Bawełniator (co za kretyńskie słowo)

Odsuwam szufladę w celu pobrania kilku sztućców niezbędnych do rozpoczęcia dnia. Widzę różnego rodzaju metalowe oklapowania klarnetu, poukładane starannie w rynienkach, jak maleńkie rączki chłodno skategoryzowane i uporządkowane. Wyczyszczone, spoczywające, czekające w swoim egzaltowanym absurdzie na wariata, który tchnie w nie sens. Otwieram portfel. Jest pełen płynów ustrojowych i smrodu. Z pokoju przelatuję w pokój. Chwytam błyszczący pogrzebacz i z lekka dzwonię we wszystkie rury w moim mieszkaniu. Chwilę odpoczywam. Myślę o małej kawie. Lecz nie o jej piciu. Od dawna unikam tak ekstremalnych napojów. Godzina 6:50. Tak wskazuję nieruchomy od lat zegar. Wiem jednak, że tym razem nie może się mylić. Bom, dryń. Podchodzę do Bawełniatoru. To stare pudło o kretyńskiej nazwie, którą sam mu nadałem, poruszyło mój umysł jak żabia łapka pęcherzyk powietrza. Bawełniator. Owoc dwuletnich starań. Ktoś by powiedział - zupełnego poświęcenia, kiedy przesiadywałem całymi pasmami czasu w moim warsztacie i tworzyłem tę maszynę. Która pozwoli mi emitować fale. Coś w rodzaju fal. Dokładniej mówiąc, pole w kształcie bawełnianego płótna. Jeśli ktoś z was studiował takowe latami przez okular mikroskopu, to doskonale wie jaką formę mam na myśli. Przykre jest, że moje badania inżynierskie łączę z ambicjami pisarskimi. Tylko przez to cierpię, kiedy muszę powołać na świat tak pajackie słowa, jak te którymi nazywam swoje odkrycia. Bawełniator na przykład pozwala mi skutecznie zatrzymywać urządzenia elektroniczne działające w mieszkaniach prawie całego mojego bloku. Cyk. Bawełna w kosmos. Kosmosie giń. Kończy się BahBetowen w pokoju nade mną. Bom, dryń. Często niestety nie jestem w stanie otrzymać wystarczająco stałej wiązki prądu, aby moje urządzenie działało prawidłowo i urywam tym samym po kilka taktów sąsiedzkiej kociej muzyki w najdziwniejszych miejscach. Czasem udaje mi się ją tylko zniekształcić. Jednak mój wpływ pozostaje niezaprzeczalny. No i kto by pomyślał, że to eteryczna bawełna zakłóca jego codzienne nieżycie. Fale, pola, spinory. Uchylam szafę, oglądam moją Bazylnicę i rosnącą wokół niej bazylię. Przesuwam ręką po parapecie - odkurzam Deszczowiator, który ciągnie pył jak opętaniec. To dopiero śmieszne urządzenie! Oczywiście emituje pola i tym podobne, a dzięki temu sprawia, że deszcz omija mój parapet albo (jeśli jego skład chemiczny okazuje się przychylny) myje mi okno. Ciekawiej jest jednak, gdy krople wchodzą w dziwną reakcję z moim niesfornym urządzeniem i w przedziwny sposób zostają wyrzucane w przestrzeń - w kierunku odległej jezdni, gdzieś het po paraboli albo prosto przez warstwę ozonową, dokonując efektownej perforacji. Muszę jednak zanotować, że od kilku dni zastanawia mnie funkcja czyszczenia okna. Na prawdę nie wiem czy tego chcę. Przemyślenie takie jak to i związane z nimi pomysły przechowuję w lodówce. Zapisuję je na wewnętrznej ściance. Stają się wtedy hermetyczne i zabezpieczone przed rozpadem. Zawsze będę mógł po nie wrócić. No co ja mogę dzisiaj robić. Leżę i drążę. Pudło nie szumi, ale działa. Wokół cisza. Tkanina rozchodzi się. Świat powoli pęka w szwach (niech pęka, o niechaj pęka!). Ponoć te fale przynoszą przyspieszony zgon wszystkim, którzy znajdują się w ich zasięgu. Ciche życia, cicha śmierć. Nie do odszyfrowania, odgadnienienia i przeżycia. Ja akurat znajduję się w Dziurzewrolcebawełny (pff...). Wyobraźcie sobie, proszę, taką zupełnie zwyczajną, widzialną gołym ludzkim okiem rolkę bawełny. Ponawijane, ponawijane, a w środku przestrzeń, na którą skądinąd nawijamy. To właśnie Dziurawrolcebawełny. Alegoria rolki bawełny doskonale ponadto nadaje się do zilustrowania działania Bawełniatora. Tak właśnie rozchodzi się w przestrzeń (aż po jej brak i koniec) ((bardzo bym chciał)) (((zasięg jednak zawsze będzie sromotnie i bardzo frustrująco ograniczony))) magia pudłowatego sprzętu. Moje mieszkanie w Dziurzewrolcebawełny. Tkanina poza nim. Tak będę zawsze leżał i tak pragnął. Wszystko jest tu na swoim miejscu. W powolnej drodze do braku miejsca. Bawełniatory w każdym bloku. W Twoim i twoim. Cicho pracują. Emitują swoje i wasze (nasze) przeznaczenie. Pod każdą piwnicą i nad każdym strychem. W każdej studzience. Pod dziwnym chodnikiem i zwyczajną jezdnią. Przeszywają miasto. Klecą przyszłość. Pffff. Zabierzcie ode mnie głupie słowa. Zatrzaskuję szafę, zamykam okna, wyłączam morowy sześcian. Do zobaczenia. Ponownie otwieram portfel i odsuwam szufladę.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Bawełniator - świetne! Wyobraźnia w tekście na Lemową miarę, nie tylko autoironiczne cudeńko filozoficzno-futurystyczne.

    Mega!:
    "Wyobraźcie sobie, proszę, taką zupełnie zwyczajną, widzialną gołym ludzkim okiem rolkę bawełny. Ponawijane, ponawijane, a w środku przestrzeń, na którą skądinąd nawijamy. To właśnie Dziurawrolcebawełny. Alegoria rolki bawełny doskonale ponadto nadaje się do zilustrowania działania Bawełniatora. Tak właśnie rozchodzi się w przestrzeń (aż po jej brak i koniec) ((bardzo bym chciał)) (((zasięg jednak zawsze będzie sromotnie i bardzo frustrująco ograniczony))) magia pudłowatego sprzętu. Moje mieszkanie w Dziurzewrolcebawełny. Tkanina poza nim. Tak będę zawsze leżał i tak pragnął. Wszystko jest tu na swoim miejscu. W powolnej drodze do braku miejsca. Bawełniatory w każdym bloku. W Twoim i twoim. Cicho pracują. Emitują swoje i wasze (nasze) przeznaczenie. "

    Gratuluję świetnego pomysłu - oprawy rozważań.
    5!
  • GrzybySąSpoko 3 miesiące temu
    Dzięki za docenienie. Miałem niemałą zabawę z tym tekstem. Coś się przebudziło. Może i postaram się o kontynuację tego typu wątków :)
  • Aksi1 3 miesiące temu
    Bardzo pomysłowe!
  • GrzybySąSpoko 3 miesiące temu
    Dzięki!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania