Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

12. Błysk i Grzmot - Część I - GRUZ // Rozdział IX

Myślałam, że umieram. Gdy już ze mną skończył czułam się tak jakby uleciało ze mnie życie. Bolała mnie głowa, brzuch, krocze oraz odbyt. Miałam popękane usta i krwawiłam. Nie tylko dlatego, że przebił moją błonę dziewiczą. Ten jego cholerny rozporek poranił mi całe wnętrze ud. Po wszystkim po prostu z zadowoleniem uśmiechnął się, ubrał, powiedział, że nazywa się Radek i zwyczajnie wyszedł.

 

Potem pojawił się strażnik, odkuł mnie i wychwalając „show" jakiego był świadkiem, zaprowadził do pobliskiej łazienki bym zmyła z siebie „ciężar jakże udanej nocy przedślubnej". Gdy to usłyszałam stek wulgaryzmów nasunął mi się na usta. Byłam jednak zbyt otępiała i obolała by coś powiedzieć. Nie uroniłam jednak ani jednej łzy. Nie mogłam dać im tej satysfakcji.

 

Ciepła woda sprawiła, że zaczęła szczypać mnie skóra. Powróciło krążenie i poczułam się nieco lepiej. Zmyłam więc krew i nie zauważając w kabinie żadnych kamer zdecydowałam się wypłukać od środka. Wiedziałam, że skuteczność tego działania jest znikoma i jeśli udało im się trafić na moje płodne dni to niechybnie zostanę matką, niemniej zwyczajnie świadomość, że mam w sobie coś co należy do Radka była dla mnie odrażająca. Wyjąc po cichu z bólu wymyłam wszystko co tylko mi się udało.

 

Po wyjściu z łazienki strażnik wręczył mi podartą koszulkę oraz jakąś zwykłą bawełnianą. Gestem kazał zdjąć mi ręcznik. Kiedy już chciałam zaprotestować powiedział, że i tak widział wystarczająco dużo więc nie mam się czego wstydzić. Gdy nadal stałam nieporuszona, sam zerwał go ze mnie. Patrzył na mnie tak jakby chciał mnie zjeść. Śliniąc się ścisnął mnie za piersi i zaczął je lizać. To było obrzydliwe. W końcu jednak sam siłą założył mi koszulkę, a następnie wygnieciony wcześniej szlafrok, do którego kieszeni wpakował mi zwolnienie lekarskie i niczym opiekuńczy ojciec odprowadził do sali sypialnej. Całe zajście trwało około trzech godzin. Nikt jednak nie zauważył mojej nieobecności ponieważ wszyscy twardo spali.

 

Na odchodne strażnik szepnął mi tylko bym była grzeczna, trzymała język za zębami i jutro o 10 wieczór pojawiła się w budynku pielęgniarza. Zadygotałam na samą myśl o powtórce. Kiwnęłam jednak głową na znak, że rozumiem. Odszedł bardzo z siebie zadowolony.

 

Gdy nie było go w zasięgu wzroku nakryłam się kołdrą na głowę i zaczęłam płakać. Nie dlatego, że mnie straszliwie bolało, ale dlatego, że w ogóle coś takiego mi się przytrafiło. Że najprawdopodobniej zrobili to nie tylko mnie ale tym wszystkim biednym dziewczynom, a kto wie może i chłopakom? Może wyhodowali sobie część ludzi, którzy licząc na wpływy robili to co im kazano? Bili, gwałcili i jeszcze byli z tego tytułu szczęśliwi. Ale Tomasz? On nie mógł taki być, nie sprawiał wrażenia kogoś kto by chciał skrzywdzić Paulę. Nie, to niemożliwe. Ona jest przecież taka dobra. Nie miała też żadnego urlopu w pracy. Być może i zostali zmuszeni do małżeństwa, ale możliwe, że nie oponowali. Może tylko takich jak ja spotykała taka sytuacja. Takich, którzy chcieli się bronić. Którzy byli do tego zdolni i nie bali się bólu i poniżenia.

 

Impulsywnie zacisnęłam pięści. Moja podarta koszulka była nadal tak samo miękka jak w dniu, w którym podarował mi ją tata. Ojciec... przypomniałam sobie jego twarz: młodą, pogodną i ten łobuzerski uśmiech, którym darzył mamę. Miłość, którą obdarowywał ją w każdym geście. Zakuło mnie w sercu. Porównywanie prawdziwego uczucia pomiędzy rodzicami do tego co przeżyłam było okropieństwem. Praktykowanie tego - bestialstwem, patrzenie na to i czerpanie przyjemności - chorobą psychiczną, a wyrażanie na to zgody - zwyczajnym przestępstwem.

 

Nie wiem skąd znalazłam siłę by się nie rozpaść na kawałki. Być może poskładanie się w całość po katastrofie jakoś mnie wzmocniło. Już od dawna podejrzewałam, że za masowymi ślubami ktoś, albo coś stoi. Ta sielankowa atmosfera była zbyt podejrzana. Tylko co ja miałam teraz zrobić? Wiedziałam, że nie mogę im na to pozwolić. Nie mogłam wieczorem tam znowu pójść. Pewnie myślą, że wystarczająco mnie zastraszyli, ale wcale tak nie było.

 

Musiałam naprawdę dobrze przemyśleć sprawę jeśli chciałam wyjść z tego cało – nie tylko nie zostać żoną jakiegoś gwałciciela i damskiego boksera, ale w ogóle odciąć się od tego wszystkiego. Uciec? Czy to było możliwe? Każdego dnia mogłam przecież wyjść poza terem hali, ale rejon, którym mogliśmy spacerować był ogrodzony. Rzekomo ze względu na zniszczone budynki, które mogły grozić zawaleniem, bo przecież jeszcze nie wszystko zostało uprzątnięte. Ale czy faktycznie dlatego? Przecież wszędzie chodzili strażnicy i zapewne czujnie patrzyli nam na ręce. Jakaż ja byłam głupia, jak straszliwie naiwna. Żyliśmy na jakiejś cholernej farmie, pilnowani i hodowani jak zwierzęta. Podsuwano nam jedzenie i pracę pod nos, budowano mieszkania, łączono w pary. Byliśmy jak jakieś pieprzone krówki czy świnki. A oni tylko zacierali rączki i bawili się w najlepsze.

 

Ale przecież można było żyć inaczej. Tak jak Adam i inni bezdomni. Przypomniałam sobie jego zapach, a raczej odór. Zmarszczyłam nos. Może trzeba spojrzeć na to z innej strony. Wróciłam pamięcią do historii staruszki i wzruszenie ścisnęło mnie za gardło. Czym był dyskomfort higieniczny w porównaniu do tego, co Adam zrobił dla tej kobiety? Bo to musiał być przecież on. Przypomniałam sobie jego oczy. Tak różne od oczu Radka. Łagodne i dobre. Mama mawiała mi, że każdego człowieka można poznać po spojrzeniu. Odzwierciedlało ludzkie wnętrze. Nie chodziło tylko o barwę. Ludzie po prostu sami z siebie patrzyli w sposób dobry lub zły. Czasem mówi się, że ktoś ma diabła w oczach. Radek definitywnie go ma. Nie mogłam mieć pewności co do Adama, jednak gdyby naprawdę chciał, mógł mnie skrzywdzić od razu kiedy mnie spotkał. Miał szansę, ale jednak tego nie zrobił.

 

Wiedziałam do czego to prowadzi. Te wszystkie myśli i dopuszczanie do siebie świadomości ewentualnej ucieczki. Bałam się tego powiedzieć wprost, ale tak jak zwykle już podjęłam decyzję. Ucieknę. Nawet jeśli mnie złapią lepiej spróbować i zaryzykować życie, niż dać się stłamsić.

 

Kiedyś gdy w szkole dziewczyny wyśmiały moje spodnie, mama powiedziała mi: „Lilu, jesteś taką mądrą dziewczynką. Jesteś skromna i dobra. Wychowujemy Cię najlepiej jak tylko potrafimy i chcemy byś wiedziała co to współczucie i empatia. Jednak... jeśli ktoś z Ciebie szydzi nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza. Masz swoją wartość. Jesteś naszym Błyskiem. Niech inni zobaczą, że nie wolno im z Tobą zadzierać. Wiem, że coś wymyślisz, by Ci już nie dokuczały".

 

Tak zrobiłam. Gdy kolejny raz próbowały ze mnie drwić, stanęły w krzyżowym ogniu pytań o zagadnienia szkolne z różnych przedmiotów. Ku uciesze całej szkoły przegrały to starcie. Skwitowałam wszystko słowami: „Jeśli myślicie, że krój waszych jeansów jest ważniejszy od tego co macie w głowach, to lepiej zacznijcie szykować mundurki do pracy w supermarkecie".

 

Byłam z siebie dumna. Przynajmniej raz to, że byłam pilna w nauce nie było brane jako bycie przysłowiowym „kujonem". Zwyczajnie je zgasiłam, bo niektóre pytania były tak banalne, że aż oczywiste. Nie znały jednak na nie odpowiedzi. Zrobiło im się głupio i więcej już mi nie dogryzały.

 

W mojej głowie tak jak wtedy zaczął kiełkować plan. Z tym, że tym razem był to plan ucieczki. Dokąd? Było tylko jedno takie miejsce: Dom. Bez względu na to czy zawalony czy nie.

 

Miałam tylko jedną szansę i zamierzałam ją wykorzystać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Raven18 ponad tydzień temu
    Mocny fragment, pokazujący zimny i brudny świat, czyli klimaty, które mi odpowiadają. Super

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania