Bóstwa Malharzarii I Prolog

Ostatni Strażnik Blasku

 

Prolog

 

„Gdy zacząłem pisać tę kronikę, głowę miałem pełną wizji i wiedzy. Moją dłonią kierowała pewność, że powinienem tę historię zapisać i przekazać następnym pokoleniom, aby były świadome czyhających zagrożeń. Kieruję te słowa do ciebie, młody człowieku – pycha i wyższość zawsze prowadzą do wojny i do nieszczęść.

Wszystko zaczęło się od bogów. Wszystko zawsze zaczyna się od jakichś bogów. Pojawili się znikąd, być może z Pustki, która wypełnia ściśle każdą przestrzeń poza naszym światem. Ich egzystencja była wieczna i niezmienna, ale wkrótce stało się to dla nich monotonne oraz nudne. Postanowili więc stworzyć nasz glob, gdzie umieścili Tytanów, Ogarów, czy po prostu nas – ludzi, słabych i pozbawionych magii. Jednak mieliśmy coś, co czyniło nas równie potężnych, potężniejszych nawet od największych maestrów mocy – mieliśmy wiarę. Wiarę w święty Ogień bóstw, który oznaczał dla nas życie i potęgę niezmienności porządku świata i rzeczy. Przeznaczenie toczyło się swoim torem, każdy żył spokojnie. Do czasu.

W panteonie bóstw znajdowało się ich siedmioro – każdy potężny, mający pod opieką swoją dziedzinę. Porządek został zaburzony, gdy trzech z nich postanowiło przejąć Ogień i zyskać władzę nad wolnymi dotąd istotami Kontynentów, w tym nad Malharzarią. Nazwali się Trójcą Sprawiedliwych, a ich celem był Ogień, który dałby im niewyobrażalną moc do rzucenia każdej rasy na kolana i oddania im pokłonu. Pozostali bogowie postanowili zapobiec takiemu porządkowi rzeczy, powołali więc na służbę jedynych w swoim rodzaju Strażników Blasku, którzy mieli za zadanie pilnować Ognia. Właśnie to o nich niniejsza kronika. O jednym z nich.”

 

Hurguth Pancerny – skryba i kronikarz Namiestnika.

 

W powietrzu wisiało coś dziwnego, czego Rhagdam nie był w stanie dokładnie określić. Wyczuwał nuty czegoś jakby znajomego, co przyprawiało go o dreszcze i wyciągało z tyłu głowy wspomnienia, których najchętniej by się pozbył. Z drugiej strony był to zwyczajny zapach siana, który unosił się wokół, po całym dniu sianokosów.

Przesunął dłonią po twarzy i sięgnął po kolejny kufel piwa, postawiony przez wioskowego karczmarza. Przesunął szklane naczynie po stole, który cały był już umazany rożnymi substancjami. Ich pochodzenia wolał się nie domyślać. Uśmiechnął się do siedzącego naprzeciwko mężczyzny, zbudowanego jak zapaśnik o wypłowiałych, kasztanowych włosach. Rhagdam znał go doskonale jeszcze z czasów służby, więc nie uwierzył w zapewnienie, że to zwyczajne spotkanie po latach. Zbyt dobrze go znał. Przyjaciel nadal nie spuszczał z niego wzroku, czekając zapewne, aż nacieszy się zimnym trunkiem, jednak Rhagdam nie miał zamiaru się śpieszyć. Domyślał się, czego chciał i ta świadomość przyprawiała go o jeszcze większy ból w stawach. Nie mógł pozwolić, aby jego syn popełniał te same błędy co on i szedł dokładnie tą samą drogą, która w większości przypadków prowadziła do śmierci za ideę.

Kątem oka przebiegł po pełnej izbie, którą o tej porze okupowali głównie mężczyźni, wracający z sianokosów. To upewniło go, że nawet najbardziej niepożądane uszy nie usłyszą tego, czego nie powinny. Odstawił w końcu kufel i otarł usta rękawem, spoglądając uważnie na towarzysza.

- Nilving, przyjacielu – zaczął wreszcie. - Domyślam się, z jakiego powodu tu jesteś, jednak sama myśl o tym mi się nie podoba.

Mężczyzna pokiwał głową i uśmiechnął się ponuro. Dopiero teraz Rhagdam dostrzegł na jego dłoni pierścień z bordowym szafirem, którym tamten zaczął się bawić, najwyraźniej zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Dokładnie z tego samego, co ponad dwadzieścia lat temu nasi maestrzy.

- Nasi maestrzy zabierali mężczyzn na naukę.

- Zgadza się. Twój syn jest już mężczyzną. Ukończył dziewiętnaście wiosen dwa dni temu. - spojrzał mu w prosto w oczy. - Już czas.

Rhagdam potrząsnął głową i wbił wzrok w resztki piany, zalegające na kuflu.

- On jest jeszcze chłopcem, Nivlingu.

- Chciałbym w to wierzyć.

- Nie możesz go wziąć.

- Muszę.

To proste słowo rozgniewało go. Zacisnął zęby i pochylił się w kierunku przyjaciela.

- Nic nie musisz! - wycedził. - To mój syn i nie pozwolę go poświęcić. Jeśli chcecie, to zwerbujcie sobie innych Strażników. Gdy kończyłem służbę, to było ich na pęczki! Wszyscy, ale nie mój syn.

Nivling westchnął ciężko.

- Nie znasz obecnej sytuacji. Gdyby nie była krytyczna i nagląca, to bym się tu nie zjawił. – Położył obie dłonie płasko na stole – Jeśli mam być absolutnie szczery, to jesteśmy trzema ostatnimi, żyjącymi Strażnikami w całej Malharzarii. Licząc oczywiście Rhagiusa.

Ta informacja zmroziła Rhagdama i na moment sprawiła, że nie mógł złapać powietrza. Ostatni żyjący Strażnicy? Był niemalże pewien, że gdy odchodził z Świątyni było ich ponad tysiąc, a teraz… Potrząsnął głową, uznając, że to absolutnie absurdalne i niemożliwe, jednak słuchał dalej.

- Trójca wyczuła moment i wysłała najemników, którzy zabijają każdego Strażnika, na jakiego trafią. To jeszcze cud, że tutaj nie dotarli, ale to kwestia czasu. - kontynuował Nivling. - Obiecałem ci, że nie będę szukał twojej rodziny, ani werbował twojego syna, tyle, że znalazłem się w sytuacji bez wyjścia. Za niedługo Ogień może zostać bez ochrony.

- Może powinien? - zapytał cicho, czując ściskający go ból i nadchodzącą obojętność. - Być może problemy wreszcie same by się rozwiązały.

Przyjaciel uniósł wysoko brwi. W jego spojrzeniu dostrzegł niedowierzanie i głęboki smutek.

- Panowanie Trójcy z pewnością nie rozwiąże żadnych problemów. Bastion ma konkretne powody, aby go przed nimi chronić. Szkolenie twojego syna, to kwestia przeżycia nas wszystkich. Dzięki krwi matki jest potężniejszy niż ktokolwiek z nas.

Gdzieś na końcu izby, tuż przy kuchennych drzwiach wybuchła wrzawa, gdy dwóch rolników rzuciło się na siebie, przewracając stoły i krzesła. Lampy z oliwą i ogniem na moment zamigotały, pod wpływem poruszonego powietrza, a kilka z nich zgasło.

- Nie wiesz co mówisz – Nivling skrzywił się, gdy Rhagdam wzruszył ramionami w odpowiedzi. - Nie jesteś sobą. Spokojne życie przysłoniło ci twoje powołanie, do którego się narodziłeś.

- Nie było żadnego powołania! – trzasnął pięścią w stół, a kilka głów zwróciło się ku nim, więc ściszył nieco głos. - Wyrwano mnie z domu, przetargano przez pół Malharzarii, abym mógł się zanurzyć w zwykłej wodzie i zyskać miano Strażnika Blasku. Po drodze walczyłem o życie, honor i o to, co nazywamy ojczyzną. To wygląda ci na powołanie? Myślisz, że tego samego chcę dla mojego syna?!

Nivling spiął się wyraźnie, słysząc tak ostre słowa z jego ust, ale nie zareagował. Zaś Rhagdam postanowił, że zrobi wszystko, aby go stąd przegonić, nawet jeśli miałby go pokonać w walce.

- Chcesz, czy nie… - Strażnik zmrużył powieki. - Bogowie i tak mają dla niego plany, a przeznaczenie prędzej, czy później pchnie go na drogę wykonania ich, chyba, że szybciej pozwolisz mu umrzeć z rąk oprawców Cichego. Jemu i całej wiosce. Są bezwzględni…

- Nie interesuje mnie to – oświadczył zimno i wstał. - Wybiję ich co do nogi, jeśli będę musiał, ale nikt nie tknie mojego syna. Niech problemy Bastionu i Trójcy pozostaną ich problemami. Nie krew czyni go wyjątkowym, a to kim jest.

Z tymi słowami odwrócił się napięcie i opuścił gospodę. Nie miał więc szans usłyszeć ostatnich, przepełnionych smutkiem słów Nivlinga:

- Oni już tu idą, Rhagdamie. Oni już tu idą…

Następne częściBóstwa Malharzarii I rozdział I  

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szpilka 3 tygodnie temu
    "Wszystko zaczęło się od bogów. Wszystko zawsze zaczyna się od jakichś bogów."

    Oj prawda, nie tylko fantasy 🙂
  • Liv12365 3 tygodnie temu
    Tak i my jesteśmy skonstruowani i tak my konstruujemy rzeczywistość ;))
  • Szpilka 3 tygodnie temu
    Liv

    Tys prowda, powiedział Kwiczoł do Pyzdry 😁
  • Liv12365 3 tygodnie temu
    Szpilka haha
    Jak to jeszcze mówią słowa Józefa Tischnera: „Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: „Święta prawda, Tyż prawda i Gówno prawda”
  • Szpilka 3 tygodnie temu
    Liv

    I tego się trzymajmy, jakby co 😁
  • Bajkopisarz 3 tygodnie temu
    „zacząłem pisać tą kronikę”
    Tę kronikę
    „nawet niż największych maestrów”
    Nawet od największych maesterów LUB Nawet niż najwięksi maesterzy
    „karczmarz. Przesunął go po”
    Go w tym miejscu oznacza karczmarza, nie kufel
    „który postawił koło niego wioskowy karczmarz. Przesunął go po stole, który cały był już umazany rożnymi substancjami, których”
    3 x który
    „ naprzeciwko mężczyzny o wypłowiałych, kasztanowych włosach, zbudowanego jak zapaśnik.”
    Co powiesz na taki szyk: naprzeciwko, zbudowanego niczym zapaśnik, mężczyzny o wypłowiałych, kasztanowych włosach.
    „jednak nie miał zamiaru się śpieszyć. Domyślał się,”
    Kompletnie niejasne kto się nie śpieszył, a kto domyślał
    „aby jego syn popełniał te”
    Czyj syn?
    „ponuro. Dopiero teraz dostrzegł na jego”
    Dopisz, kto dostrzegł, bo to jest niejasne
    „dni temu. – spojrzał”
    dni temu. – Spojrzał (po kropce wielka litera)
    „szczery – położył obie dłonie”
    Szczery. – Położył obie dłonie (narracja nie dotyczy wypowiedzi, więc kropka i wielka litera, a jeszcze lepiej, to przesunąć tę narrację na koniec poprzedniego zdania wypowiedzi, po kropce „się tu nie zjawił.” )
    „zmroziła go i na”
    Zamiast zaimka rzeczownik

    Już mi się bardzo podoba początek, bo wzbudził we mnie negatywne emocje 😉 Cóż to będzie za historia o jakichś słabych bogach, wymoczkach i matołach, skoro interesują ich takie bzdury jak rzucanie na kolana ras, które sami stworzyli? Po co, dlaczego, kto ma w tym cel? Będzie szydera, czy próba zrozumienia co kieruje istotami wszechmogącymi, bo zajmować się takimi duperalmi? Dlaczego stronnictwa wśród tych siedmiu nie dadzą sobie po mordach, tylko wojują ze sobą za pomocą ludzi. Cele naukowe, niczym hodowla szczurów? To już jest bardzo dobrze, że od pierwszych zdań mnie zaciekawiło i stawiam sobie te pytania.
    Brakuje jednak pewnego wyjaśnienia, właściwie może samej wzmianki, co takiego ma syn Rhagdama, że trzeba go koniecznie szkolić i kazać ratować Ogień, skoro tysiąc Strażników w ostatnim czasie łatwo straciło życie? To czemu tenże akurat młodzian miałby przetrwać, w czym go niby lepiej wyszkolą niż pozostałych? Było tysiąc Strażników, zostało trzech, czwarty może zacznie szkolenie, ale ten czwarty wart jest więcej niż tysiąc. Dlaczego? Bez wzmianki o jakichś jego specjalnych zdolnościach to mi się jawi nielogicznym.
  • Liv12365 3 tygodnie temu
    Taka odpowiedź na szybko, jeszcze przed dokładnym przeanalizowaniem Twojej wypowiedzi - dziękuję, że zajrzałeś i za chwilkę wezmę się za dogłębną analizę nieścisłości, które wypisałeś :))

    Jejku, cieszę się, że to zrobiłeś, bo to ogromna szansa na podszlifowanie umiejętności i zwrócenie uwagi na rzeczy, o których dotychczas się nie pomyślało, więc dziękuję! ^^
    Jest szansa, że będę miała pytania - wybacz haha
  • Bajkopisarz 3 tygodnie temu
    Liv12365 - pytaj :) Kto pyta nie błądzi.
    Nieścisłość jest tylko przy synu Rhagdama. Tego o bogach nie mogę nazwać nieścisłością, bo możesz tak zakręcić fabułę, że wszystko się ułoży, a wszystkich siedmiu bogów może być załogą statku kosmicznego, którzy wykorzystują przewagę technologiczną i bogów udają. Motyw nieco oklepany, ale z dużym potencjałem ;) Wszystko zależy od Ciebie, jak wspomniałem - mnie zaciekawiło, bo jest multum opcji.
  • Rafał Łoboda 3 tygodnie temu
    Cześć. Może ja czegoś nie rozumiem, ale piszesz, że bogowie stworzyli ludzi - ok. Dalej, że ludzie mieli coś potężniejszego niż maestrzy - czyli bogowie? Potem, że chcą zdobyć Ogień bóstw. Znaczy bogowie chcą zdobyć Ogień bogów? I ludzie im do czego? I czemu chcą zdobyć nad nimi władzę? Przecież ich stworzyli, myślę, że bez problemu podporządkowaliby ich sobie, gdyby tylko chcieli.
    Nie twierdzę, że nie masz logicznego wytłumaczenia i ja coś źle wnioskuję, ale fajnie jakbyś mi wyjaśniła :)
    Pozdrawiam
  • Liv12365 3 tygodnie temu
    Yup, a więc (wiem, że jeszcze mam do poprawienia punkty, które wspomniał Bajkopisarz ;p spokojnie, ale po za tym):
    Maestrzy nie równa się bogowie ;p
    Ludzie mieli/ mają wiarę, a wiadomo, że człowiek, który jest święcie przekonany, że to w co wierzy jest potęgą, to zyskuje niewyobrażalną determinację i możliwości działania.

    W tekście jest wymieniony tzw Trójca Sprawiedliwych i to oni chcą zdobyć ten Ogień ;) jeszcze zerknę do tekstu, bo być może faktycznie z niego nie wynika tak, jakbym chciała, ale wydaje mi się, że generalnie jest to jasno pokazane...
    No, a odpowiedzi na resztę pytań uzyskasz, gdy pojawią się następne rozdziały ;))
  • Onyx 3 tygodnie temu
    Liv, fajnie Ci to wyszło, ciekawe co wydarzy się dalej. Co sié stanie z synem? Czy jego przeznaczeniem jest zostanie strażnikiem? Czekam na kontynuację i zostawiam 5.
  • Liv12365 3 tygodnie temu
    Dzięki śliczne ;))
    Zobaczymy, zobaczymy
  • Clariosis tydzień temu
    Hm, dobrze napisany prolog. :) Historia zapowiada się ciekawie, choć co do wybranego młodzieńca miałam podobne odczucia, co Bajkopisarz, chociaż wyjaśniłaś, że jego specjalność i moc jest z powodu krwi matki. Zobaczymy więc, jak bardzo wyjątkowy będzie. :)
    Jak przeczytam I rozdział to dam Ci znać co sądzę. Ale już teraz mogę powiedzieć, że masz doprawdy dobry styl pisania. Ja wprowadzenie zrobiłabym oczywiście nieco inaczej, no ale każdy pisze innym stylem. ;) Jest dobrze, i oby było tylko lepiej.
    Pozdrawiam ciepło!
  • Liv12365 tydzień temu
    Dzięki wielkie za wizytę! ;))
    Najgorsza część roboty, to spiąć to tak, aby grało idealnie na rozstrojonym instrumencie :))
    Również cieplutkie pozdrowienia! ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania