Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Biblioteka za Zamkniętymi Drzwiami

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Szedłem zamyślony pochłonięty wydarzeniami związanymi z pracą w Elektrociepłowni na etacie głównego dyspozytora mocy. Zarzuty kierownika uznałem, za całkowicie nieuzasadnione, wręcz obraźliwe, pewnie zamierza swojego kuzyna, wcisnąć na moją posadę dlatego szuka „dziury w całym”. Cóż zbierały się nade mną spore ciemne chmury, trzeba zacząć się rozglądać, za nowym zajęciem, wcześniej czy później coś szkodliwego przyklei do mnie. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść w chwale, a nie na kopach. Niewiele brakowało, a zapomniałbym zaglądnąć do biblioteki, mojej ostoi spokoju. Przechodząc obok, czas temu zauważyłem panią, w bibliotece tracąc równowagę na drabince, ostatkiem sił trzymała się regału z książkami. Czym prędzej wbiegłem, w pierwszej chwili nie wiedziałem, czy łapać bibliotekarkę, czy drabinę?. Wybrałem przepięknie wyglądającą, pachnącą oceanem, kiedy jej włosy blond, przypadkowo pozbawiły mnie widoczności, chciałem tak zostać po kres czasu. Trzymając na rękach to zjawisko, nie mogłem oderwać wzroku od jej morskich oczu, ustach leciutko otwartych, jakby zapraszających do tańca rozkoszy. Niestety życie szybciutko obudziło mnie ze środka snu marzeń małego wielkiego człowieka.

 

   — Wspaniale tak trwać w pana ramionach, jednak jeszcze sporo mam do zrobienia! — głos wspaniałej wprowadził mnie w zakłopotanie.

   — Tak, oczywiście przepraszam — poczułem piekące policzki ze wstydu…

   — Serdecznie dziękuję za uratowanie mnie przed katastrofą, zawsze zapominam porozpinać guziczki w spódnicy — powoli rozpinała guziczki z boku spódniczki.

   Wydawało mi się, że niebo powoli otwiera swoje bramy, zgrabne wysmukłe długie przywdziane w ciemne rajstopy zasłaniały mi cały doczesny świat, przy czwartym guziczku traciłem oddech.

   — Wykorzystam pana, do asekuracji przed upadkiem, zostało kilka sztuk na najwyższą półkę, później zrobię nam herbatę, może wtedy zdecyduje się pan przedstawić?

 

   Dotarło do mnie, że od wtargnięcia, do biblioteki na czele akcji ratunkowej, jak do tej pory nie wydusiłam ani jednego słowa. Wybałuszałem wyłącznie gały, na jej wdzięki, robiąc się coraz bardziej czerwony niczym młodzieniec pierwszy raz z dziewczyną na tylnym siedzeniu auta. Powoli wchodziła po drabince coraz wyżej, ukazując wszystko, co piękne, niemalże czułem jej rajstopy w ustach, tak blisko byłem cudowności. Nie mogłem się oprzeć chęci muśnięcia jej nóg języczkiem, ustami choć odrobinę.

 

— Wreszcie trafiły na swoje miejsce, dzięki zaklętemu rycerzowi, który nie może wydać żadnego dźwięku…

— Przepraszam, ale sytuacja mnie całkowicie zaskoczyła te widoki, znaczy się pani upadająca z drabiny, zatkało mnie — szukałem wzrokiem gaśnicy, tak piekły, policzki ze wstydu.

— Proszę panie rycerzy zwracać się do mnie Alex, już jestem po pracy biblioteka do 17 godziny.

  — Tak rozumiem, przepraszam, już wychodzę… — przerwała mi szybciutko.

  — Proszę coś więcej powiedzieć o sobie, pomijając to pana ulubione „przepraszam”, wodę zagotuję na herbatkę, zamknę bibliotekę i nie wypuszczę, aż nie poznam imienia rycerza!

  — Przep… jej paluszek delikatnie przerwał, moje przepraszam — Karol, mieszkam nieopodal, wracając z pracy, przypadkowo trafiłem na panią, zacznę systematycznie czytać wszystko w bibliotece.

  — Grzeczny chłopczyk, to miła wiadomość biblioteka zawsze jest otwarta dla ciebie, może z czasem będziesz miał ochotę na wysłuchanie tego, co czytam wieczorami?

 

   Bałem się jej powiedzieć, że już mam ochotę, na słuchanie czegokolwiek, co wypłynie z jej zmysłowych ust. Niczym bóstwo, z lekka ruszyła głową, jej długie blond zafalowały tuż przed moimi ustami. Zaprosiła dłonią na zaplecze w swoją krainę szczęśliwości z herbatką. Ściany wypełnione książkami po sam sufit, biurko pełne książek tuż przy oknie z fikuśnym ogromnym fotelem. Dwa fotele obite skórą ze stoliczkiem obok nich zapraszały na gorący napój, po który wyszła do kuchni, wcześniej delikatnie sadowiąc mnie w fotelu ze słowami:

   — Szybko ciebie mój rycerzu nie wypuszczę — jej głos jakby zabrzmiał gdzieś głęboko w moim uszku.

   — Herbata, Karolu, którą polubisz, mam skromną nadzieję, że po pracy będziesz zaglądał do mnie?

 

   — Nie za wiele mam obowiązków, a z panią po kilku sekundach czuje się, jakbyśmy znali się od lat.

   Radośnie uśmiechała się, jej oczy błyszczały w półmroku, który zrobiła, gasząc górne oświetlenie. Guziczki w spódnicy nie zapinała, dzięki temu jej idealne doskonałe, były widoczne dla moich spragnionych oczu, co jakiś czas mknących po nich zatrzymując się na jędrnym tyłeczku. Co rusz zmieniała nóżkę, na nóżkę, kołysząc szpileczką tuż nad podłogą. Przyciągała niemiłosiernie mój wzrok pomimo usilnej mojej walki. Myślałem tylko o jednym, chciałem ją cała pieścić wszystkim, co mam. Jej nogi zasłoniły mój świt, oczy tylko czekały, aż odsłoni, tyłeczek wstając. Włosy jak mgła rozkoszy roztaczały ciepło.

   Odprowadziłem ją na przystanek autobusowy, na jeden z ostatnich pojazdów na koniec jej świata. Po zapewnieniu, że jutro po pracy ponownie wpadnę na herbatę, puściła moją rękę. Usta szeptały w moim uchu:

 

   — Wysłuchasz, co lubię czytać wśród ogromu książek, może przypadnie do gustu i pochłonie całkowicie jak mnie?

 

   Wsiadając do autobusu, musnęła paluszkami moje policzki, leciutko mrużąc oczy…

   Nie wiem, co to było, dopiero po chwili dotarło do mnie, że znajduje się na planecie Ziemia. Usłyszałem swój głos, który dopiero po chwili rozpoznałem, zobaczyłem znajome miejsca, ulice, domy, ludzi mojego świata. Zjawa senna czy co? Księżniczka z Marsa? Czarownica z rodu Mayfair? Zmieniła moje spojrzenie na cokolwiek, wpierw widziałem jej doskonałość, dopiero po chwili resztę. Jedyne co pragnąłem, to jej głosu, widoku, zapachu. Zauroczony, zakochany, zahipnotyzowany miałem kilka określeń do wyboru. Wiedziałem doskonale, co będę robił po pracy…

 

ROZDZIAŁ DRUGI

 

   Dosłownie minutkę przed 17 godziną udało mi się przekroczyć próg biblioteki. Drzwi dokładnie zamknęła po zaskakującym miłym powitaniu, delikatnie muskając ustami mój policzek. Zgrabnie chwyciła moja dłoń, prowadząc w głąb ogromu książek na półkach i częściowo na podłodze. Pochyliła się bardzo głęboko, podnosząc jedną z nich. Spódniczka, unosząc się, ukazała całe jej długie smukłe, z kawałkiem jędrnego tyłeczka, na którym nie dojrzałam majteczek pod rajstopami. Zgrabnie delikatnie szpileczką bardzo lśniącą odsunęła parę książek na bok.

   — Ta będzie na dzisiejszy wieczór, wręcz idealna — uśmiechnęła się tajemniczo, patrząc w moje oczy, zmrużyła swoje.

   Patrząc na jej wspaniałości, powoli szedłem na zaplecze, co chwilę zerkała na mnie, rozrzucając włosy, jakby miały wskazywać drogę. Bluzeczka w kolorze czarnym bez ramiączek podkreślała jej figurę bez zarzutów. Spódnica przed kolano, w ciemne kwiaty milutko falowała na jej wszystkim zgrabnym. Posadziła mnie na fotelu, w towarzystwie gorącej mojej podobno ulubionej herbaty, sama przyciągnęła sobie pod biurko fotel, wspierając na nim stopy, usiadła z książką na odsłoniętych udach, w tych niebotycznych ciemnych rajstopach.

   — Uwierz mi na słowo mój rycerzu, pominę długi monotonny wstęp, zapewniam, nic nie stracisz, a dasz nam dodatkową chwilę dla nas.

   — …jego usta delikatnie muskały jej stopy, gdy trwał na kolanach. Ściągnął jedną szpileczkę, by języczkiem dokładnie wędrować po jej nogach, gdy nasycił języczkiem stopy, wędrował wyżej. Usta dawały rozkosz tuż pod kolanami, drżała z rozkoszy, unosząc się, gdy odwiedza jej uda, powolutku zrzuciła spódniczkę z majteczkami. Wsparta o ścianę rozchyliła nóżki, żeby wygodnie wtargnął ze spełnieniem w sam środek raju. Pieścił języczkiem na zmianę z ustami jej kwiatuszek, gdy wyginając się, z pragnienia trzymała jego głowę, co rusz unosiła się na stopach, by szybciutko opadać. Wypięła swój tyłeczek, gdy się unosił, wsunął swoje arcydzieło prościutko w jej otchłań przyjemności. Nienaturalnie obracała głowę, by smakować jego usta, wtargnęła swoim języczkiem głęboko w jego gardło, aż poczuł w żołądku mrowienie.

   Wszystko wszystkim, ale na takie czytanie nie byłem kompletnie przygotowany, przechodziłem kryzys istnienia z tym swoim, który wyczyniał cuda, żeby wyskoczyć z mojego rozporka. Idealny widok rozpościerała, tuż przede mną, w dodatku lektura ładowała we mnie podniecenie.

   — …wbiła się na niego ogromnego sterczącego niby statua wolności, leżał na plecach, drżąc i czekając, gdy poczuje opadającą. Zanim opadła już się unosiła, czując zbliżające się ciepło spełnienia. Odchyliła głowę do swoich granic, muskając jego nogi swoimi włosami.

   Przewracając kartki dość niezgrabnie upadła książka na podłogę, gdy się schylałem, by podnieść, poczułem jej dłoń na swojej szyi. Głos dotarł bardzo głęboko w moje uszy:

   — Trwaj w tej pozycji, zawiąże ci oczy przepaską — nawet jakbym chciał drgnąć, tobym nie potrafił.

   Zobaczyłem kompletną ciemność, nic mnie nie otaczało prócz mroku niewiedzy. Głowa moja lekko skrywała się pod biurkiem, wsparty na rękach, na kolanach trwałem. Powoli delikatnie rozpinała mój rozporek, by mocno uchwycić go dłonią wsunięta od tyłu za moimi pośladkami. Przesuwa dłoń w swoim rytmie, szukając mojego, jakby dojąc krówkę. Pomimo że już osiągnął słuszne rozmiary, pod wpływem jej dłoni nabrał hardości. Wrażenia potęgowały zasłonięte moje oczy wraz, z dziwną moją pozycją. W milczeniu coraz głośniej dyszałem, z podniecenia z chęci spełnienia i tak ogólnie byłem napalony, jakbym nic nie ruchał latami. Zadziwiające, ale było mi wspaniale pod jej biurkiem, gdy unosiła się nade mną, wsunęła dłoń, między moimi udami doprowadzała go do wrzenia. Wybuchłem obficie wprost na ręcznik, który nie wiem, kiedy trafił. Rozwiązała przepaskę na moich oczach prowadzić za rączkę do łazienki.

   Wsiadając do autobusu niskopodwoziowego, obróciła głowę, muskając na pożegnanie mój policzek, jej usta szeptały… Do jutra!

 

ROZDZIAŁ TRZECI

   Uniosła się z fotela, gdy wchodziłem do biblioteki zdecydowanie wcześniej niż w ostatnich dniach. Płynęła do mnie w krótkiej czarnej z krótkimi rękawkami, rajstopy w kolorze nadmiernie opalonej skóry, wyglądały na jej zgrabnych idealnie. Wcisnęła stopki w szpileczki, podała mi paluszki dłoni, do pocałowania na przywitanie obdarowując ciepłym uśmiechem. Wskazała mi fotel z boku swojego biurka do obsługi potencjalnego chętnego do wypożyczenia książki. Popłynęła bez słowa do kuchni pewnie zrobić herbatę, którą powinienem uwielbiać. Po chwili raczyłem się gorącym wspaniałym napojem, napawając się widokiem, jej długich zgrabnych pozbawionych szpilek. Zauważyła moją niemoc, brak silnej woli, żeby nie zerkać na jej cudowności.

 

   — Rozmasuj mi stopki, bo niewiele jest tutaj ruchu w bibliotece, zapraszam na kolację do mojego domu. Nie będzie wykwintna, nic szczególnego nie miałam, kiedy przygotować, ale małe co nieco powinno smakować mojemu rycerzowi.

   Podniosłem jej stopkę, odrobinę w górę klękając, masowałem sprawnie dłońmi, zajęła się swoimi sprawami na biurku. Po chwili już klęczałem na dwóch kolankach, bo nie była to moja wymarzona pozycja, wsparła drugą stopę na moim ramieniu, pisząc coś na komputerze.

   — Wsuń się pod biurko, bo nie wygodnie mi się pisze tak bokiem do komputera — zniknąłem pod jej biurkiem, pochylony na tyle ile pozwalał blat biurka.

   Wsunęła paluszki stóp prosto w usta, gdy drugą masowałem bardzo dokładnie od dłuższego czasu, po chwili zmieniła stopę w moich ustach. Tkwiłem pod jej biurkiem, całując jej stopy, masując dłońmi, wzrok utkwił mi pod jej krótką czarną, skąpych majteczkach niewiele zakrywających. Delikatnie pociągnęła, za moje włosy siadając na biurku, gdy wyłoniłem się spod biurka, jej stopa wisiała odrobinę nad podłogą, kiwnęła leciutko głową, pochyliłem się, zacząłem delikatnie muskać, powolutku mknąc coraz wyżej. Uniosła do góry krótką czarną, abym wygodnie tykał jej uda, rozdając rozkosz. Odwróciła się tyłem, wypinając tyłeczek, jednocześnie dociskała moją głowę do środka jej tyłeczka w rajstopach. Wsparła stopki na fotelu, rączkami sięgnęła mój skarb, wydobywając go na światło dzienne.

   — Wsuń go między moje stopki w rajstopach i doprowadź go — przemieszczałem go coraz szybciej, jednocześnie zgubiłem swoje usta w środeczku tyłeczka w rajstopach.

   — Wyliż dokładnie moje stopki ze swojego spełnienia — usłyszałem, gdy doszedłem obficie.

 

   

 

   Zniknęła w dali biblioteki, gdy zastanawiałem się, co się wokół mnie dzieje, dlaczego pozwalam na taką daleko idącą dominację. Czy warto wszystko zostawić, dla jej niebywałości? Podeszła w płaszczu do samych kostek, spod którego widać było jedynie długie szpileczki. Delikatnie masowała moją szyję, tykając delikatnie paluszkami tuż za moimi uszami, co rusz jej dłoń wnikała, pod koszulę masując obfity zarost na piersiach. Poczułem, jak coś zapina na mojej szyi, bardzo mocno zaciskając, delikatnie paluszkiem zapięła mi moje usta, żebym milczał. Przyczepiła do tego czegoś na mojej szyi smycz, pokazując paluszkiem, żebym znalazł się na podłodze. Uchyliła poły płaszcza, gdy znalazłem się na czworaka na podłodze, usiadła okrakiem, na moich plecach zaciskając kolana.

   — Nie bój się, będzie przyjemnie — wprost w ucho szeptała — zawieź mnie do pokoju na zapleczu.

   Kiedy nie rozumiałem, co się dzieje i co mam zrobić w tej sytuacji, poczułem rozpinany rozporek. Natychmiast ruszyłem na czworaka z Alex na swoich plecach wprost na zaplecze. Trzymała w dłoni mojego członka, bardzo przyjemnie wędrując po nim w pozycji dojenia. Na zapleczu bezpośrednio schodząc ze mnie, zacisnęła swoje kolana na mojej szyj, zostałem w pozycji na kolanach z głową między jej nogami. Pochyliła się i skończyła dojenie swojego zwierzątka, poczułem, szarpnięcie smyczą, gdy obficie ponownie doszedłem.

   — Odtwórz usta, wcisnę w nie rączkę od smyczy, biegusem na kolankach leć po mopa do łazienki, posprzątaj chłopców na podłodze, czekam koło drzwi wyjściowych, czas na kolacje.

 

   Zastanawiałem się jak smycz ściągnąć i to coś na szyi, ale nie dałem rady dosięgnąć zapięcia. Pochyliła się do mojego uszka, gdy podszedłem i usłyszałem bardzo głęboko w uszku.

   — Wyjątkowo tylko dzisiaj wybaczam, że bez pozwolenia wstałeś z kolan, bez mojego pozwolenia — schowaj smycz pod koszulą, a obrożę zasłoń kołnierzem — pospiesz się, jestem głodna — wypij herbatę do końca.

 

   Nic nawet słowa nie wydusiłem z siebie, nie potrafiłem zebrać swoich myśli, a co dopiero cokolwiek wyartykułować z siebie. Posłusznie zrobiłem, co chciała, gdy poczułem uścisk jej paluszków na mojej dłoni, gdy spacerkiem wędrowaliśmy o jej domu.

   Kolacja była przednia, coś bardzo ostrego zarazem słodkiego doskonale mi smakowało, dwa razy dokładała mi porcję na talerz, ogromnie szczęśliwa. Kiedy podała herbatę, która powinna mi smakować, poczułem jej stopy na moim skarbie między nogami. Kiedy uzyskał słuszne rozmiary, kiwnęła leciutko głową, żebym podszedł do niej. Wyciągnęła smycz, spod mojej koszuli leciutko szarpiąc, kierując mnie na kolana tuż za sobą. W drodze na kanapę zgubiła małą czarną, trzymając mnie na czworaka na smyczy, ściągała swoje rajstopy bardzo wolniutko, wprowadzając miłe ciepłe podniecenie. Oparta o kanapę, wypięła swój śliczny, powolutku ciągnąc moją głowę wprost w jego środeczek. Trafiłem języczkiem w odbyt, pieściłem umiejętnie, czekając na jej przyspieszony oddech, drżenie ciała, okrzyki spełnienia. Długo nie żyłem w niepewności, wprowadziła mój skarb, w siebie wypinając jeszcze bardziej, po ułamku czasu wnikałem w nią coraz szybciej mocniej. Tańczyliśmy z rozkoszą do spełnienia, które niespodziewanie dopadło nas, swoim okrzykiem, po którym było tylko ciepło i jeszcze cieplej.

   — Weekend spędzimy w moim i mojej siostry pensjonacie, poznasz moje zasady dokładnie — idealnie położony zapewni nam komfortowe warunki przez parę dni.

   — W przyszłym tygodniu mam drugą zmianę, nie odwiedzę cię w bibliotece!

   — Oj Karol nie ma problemu, po pracy przyjdziesz do mojego domu?

 

   — Jasne z przyjemnością, godzina bez ciebie to wieczność — powinienem już uciekać.

   — Uklęknij, ściągnę obrożę ze smyczą, chyba że chcesz już na stałe mieć założoną? — zabierz przygotowaną w paczce moją herbatkę, pij w domu i w pracy co jakiś czas, doskonale wpływa na zdrowie!

 

ROZDZIAŁ CZWARTY

   Jechała bardzo szybko, drzewa tylko w bezpiecznej odległości migały, niczym nieistotna przeszłość. Podjechała z niespodzianki bezpośrednio pod bramę wjazdową do Elektrociepłowni. Do tej pory czuję na plecach zazdrosne spojrzenia kolegów, widzących to cudo na cudownych długich, gdy biegła do mnie, na tyle ile pozwalały jej szpilki. Wiatr rozwiewał jej długie blond włosy, krótką czerwoną sukienkę z rękawami do łokci, falowała, raz odsłaniając jej długie do samej ziemi, by po chwili ukryć nieznacznie. Rajstopy w odcieniu czerni z fikuśnymi formami kleksów, w tle mała krateczka, okrutnie zniewoliły mój wzrok, jej nogi to był mój przodujący obraz, nie potrafiłem się wyzwolić z ich pragnienia pieszczenia. Szybciutko, gdy podjechaliśmy pod moje mieszkanie, umieściłem w bagażniku obok jej dwóch ogromnych walizek na kółkach, swoją malutką zawierająca niezbędne rzeczy, na weekend w pensjonacie „Lewa Strona Prawej”.

 

   — Po co ci ta metalowa klatka w bagażniku? — zauważyłem, wciskając torbę do bagażnika.

   — Do przewożenia zwierząt — dokładnie zapoznasz się z klatką w drodze powrotnej z pensjonatu — posiada wiele pochwytów dla unieruchomienia pasażera.

   — Przed wyjściem z auta na parkingu przy pensjonacie po założeniu obroży ze smyczą przytul się do moich nóg tuż przy stopach, w tej formie będziesz się poruszał.

   — Kiedy zobaczysz moją siostrę, natychmiast patrz tylko w ziemię potulnie, kiedy poda stopę na powitanie, namiętnie pocałuj, nie wydawaj żadnych dźwięków, chyba że pozwolę.

   — Z reguły nie wstawaj z kolan, nie odzywaj się bez pozwolenia, wykonuj posłusznie każde polecenie moje ewentualnie mojej siostry.

   Jakoś przed wyjazdem nic nie wspominała, że wiezie swojego psa na rekonesans po wertepach. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć, zrobić, czułem się kompletnie skołowany, pozbawiony woli, z trudnością zbierałem swoje myśli w jedną logiczną całość. Paluszkami masowała delikatnie zawartość mojego rozporka w spodniach, która wzbierała i wzbierała, niestety nie doczekałem finału, bo po chwili przestała.

   Po założeniu, obroży ze smyczą, przytuliłem się dosłownie do jej stóp, co ją rozbawiło, nie mogła powstrzymać śmiechu. Siostrę natychmiast poznałem, w zasadzie to tylko różniła się kolorem włosów, była idealną brunetką. Wybiegła na przywitanie w krótkiej kremowej do połowy uda, w rajstopach w odcieniu naturalnej skóry. Obowiązkowe szpilki na niezbyt wysokiej z różowymi podeszwami, które dokładnie poznałem po wylizaniu na przywitanie. Objęła ją ramieniem, prowadząc w głąb obiektu, merdałem się koło stóp swojej pani Alex, nie wiedząc, jak do tego doszło i dlaczego pozwalam na takie traktowanie.

   — Tak, Elwiro rozpakuj moje bagaże, według stałego schematu, jak tylko pojedziemy do letniego pałacyku.

   — Oczywiście proszę pani — służąca zerknęła ukradkiem na nowego zwierzaka.

   

 

   Przyczepiła moją smycz do specjalnego uchwytu wystającego ze ściany, kompletnie bez słowa, ze szklaną czegoś pewnie zimnego zniknęła w łazience. Czułem się kompletnie rozbity, nie wiedząc jak z tej porąbanej sytuacji się wykręcić, nie rozumiałem, skąd ja tutaj trafiłem i co ona ze mną wyrabia.

 

   — Zostań jedynie wygodnym obuwiu, całkowicie nago — pospiesz się, nie mamy wiele czasu.

   — Poruszasz się jedynie na czworaka — oznajmiła po bezceremonialnym, brutalnym pociągnięciu za smycz.

   Pochyliła się, łapiąc za mojego członka tradycyjnie, jakby chciała go wydoić, przesuwała dłoń w górę i w dół. Kiedy nabrał odpowiednich rozmiarów, a ja niebywałej chęci zostawiła. Szarpiąc za smycz, określiła kierunek mojego marszu na czworaka przy jej nogach. Windą trafiliśmy do pomieszczenia wyglądającego na kojec dla konia wyposażonego w ekwipunek do jazdy. Nie zdążyłem się zapytać, trafiła na moją głowę uzda, wędzidło, uniemożliwiło odzywanie się, paski policzkowe boleśnie uwierały w czoło. Kiedy w jej rękach pojawiły się wodze, zrozumiałem swoje nowe położenie. Przypięła swojego nowego konia do dwukółki, montując na moich plecach rzemienie zaciskowe. Zanim cokolwiek zrozumiałem, usłyszałem:

   — Jedziemy — smagała batem, po moich nogach wydając komendy — bolało jak jasna cholera, po chwili galopowałem, gdzie chciała i jak szybko miała ochotę.

 

   Biegłem, ile miałem sił, żeby tylko nie smagała po nogach batem, nie wiedząc, po co i gdzie tak biegnę. Dyszałem ze zmęczenia już po kilkuset metrach, bryczka nie była leciutka i jeszcze ona stojąca w rozkroku śmiejąca się bardzo głośno za każdym razem, kiedy trafiła batem, a ja podskakiwałem jak wróbelek. Siostra Alex, Diana już była, na miejscu beztrosko się wylegując, na rozkładanym leżaku tuż pod parasolem nad brzegiem wody. Przymocowała wodze swojego konia do gałęzi drzewa, nieopodal podobnego niewolnika, który skonany leżał w trawie bez oznak życia.

   Droga powrotna nad wyraz była bardzo stonowana, siedziała bez ruchu, nie wydając żadnych komend, nie smagając batem po moich nogach lub plecach. W apartamencie pozwoliła mi na wylegiwanie się w wannie z czymś zimnym, na stole czekała na mnie gorąca kolacja z miłym uśmiechem Elwiry, jej — smacznego, przypomniało mi, że jestem człowiekiem, a nie zwierzątkiem.

 

   — Pani Alex pojechała z panią Dianą, wrócą bardzo późno, nie musisz czekać Karolu.

 

   — Wiesz, Elwiro jesteś urocza, twoje wypowiedzenie mojego imienia przywróciło we mnie człowieka, jestem wdzięczny za wspaniałe jedzenie i miłe słowo nie wiem, jak tutaj trafiłem i co ja tutaj robię? Nie mogę się uwolnić, z myśli o jej wspaniałościach robi ze mną, co tylko sobie wymyśli…

   — Przykro mi, ale nie pomogę w żaden znany i nieznany sposób, kiedyś się obudzisz oby nie za późno…— uważaj na siebie — drzwi od normalności zamknęła.

 

   Przyjemny dotyk bardzo zmysłowych ust wyrwał mnie ze snu bardzo potrzebnym po maratonie przed kolacją. Obracając się, na plecy automatycznie rozchyliłem oczy, poczułem przyjemny dotyk rajstop siadających na moich udach. Momentalnie chciałem się zerwać z łóżka przygotowany na najgorsze, powstrzymała zapędy ustami, które opadły na moje, wniknęła języczkiem głęboko. Rozchyliła płaszcz kąpielowy, ukazując moje marzenia, które po tchnieniu czasu zdobywałem dłońmi, ustami by wreszcie języczkiem. Dziękowałem temu na samej górze, za możliwość spojrzenia w Raj oraz że zamiast rajstop były pończoszki, po wilgoci mój admirał trafił do złotego drzewa w środku Raju spełnienia. Wniknąłem z całą mocą Wszechświata, rozrywał nie tylko mocą, ale wielkością swoją, mało spotykaną, napalony do granic wytrzymałości, napełniony aż kapało z niego, emanował energią nie do powstrzymania. Wrzeszczała, krzyczała, drapała, gryzła, szalała aż wreszcie zamilkła w spazmatycznych dreszczach rozkoszy nie do powstrzymania, chciała uciec od jego niebywałej mocy spełnienia. Nie przestawałem, choć powietrza zabrakło, choć pot zalewał oczy, skurcze rozrywały mięśnie po wysiłku, który rzuciła na moje stargane ciało, nie pomogło jej chłostanie batem i tak znalazłem życie w sobie, żeby nie powstrzymała łez rozkoszy radosnego dopełnienia. Opadłem po swoim niebywałym orgazmie wręcz filmowym, wylewało się, po chwili na pościel robiąc kałużę, nie była w stanie nawet drgnąć, szarpana drgawkami leżała konając.

 

   Wbiegła Diana, zwabiona jej szalonymi wrzaskami ni szczęścia, ni rozpaczy, jak zobaczyła powód, tylko poczerwieniała wydusiła, przepraszam, wyszła zgaszona…

 

ROZDZIAŁ PIĄTY

   W pierwszej chwili po otwarciu oczu nie wiedziałem, gdzie jestem, po sekundzie zwaliły się, na mnie wspomnienia dnia ubiegłego, pełne brutalnych zabaw Alex, z jej podobną siostrą Dianą. Odczuwałem ból mięśni po ciągnięciu dwukółki, z Alex stojącej w rozkroku, ustalającej wodzami kierunek mojej męki, a batem szybkość, z jaką opadnę z sił. W zapomnieniu mgły mroku tkwiło moje niebiańskie spełnienie w łożu, nie było warte wspomnienia. Przeszukałem cały apartament w poszukiwaniu swojej torby z rzeczami, zrozumiałem znaczenie klatki w bagażniku auta z przeznaczeniem dla zwierzaka. Miałem weekend spędzić w wygodnych butach z penisem na wierzchu jak jej zwierzątko do zabaw.

   Owinąłem się prześcieradłem z decyzją, po toalecie wyjdę z pensjonatu, wrócę choćby na pieszo w prześcieradle do domu. Poczułem, jakby ciężki głaz, ktoś ściągnął z mojej głowy, umożliwiając, logiczne niczym nieskrępowane myślenie. Przed lustrem w łazience zobaczyłem karteczkę „Dla Karola”, związane ze sobą mydło, szczoteczka z pastą do zębów, jakaś drobna perfum. Nawet ja się domyśliłem, kto za tym stoi. Alex zabrała mi wszystko, robiąc ze mnie swoje zwierzątko na smyczy, Diana pewnie nie pamięta mojego imienia. Jedynie Elwira służąca czarownic mogła wykazać się ludzkimi odruchami. Obok na grzejniku łazienkowym zawiesiła doskonały garnitur w kolorze najprawdziwszej bieli, z koszulą błękitną jak moje oczy, buty skórzane podobnie niebieskie, na widok gaci jeszcze tak nigdy w życiu się nie cieszyłem, skarpetki całowałem ze szczęścia. Biegiem wpadłem pod natrysk.

   W apartamencie poznałem przeznaczenie uchwytów zamontowanych przy drzwiach wejściowych, łazience i łóżku w sypialni. Podobnie przemieszczając się po schodach z pominięciem windy, którą uznałem za zbyteczny luksus, przy każdych drzwiach tkwił pochwyt na trwałe zabetonowany w ścianie. Służyły do trwałego przykucia zwierzątka na czas ustalony przez jego panią. Po krótkim podziękowaniu, za wspaniały pobyt w pensjonacie, zamierzałem spokojnym spacerkiem, wrócić do świata, choć z nazwy normalnego.

   Wspaniałe echo moich głośnych kroków w holu oznajmiło nadchodzenie kogoś, kogo na pewno nie spodziewały się zobaczyć w tak doskonałym nastroju. Donośne śmiechy jakiejś zabawy, pewnie tylko dla nielicznych przyjemnej dochodziły z jadalni. W miarę zbliżania się moich kroków cichły, gdy byłem tuż, za otwartymi na oścież drzwiami panowała całkowita cisza, gdy mnie nasyciła i naładowała energią, stanąłem w drzwiach.

   Trzech panów na kolanach z przymocowanymi smyczami do podłogi, z penisami jak u zwierząt kiwało się nad miskami z jedzeniem w rytmie strzałów z żarciem z procy. Sądząc ze skrawków na ich twarzach zabawę miały wspaniałą. Czwarta pusta miska aż za wymownie świadczyła, dla kogo była przeznaczona. Kiedy Alex zamknęła, rozdziawione usta otwierała Diana, tak przez chwilę, dopóki nie patrzyły na siebie, pewne, że to ta druga wpadła na pomysł z doskonałym garniturem dla mnie. Gospodyni Diana przez ułamek czasu nie pomyślała nad poczęstowaniem gościa szklanką wody z kromką. Alex, która mnie zaprosiła i przywiozła zapomniała, od wczoraj czymkolwiek napoić i odrobinkę nakarmić. W przypływie pewnie zachwytu moją przemianą odchyliły w jednym czasie krzesła obok siebie z zamiarem zaproszenia, żebym usiadł obok. Wpadły, w zakłopotanie zauważywszy, że robią to razem, ale osobno. Na stole zostały tylko okruchy po ich zabawie, która tylko ich porąbane zmysły bawiła. Oczy Alex zabłysły podnieceniem, pewnie wspomnienia nocy ją dopadły, bez obaw śmiało popatrzyłem w oczy Diany, tkwiła w nich pustka gryzionej do bólu kołdry, gdy słyszała spazmatyczne wrzaski orgazmów seryjnych siostry. Nie zamierzałem tulić się do ich stóp, licząc na przychylność, miałem dość. Wróciła moja pewność siebie, wrażliwość, inteligencja wiązałem fakty, w logiczne ciągi nie byłem zagubiony, w jej odbycie nie widząc rozwiązania.

 

   — Panie Karolu, przygotowałam naleśniki ze szpinakiem — moja niedoceniana Elwira ratowała sytuację — stawiając zestaw, talerzy dla mnie naprzeciw swoich władczyń.

   — Dla pani zawsze Karol — energicznie wstałam, całując dłonie Elwiry — dziękując za śniadanie.

 

   Podszedłem do każdego zniewolonego ze smyczą na szyi, klękając w tym bajzlu, który narobiły, Diana z Alex strzelając żywnością w ich usta. Częstowałem każdego z osobna pachnącymi naleśnikami, zjedli bez gryzienia, w całości połykając, jakby nigdy nie jedli. Nie siadałem przy stole, zjadłem na stojąco przy ścianie za zniewolonymi. Patrzyłem bez krzty pokory, w oczy wielkich niebotycznych, które tylko z nieukrywanym zachwytem patrzyły na moje poczynania. Chwyciłem dzbanek z herbatą, która miała mi smakować, wiedziałem od Elwiry, że mam pić wyłącznie, co ona mi poda, nic więcej. Wyszedłem na taras dumny jak nigdy z siebie. Słysząc stukot szpilek, powoli sączyłem wodę z sokiem udającą herbatę. Byłem pewny zbliżającej się Diany, ponieważ Alex, gdy wychodziłem, rozmawiała przez telefon. Spodziewałam się po chwili zakładania obroży ze smyczą na szyję, czy może już jakiegoś łańcucha. Zamkną w lochach pensjonatu do czasu aż, zamiast mówić, zacznę szczekać. Po chwili podobny będę do zniewolonych na smyczach w jadalni, nie wiedząc, gdzie jestem i co tutaj robię, wykonując polecenia niebotycznie seksownych Diany i Alex.

 

   — Zrobiłeś piorunujące wrażenie, cieszę się, że jesteś. Nie obawiaj się, nic ci złego nie uczynię. Nie ma miejsca dla ciebie pod pensjonatem, jest wyłącznie nad nim. Nie ukrywam, że do tej pory słyszę jęki zachwytu mojej siostry, gdy byłeś w niej a ona w tobie. Moje drzwi zawsze są otwarte dla ciebie — odeszła widząc biegnąca Alex w naszym kierunku.

   — I co?, I co? Co ona ci powiedziała? Nie zrobiła nic złego?

   — Podziękowała za wspaniałe śniadanie, zaprosiła na następne — ze śmiechem odchodziłem w głąb parku przy pensjonacie, czułem jej wzrok na moich plecach, dopóki, dopóty nie zniknąłem za pagórkiem…

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY

   Zrobiło się bardzo parno, w powietrzu wisiała burza, nie odchodziłem daleko od pensjonatu. Nieopodal Diana wpadła na pomysł, tylko dla niej zabawny, zaprzęgła zniewolonego Ernesta do orania, wdziała mu na głowę maskę konia, w tyłek formę ogona, szczelnie obwiązała jego ciało rzemieniami, do których przymocowany był pług. Batem łamała jego opór, po chwili na tyle ile miał sił, spełniał jej zachciankę. Dopóty nie stracił kompletnie sił, stanęła tuż nad nim i wymierzała srogie razy na jego plecy, kiedy przestał się ruszać, odeszła.

   Kiedy zza drzew wyłoniła się Alex na rowerze, do którego uczepiła zniewolonego Bernarda ciągnącego, z prędkością ustalaną batem, czym prędzej śmignąłem w głąb lasu. Po chwili tylko słyszałem, po kraksie roweru, trzask bata i okrzyki grozy chłostanego. Serial weekend pod miastem trwał w najlepsze, jakby nie ten bat grasujący po okolicy to byłoby zabawnie. Wlewały napar grozy, pod postacią herbatki do mojej głowy, aby przytulić moje usta do swoich stóp.

   Zmęczony położyłem się, w wysokiej trawie w promieniach gorącego Słońca zasypiając smacznie. W ostatnim tchnieniu zobaczyłem Elwirę, która radośnie trzymała, moją dłoń biegliśmy, za Słońcem szukając Księżyca spełniającego marzenia…

   Obudziło mnie przejmujące zimno i deszcz wylewający się z dziurawego nieba, dokąd iść w tych ciemnościach oto jest pytanie, tam ciemno głucho, a tam mrok nieprzebyty, strugi deszczu zalewały moje oczy. Majaki senne wśród drzew straszyły wpadnięciem w rozpadlinę po wyrobisku gliny, wyobraźnia podsunęła pod moje nogi bagno nieprzebyte, zbiorowisko żmij leśnych, stado wilków na drzewach i jeszcze sporo strasznych wariantów powrotu do piekła pensjonatu. W oddali majaczyły jakieś światła, lepsze to niż mrok nieistnienia, poczłapałem w tym kierunku niczym straceniec na szafot.

 

   — Gdzieś ty był Karol, tutaj trzecia wojna światowa się rozpętała, Alex posądziła Dianę o schowanie ciebie w lochach pod pensjonatem i tresowanie na posłusznego zwierzaka, na nic jej tłumaczenia, że nie mam nic wspólnego z twoim zniknięciem. Alex chciała ją udusić własnymi rękoma za to, że ci krzywdę zrobiła. Jeździła do późnej nocy, szukając po okolicznych drogach. Zdziwiona jak mogłeś przebyć kilkadziesiąt kilometrów do pierwszej osady z tego ośrodka niebytu. Pozamykała w klatkach w piwnicy, zniewolonych obiecując im chłostanie, aż przestaną oddychać. Przebieraj się szybko w ciepłe ciuchy, bo zamarzniesz, idę zrobić coś gorącego do jedzenia, wyglądasz jakbyś, z bieguna zimna spadł. Tam jest pokój gościnny, schowaj się tam do mojego powrotu, pomyślimy co z tym zrobić, żeby wszyscy ocaleli.

   Pokój gościnny pierwsza klasa fakt, Elwira w szpileczkach, w pończoszkach, w krótkiej w malutkie jaskrawe groszki, nawet nieprzykrywającej tyłeczka to też fakt, wszystkie śmigają tylko w szpilkach? Nawet nie miałem czasu się zastanowić, uznała, że strasznie zmarzłem i zaczęła dłońmi manewrować po mnie, zakotwiczyła na stałe w okolicy mojej statuy wolności, która stała jak zwykle w swojej pozycji. Sama powoli z dozą nieśmiałości ściągała pończoszki, majteczkami z czymś na piersiach poradziły sobie moje ząbki. Proces rozgrzewania moich zbolałych kosteczek ruszył pełną parą, oj było po chwili gorąco a później znowu mokro, ale to już tak na ciepło skoro świt…

 

   — Elwiro! — zbudził nas wrzask Diany — wpierw znika geniusz łóżkowy, a następnie geniusz z kuchni rodem.

   Tak milutko to nikt o mnie nigdy nie powiedział, Elwira już rzucała na łóżko reklamówkę z czystymi nowymi rzeczami do ubrania, po chwili namysłu sama się rzuciła na jakieś dwadzieścia minut…

    — Tak proszę pani, rozglądałam się po lesie za Karolem — W szpilkach, z gołymi nogami krótkiej nic nie zakrywającej, bez majtek i biustonosza — na szczęście Diana nic nie zauważyła.

   — Zanieś zwierzakom do piwnicy coś do jedzenia i picia, zamknij na ten dodatkowy zamek, żeby Alex nie wpadła i ich jednak nie zatłukła, zrób śniadanie, zastanowimy się co dalej…

   — Przepraszam za wczoraj, całkowicie straciłam panowanie nad sobą — nie ukrywam, że zależy mi na Karolu, mam problem z powiązaniem całkowitej dominacji nad nim z moim gorącym uczuciem. Znalazłam w jego bagażu dokumenty z kluczami od mieszkania, po śniadaniu odwiedzę go i naprostuję na prawidłową drogę, będzie mi całkowicie posłuszny bez przemocy — usłyszałem, daleko idące plany Alex, stojąc tuż za drzwiami jadalni tym razem w sportowym stroju, jakbym przed momentem zakończył bieg po lesie, swoją drogą porozmawiam, z Elwirą skąd bierze te fikuśne stroje.

 

   — Witam — tradycyjnie usta miały szeroko rozwarte, jakby ducha zobaczyły — w kwestii całkowicie posłuszny to nie zgadzam się, nie zamierzam być przyklejony do twoich stóp — zobaczyłem minę Alex, czas było, wiać gdzie pieprz rośnie…

   — Gdzieś ty był, ? Nigdy tak o kogokolwiek się nie martwiłam, a ty w jakiś dresach jak z klubu sportowego byś się zerwał, skąd te stroje wyciągasz kuglarzu z pełnym rozporkiem — powoli się rozpędzała, podwijając spódniczkę w górę, gubiąc szpilki, zanosiło się na wyścigi, mam nadzieje, że nie o życie…

   — Jak cię dopadnę, nie zobaczysz światła dziennego przez miesiąc, będziesz błagał o lizanie moich śladów na podłodze! Wychłostam każdego dnia na dzień dobry i na dobranoc. Już biegła wokół stołu próbując mnie dopaść, nie czekałem, na oklaski wiałem, jak umiałem.

 

   Wybiegając przez otwarte drzwi, poczułem zawijający się na mojej szyj pejcz Diany, momentalnie mnie dusił, po chwili pociągnęła, wywracając mnie na podłogę wprost pod zaciskające się na mojej szyi kolana Alex, złapała obrożę ze smyczą, którą momentalnie założyła, Nie przestając dusić pejczem, brakowało mi powietrza, powoli gasłem.

 

   — Już nie jesteś taki wygadany? — przestała dusić.

   — Zakuć cię w łańcuchy w piwnicy i chłostać batem? Czy sam bez przemocy opowiesz, gdzie się ukrywałeś?

 

   Zaległa grobowa cisza niczym niezmącona, w drzwiach Elwira powolutku zanosiła się łzami, Diana patrzyła w podłogę, bez żadnego wyrazu, bez chęci na cokolwiek, po chwili Alex przypięła smycz z obrożą do pochwytu, byłem jej zwierzątkiem.

   — Pościągaj to ze mnie wszystko, w innym przypadku nasza rozmowa nie ma sensu, zrobisz ze mnie swoje zwierzątko? Stracisz kolegę, przyjaciela kogoś z kim poczytasz książki, pójdziesz na spacer, odwiedzisz kino, trafisz pod kocyk w łóżku. Wolisz ganiać, z batem po lesie udając wielką panią mającą niewolników?

   — Zasnąłem w lesie zmęczony, widokami jak niszczycie zdrowych fajnych facetów, w nocy trafiłem przypadkiem na pensjonat, wszedłem do pierwszego otwartego pokoju, wpadłem w łóżko, rano obudziły mnie wrzaski, ubrałem, co było i trafiłem tutaj, to wszystko, decyduj, bo szyja i kolana mi cierpną, zatłucz albo uwolnij, niech to się skończy.

   — Wstawaj wolny, zjedzmy w końcu śniadanie, jestem głodna jak wilk — usiadłem koło Diany, z czego była bardzo dumna — obok usiadła Alex jeszcze bardziej szczęśliwa — na wprost posadziły Elwirę, uśmiechniętą od ucha do ucha.

 

   Poczułem milutką wędrówkę paluszków stóp kogoś w pończoszkach, po chwili drugą moją nogę odwiedziły czyjeś paluszki w rajstopkach, w chwili kiedy poczułem na członku stopy bez pończoszek i rajstop wiedziałem kogo…

 

KONIEC

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 5 dni temu
    Z tych trzech Twoich tesktów, które przeczytałem ten jest chyba najlepszy, mimo że wciąż masz te same błędy a narrator dwa albo trzy razy zmienia płeć. Wyżej bym go ocenił, gdybym przeczytał go jako pierwszą Twoją pracę, lecz niestety widzę, że to jest znów to samo: fetysz stóp, smycze, chłosta. Pożerasz własny ogon.
  • Katrine 5 dni temu
    Skoro strawiłeś kilka moich wypocin, specjalnie dla Bajkopisarza zamieszczę opowiadanie którego nikt jeszcze nie oglądał. Uprzedzam „o tych samych błędach” /W JEJ CIENIU/
  • kigja 4 dni temu
    To chyba o jakieś sekcie. Nie w moim smaku.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania