Bitwa

Tego wieczoru Isena pakowała opatrunki na ostatnie już wozy jadące na pole bitwy. Więc to rozstrzygnie się tej pełni księżyca. Nie ma co się łudzić że zostało jeszcze parę tygodni spokoju. Orki Barad Duru pod wodzą Saurona i ludzie Sarumana a czarodzieje i elfy Ziem Ludzkich .

Do domu Elronda przenikały kolejne grupki sprzymierzeńców, które rozmieszczano gdzieś po lasach w pobliżu pola bitwy. Ten oddział nadjechał jednak jawnie, ze sztandarami Gondoru, prowadzony przez Faramira. Nie zdążyła się odwrócić gdy Faramir zeskoczył z konia i minąwszy witającego ich Elronda podbiegł do niej chwytając ja za ręce.

- Księżniczko! Żyjesz! Odnalazłas się! Nie pomyślałem że możesz być tutaj!

- Witaj przyjacielu. Musiałam robić to, co kazały mi gwiazdy - tłumaczyła cierpliwie.

- Księżniczko?! Czegos nie wiem? - żachnął się Elrond.

- No tak, dwaj bracia! Faramir i Boromir! - uderzy się w czoło.

- Nie lekceważ babskiej magii Elrondzie- roześmiał się nadchodzący Aragorn obejmując ją na moment ramieniem aby pokazać obecnym jej pozycję. Skinęła wszystkim głową i udało jej się odejść.

Skoro Faramir przyjechał tu tak jawnie, wszystko rozstrzygnie się wkrótce.

Przyrzekła sobie nie zaspac tym razem. Żadnego magicznego snu paraliżującego cały dom.

 

O świcie zeszła na stajenny dziedziniec. Aragorn szybkimi dotknięciami sprawdzał wszystkie paski, sprzączki , zaczepy swego munduru, wyposażenia i uprzęży. Albo też umacniał je zaklęciami.

- Zaczekaj - szarpnęła za szurowke gorsetu i z uczuciem że wyrywa sobie serce wydobyła pierścień.

- Myślę że mistrz nie chciałby ocalenia swego życia za taką cenę- powiedziała podając mu klejnot.

Aragorn poznał go i oczy mu się rozjaśniły.

- A więc mamy dosyć nocy- odetchnął z ulgą.

- To ty przechowałaś wszystko co przygotował dla nas Gandalf! -

- Babska magia - szepnęła próbując zażartować , ale odeszła szybko ze łzami w oczach.

Wróciła do izby i wzięła swój tobołek. Wraz z innymi uzdrowicielami dołączyła do wozow z polowymi szpitalikami dla rannych.

 

Bitwa toczyła się za horyzontem. Słychać było dalekie grzmoty i jaśniały błyskawice. Isena nie wychodziła prawie z namiotu. Nie pytała o losy bitwy. Opatrywała i uspokajała rannych czując się jakby śniła na jawie. Kolejny i kolejny. Brzuch, ręce, nogi. Oczyścić, opatrzyć, leki, zaklęcie, następny. Człowiek, elf, jakiś obcy, elf, krasnolud....

Szarość wieczoru czy świtu? Nie pamiętała. Następny.

Uderzenie mocy odczuli wszyscy. Było to tak jakby świat pękł na pół i zaraz zamknął się z powrotem. Isena wyszła spod stołu pod którym nie wie jak się znalazła i spojrzała na dalekie wieże domu Elronda. Wieże stały nadal. A więc to inna twierdza się zawaliła, inna moc przestała ją spajać. Z pola bitwy zniknęło wiele magicznych stworzeń i napływ rannych zmniejszył się.

Kiedy rozwiały się dymy znad twierdz Barad Duru ujrzała gwiazdy . Gwiazda maga nadal świeciła swoim słabym światłem. Dopiero teraz Isena usiadła na ziemi i zaczęła płakać.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania