Bez celu cz. 9

9.

Był początek listopada. Zima powoli zapuszczała swe mroźne korzenie, ozdabiając trawniki i dachy samochodów białym tiulem. Z nieba spadały pierwsze płatki śniegu. Leniwie kręciły się w powietrzu, nim dotknęły ziemi, która pozbyła się już ostatnich drobinek jesiennego ciepła.

Zima drażniła Jakuba. Nie lubił tej wszechobecnej bieli zmieszanej z ulicznym brudem, tak jak nie lubił plam na białym obrusie, tylko że z tym pierwszym nie mógł nic zrobić. W tym przypadku wybielacz nie działał.

Tego szczególnego dnia musiał wyjść, choć nie miał dyżuru. Założył świeżo wypastowane czarne buty, wyprasowane, materiałowe spodnie w tym samym kolorze i jasny wełniany płaszcz. Szyję owinął ciepłym szalem, który niegdyś sam sobie zrobił.

Szedł spokojnym krokiem. Pojedyncze płatki śniegu niewinnie osiadały na jego szpakowatych włosach, jakby chciały się ukryć przed resztą. Nie wiedziały, że wybierają śmierć.

Był już wieczór, kiedy dotarł na miejsce spotkania z Basią. Na tę okoliczność wybrał staw na skraju miasta, gdzie niegdyś wyznawał miłość, gdzie marzył o wspólnej przyszłości z Barbarą. Tak ją nazywał, kiedy się droczył, bo wiedział, że tego nie lubi. Marzył o spokojnym rodzinnym życiu i o tym, by się zmienić, by akceptować świat, a nie starać się go kontrolować. Chciał ubrudzić ręce i chodzić po domu w butach, chciał wyrzucić płyn do dezynfekcji.

Niestety nie zdołał. Nawet dla ukochanej nie zdołał tego uczynić. Poczucie przegranej było jeszcze gorsze od fobii. Powiększyło ją, rozdmuchało i napełniło gniewem, otoczyło miłością, skomponowało skrajności.

Czekając na żonę, myślami był przy Oli, która została pod opieką sąsiadki. Martwił się, czy zasnęła, czy była przykryta kołdrą, czy umyła zęby po kolacji i czy wspomniała go choć na chwilę, bo przecież kochał ją najbardziej na świecie. Dlatego chciał nauczyć wszystkiego, co potrafił, co wiedział. Chciał pokazać jej, jak kruche jest życie, jak łatwo można otrzeć się o śmierć, a jednocześnie chciał dać poczucie bezpieczeństwa, bo przecież to on nad wszystkim panował. Nawet nie zauważył, że chęć sprawowania kontroli go ograniczyła, budując wokół mury ze strachu przed chaosem, a może przed wolnością?

Strach. Ogarniał go na widok niedomytej wanny, rozczochranych włosów córki czy okruchów na dywanie. Bał się, że ktoś go osądzi, że brud przejmie kontrolę nad domem, a także i życiem.

Wspomnienia i lęki mieszały się ze sobą, wirując niczym płatki śniegu muskane delikatnym wiatrem.

Ciszę przełamał spokojny głos Basi:

– Witaj Jakubie.

Patrzyła mu prosto w oczy. Chciała sprawiać wrażenie pewnej siebie, choć w kieszeniach zaciskała spocone dłonie.

– Witaj – odpowiedział, wzrok kierując na obnażoną szyję żony. W słabym blasku latarni, oddalonej nieco od brzegu, nie dostrzegł pereł. Nic jednak nie powiedział, przeczuwał, że to nie przypadek.

Jego dłonie również zaczęły się pocić.

– Jak Ola? Chcę ją zobaczyć.

– Jeszcze nie teraz. Bardzo przeżywa twoje odejście. Potrzebuje czasu, by oswoić się z nową sytuacją.

– Przeżywa, bo mnie potrzebuje.

– Nie, to ty jej potrzebujesz – powiedział, siląc się na spokój, choć wiedział, że to nieprawda. Czuł, że pomiędzy Basią i Olą jest coś więcej niż więź matka – córka. Czasem miał wrażenie, że rozmawiały bez słów. Kiedyś sprawiało mu to radość.

– Gdzie masz naszyjnik? Kto go zdjął? – jednak zapytał. Poczuł uderzenie gniewu w klatce piersiowej i przyśpieszone bicie serca.

– Nikt. Sama to zrobiłam – odparła spokojnie, zaciskając pięści w kieszeniach.

– Tęsknie za tobą. Wrócisz?

– Twój urzędniczy ton nie jest wypełniony tęsknotą, kochanie. Nie wrócę. Odbiorę ci Olę i pożegnamy się na zawsze.

Śnieg padał coraz intensywniej. Topniał, układając się po raz pierwszy i ostatni na ramionach i włosach dawnych kochanków, którzy przekraczali właśnie cienką granicę. W Jakubie rosły emocje. Tak bardzo chciałby normalnego życia wśród niepościelonych łóżek z kubkiem, którego nie trzeba myć przed każdą dolewką kawy. Niestety lęki były od niego silniejsze, nawarstwiały się jak kamień na dnie czajnika.

Basia odtrąciła marzenia o rodzinie. Z miłości, przez niechęć i nienawiść powoli wkraczała w stan obojętności wobec męża, co doprowadzało go do szału. Czuł, że już nad niczym nie panuje.

Stali tak i patrzyli sobie w oczy, jakby oboje zastanawiali się nad kolejnym ruchem. Ręce Basi były gorące. Gdy opanowała drżenie, wyciągnęła je z kieszeni. Zimne powietrze przyniosło ulgę, jakby po długiej wędrówce zdjęła buty i zamoczyła stopy w rwącym strumieniu.

Jakub zrozumiał, że już nie odzyska ukochanej. Również czuł uderzenia gorąca, wewnętrzne drżenie. Zdjął szalik i odetchnął głęboko.

Basia obserwowała go uważnie. Wiedziała, że niczego się nie dowie o Oli, wiedziała, że to już koniec tego spotkania. Uśmiechnęła się do męża, zawierając w tym drobnym geście cały ocean emocji, jednak Jakub odczytał tylko drwinę.

Odwróciła się, żeby odejść. Płatki śniegu roztapiały się na jej twarzy i dekolcie, dając orzeźwienie. Po raz pierwszy poczuła miłość do śniegu i złość równocześnie. Dlaczego pada na nas równo, myślała, przecież nigdy nie byliśmy równi, choć żyliśmy obok siebie.

Jakub stał, zaciskając palce na szaliku. Osiadający na płaszczu śnieg doprowadzał go do szału. Spoglądał na ślady po butach Basi. Już nie były zwrócone w jego stronę! Już drugi raz odeszła! Już drugi raz zwyczajnie odwróciła się plecami. Gniew rósł, potęgowany przez wzmagające się opady śniegu.

W końcu nie wytrzymał. Ruszył za nią niesiony emocjami i zarzucił szal na szyję ukochanej. Przyciągnął ją do siebie. Zacisnął pętlę. Basię ogarnęło przerażenie. Próbowała wyrwać się z uścisku. W głowie jej szumiało, a myśli pędziły zniekształcając rzeczywistość, nadając jej innych rysów. Wszystko, tęsknota za córką, wspomnienia, miłość do męża, nadzieja, strach, zlało się w jeden ostatni oddech. Umierając miała przed oczami gołe drzewa, które w ciemności wyglądały jak leśni strażnicy. I mimo ogromnego strachu, w tym ostatnim momencie poczuła spokój, rozluźniła palce zaciśnięte na szalu. Upadła na ziemię bez bólu w sercu.

Jakub stał i patrzył na Basię. Basię, której przed laty w tym samym miejscu się oświadczył.

Po chwili ogarnął go strach. Miłość, gniew, rozczarowanie, nadzieja, wszystko umierało w nim po kolei. Sięgnął do kieszeni po płyn dezynfekujący i wtarł go w ręce. Nie przyniosło to, jednak żadnej ulgi. Zaczął nerwowo rozglądać się dookoła. Nikogo nie było. Ciemność rozjaśniała jedynie latarnia oddalona od ścieżki, na której stał. Po raz pierwszy w życiu Jakub naprawdę się bał.

Nikt nie może się o tym dowiedzieć, myślał gorączkowo. Chaotyczny oddech zakłócał myślenie. Wydawało mu się, że nawet drzewa go słyszą, że woda osądza. Po chwili namysłu zebrał kamienie i obciążył nimi ciało żony, wkładając je do kieszeni spodni i płaszcza, pod ubranie aż w końcu wypełnił nimi swój szal i przywiązał go do talii Basi.

Odetchnął, gdy ciało zniknęło z jego oczu pod taflą wody.

 

Następnego ranka był silny mróz, a staw na skraju miasta zatonął w czerwonych promieniach wschodzącego słońca.

Następne częściBez celu cz. 10  Bez celu cz.11 (ostatnia)  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska 6 dni temu
    Bardzo mi smutno, że nie weszło na główną:(
  • Justyska 6 dni temu
    Ooo a jednak jest:) Dziękuję!
  • jolka_ka 6 dni temu
    Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Jak wiele emocje mogą zrobić z człowiekiem...
    Mała uwaga: "Jakuba drażniła zima" może by przedstawić na "Zima drażniła Jakuba". Zgrabniej się czyta wtedy. Podobało mi się to o płatkach śniegu, które nie wiedzą, że wybierają śmierć.
    Pozdrawiam 5:)
  • Justyska 6 dni temu
    Witaj jolka, dziękuję za ekspresowy odzew. Taki był plan w zasadzie od początku, cieszę się, że udało się zaskoczyć:) A co do Twojej uwagi, to masz rację. Przestawię szyk.
    Pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi 6 dni temu
    Justysko. Jak Ty to robisz, że tak piszesz? Pod koniec są pewne symptomy...klimat...że coś się wydarzy ale nie musi. Tu się jednak wydarzyło. Zakończenie, też dwoiste...wschód Słońca kojarzy się z nowym dniem...itp. Pozdrawiam→5
  • Justyska 6 dni temu
    Wiatk Dekaosie, dzięki za miły komentarz! Ten czerwony wschód słońca to taki element łączący światy trochę, ale można różnie rozumieć:)
    Pozdrawiam!
  • Keraj 6 dni temu
    A później wyrzuty sumienia. Bez happy endu 5
  • Justyska 6 dni temu
    Dziękuję Keraj, to jeszcze nie koniec, ale wkrótce. Pozdrawiam
  • e make i ka pololi 6 dni temu
    ''Leniwie kręciły się długo w powietrzu'' - coś nie tak z szykiem. *Niespiesznie, leniwie kręciły się w powietrzu... (Tak proponuję. W każdym razie w obecnym ułożeniu słów coś zgrzyta, rozważ według własnego uznania)
    ''Zima drażnił Jakuba. '' - *drażniła

    ''Niestety nie zdołał. Nawet dla ukochanej nie zdołał tego uczynić. Poczucie przegranej było jeszcze gorsze od fobii. Powiększyło ją, rozdmuchało i napełniło gniewem, otoczyło miłością, skomponowało skrajności.'' - bardzo ciekawie jest spojrzeć pierwszy raz od strony Jakuba, który rysował nam się przez całe osiem części jako niekwestionowany oprawca.
    Teraz trochę wnikamy w jego strukturę, widzimy skąd co się w nim wzięło.

    ''Strach. Ogarniał go na widok niedomytej wanny, rozczochranych włosów córki czy okruchów na dywanie.'' - dobre.

    Wspaniale też pokazałaś rozbieżność między jego intencjami, a tym jaki wpływ na żonę i córkę miały jego działania.

    ''W Jakubie rosły emocje. Tak bardzo chciałby normalnego życia wśród niepościelonych łóżek z kubkiem, którego nie trzeba myć przed każdą dolewką kawy.'' - zapoznawałam się kiedyś z taką teorią, co prawda dotyczyła ona jednej, zupełnie niezwiązanej z tą tu, sfery życia, ale brzmiała mniej więcej tak, że to, czego się najbardziej boimy, to również to, czego najbardziej pożądamy.


    ''Odwróciła się żeby odejść.'' - przecinek przed *żeby
    ''pętle'' - *pętlę (i przed ''aż'' przecinek w tym zdaniu)

    No tak. Coś w nim pękło. Udusił. Opis duszenia mógłby być wiarygodniejszy, trochę dłuższy. Musiała jakoś zareagować. Próbować się wyrywać w panice, zwłaszcza że miała dla kogo walczyć.
    On też musiał coś czuć, owładnięty szałem, ghdy ją zabijał.
    Bo wyszedł taki suchy opis czynności trochę, że wziął i udusił. Można troszkę dopracować.

    Dezynfekcja rąk jak najbardziej charakterystyczna dla bohatera, natomiast samo niezauważenie przez nikogo obciążania i topienia ciała, brak jakichkolwiek przechodniów w parku, deikatnie niewiarygodne.

    Ostatnie zdanie piękne.


    No nic - jestem na bieżąco, nie mogłam się dziś oderwać.
    Spędziłam bardzo wartościowo czas z Twoim opowiadaniem.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • Justyska 6 dni temu
    Witaj i tu. Błędy poprawione. Muszę przyznać, że to jest bardzo wymęczona część, pisałam ją chyba na cztery razy i pewnie stąd też niedociągnięcia.
    Co do pierwszej wątpliwości tzn. opisu duszenia przyznaję rację, faktycznie powinnam to troszkę rozwinąć, przemyślę i pewnie coś z tym zrobię na dniach.
    Ale co do tego, że nikt nie widział.. czy ja wiem czy niewiarygodne. To nie park, tylko staw na skraju miasta, mój błąd, że nie opisałam tego miejsca i chyba w tym kierunku to poprawię. W moim rodzinnym mieście jest takie miejsce, gdzie i pięć trupów można by zakopać i utopić:) Też jakoś to może doprecyzuję.
    Jest mi niezmiernie miło, że czytasz z takim zaangażowaniem!
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
  • rubio 6 dni temu
    Wiele tekstów, które napisałem, kończyły się niespodziewanym zgonem; większość usunąłem, raptem jeden pozostał, czy dwa.
    I nie sądziłem, że +/- taki sam 'motyw' może mnie tak zaskoczyć, tak uderzyć
    Genialna jest ta seria.
  • Justyska 6 dni temu
    rubio, dziękuję! Super, że udało się wywołać zaskoczenie!
    Mam nadzieję, że dobre wrażenie utrzyma się do końca.
    Pozdrawiam!
  • kalaallisut 6 dni temu
    Witaj Justynka! Nadrabiam zaległości. Tak tutaj jestem mile zaskoczona, zdecydowanie bardziej moje "klimaty", bo przed wakacjami coś kojarzę jakaś popuerdulke fryzjera co totalnie nie mogłam się wgryźć w tekst. A tu miłe zaskoczenie do tego treść super i bardzo mi bliska, widzę lekką nawet zbieżność paru akcentów co u mnie się pojawiają, jak wpadniesz pewnie się domyslisz.
    Oczywiście pięknie wszystko opisane zima, bohaterowie...
    Ten szalik, który sam sobie zrobił mnie zadziwił :)))
  • Justyska 6 dni temu
    Witaj kalaallisut. Miło Cię gościć. Napewno do Ciebie zajrzę. Mam to w grafiku:))
    A co do szalika to jest to głęboko uzasadniony szczegół i dość ważny. Jak się pokusisz o poprzednie części to będziesz wiedzieć. Tak właśnie się zareklamowalam haha.
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam wieczornie!
  • kalaallisut 6 dni temu
    Justyska oki doki szalikiem, który zrobił facet dobre ;) Co do mnie tylko się nie przeraź stylem, a raczej jego brakiem;) Ale dla samej fabuły myślę, że warto ją dopiero później będę pieścić tekst :))))
  • KarolaKorman 5 dni temu
    To stąd ta woda w ucieczce Oli, w poszukiwaniach matki.
    To dlatego nie wróciła po nią, nie dotrzymała obietnicy :(
    Świetny zwrot akcji i ta zimna pora, te płatki i gniew.
    Już na początku, kiedy przeczytałam, że umówili się nad stawem, pomyślałam, że ją utopił, ale Ty zapodałaś coś zupełnie innego i tym bardziej czytałam z większym zainteresowaniem :)
    Kapitalna część. Wyjaśnia wszystko, brawo :)
    Cały gwiazdozbiór :)
    Pozdrawiam :)
  • Justyska 5 dni temu
    Dziękuję Ci bardzo! Nie sądziłam ze tyle osób będzie czytało. Choć tę część muszę troszkę wyremontować. Zgadzam się z e make, ze opis duszenia suchy.
    Jeszcze tylko odrobina do końca.
    Pozdrawiam cieplutko!
  • pasja 4 dni temu
    Witam
    Wszystko wyjaśniło się. Tragizm tej historii tkwi w chorobie jej męża. Obsesja na punkcie czystości doprowadziła do rozpadu pomimo, że kochali się wzajemnie.
    Woda... teraz wiadomo, że jest mocnym atrybutem tego opowiadania. Ma wiele zatopionych emocji.
    Klimat ostatniej części zimny i mroczny.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Justyska 3 dni temu
    Dziękuję Pasjo, tak, woda jest ut bardzo ważna i myślę, że mia wiele znaczeń. Jeszcze odrobina do końca:)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Elorence 2 dni temu
    Ale mnie zaskoczyłaś!
    Im dłużej Cię czytam, tym częściej dochodzę do wniosku, że boję się perfekcjonistów, takich okropnie pedantycznych. Nie są normalni. A teraz to już w ogóle zaczynają mnie przerażać, bo okazuje się, że kilku znam w życiu prywatnym i mają bardzo wiele cech wspólnych z tą gnidą z powyższego tekstu. Ich związku są równie burzliwe i nieudane.
    Nie wiem, jak ktokolwiek może zdecydować się na życie u boku psychopaty... Rozumiem, że to mocne zauroczenie, chora fascynacja, ale jest taki moment, kiedy klapki spadają i można zauważyć prawdziwą twarz... Boże, współczuję tym niewinnym ludziom takie spieprzonego życia.
    I dzieciom, że dorastają w takim chory, popieprzonym domu.
    Idę dalej, bo wiem, że wrzuciłaś ostatnie części.
    Pozdrawiam cieplutko :)
  • Justyska wczoraj o 8:14
    No to pięknie, że zaskoczenie się udało, bo bałam się, że wypadnie banalnie.
    A co do Jakuba... no miał chłop problem, ale bardzo mi zależało, żeby jednak, nie przedstawić go tylko w negatywnym świetle. W końcu to człowiek. Ale wiadomo, dzieci zawsze cierpią najbardziej.
    Dziękuję Elo i pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania