BALLROOM BLITZ

Klasyka filmów Gore, które nagraliśmy wspólnie z Kolosem na zlecenie i za forsę Złotego Mike'a... to wszystko dlatego, że Mike po prostu nie był w stanie normalnie sobie strzepać.

Potrafił dojść tylko przy jakimś ostrym mordingu, a że do wszystkich mordohitów ostatnich lat zdążył się już spuścić po kilka razy i mały nie chciał mu stanąć nawet na milimetr, więc wymyślił, że wynajmie ludzi, którzy będą dla niego przygotowywać nagrania do walenia konia. I tak oto właśnie znaleźliśmy się z Kolosem w tym niezwykle dochodowym biznesie. Ja jako kamerzysta, a Kolos był od czarnej roboty, czyli spektakularnego mordingu. Mike uderzył do niego w jednej z nowojorskich ubojni, a jeśli o mnie idzie - to ściągnął mnie z filmówki.

Był 2006 rok. Dwaj goryle w czarnych garniturach przyprowadzili nas do biura Mike'a, i zwinęli się natychmiast, gdy Mike zrobił ledwie zauważalny władczy gest ręką.

Z początku zdębieliśmy: nie wierzyliśmy w to, co słyszymy, zupełnie nie mieściło się nam w głowie, że moglibyśmy kogoś mordować za pieniądze. Ale Mike wyjaśnił, że zainteresowani sami będą do nas przychodzić i będą mordowani na własną prośbę, a my będziemy tylko te prośby spełniać.

To nie to samo, co mordowanie z premedytacją - powiedział Mike.

A potem wolnym krokiem poszedł do sejfu, bawiąc się swoim złotym zegarkiem kieszonkowym, wyjął stamtąd sześć milionów dolarów, które dokładnie przy nas przeliczył, i położył przed każdym z nas po trzy miliony. I chociaż na zewnątrz było 40 stopni w cieniu, to w biurze zrobiło się nagle zimno, jakby wszedł tam sam diabeł w niewidzialnej postaci i zaczął nas świdrować swoimi lodowatymi oczami. I chyba rzeczywiście musiało tak być.

Kolosowi na widok takiej ilości szmalu zaczęły się nerwowo trząść ręce i zaczął się pocić jak świnia. Mi odjęło mowę.

Ale dla Złotego Mike'a takie pieniądze to nie były żadne pieniądze. I tak oto już w następnym tygodniu wynajęliśmy stary szpital na odludziu, tak żeby - mając więcej miejsca i sal - móc czasem z Kolosem poganiać się trochę z klientami, co i dla nich i dla nas było miłym urozmaiceniem, przypominającym wesołe zabawy z dzieciństwa. Kolos z ryczącą piłą motorową w rękach, goniący piszczącą z zachwytu klientkę to widok jedyny w swoim rodzaju, którego nie da się zapomnieć do końca życia.

I było dokładnie tak jak powiedział Mike: po zamieszczeniu w gazetach ogłoszenia o możliwości znacznego poprawienia statusu materialnego, zaczęły się do nas zgłaszać dziesiątki ludzi, młodych i starych, mężczyzn i kobiet. Mike wypłacał zainteresowanemu klientowi dwa miliony dolarów za produkcję. Milion przed nagraniem na konto rodziny i milion po.

A my, chociaż mieliśmy już po trzy miliony na swoich kontach, to mając kolejne miliony w zasięgu ręki - wydawało nam się, że ciągle jeszcze mamy za mało. Opanowała nas prawdziwa gorączka pieniądza. Na własnej skórze doświadczyliśmy, jak czuli się niektórzy poszukiwacze z Jukonu, ci twardzi ludzie, którzy potrafili niekiedy nie jeść wiele dni, byle tylko znaleźć złoto. Potrafili nawet mordować, jeśli zdarzyła się dzięki temu okazja do zagarnięcia złota. Czyli zupełnie jak my.

Gorączka złota otumania mózg niby opary alkoholu zwichrowany umysł alkoholika i człowiek nie widzi już nic poza pieniędzmi. Pieniądze stają się jedynym celem wszystkich pragnień i dążeń. I właśnie to pozwalało nam tak dobrze wykonywać naszą pracę.

Praca była pełna elektryzujących wrażeń: nieczęsto zdarza się widzieć osobę, która ma po kolei wybijane zęby młotkiem, jucha cieknie jej po twarzy jakby przed chwilą piła czyjąś krew, i osoba taka, otumaniona morfiną, potrafi jeszcze na przykład przed śmiercią wymienić się w międzyczasie z Kolosem kilkoma kawałami.

Nasi klienci nigdy nie cierpieli żadnego bólu, bo przed nagraniem nasza szpitalna Siostra Miłosierdzia, jak ją nazywaliśmy z Kolosem, starsza damulka po pięćdziesiątce, podawała każdemu klientowi najmocniejsze dostępne środki przeciwbólowe w iście końskich dawkach. Zdarzyło się nawet kilka razy, że naszym starszym klientom po owych specyfikach nie wytrzymało serce i wyzionęli ducha zaraz po zastrzykach, ale Mike oczywiście wypłacał rodzinom pieniądze tak czy owak, a samym rodzinom zawsze mówiliśmy, że bliscy ich na wiele lat musieli wyjechać za granicę.

Najgorsze w naszej pracy było dokładne czyszczenie pomieszczeń, gdzie dochodziło do spektakularnych zgonów. Mike'a nie zadowalało samo mordowanie, uwielbiał też ekskrementy i wszelkie wydzieliny. I jak mi Szatan świadkiem, nie zdarzyła się nigdy osoba, której przy odcinaniu nogi piłą motorową nie puściłyby zwieracze. Ale czego się nie robi dla takich pieniędzy! W końcu każda praca to tylko praca.

W podziemiach szpitala Mike zorganizował coś na kształt wielkiego aquaparku dla rekinów, które codziennie karmiliśmy rozczłonkowanymi zwłokami, pozbywając się śladów. Krew odpływała z wodą, a zwłoki kończyły w brzuchach rekinów.

Jednego dnia Kolos wpadł przy rozczłonkowywaniu zwłok w filozoficzny nastrój i powiedział, że na początku czuł się dziwnie, ale że po jakimś czasie zajęcie rozczłonkowywania trupów tak mu spowszedniało, że czuje się zupełnie jakby znowu zajmował się krowami w ubojni w Nowym Jorku, czy innymi zwierzętami przeznaczonymi na mięso, i że przez nasze zajęcie przestał traktować ludzi jak wyższy gatunek. Prawdę mówiąc, ja miałem zupełnie podobne odczucia: ludzie chyba zwyczajnie przeceniają ludzi i ludzkie życie. I po owej rozmowie z Kolosem zacząłem nawet mieć dziwne, przerażające sny, w których to krowy prowadziły ubojnie, gdzie bez miłosierdzia zabijały ludzi, przywożąc ich tam ciężarówkami.

Trzeba powiedzieć, że od naszej pracy często rosło serce: zamordowaliśmy na przykład wielu ojców, od lat pozostających na bezrobociu, którzy tak zwyczajnie, po ludzku chcieli lepszego życia dla swoich żon i dzieci, i bez wahania płacili najwyższą możliwą cenę.

Nigdy nie zapomnę jak Kolos przecinał Czarnego Jamesa piłą motorową na pół, wszędzie dookoła bryzgała krew, a James ze łzami w oczach powtarzał: "To dla ciebie Annie i dla was skarbeńki". James tak rozczulił Kolosa, ze ten szybko przeciął mu kręgosłup i potem dostaliśmy upomnienie od Mike'a, bo tego dnia nie zdążył sklepać sobie kapucyna i cały dzień chodził wściekły.

Jeszcze na sam koniec nazwa. Bo przecież jak wszyscy wiemy, filmy od dawna już są klasyką gatunku, tj. weszły do powszechnego obrotu i nawet dzieci mogą je dziś kupić na Blu-ray.

Najchętniej kupowane są te odcinki w których Kolos w ciemności, przy raz po raz rozpalających się i gasnących czerwonych żarówkach gania po szpitalu za rozwrzeszczanymi klientami z piłą motorową i z maską Jasona na twarzy, a wszystko przy dudniącym kawałku Ballroom Blitz zespołu Sweet.

Cóż - świetnie się nadawał do naszej pracy. I tyle w tym temacie.

 

1.7.2019

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 3 miesiące temu
    Czarnego humoru tutaj sporo. Bardzo interesujące
  • stefanklakson 3 miesiące temu
    Mogło być zdecydowanie więcej przypadków opisane. Dawno nie było mnie na Opowi i teraz ze strony chyba gorzej się korzysta.
  • fanthomas 3 miesiące temu
    stefanklakson no musisz nadrabiać zaległości
  • fanthomas 3 miesiące temu
    Choć jak dla mnie za dużo gore ;)
  • Jared 3 miesiące temu
    Taka mnie naszła refleksja polekturowa, że gdyby dało się wskrzesić ludzką powłokę, to przemysł ludzi chcących przeżyć własną śmierć mógłby być niezłym interesem. Nawet ciekawe to Twoje gore, bo jest irracjonalne i zdemonizowane - pojawia się jakiś wymiar usprawiedliwienia tego, czemu ludzie chcieli zostać zabici. Ekstremalna wersja eutanazji. Za kreatywność zostawię pionę.
  • stefanklakson 3 miesiące temu
    Pomysł z przeżywaniem własnej śmierci za pieniądze jest bardzo oryginalny. I pewnie znaleźliby się ludzie chcący spróbować: starczy popatrzeć, ilu jest takich, którzy na własne życzenie kaleczą swoje ciała...
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Ohydę wykorzystać potrafisz. I świetnie pisać, wiadomo nie od dzisiaj. Dobro w złu. Mocne.
  • pkropka 3 miesiące temu
    Witaj wśród żywych, Klaksonie.
    W pewnym momencie sporo "ludzi" masz w tekście i czasami sporo "naszych". Poza tym super.
    "móc czasem z Kolosem poganiać się trochę z klientami, co i dla nich i dla nas było miłym urozmaiceniem, przypominającym wesołe zabawy z dzieciństwa." - tej fragment mnie urzekł. No i wiadomo, ten z ojcem.
  • stefanklakson 3 miesiące temu
    Wesoły szpital na peryferiach ;) Kto wie, co tak naprawdę ktoś tam nam przygotowuje w tej chwili? To się dowiemy dopiero po latach. Niestety technologizacja przyniosła ze są również tę bardzo ciemną stronę, ludzi co prawda trzy w ryzach kultura, ale jest nas zbyt wiele, zeby to się zawsze mogło sprawdzić.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania