matkę”? Nie? Więc posłuchaj Łony i przestań tworzyć egocentryków! Czy ktoś jeszcze pamięta moją pierwszą ocenkę w bitwie trzynastej, a tam część o tekście Vasto Lorde – à propos – na którą (#smuteczek) nie dostałam odpowiedzi? Napisałam tam:

 

„Kolejny chłodny dzień jesieni dał się poznać od gorszej strony silnymi porywami wiatru, który targał moje długie włosy. (…) Moje ciche myśli przerwało skrzypienie drzwi. Odwróciłem się i spojrzałem na drzwi wejściowe, lecz te stały nieruchomo, zamknięte od środka. (…) Nagle zadzwonił mój telefon. Moją pierwszą myślą było (...)”. – Skupmy się na bohaterze, którego na całkowitej nieświadomce wykreowałeś na egoistycznego buraka. Mnie, mój, moje. Moja głowa, moja ręka, moje ciuchy, mój kostium, moje gardło, moja myśl… LITOŚCI! Mogę tego wymienić naprawdę dużo. Główny bohater ma stylizację jak wymuskany egocentryk z papieru. Facet opisuje swoje myśli. Wiesz, że narracja pierwszoosobowa, która nie jest formą pamiętnikarską, to myśl? Czyli znajdujemy się poniekąd w głowie główniaka. (…) Borze Najzieleńszy, przecież to zabiło ci całą historię i naturalność postaci.

Ano właśnie. Amen.

 

Już prawie technicznie kończymy pierwsze fantastyczne zdanie, a raczej znamy jego części. Wiemy już, co i jaką pełni w nim funkcję, możemy więc spojrzeć na swoje zdanka i zastanowić się nad każdym z osobna. I w końcu, jak poukładać te wszystkie części? Sam SZYK w polskich zdaniach jest dość swobodny – raczej technicznie poprawny, ale jak przekombinujesz z przekładaniem wyrazów, to niektóre zdania mogą wydawać się nieco kulawe, niezgrabne, mimo technicznej poprawności.

 

Jeżeli archaizować chcesz lub Nową Biblię XXI wieku tworzysz, to zawsze pisać Yodą możesz.

 

Odnośnie sensu zdania i przekazu, warto pisać zdania i dzielić w nich informacje na wypływające chronologicznie, wtedy narzucasz czytelnikowi logiczny wywód i sprawiasz, że płynie on z tekstem, równo, ciągiem.

 

INFORMACJE UMIESZCZONE NA KOŃCU ZDANIA BUDZĄ NAJWIĘKSZĄ UWAGĘ CZYTELNIKA. To od autora – częściej bardziej nieświadomie niż świadomie – zależy, na co czytelnik ma położyć nacisk w trakcie odbioru i która informacja ze zdania (w przypadku zdań złożonych z wielu informacji) zapadnie mu najbardziej w pamięci:

„Po trzech godzinach drogi, kiedy przeszli przez slumsy, zauważyli w końcu, że drepcze za nimi czarnowłosa dziewczyna…".

Albo:

„Zauważyli, że drepcze za nimi czarnowłosa dziewczyna, dopiero gdy przeszli przez slumsy, po trzech godzinach drogi…".

Albo:

„Po trzech godzinach drogi zauważyli, że drepcze za nimi czarnowłosa dziewczyna; dopiero kiedy przeszli przez slumsy…".

To od ciebie zależy, jaką informację czytelnik zakoduje jako najważniejszą. Czy będzie to obecność dziewczynki, upływ czasu czy spacer przez slumsy? Pamiętasz Szekspirowskiego „Makbeta”?

„Królowa, mój panie, nie żyje” – tak brzmiał oryginał. Istnieje wśród niektórych grup autorskich przekonanie, by najważniejsze części zdania umieszczać na jego końcu, te nieco mniej ważne na początku, a o najmniejszej wartości – w samym środku. Na podobnej zasadzie buduje się już nie tylko zdania, ale i… CAŁE AKAPITY. Najważniejsze informacje powinny znaleźć się na ich końcu jako suma tej przeprawy, jaką był cały on.

Nie ma reguły odnośnie długości akapitów. Żadnej. Ale odnośnie długości samych zdań napiszę co nieco:

 

DŁUGOŚĆ ZDANIA nadaje tempo. Te długie zabierają w podróż, porywają, a krótkie zmuszają do skupienia się na konkretach. W opisie przyrody można pozwolić sobie na spacer pomiędzy drzewami, więc nie ma co ograniczać się do pojedynczych, jednak w scenach walki nie ma sensu wylewać dygresji na tematy wszelakie – stąd „kropka za kropką” zdania najczęściej pojedyncze, urywane, opisujące konkretne ruchy. Cios za ciosem. Krótkie zdania mają więc sens, jeśli mowa o upraszczaniu opisów wydających się problematycznymi (akcja, w której każdy krok ma znaczenie) i budowaniu napięcia. Proste zdania skonstruowane za pomocą rzeczowników plastycznych i bez zbędnych upiększaczy w postaci przysłówków czy nadmiaru przymiotników budzą emocje, zawierają często dramat. Liczy się wtedy dosłownie każdy wyraz. I znów: „The queen, my lord, is dead”.

Aby zaoszczędzić czytelnikowi ziewania, przemieniaj. Baw się. Nie stosuj jedynie zdań krótkich czy długich, ale przeplataj je ze sobą. Najczęściej zdania krótkie ubarwiane są przez długie. Krótkie wywołują efekt sprawozdania, a długie uzupełniają myśli, dopieszczają je.

A długość samych słów? Niektórzy pisarze uważają, że nie należy używać dłuższego synonimu, jeżeli można zastąpić go krótszym.

 

DALSZOPLANOWE PORADY, o których wspominałam na początku:

 

Istnieje w gronie literatów-techników kilka zasad, którymi rządzi się współczesna literatura i których przestrzeganie ułatwia autorom budowanie bestsellerów. Tych, i wielu innych zasad trzyma się grupa autorów, którym się wiedzie, i taka, którą aż chce się czytać i na którą jest popyt (wykluczając wydawane na potęgę przez wydawnictwo Novae Res gnioty młodzieżowe propagujące gwałt czy rasizm, np. „Demon Żądzy” czy książki będące wpierw fanfikami One Direction publikowanymi na Wattpadzie, a także literaturę aŁtorKasi Michalak) – biorę przede wszystkim pod uwagę książki napisane dobrze. Napisane poprawnie. Napisane lekko. Taki po prostu całkiem ambitny bestseller:

 

– Pokazuję, nie opisuję (ang. Show, don’t tell) [http://nerdy-ocenkujo.blogspot.com/2016/09/show-dont-tell.html];

 

– Zadaję sobie pytania [Przykłady: co usiłuję powiedzieć? Jakie słowa przekażą to najlepiej? Jaki dobór słów uczyni ten obraz jasnym? Czy to jest wystarczająco świeże? Czy da się powiązać ze sobą sceny, nie mając wiedzy, którą posiadam w głowie jako autor? Czy mogłem to wyrazić krócej? Czy napisałem coś niezręcznego, czego dałoby się uniknąć? I inne…];

 

– Nie mnożę bytów ponad potrzebę [Brzytwa Ockhama – dobra powieść unika dłużyzn, czyli naddatków informacji, które nie wnoszą niczego do rozwoju fabuły i postaci. Z tego powodu nie opisujemy każdej sekundy, każdego oddechu czy czynności z życia bohatera, a jedynie to, co ma znaczenie fabularne];

 

– Jeżeli coś pokazuję, to muszę to wykorzystać [Strzelba Czechowa – powieść jest strukturą logiczną, a sceny tworzą związek przyczynowo-skutkowy, fabuła musi być spójna, a gdy umieścisz w niej nic nie znaczące elementy, zagłuszasz bieg historii];

 

– Mam świadomość, że streszczenia nie budują atmosfery tekstu;

 

– Traktuję research jako świętość [http://wspolnymi-silami.blogspot.com/2015/03/o-researchu-i-kanonie-sow-kilka.html];

 

– Znam pojęcie imperatywu [http://wspolnymi-silami.blogspot.com/2015/03/imperatyw-nie-dla-bo-tak.html];

 

– Strona bierna powinna być unikana w narracji [tak z zasady, bo wycofywanie narratora nie jest przekonujące, to zmniejszanie własnej odpowiedzialności często wykorzystywane przez polityków: „Sprawdziłem raz jeszcze analizę badań prowadzonych w sprawie Tu-154 i nie zauważyłem błędu” vs „Sprawdzono raz jeszcze analizę badań prowadzonych w sprawie Tu-154 i nie zauważono błędu”];

 

– Unikam wszelkich „-oz”, ponieważ wiem, że nawet witamina C w nadmiarze jest szkodliwa [np. zaimkoza, wielokropkoza, wtrącenikoza, akapitoza, słowotokoza, dialogoza i inne „ozy”, i inne „kozy”…, pomijając – oczywiście – rzeczowniki abstrakcyjne takie jak „metamorfoza” lub plastyczne, np. „płoza”];

 

– Nie mylę imienia czy zaimka z kolorem włosów [blondyn czy niebieskooki są przecież traktowane na równi z poziomkowoustą czy odstającouchym, dopóki nie są pisane wielką literą i nie stają się ksywą]

 

– Mam świadomość możliwości nieświadomej kreacji Mary Sue lub Garego Stu i potrafię walczyć z ideałami [http://nerdy-ocenkujo.blogspot.com/2016/03/bohaterze-moj-czyli-pomowmy-o-ideaach.html]

 

– Nie buduję banalnością obrazową:

Donald Hall powiedział kiedyś: „dobrzy pisarze są oryginalni, jak gdyby widzieli rzeczy po raz pierwszy, a swoją wizję przekazują językiem tak, by docierała do nas, do innych”. Oryginalność to spojrzenie pod innym kątem i da się to wprowadzić praktycznie w każdej sytuacji. Czerwony jak krew? Nawet cegła jest już dość ciężkostrawna w polskiej literaturze (podziękuj Ryśkowi). W poradniku „Po Bandzie”, na którym dość często się tu opieram, czytam: „czerwony jak brzuszek gila, nos klauna, szminka Madonny, strój kardynała, miejski autobus i światło na skrzyżowaniu...”.

 

– Czytam na głos to, co napiszę, zanim ujrzy to światło dzienne, tj. kliknę magiczne „publikuj” [praca dykcji: autor dobiera najlepiej brzmiące słowa tak, aby dawały najlepsze wrażenie. Czy zdania nie są monotonne? Równej długości? Akcentowane tak samo, zawsze z rzeczownikiem na początku? Czy nie występują tu rymy wewnętrzne odwracające uwagę czytelnika? Czy dostrzegam niezamierzone powtórzenia, a spójniki oddają tempo?];

 

– Zdaję sobie sprawę z tego, że interpunkcja nie jest widzimisiem [nadaje melodyjność utworu, oddziela zdania składniowe w zdaniu złożonym, dzieli zdanie na przyswajalne części i przez to ułatwia zrozumienie sensu całości].

 

I teraz (moje ulubione):

– Jasne, że nie muszę trzymać się tych reguł! Ba! Nawet, trzymając się ich, mogę nadal pisać źle, bez wyczucia, intuicji, tego „czegoś”, co niewątpliwie jest jakimś zalążkiem nieposiadanego lub nierozwiniętego talentu… Aczkolwiek pewnych idiotyzmów już wtedy nie popełnię ;)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Okropny 22.05.2017
    rządnymi, czy żądnymi?
  • Skoiastel 22.05.2017
    w tym znaczeniu przez "ż" ;) dzięki za czujność!
  • Zdzisław B. 22.05.2017
    Uff. długie. Warto jednak przeczytać, coś zawsze można wynieść dla siebie :)
    Popraw jeszcze "łódzić się" na "łudzić się".
  • Skoiastel 22.05.2017
    Borze Najzieleńszy, fstyd. Afe! Zwaliłabym na noc i zmęczenie, ale bez sensu. Są po prostu wyrazy, które szybciej napiszę niż poprawię. Gdyby gdzieś tu znalazło się w artykule miejsce dla "wujka", na pewno napisałabym go przez "ó", wszak mój ulubiony miał długą brodę i krągły mięsień piwny ;)
  • Zdzisław B. 22.05.2017
    Skoiastel :))) Ciesz się, że "Najzieleńszy Brze" nie poprawiłem, gdyż... odruchowo chciałem to zrobić. Na szczęście powstrzymałem swoją natychmiastową chuć i przeczytałem zwrot/miano drugi raz, już ze zrozumieniem :)
    "Po czym poznać człeka? Poprawki przyjmuje, a nie szczeka". (ot, tak mimowolnie mi się zrymowało ;) )
    Pzdr. :)
  • Zdzisław B. 22.05.2017
    *Najzieleńszy Borze
  • Zdzisław B. 22.05.2017
    Nie dość, że wpierw zrobiłem literówkę, to jeszcze nie pod komentarzem wstawiłem poprawkę :))) Chyba czas na odpoczynek nocny...
  • Skoiastel 22.05.2017
    Wszystkie poprawki zawsze mile widziane :) a rym trafiony; aż w pierwszej kolejności pomyślałam, że na pewno "skądś", a nie wymyślony tu i teraz. A potem spojrzałam na to, komu odpisuję, i przestała mnie ta profeska dziwić. Lubię twoją twórczość w każdej odsłonie :)

    Ja też idę spać. Dobrej nocy!
  • Zdzisław B. 22.05.2017
    Skojastel, jeszcze na dobranoc - Nie wiem, czy czytałaś moje trzy wierszyki "Polski to trudna język". Traktują właśnie o pułapkach w zapisie i znaczeniu polskiej mowy.
    Teraz już naprawdę dobranoc. Miłych snów o wieloznaczności słów :)
  • KarolaKorman 22.05.2017
    Przeczytałam każde słowo, a i na ekspozycję zerknęłam i... tak myślę sobie, że nie dziwię się pisarzom (znanym w świecie), że piszą jedną książkę rok lub dwa. Żeby zastosować się do wszystkiego, co tutaj przytoczyłaś, faktycznie musiałabym analizować każde zdanie, wątek, akapit kilka razy, by uzyskać pożądany efekt (przez odbiorców). To, co napisałaś, to w istocie bardzo cenne rady, ale, czy kiedy pisze się od serca, autor się tak w stu procentach do nich stosuje? Bo trochę wygląda mi to sztywno. Piszę o moich odczuciach. Z pewnością należy zachować jakiś porządek, ale utwory, które mają stać się w przyszłości poszukiwanymi pozycjami, bestsellerami to przede wszystkim tematyka. Wierzę, że nawet najlepszy pomysł opisany chaotycznie nie przyciągnie, ale super warsztat o niczym też nie znajdzie poklasku.
    Reasumując (moja mama mawiała: w tym cały ambaras, żeby dwoje chciało naraz) potrzeba i warsztatu, i dobrego pomysłu :)
    Napisz więc, Skoia, kilka słów o dobrym temacie :) To był żart oczywiście :)
    Dziękuję za rady, które jak zawsze biorę sobie do serca i serdecznie pozdrawiam :)
  • Skoiastel 22.05.2017
    "czy kiedy pisze się od serca, autor się tak w stu procentach do nich stosuje" – no pewnie, że nie. Teraz wyjdę na taką, która zanim coś wstawi, to zadaje sobie multum pytań i zastanawia się nad każdym zdaniem :D
    Zdaję sobie sprawę, że tekst wygląda sztywno. Chciałam, by artykuł zmusił do myślenia. Nie aby od teraz, pisząc każde zdanie, zagłębiać się w jego sens i myśleć piętnaście minut, czy "hmm, na pewno użyłam dobrych słów?", bo w takim tempie napiszesz przez cały dzień pół strony, zmęczysz się, zniechęcisz, rzucisz pisanie w cholerę. Ale aby zdać sobie sprawę, że da się kształtować powieść zdaniami, w których każdy wyraz ma znaczenie i robi na czytelniku odpowiednie wrażenie. W sumie o "zdać sobie sprawę" chodziło mi w tym artykule najbardziej.

    Wychodzę z założenia, że trzeba po prostu pisać. Byle jak, od serca, ciągiem, nieprzerwanie, dopóki się nie skończy.
    [Ale też z umiarem, co by iść normalnie spać, a rano, zanim się znów zacznie, to spokojnie zjeść śniadanie, wypić kawę. Zorganizować sobie dni tak, by wyrabiać limity, samemu ustawiać sobie poprzeczkę, ale pisać i wyrabiać sobie nawyk pisania. Nie ma autorów, którym nie wyszło. W tym biznesie tak naprawdę nie ma przegranych, to pocieszające. Są tylko ci, którzy oddali zwycięstwo walkowerem].
    A jak już wylejesz z serducha wszystko, to wtedy dopiero kształtujesz. Nadajesz formę. Bez sensu jest analizowanie każdego zdania, kiedy wena każe nam pisać to, co ślina na język przynosi. Szkoda wtedy tej weny; lepiej pisać, póki jest chęć, korzystać z czasu i przypływu energii do tego. Na poprawki przyjdzie czas później. I też niekoniecznie – są i tacy, co nie muszą poprawiać wielu zdań, bo piszą z marszu i od razu w trakcie kreowania first draftu podświadomie stosują te zasady, jakby o nich wiedząc tak po prostu. I to chyba właśnie jest talent – tak myślę. Że od razu piszą i od razu trafia, nawet gdy warsztatowo tak sobie, to efekt robi już samo pisanie z pisania.
    Przecież nie ma takich, u których nie dałoby się poprawić niczego. Jestem w stanie wziąć do ręki jakąkolwiek książkę i znajdę coś, cokolwiek, do czego można się od biedy przyczepić, ale... po co? Jak będziemy tylko poprawiać, to nigdy niczego nie wydamy. Nigdy niczego nie skończymy. Nigdy z niczego nie będziemy zadowoleni. A nie o to przecież tu chodzi. I zgadzam się z tobą, gdy piszesz, że "super warsztat o niczym też nie znajdzie poklasku". Bo warsztat to nie wszystko. Pierwsza zawsze jest wizja. Pierwszy jest zawsze pomysł. A żeby go mieć? Żeby był dobry? Chyba już samo to, że wpadł do głowy i autor chce coś z niego "lepić", to znaczy, że jest dobry. Że kręci i nęci, siedzi w głowie i nie chce sobie pójść, zniknąć ze łba. Mam w zanadrzu tylko takie ogólniki o tym, że nie ma pomysłów złych, raczej brakuje zapału do rozwinięcia ich, nadania im kształtu, ewentualnie że czerpać natchnienie można przecież zewsząd, nic na siłę i takie tam gadanie. ;)
  • KarolaKorman 24.05.2017
    Skoiastel, czyli wiesz jak to jest u mnie :) Zrozumiałyśmy się :)
  • Karawan 22.05.2017
    Dziękuję! Wynika dla mnie z tego wykładu jedna prawda - to co pisuję to ledwo projekty projektów. Potwierdzają to niezdarne próby poprawienia tego com wcześniej zapisał. Trzeba mieć dużą wiedzę, aby znaleźć granicę własnego poziomu, bo inaczej można wpaść w pułapkę permanentnego "poprawiactwa". Z drugiej strony trzeba mieć dużą wiedze o sobie, aby nie wpaść w pułapkę "samodoskonałości". Jedynym rozwiązaniem wydaje się być pisanie i sprawdzanie poczytności (przy pamiętaniu, że nie istnieje czytelnik uniwersalny). Każdy, kto pisze chciałby być czytany, ja także. Mam jednak tą wewnętrzną wiedzę, że zupełnie wystarczy mi, jeśli to co napiszę spodoba się najbliższym i zarazi ich chęcią czytania innych. Nie potrzeba mi ani wydawnictwa ani reklamy, a mając takie anioły stróże jak Opowijczycy mogę mięć nadzieję, że moje szanse na opowiedzenie moich opowieści są całkiem realne. Dziękuję! Amen!
  • Skoiastel 22.05.2017
    "inaczej można wpaść w pułapkę permanentnego "poprawiactwa" – tak! tak, z ust mi to wyjąłeś :) ja oto w nią wpadłam i teraz w kółko męczę trzy rozdziały, nie potrafiąc ruszyć dalej. Mój wewnętrzny "stylista" w zmowie z "korektorem" dawno zagłuszyli tego wesołego "kretyna" odpowiedzialnego po prostu za pisanie tego, co ślina na język przynosiła. To jest paskudztwo straszne, demotywujące i upierdliwe. Więc najpierw... piszmy :)
  • Okropny 22.05.2017
    Skoiastel <3
  • Nazareth 22.05.2017
    Bardzo ładne, przydatne kompendium i jeszcze napisane przystępnie. Przeczytałem z przyjemnością i polecam każdemu, bo w brew temu co napisałaś nie ma takich pisarzy "co wiedzą już wszystko". A jak któryś tak o sobie myśli, to tym bardziej powinien zajrzeć - narcyz nadęty :D Mam tylko jedną wątpliwość: jak się stroi okarynę?!
  • Skoiastel 22.05.2017
    Nie mam pojęcia :D myślałam, że ty mi powiesz.
  • Karawan 22.05.2017
    Okaryny się nie stroi, to instrument gliniany dęty - Naz nie rób człowieków w cymbały;)
  • pasja 22.05.2017
    Karawan może też być z porcelany.
  • Skoiastel 22.05.2017
    To ja napisałam pierwsza o strojeniu :D
    haha, biedny Naz :) jeszcze mu się oberwało.
  • Nazareth 22.05.2017
    Skoiastel Tak myślałem że okaryny się nie stroi ale zawsze jest szansa że wiesz coś cZego ja nie wiem.
  • pasja 22.05.2017
    Też przeczytałam z zaciekawieniem tekst. I muszę przyznać, że pisanie to mozolna praca. To dlaczego na rynku spotyka się tyle gniotów pisarskich. Ja osobiście nie mam aspiracji na wydanie książki, piszę bo chcę i lubię. Przelewam na papier swoje myśli i myśli zasłyszane. Podróżuję środkami komunikacji od czterech lat, mam porządny notes, w którym zapisuję zasłyszane rozmowy, sytuacje. Jest to skarbnica wiedzy. Czy istnieje przepis na upieczenie bestsellera? W październiku ubiegłego roku byłam gościnnie u państwa Stasiuków w Wołowcu i zrozumiałam, że pisarzem jest się przez całe życie, tylko potrzeba chwili kiedy się zabłyśnie. Pan Stasiuk swoją pierwszą powieść napisał po wyjściu z więzienia, a potem zachłysnął się Bliskim Wschodem i to była jego pigułka na pisanie. Żaden pisarz nie jest alfą i omegą, choć niektórzy tak myślą. Dużo nauczyłam się z powyższego tekstu, ale mam jedno zapytanie, chociaż zastanawiam się czy mogę, ja taką mała pytać taką wielką osobowość... napisałaś - mieszaniną styli - czy stylów jak niektórzy sądzą.
    Bieszczad czy Bieszczadów, meczy czy meczów itp. I jeszcze jedno na spotkaniu z dziennikarką Katarzyną Kubisiowską i promocji jej książki o Pilchu dowiedziałam się o konflikcie. Czy można pisać wszystko. Pozdrawiam i dziękuję za dużą pigułkę porad.
  • Skoiastel 22.05.2017
    Dobre pytanie! :D
    Sama napisałam "styli", bo zwykle ta odmiana w moim przypadku to brzydka naleciałość ze środowiska, w którym dość długo się kiedyś obracałam. Słuchałam więc raperów z Trójmiasta, tj. "Sumy Styli". Nie jest to nadal oficjalnie poprawne – powinno być "stylów" i za moment na to też poprawię w artykule. Nie oddawałam go w ręce żadnej bety, więc pewnie jeszcze wiele "perełek" da się z niego wyciągnąć. Ale przynajmniej jest materiał do zadawania pytań :D

    Dość trudno przedstawić obraz sytuacji w obrębie dopełniacza liczby mnogiej:
    A) Te wyrazy, które mają temat zakończony na spółgłoskę twardą, przyjmują w D. l. mn. końcówkę -ów, np. kłopotów (kłopoT – końcówka twarda), paluszków (paluszeK), panów (paN), stołów (stóŁ). I to jest jest jeszcze w miarę proste. Potem robi się tylko gorzej.

    B) Rzeczowniki z tematem zakończonym na spółgłoskę historycznie miękką (tzw. stwardniałą, bo "stwardniała" z czasem), czyli -c, -cz, -dz, -dż, -rz, -sz, -ż, przybierają w D. l. mn. końcówkę -y lub -ów, np. działaczy, bandaży (rzadko: bandażów), pisarzy (przestarzały: pisarzów), chłopców, palców.

    I tutaj wchodzi nasz "styl". Niby ma "L" na końcu, więc głoska miękka, ale jednak okazuje się, że "styli" jest niepoprawne. Dlaczego? Głoska "L" była DAWNIEJ miękka i odmieniała się na "i", stąd mamy do tej pory "nauczyciel – nauczycieli" zamiast "nauczycielów", albo "promil – promili" zamiast "promilów". Potem ktoś stwierdził, że "LI" nie jest jednak zbyt męskie i końcówka "ów" będzie świadczyła o mocniejszym wydźwięku wyrazu. I taki oto męskoosobowy "król" zaczęto odmieniać również "królów" – twardziej, silniej – A nie "króli", tak mięciutko i delikatnie, jak dawniej, na święto "Trzech Króli". I tak już zostało... Niektóre wyrazy jednak, takie jak "nauczyciel" właśnie czy "promil" nie zasłużyły sobie najwyraźniej na bycie mocno męskimi.

    Niektóre wyrażenia się już "przyjęły" w obu formach, prawdopodobnie przez uzus językowy, np. badyl – badyli albo badylów, figiel – figli albo figlów i krokodyl – krokodyli albo krokodylów. "Styli" jednak zostało z "-ów", jakby komuś to "li" bardzo przeszkadzało. Styl musiał kojarzyć się kiedyś najwyraźniej bardzo męsko. Zobaczymy jednak, co przyniesie czas. Może kiedyś jeszcze chłopaki z Gdańska będą mogli powiedzieć, że nie mają błędu fleksyjnego w nazwie swojej grupy :D
    Lecimy dalej:

    C) Rzeczowniki męskie zakończone na spółgłoskę miękką najczęściej przyjmują końcówkę -i, np. gości (gość), koni (koń), leni (leń), ale jeżeli są to osoby (więzień, uczeń, przechodzień), to mamy -ów (więźniów, uczniów, przechodniów).

    W grupie wyrazów z tematem zakończonym na spółgłoskę miękką -J częściej pojawia się końcówka -ów, np. przebojów, dziejów, krajów, ale czasem obie końcówki uznawane są za poprawne, np. napoi (wymawiamy: napoji) albo napojów, pokoi albo pokojów, tramwajów (w języku potocznym również forma tramwai).
    Rzeczowniki męskie zakończone na -anin: (chrześcijanin, mieszczanin, Amerykanin, dominikanin) przybierają w D. l. mn. formę bezkońcówkową, np. chrześcijan, mieszczan lub końcówkę -ów, np. Amerykanów, dominikanów.

    Jeżeli chodzi o Bieszczady – http://obcyjezykpolski.pl/polszczyzna-od-reki-pana-literki/z-bieszczad-i-z-bieszczadow/ – tu masz bardzo przystępne wyjaśnienie :)

    Mecze – http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;3133

    Do tych zasad dochodzą jeszcze: uzus i wyczucie, ponieważ język polski (jak widać po "stylu" czy "nauczycielu") to przede wszystkim wyjątki. Mamy przechlapane, tyle powiem :/ najlepiej chyba nosić ze sobą jakiś słownik kieszonkowy on-line, a w razie wątpliwości przy "wyczuciu", posiłkować się PWN-em.


    A co do "konfliktu" o pisaniu o wszystkim? Cóż... Ja wychodzę z założenia, że – technicznie rzecz biorąc –można przecież poruszyć każdy temat każdym środkiem. O czym tylko się chce i jak się chce. Zadałabym inne pytania. Czy warto pisać o wszystkim i czy takie pisanie, trafi do publiki, na której nam zależy? Jeżeli masz dwie zgodne odpowiedzi na "tak", w zgodzie ze sobą jako osobą piszącą – po prostu zacznij to robić.
  • pasja 22.05.2017
    Skoiastel wielkie dzięki za wyjaśnienie, a nawiązując do królów to mnie uczono, że jeśli chodzi o władców to królów, a jeśli o zwzwierzęta to króli i chyba tak jest tak do dzisiaj, chociaż można powiedzieć królików. I jeszcze jedno spotkałam się ze stwierdzeniem, że nie powinno się pisać... piękna kobieta, bo to nie jest jednoznaczne. :-)
  • Skoiastel 22.05.2017
    Odmiana z PWN-u:
    królik (władca plemienia lub małego państwa) -ka, -kiem; -kowie, -ków
    królik (zwierzę) -ka, -kiem; -ki, -ków

    król (władca): -la; -lowie, -lów, ale: Trzech Króli (święto)
    dawniej władcę się odmieniało "król – króli", miękko, "L" stwardniało z czasem :)
    król (karta; zwierzę) -la; -le, -li

    A odnośnie kobiet, pamiętam, że siostra, gdy byłam młodsza, mówiła mi, że nie ma kobiet brzydkich, są tylko niezadbane ;) a tak na poważnie. Czytelnik, jeżeli napiszesz tylko "kobieta", może nie wychwycić, że chodzi ci o jakąś przecudowną piękność. Ja, na przykład, na "kobietę" reaguję przeciętnie. Ni mnie chłodzi, ni grzeje. Ot, zwykła babeczka. Jeżeli nie chcesz, aby czytelnik wyobrażał sobie wyidealizowanej miss wszechświata (według własnego lubianego kanonu urody, oczywiście, póki nie opiszesz dokładniej bohaterki; więc jeśli czytelnik lubi blonydnki, to wyobrazi sobie blondynkę), to śmiało napisz, że była "piękna". Tak samo będzie, jeżeli napiszesz "brzydka" – ja wyobrażę sobie kobietę wychudzoną, z potarganymi włosami, zmarszczkami, podkrążonymi oczami. Ktoś inny, kto nie lubi, na przykład, rudych kobiet, wyobrazi sobie rudą. Czasami nie warto więc używać określeń "piękny", "brzydki", ale opisać wygląd. Wtedy czytelnik, wyobrażając sobie dane cechy postaci, sam odpowie sobie na pytanie, czy postać mu się podoba, czy nie. Nie zdecydujesz za niego i nie narzucisz mu "ta ma ci się podobać, bo JEST PIĘKNA, BO JA TAK MÓWIĘ".

    W ogóle wystrzegałabym się przed korzystaniem z "pięknej kobiety", a przynajmniej grubo bym się zastanowiła, w jakim przypadku używać tego połączenia. Jeżeli w trzecioosobowej narracji narratora wszechwiedzącego, to automatycznie zrobisz z niego pierwszego fana bohaterki: była piękna, a gdy kroczyła, unosiła się lekko, jej włosy falowały z każdym krokiem, tak samo jak piersi... bla bla bla do zwymiotowania. Brawo! Właśnie udało nam się stworzyć Mary Sue.

    Jeżeli natomiast "pięknej kobiety" użyjemy mową pozornie zależną z perspektywy bohatera "Ivo spojrzał na nią raz drugi. O rety! Jaka ona była piękna! Mamma mia!" lub w dialogu, monologu, myśli, lub w narracji pierwszoosobowej: "– Jesteś taką piękną kobietą...", to czemu nie? Zaznaczysz tym, że bohatera interesuje ta oto, według niego, piękność.
  • Skoiastel 22.05.2017
    "Zgubiłam się we własnym zdaniu złożonym :D
    oczywiście, chodziło mi o to, że jeżeli CHCESZ, aby czytelnik wyobrażał sobie wyidealizowaną piękność, to śmiało napisz, że "była piękna".
  • pasja 22.05.2017
    Skoiastel dzięki i jak wiele można posiąść wiedzy z zadawania pytań. Jeszcze jedno spotkałam się u współczesnych pisarzy z np...burzaminęłabezśladunaniebiepojawiłasięterazwielobarwnatęczarozpiętawielkimłukiemnadcałymmiastem... czy jest taka forma pisania powieści. :-)
  • pasja 22.05.2017
    I jeszcze jedno często wpadają mi w ręce różne przekłady tych samych powieści lub wierszy. I o dziwo różnią się zupełnie od siebie. Czy tłumaczenie może być tak dalekie od oryginału.
  • Skoiastel 22.05.2017
    Znaczy się... ekhm... Ja to bym nie chciała takiej powieści czytać. Ani pisać. Albo w ogóle to nie chciałabym takiej sprawdzać chociażby pod kątem poprawności.
    Jasne, że zdarzają się ELEMENTY pisane w ten sposób; sama zaczerpnęłam to od Cobena (jego słynny adwokat, Horace "Pocokomuprysznicjeślimaperfumy" Foley, który lubił nadużywać wody kolońskiej), ale częściej piszę z myślnikiem. Na przykład miałam kiedyś w opowiadaniu o laboratorium botanicznym coś takiego w narracji: Ewentualnie szybko zejdzie z ziemskiego padołu otruty jadem "Nie-wiem-czy-jestem-ważką-czy-modliszką" Boaz. (Boaz jako imię eksperymentu).

    :D
  • Skoiastel 22.05.2017
    Nie jestem specjalistką od tłumaczeń, ale wydaje mi się, że różnice w prozie są konieczne, ponieważ nie tłumaczy się dosłownie, raczej przekłada i parafrazuje, opisuje to samo, ale własnymi słowami. Powody mogę podać co najmniej trzy:
    Po pierwsze, tłumacz też ma swój wyrobiony styl pisania prozy. Swój układ wyrazów, swoje maniery, swój "smak".
    Po drugie, zwykle nie da się tłumaczyć dosłownie, gdyż często powieści pisane dla czytelników jednego kraju, nie będą zrozumiałe przez innych. To samo dzieje się chociażby z tworzeniem napisów do seriali – trzeba być elastycznym. Przykładowo angielskie frazeologizmy albo wyrażenia ze slangu – w moim towarzystwie najczęściej śmiano się z polskich małolatów, którzy "deal with it" (pogódź się z tym) tłumaczyli dosłownie: "handluj tym". Albo "cut some slack" na "obciąć jakiś zastój" zamiast "wrzucić na luz". To działa w dwie strony, przecież polskich pisarzy piszących "bez ogródek" angielski tłumacz nie przetłumaczy jako „without little garden”.
    Po trzecie, polski język jest bardzo rozwinięty, zróżnicowany. U nas wiele słów ma wiele znaczeń, a synonim jednego słowa nie musi być synonimem dla drugiego. Toteż zwykłe "być" może oznaczać "żyć", "przebywać" albo "uczestniczyć", ale przecież "żyć" i "uczestniczyć" to nie są już synonimy dla siebie, łączy je jedynie pobieżność znaczeniowa do "być". Cholernie trudno więc jest być dobrym tłumaczem i pisać w zgodzie ze sobą i autorem, i czytelnikiem z innego kraju czy społeczeństwa niż autor.

    Odnośnie poezji uważam, że tę najlepiej czytać w oryginalne – ponieważ głównym jej zamysłem jest wielowymiarowość i często o to chodzi autorom, by każdy czytelnik odczytywał sens inaczej, po swojemu.
  • pasja 22.05.2017
    Skoiastel jednak nasz język jest skomplikowany :-)
  • pasja 22.05.2017
    Skoiastel dla oczywiście też taka ciągłość wydaje się zbyt uciążliwa, ale można się pobawić. A z myślnikami też ciekawie. Przy takim pisaniu można ukryć interpunkcję. :-)
  • Maurycy Lesniewski 24.06.2017
    Skoiastel zgadzam sie z Tobą, dobry tłumacz musi wychwycić sens, nastrój i wczuć sie w klimat. Tłumaczenie słowo w słowo wszystkiego dosłownie to tragedia. Najważniejsze w tłumaczeniu to zrozumieć autora, i umiejętnie przełożyć jego myśli i zamierzenia na właściwy drugi jezyk.
  • tribia 22.05.2017
    Ja też przeczytałam z zaciekawieniem. Od razu myślałam o swoich błędach i o tym, jak wiele razy wiele osób wspominało o tym samym, więc to nie może być nieprawda :).
  • tribia 22.05.2017
    No i daję 5 oczywiście :).
  • Okropny 22.05.2017
    Przeczytałem. Sporo pożytecznej wiedzy, przyznam szczerze. Ja wprawdzie hołduję zupełnie innym zasadom w kwestii prozy, bo podchodzę do niej inaczej: W zależności od tego, jaki ma być jej wydźwięk, tak konstruuję klimat, zdania etc. Kluczowym, co ja przekazałbym innym piszącym, jest/są:
    A) co jest najważniejsze w twoim utworze, a to prowadzi do B), czyli do zadawania sobie odpowiednich pytań. Im lepiej się na nie sobie odpowiada, tym lepsza będzie historia (opowieść) bo będzie przemyślany ciąg logiczny.
    Jak widzę zdania w stylu: Karolina miała czarne długie kręcone włosy, wstała rano i ubrala (tu opis dokladny odzieży i butow i akcesoriow) to o ile nie jest to pastisz, to zakladam niedojrzałość piszącego - bo skupia się na postaci bardzo, a samej akcji jest zazwyczaj za zero groszy, bo tak daleko autorka nie sięgnęła. Są też piszący, którzy mają tysiąc stron opowieści na sucho w głowie, ale nie mają flow, więc nie wymyślą akcji, itede itepe
    - to są wszystko rzeczy do wypracowania. Można je wyćwiczyć i bez znajomości podstaw gramatyki - wystarczy czytać ze zrozumieniem nie tylko treść.
  • Ellie Victoriano 22.05.2017
    Skoia, ile Ty mnie nauczysz *-*
    Jestem na telefonie i mecze się ze spadkiem temperatury ciała, więc wybacz, że nie napisze długiego i merytorycznego komentarza, ale podziękowania przekazać mogę i muszę.
    Tak więc - dziękuję za wszystkie rady, czas i wysiłek włożony we wszystkie artykuły jakie napisałaś *-* Są one mega przydatne, naprawdę. Nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzam, to po przeczytaniu Twoich artykułów zawsze staram się nieco pobawić pisaniem. Chodzi o shorty pisane do szuflady, i sprawdzam, jak mi to wyjdzie. A to chyba pomaga w znalezieniu własnego stylu XD
    W każdym razie jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że innym również pomożesz dzięki artykułom :3
  • Skoiastel 22.05.2017
    Dzię-ku-ję :) i mega się cieszę, że coś komuś gdzieś się przydaje. To budujące i motywuje do składania takich tekstów dalej.
    Powodzenia w zbijaniu! :3 zdrówka życzę.
  • Ellie Victoriano 22.05.2017
    Skoia, to ja życzę więcej motywacji :D Zdrowia też xD
  • Tanaris 22.05.2017
    Cieszę się, że taki tekst został napisany. Z pewnością niejednemu się przysłuży! :D
    Jestem pełna podziwu i stwierdzam, że jeszcze wiele muszę się nauczyć.
    Każdemu życzę wiary i nie poddawania się w pisaniu. ;)
  • ausek 22.05.2017
    Przeczytałam i ja. Oby więcej takich artykułów, bo zawsze można doszukać się czegoś cennego. Tak sobie to rozpatruję pod katem oceny bitw i widzę pewne, hm, zbieżności. Widać, że masz wyrobione zdanie co do niektórych spraw. Odniosę to do mojego przypadku. Jestem Ci wdzięczna za ocenę i poświęcony czas na ślęczenie nad bitwami, bo wnosisz powiew świeżości, ale nie tylko. Potrafisz dokopać i Ty o tym wiesz. Twarda dupa jest tu bardzo potrzebna. ;) Właśnie jestem na etapie przerabiania bitwy na opowiadanie i korzystam z Twoich rad, choć nie ze wszystkich. Pewnie zauważyłaś rozbieżność w ocenach - a to dla mnie jest bardzo cenne. Pozwala spojrzeć z innego punktu widzenia - Waszego (czyt. osób oceniających, czytelników). Nie można brać wszystkich uwag dosłownie, bo to nie o to chodzi. Mamy wyrobić sobie swój styl, a to niestety jest po trosze zbiór tego, co podoba się nam u innych autorów. Jest to długi proces i niejednego może zniechęcić do pracy nad sobą. Na pocieszenie napiszę tylko, że ludzie się różnią i gusta też mają inne. Grunt to dużo pisać i być wyczulonym na uwagi innych. Każdy, kto to lubi, dojdzie kiedyś do momentu, gdzie pójdzie do przodu i choć spróbuje pchnąć swoje teksty dalej. Czy mu się to uda? Tego nie wiedzą najstarsi Indianie... Wszystko zależy od pracy nad sobą, może i szczęścia, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby próbować. ;) Dzięki.
  • Zaciekawiony 24.10.2017
    Osobiście dorzuciłbym do tego jeszcze jedną (w sumie drobną (acz bardzo przydatną)) zasadę której dobrze byłoby się trzymać dla wygody (przeciętnego) czytelnika - unikaj nadmiaru wtrąceń w nawiasach. Bardzo to poprawi czytelność artykułów.
  • Elorence 24.10.2017
    Szkoda, że nie trafiłam na ten artykuł wcześniej, ale jestem tutaj (na Opowi) wciąż za krótko, żeby wszystko wyłapać.
    Po takich tekstach zazwyczaj tracę zapał do pisania, bo dociera do mnie, że są jeszcze tematy, o których nie mam pojęcia tak do końca. Owszem, dużo zmieniło się w moim stylu na przestrzeni ostatnich 10 lat, ale to wciąż nie jest to co chcę osiągnąć. Podejrzewam, że nigdy nie przekroczę tej magicznej granicy, którą sobie wyznaczyłam, ale warto próbować.
    Fakt, każdy autor powinien wykreować swój własny styl, bo nic tak nie przyciąga czytelników jak kreatywne pisanie.
    Pozostaje poczytać mi inne artykuły i przejrzeć bloga :)
  • Agnieszka Gu 26.10.2017
    Bardzo ciekawy i przystępnie napisany artykuł :) Trochę humoru i sporo wiedzy. Dobrze, że się przegryzłam i doczytałam do końca. Z pewnością warto przyswoić sobie z niego co nie co :) Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania