Poprzednie części2. Błysk i Grzmot - tylna okładka  

4. Błysk i Grzmot - Część I - GRUZ // Rozdział I

- Lilianno! Szybciej, bo się spóźnimy!

 

Moja mama. Jak zawsze popędliwa. Jak zawsze wołająca mnie pełnym imieniem. Nie lubię go, ale nigdy jej tego nie powiedziałam. Nie chciałabym jej zranić. Dobrze wiem, że za samo wytrzymywanie ze mną powinna dostać medal.

 

Biorę głęboki wdech i zerkam na swoje odbicie w lustrze: „Okropieństwo" – tylko to określenie przychodzi mi do głowy. Nienawidzę się stroić. Nienawidzę swojej szkoły. Ogólnie, to nienawidzę całego Czwartego Przedmieścia. Na szczęście moje męczarnie zaraz się skończą. Za dwa miesiące wyjadę na stypendium do Stolicy i wreszcie będę mogła odciąć się od tych wszystkich beznadziejnych ludzi, którzy tutaj mieszkają. Może tam ktoś mnie w końcu zrozumie? Polubi? Nie, no nie musi jakoś tak bardzo, no ale chociaż trochę... Ach te marzenia – jedyny miły akcent na jaki mogę sobie pozwolić w tym dniu pełnym sztuczności.

 

Wiem, co się dzisiaj wydarzy i już na samą myśl o tym robi mi się słabo: rozdanie dyplomów, zdjęcia, uściski i pożegnania przyjaciółek, co to są przecież „na całe życie": „Och uwielbiam Cię najdroższa". „Jak ja sobie bez Ciebie poradzę?". „Przecież umrę tam z tęsknoty za Tobą" i inne tym podobne bzdury. Czas w końcu spojrzeć prawdzie w oczy: ja nie mam przyjaciół. I choć na co dzień mnie to martwi, dzisiaj chwalę niebiosa za ten wyjątkowy przywilej. Przynajmniej nie muszę słuchać tych wszystkich idiotyzmów...

 

- Lilianno Skarbie, pospiesz się proszę. Tata czeka już w samochodzie – nie zauważyłam, kiedy mama stanęła w drzwiach badawczo przyglądając się mojej minie – Och Kochanie... – westchnęła i podeszła do mnie by pogładzić moje policzki – Zdaję sobie sprawę, z tego, że nie lubisz takich dni, ale nic nie poradzę na to, że mnie one uszczęśliwiają. W końcu będę mogła zobaczyć jak moja córeczka otrzymuje dyplom ukończenia szkoły średniej. Jestem taka podekscytowana! I co to będzie za dyplom! Założę się, że wszystkie dziewczyny z klasy zielenieją z zazdrości na widok twoich stopni. No już, uśmiechnij się... jeśli nie robisz tego dla siebie, zrób to chociaż dla mnie i dla taty.

 

Uśmiechnęłam się, ale jakoś bez przekonania. Równym krokiem pomaszerowałyśmy na dwór. Usiadłam na tylnym siedzeniu naszego auta i obserwowałam otoczenie. Mama paplała jak najęta, a tata cierpliwie odpowiadał na wszystkie jej „ochy" i „achy". Zaczęłam rozmyślać: Rodzice – tak, oni na pewno stanowią dobry powód do radości. Są i byli przy mnie zawsze kiedy ich potrzebowałam. Kocham ich bezgranicznie. Może dlatego, że jestem jedynaczką, a może przez to, że nigdy nie próbowali na siłę przekonywać mnie do ludzi czy zabaw i szanowali to, że wolę książki od uganiania się za chłopakami.

 

Prychnęłam pod nosem na samą myśl o tym. Może i nie jestem brzydka, ale w moim przypadku nie ma to najmniejszego znaczenia. Odstraszam facetów na kilometr. Zupełnie nie wiem jak się przy nich zachować. To całe trzymanie się za ręce i całowanie po krzakach. Te ich uśmieszki, głupie gadki i upijanie na umór – to zupełnie nie mój świat. Tak samo sport. Nie mam bladego pojęcia na czym polega ta czy inna dyscyplina. A książki? Mogłabym o nich opowiadać godzinami, jednak połowa kolesi, która już odważyła się do mnie podejść nie przeczytała nawet lektur szkolnych. Co najwyżej mogliśmy porozmawiać o grach komputerowych, ale jeśli żaden nie znał tych, które mnie interesowały, to naprawdę nie sposób było znaleźć wspólnego tematu.

 

Z tego samego powodu nie mam koleżanek. Mój ubiór stanowią w głównej mierze bluzy sportowe, jeansy i adidasy. Nie lubię tych wszystkich sukieneczek, tuniczek, wstążeczek i tym podobnych babskich fatałaszków. Dlatego właśnie czuję się dzisiaj jak kompletna idiotka: oliwkowa spódnica do kolan, cieliste rajstopy, kremowa bluzka koszulowa i pasujące do niej pantofle na obcasie. Długie i pokręcone ciemno-rude włosy wymodelowane i rozpuszczone. No i ten makijaż w wykonaniu mamy – choć i tak część od razu starłam kiedy się tylko odwróciła. Nie powiem, pewnie większość dziewczyn będzie uważała, że wyglądam dzisiaj ładnie i kobieco, ale ja każdą cząstką mojego ciała wołałam: „Pomocy, zdejmijcie to ze mnie!".

 

Tak, wiem... – jestem odludkiem, jestem dziwna, inna, niezrozumiała, uparta, stanowcza, szczera ponad wszystko i zrzędzę. Oj zrzędzę. To fakt – uśmiechnęłam się do siebie, poprawiając sobie w ten sposób humor. Nie uszło to uwadze mamy i taty:

 

- I jak córeczko? Gotowa na wielki dzień? – ojciec puścił do mnie oko we wstecznym lusterku.

 

- Tato proszę, nie przypominaj mi. Na samą myśl o tym, że muszę wyjść na podwyższenie czuję się tak jakbym miała zaraz zwymiotować.

 

- Nie będzie tak źle Skarbie – mama odwróciła się i złapała mnie za kolano – Wyjdziesz tam jak wszyscy inni, odbierzesz dyplom, uściśniesz dłonie Pani Dyrektor i Wychowawczyni, po czym staniesz w szeregu z resztą absolwentów. A my... - wyjęła aparat i cyknęła mi lampą błyskową po oczach – zrobimy Ci pamiątkowe zdjęcie. Ot, cała filozofia. Rozluźnij się proszę, oddychaj, a wszystko będzie dobrze.

 

- Łatwo Ci mówić – mruknęłam pod nosem – A będzie na mnie patrzeć tylko jakieś hmm... niech pomyślę... tysiąc trzysta osób!?

 

- Dasz sobie radę Lilu – tata był pełen entuzjazmu - Zawsze dajesz radę. Jesteś twarda i brniesz do celu. Pomyśl, że to kolejne zadanie na klasówce i od tego zależy twoja ocena końcowa. I jak? – uniósł brwi i uśmiechnął się zawadiacko – Przecież jesteś moją perfekcyjną córeczką. Nie motywuje Cię to?

 

- No wiesz... - cmoknęłam chcąc stłumić śmiech - żaden ze mnie ideał, ale faktycznie takie słowa jakoś bardziej do mnie przemawiają...

 

Niewiele minut później zaparkowaliśmy na podjeździe. Otworzyłam drzwi i wyszłam na powietrze – Trzymajcie za mnie kciuki! – rzuciłam dziarsko przez ramię chociaż w głębi duszy wyłam z rozpaczy. Przełykając głośno ślinę ruszyłam chodnikiem w kierunku auli, gdzie słychać było już rozmowy poubieranych odświętnie absolwentów. Stanęłam razem z osobami z mojej klasy i ustawiliśmy się w kolejności alfabetycznej – Dasz radę Lilu, dasz radę, to dla Ciebie pestka – powtarzałam sobie w duchu, głośno oddychając. I tak czekałam aż w końcu wyczytano moje imię i nazwisko:

 

- Zapraszamy do nas Pannę Liliannę Błysk! – instynktownie wyprostowałam się i poprawiłam spódnicę. Ruszyłam przed siebie w skupieniu, nie rozglądając się na boki. I choć słyszałam, że jest nienaturalnie cicho uparcie starałam się tym nie przejmować. Robiłam wszystko tak jak mówiła mi mama. Bez zastanowienia. Jak automat. Weszłam po schodkach i delikatnie ścisnęłam dłonie obu Pań. Odebrałam dyplom i lekko się uśmiechnęłam. Wiedziałam, że moje policzki zdradzają zdenerwowanie, ale nic nie mogłam na to poradzić. Słyszałam jak w ogólnie panującej ciszy mama zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wszyscy na mnie patrzą. Domyślałam się w jakim byli szoku: „To ona?", „Jak to możliwe?", „Przecież ona nie jest taka ładna". Albo coś w stylu: „Że też wcześniej tego nie zauważyłem...".

 

Stanęłam koło chłopaka z mojej klasy, który również przyglądał mi się z niedowierzaniem. Bóg mi świadkiem, naprawdę próbowałam nie zwracać na niego uwagi, ale patrzył na mnie tak nachalnie, że zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio – Och mamo... – jęczałam w myślach zaciskając zęby – Dlaczego namówiłaś mnie na ten strój? Dlaczego mnie tak umalowałaś? Wiedziałam, że tak będzie...

 

Przez dobre dwie minuty zagłębiałam się w wewnętrzne rozważania na temat: „Czy ze wstydu można się spalić?". Z góry założyłam, że tak, jednak ciekawiło mnie co działo się potem. Należało zadać sobie pytanie jak człowiek właściwie się spala? Czy na węgiel? A co jeśli jednak na popiół? Albo jak skwarka? Czy możliwe jest aż tak się zawstydzić, by zaczerwienić się, rozżarzyć, spłonąć i zniknąć? Żywiłam głęboką nadzieję, iż mój obecny stan jest ostatnim stadium tego procesu. Daję słowo, że zrobiłabym wszystko byleby tylko zapaść się pod ziemię...

 

Po dłuższej chwili podjęto jednak bestialsko zaniechane wyczytywanie osób i zainteresowanie mną stopniowo malało. Nareszcie udało mi się rozluźnić. Rozejrzałam się dyskretnie po sali i odszukałam wzrokiem rodziców. Jak się domyślałam pękali z dumy. To było do przewidzenia. Ich córeczka w końcu wyszła z cienia i lśniła tak jak według nich od zawsze powinna.

 

Nie mogłam ich za to winić. Zasługiwali na tę chwilę bardziej niż ja. W końcu byłam z rodziny Państwa Błysk. No i dzisiaj dla nich „błyszczałam". Tyle im mogłam dać i wiem, że jeśli byłoby trzeba zniosłabym jeszcze więcej. No... może bez zbytniej przesady.

 

Ceremonia dłużyła się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że moje nogi za chwilę odpadną. Buty były niewygodne, spódnica wbijała się w talię, a koszula przyklejała do pleców. Potem oczywiście nastąpiły uściski i gratulacje, pytania o studia i kierunki. Paru chłopaków chciało mnie zaprosić na piwo, ale grzecznie im odmówiłam. A o grzeczność naprawdę nie było tego dnia u mnie łatwo. Od razu wyobraziłam sobie te pseudo-rozmowy. Tego bym już dzisiaj nie zniosła. Oni pewnie także. Skierowałam się do drzwi gdy tylko spuszczono mnie z oczu. Miałam gdzieś, czy ludzie odbiorą to za ucieczkę. Definitywnie zakończyłam ten etap życia.

 

Wyszłam na dwór i głośno odetchnęłam. Pozwoliłam by promienie słońca rozlały się po mojej twarzy. Rodzice czekali na mnie w samochodzie. Wsiadłam i pokazałam im dyplom. Dla takiej chwili warto było się pomęczyć te kilka godzin. Dawno nie widziałam ich tak szczęśliwych.

 

Niecałe trzydzieści minut później byłam już w swoim pokoju. Rodzice poszli na górę, żeby znaleźć ramkę na dyplom. Gdy tylko przekroczyłam próg od razu zaczęłam ściągać z siebie ubranie. Powiesiłam je na wieszakach w szafie i w samej bieliźnie skierowałam się do łazienki. Zmyłam, a wręcz zdarłam z siebie cały makijaż i zawiązałam włosy w pokręcony koński ogon. O tak, czułam się o wiele lepiej. Dochodziła godzina osiemnasta więc ubrałam się w moją ulubioną bluzę i spodnie dresowe po czym popędziłam na górę by pomóc mamie przygotować kolację.

 

Dzisiaj była odświętna, chociaż obowiązywały stroje domowe. Zapach pieczonego schabu ze śliwką rozchodził się po całym piętrze. Musiałam przyznać, że bardzo lubiłam gotować. Niesamowicie mnie to odprężało. Mogłam zająć czymś ręce, a to co nimi robiłam zajmowało moją głowę. Uciekałam od swoich problemów, odreagowywałam stres lub się po prostu wyciszałam. Łączyłam więc przyjemne z pożytecznym. Szczerze mówiąc gdybym miała drugie życie i mogłabym dokonać innych wyborów to zamiast ruszyć ścieżką literatury i poezji, skierowałabym swoje kroki właśnie ku doskonaleniu technik kulinarnych.

 

Uwielbiałam te dni gdy z rodzicami siadaliśmy razem przy stole i jedliśmy moje potrawy. Ich smak sprawiał, że polepszał nam się humor. Nasze oczy błyszczały od śmiechu, a rozmowy były pełne radości. Tak działo się niestety tylko w domu. Nigdzie indziej nie czułam się nigdy tak bezpiecznie i swobodnie. Jedynie w naszych czterech ścianach nikt mnie nie oceniał. No chyba, że coś przypaliłam...

 

Kolacja przebiegała w atmosferze podniecenia. Mama nie mogła nachwalić mnie jak pięknie wyglądałam i jakie przecudne zdjęcie będzie mogła postawić w salonie. Tata pokazywał mi jakie miny mieli chłopcy, którzy mi się przyglądali. Śmieliśmy się od ucha do ucha i przedrzeźnialiśmy ich. Około dwudziestej emocje opadły i zachciało mi się zwyczajnie spać. Wiedziałam, że jeszcze przez kilka najbliższych dni zakończenie szkoły będzie tematem numer jeden w naszym domu. Nic nie mogło mnie ominąć, zatem życzyłam rodzicom dobrej nocy i zostawiłam ich w salonie pochłoniętych rozmową.

 

Zbiegłam na dół, położyłam się na łóżku i rozmyślałam. Szczerze powiedziawszy nigdy nie lubiłam być w centrum zainteresowania, ale zrobiło mi się miło na myśl o tym, że komuś mogłam się dzisiaj spodobać. Choć nic to nie znaczyło, bo przecież i tak widzieli tylko to co było, że tak powiem „podrasowane". Mój charakter, moja osobowość się nie liczyły. Fakt, nigdy nie zabiegałam o niczyje względy, niemniej przykra była dla mnie świadomość bycia osiemnastolatką, której nigdy żaden facet ani trochę nie zaintrygował.

 

Wiedziałam, że kurczowo trzymam się tej myśli, ale miałam nadzieję, że w nowym miejscu, z nowymi ludźmi, coś w końcu się zmieni. Może będę mieć przyjaciółkę i się przed nią otworzę? Może zdobędę nowe zainteresowania i moje życie w końcu będzie ciekawsze? Może to, może tamto... Ech, nie ma sensu dalej gdybać. Nadszedł czas by się umyć i w końcu iść spać.

 

Wzięłam prysznic i zmyłam z siebie ciężar całego dnia. Przebrałam się w koszulkę nocną, którą dostałam od rodziców rano z okazji, jak to tata powiedział: „stania się dorosłą kobietą". Chciało mi się śmiać na myśl o tym, że według rodziców zakończenie szkoły średniej to był jakiś wyznacznik. Dla mnie osobiście nic, a nic się nie zmieniło. Byłam tą samą Lilą co wczoraj wieczorem.

 

Koszulka od razu mnie zaciekawiła. Ze względu na swoją niebanalność. Miała kolor ciemnej zieleni z dodatkiem czarnych paseczków. Na obramowaniach ozdobiono ją dodatkowo czarną koronką. Chcąc nie chcąc podkreślała kolor moich włosów i nie opinała się tam gdzie nie powinna – czyli była lekko rozkloszowana na biodrach, za to uwydatniała moje jakże „wybujałe" piersi w rozmiarze B. Ogólnie prezentowałam się w niej całkiem nieźle, a co najważniejsze miała długość do kolan i do tego było mi w niej ciepło. Ktoś dobrze pomyślał i podszył ją delikatnym meszkiem. Choć zwykle nie interesowały mnie takie ciuszki polubiłam ją od pierwszego wejrzenia. Albo raczej dotknięcia. A może jednak założenia? Nieistotne... Sama jednak nigdy nie odważyłabym się na jej zakup.

 

Na ramiona zarzuciłam gruby i długi czarny szlafrok frotte. Psuł nieco efekt, ale nie zamierzałam się tym przejmować. Sen wołał mnie do łóżka. Ziewnęłam i przeciągnęłam się po czym wskoczyłam pod kołdrę.

 

- To był ciężki dzień – powiedziałam sama do siebie. Patrzyłam na ciemny sufit i nasłuchiwałam. Rodzice chyba też już poszli do sypialni, bo w uszach dzwoniła mi jedynie cisza. Zamknęłam oczy i powoli zapadłam w sen. Ostatnie co zarejestrował mój mózg to fakt, że spałam w szlafroku, ale byłam zbyt zmęczona by go zdjąć.

 

Dałam radę jedynie położyć dłonie na pasku, po czym odpłynęłam w niebyt.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Natkaz21 2 miesiące temu
    Ciekawe, ale poleciła bym robić krótsze rozdziały, ponieważ mogą niektórych zniechęcić.:)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Krócej byłoby już naprawdę ciężko. Całość ma 371 stron... jakby to jeszcze podzielić to by było tego stanowczo za dużo...
  • Natkaz21 2 miesiące temu
    Kocwiaczek Rozumiem, ale tak poza tym bardzo ciekawe:)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Natkaz21 - dziękuję. Początek jest nieco drętwy. Później akcja się rozkręca. Nieśmiało zapraszam do dalszej lektury pomimo tych długich rozdziałów. Raz jeszcze dziękuję za miłe słowo.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Ciekawy rozdział i naprawdę dobrze się go czyta. Objętościowo, jak dla mnie jest ok. Lubię obszerne opowiadania. Jedyne na co mogłabyś zwrócić uwagę to końcówki w niektórych wyrazach, choć mogą to być po prostu zwykłe literówki, które każdemu się zdarzają, oraz na odpowiedni szyk w niektórych zdaniach, gdyż bez tego brzmiały niegramatycznie, choć może taki też był zamiar. Tak poza tym wszystko jak najbardziej w porządku. Z pewnością przeczytam następny rozdział.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Dziekuję za pochwałę i za poświęcony mi czas:) czy mógłbyś wskazać o jakich np. końcówkach mowa? Pozwoli mi to przyjrzeć się bliżej słabym punktom:) powiem szczerze, że po tak burzliwym przyjęciu mnie na tej stronie nie sądziłam, że ktoś do mnie zajrzy. Miło mi niezmiernie, że mogę was tutaj gościć i zapraszam do dalszej lektury. Póki co nie udostępniam kolejnych części ponieważ znowu się mnie posadzi o spamowanie... jeśli jednak będziecie ciekawi dalszych losów Lilianny po "Gruz" to z przyjemnością się nimi podzielę. Pozdrawiam serdecznie.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek Nie ma za co :D. Gdy będę miał czas przejrzę jeszcze raz Twoje opowiadanie i wynotuję sobie te końcówki, gdyż wcześniej tego nie zrobiłem :( za co przepraszam. Tekst jest długi, więc zajmie to trochę czasu. Zrobiłbym to wcześniej, ale do tej pory pisałem nowe opowiadanie, które przed chwilą opublikowałem, króciutkie co prawda, ale zachęcam do przeczytania. Może się spodoba ;). Jeśli mogę spytać, masz już całą powieść, prawda? Wywnioskowałem to po jednym z Twoich komentarzy powyżej. Nie myślałaś o próbie jej wydania? Czy jak na razie poprzez publikowanie fragmentów tutaj, chcesz sprawdzić jak zostanie przyjęta?
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Tak, mam całą. Od 4 lat lezy i nic sie z nią nie dzieje, a zaczęłam pisać pewnie z 3 lata wcześniej . Dałam do przeczytania 9 osobom. Odbiór był dobry ale znajomym wierzyc w obiektywnosc nie można- tylko 1 osoba była z poza moich znajomych. W końcu stwierdziłam że po co ma leżeć skoro można ją udostępnić. Nie liczę na wydanie, nie to było moim celem. Chciałam by ktoś ją po prostu przeczytał i tyle, by wiedzieć czy moja praca nie poszła na marne. Możliwe że literowki, o których mówisz i szyk zdań to po prostu mój styl pisania. Czytałam ją już tyle razy że nie jestem w stanie nic wyłapać. Przeczytam Twoje opowiadanie z miłą chęcią. Głównie dla dłuższych tekstów się tutaj właśnie zalogowałam. Ale to pewnie po pracy chyba że mi się uda na przerwie:) zostawię na pewno komentarz. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia.
  • Tjeri 3 tygodnie temu
    Oo! Cholernie dobrze Ci w prozie!
  • Kocwiaczek 3 tygodnie temu
    Tjeri co ty tu robisz kochana? :) jestem zaszczycona cię tu widzieć. Lecisz od początku. Kurde... miło mi :)
  • Tjeri 3 tygodnie temu
    Kocwiaczek - :)), bo ja zwykle wchodzę na opowi z doskoku i komentuję to na co padnie mi wzrok. A że teraz padł mi na odcinek Twojej prozy, tom się zdziwiła. I postanowiłam sprawdzić :)).
    Bardzo przyjemnie (nie chciałam napisać fajnie, bo nie lubię tego słowa) piszesz. Super rys postaci, od razu nawiązałam więź z Lilą. Dobre pisanie!
  • Kocwiaczek 3 tygodnie temu
    Tjeri oj, oj bo się zaczerwienię :) dziękuję. Wiersze nigdy nie były moją mocną stroną. Wolę pisać prozę ale na nią nie zawsze mam czas. Dlatego katuje was czasem moimi niewypałami poetycznymi ;) na opowi jest już nieco ponad połowę historii Lilianny. Wiem, że nie znajduję tu wielu sympatyków długich rozdziałów ale jakby je dzielić na mniejsze udostępnianie trwałoby dekady. Tym milej mi, że poświęciłaś mi czas :)
  • AtamanRozhovorny 2 tygodnie temu
    Świetny rozdział. Długi i pozornie "o niczym", ale naprawdę dobrze się czyta. Są miejsca, gdzie użyłbym innego zapisu, ale nie zauważyłem jakiegokolwiek poważnego błędu. Super, zasłużone 5 :D
  • AtamanRozhovorny 2 tygodnie temu
    Zaskoczyło mnie te 1300 osób – niezły moloch :D
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    AtamanRozhovorny :) skoro to szkoła główna to jest zbieranina. Tym bardziej, że rodziny absolwentów robią sztuczny tłum ;) dziękuję za pozytywną opinię.
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Bardzo przyjemnie się to czyta, mimo, że nic szczególnego się tu nie dzieje.
    Uwielbiam taki właśnie efekt, czy to książki czy gry, gdy akcja jest bardzo powolna, ale daje wielką satysfakcję z czytania
    5! Przede mną długa przygoda z BIG - iem :D
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Dziękuję:) miło mi cię u mnie gościć. Jeśli zauważysz błędy wytykaj ile wlezie :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania