Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Brudne Noir — Gdy przyjdzie po nas świat (Baletowe preludium)

Inspiracja: https://www.youtube.com/watch?v=CBNxca3vW38

 

*

— A jeśli w końcu pójdę i nic tam nie będzie? — zapytał zjawy, czując, że wędrówka oplata mu kark.

— To nic — odparła, świecąc czernią zębisk po śladach paneli. — Nic się nie stanie, ponieważ ty tam będziesz.

Uroda nie była u niej oczywista. Taka kopalnia w Indiach. Diamenty są, oczywiście, ale głęboko pod ziemią. Pod zwałami tłuszczu w tym przypadku. Taki powiększony zestaw samej siebie. Na szczycie tego trójkątnego żartu, upalony Bóg obsadził małą główkę z resztkami włosów, przypominającą pacnięty na dywan lizak, chupa-chups. Oczy trójkątne – żółte i mięsisty język, sugerujący, że właścicielka nie miałaby problemu z zawiązaniem nim supełka na ogonku wiśni. Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem, dresowych spodniach i wysoce nieadekwatnym do temperatury zaniedbaniem obuwniczym w postaci podartych, bazarowych Pum, koloru – upierdolony róż.

Dopytał, czy jest jeszcze coś.

— Świat się kończy — warknęła spod okna, dolewając im obojgu wódki. — Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci.

W ogóle emanowała od niej jakaś nieujarzmiona żywiołowość. Pewna, kwiecista radość, przemieszana z topornym wyuzdaniem. Było więcej niż prawdopodobne, że gdyby Pani Wiosna została kiedyś przydworcową ulicznicą, mogłaby tak wyglądać.

Powiedział Wiośnie "Na zdrowie".

Jebli.

Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem. Cięcie po nożu zaswędziało, uwypuklone rodzajem świńskiej czerwieni, jaką mają dzieci zaraz po urodzeniu. Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. Rzecz niezwykła, ale pierdolić to.

Mężczyzna złapał kurtkę z oparcia krzesła. Kierunek wschód. Pięćset metrów dalej, niż do końca. Wszystko w myśl tego, że czasem najlepsze miejsce do startu, to to, w którym aktualnie jesteś.

— Nie łaszcz się na światło — usłyszał, kiedy tonął już w porannym deszczu.

I wtedy się zaczęło tak na dobre.

 

"A czemu masz babciu takie wielkie oczy?"

"By cię lepiej... by cię lepiej nie".

 

*

— Jezu, jaki "mejdej". Naprawdę z nią rozmawiasz. Tak... na serio?

Nie odpowiedział, zaciągnięty blantem. Na dworze minus dwanaście, w piwnicy cieplej. Wystarczyło tylko przyfilować, aż ktoś będzie wychodził i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu. Blok jedenaście pięter, więc ludzie się za bardzo nie kojarzą. A uśmiech, zwłaszcza dobrze zagrany, to zawsze coś.

Dziewczyna wytworzyła trochę ciepła, chuchając we własny szalik. Potem splunęła wprost pod niebieskie Air Maxy i osunęła się po brudnej ścianie. Mała, zadziorna chudzinka, na której kurtka wisiała, jak poszycie od namiotu na choince. Spod kaptura wypływały dwa warkocze, co w połączeniu z zawiścią w szafirowych oczach, przywodziło na myśl złą siostrę Pippi Langstrumpf.

— Tak — odparł spokojnie, podając dziewczynie jointa. — Tak na serio.

Kiedy się za to wzięła, usiadł na betonowym schodku, opalając zapalniczką pajęczynę. Zdezorientowany włochacz szybko poddał tereny, chowając się do szczeliny. Zagrzmiało w trzewiach budynku. Coś popłynęło rurami.

— Kurwa, jak tu jest zimno.

Nie skwitował, skupiając uwagę na tym, że jego świeżo co poznana koleżanka, niemal każdą myśl wypowiada z absurdalną złością. Kiedy tylko otwierała usta z jej pełnych przenikliwości oczu płynęła niezdrowa furia. Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny, czy rozkapryszenie Joffreya z Gry o Tron.

Tylko że on miał w sobie tego więcej. I kiedy w końcu z głębin kieszeni palta wyjął zmarznięte dłonie, unosząc lekko jej brodę, na dziewczynę spłynęła cała inkwizycyjna furia Deus Vult.

I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.

Pierwszy raz zabili osiem dni później.

 

*

— I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła. — ...znowu roisz sobie nadzieję, że monotonia codzienności, budzika, wstawania, budzika, pracy, jedzenia, jechania, wracania, srania, spania, że to wszystko, cały ten mechanizm w końcu trafi szlag. Marzysz o tym, że ktoś otworzy drzwiczki i cię uwolni. Co ci po świecie, skoro wszystkie ważne rzeczy dzieją się tak daleko? Boże, może jutro coś się zepsuje, skończy, zmieni. Przecież na kartce kalendarza, ktoś uczony z kiedyś kazał nam zaznaczyć koniec świata. A teraz, patrz, jego już dawno nie ma, a wszystko gna, kurwa, dalej. Powiedz mi, mała, kiedy coś się zepsuje w tym, jebanym, niebieskim mechanizmie?

Nadchodził zły czas, ale jeszcze o tym nie wiedzieli. Rzeczywistość dawała im znaki, lecz potrafili dostrzec jedynie samych siebie. Leżąc, często palili, puszczając wspólnie dym i obserwując jak splata się i przenika. Naiwność serc ostatnim szczeblem w naiwności świata. Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem.

Wtuliła się w niego mocniej, żałując, że PKS będzie już za niecałe trzy godziny. Trzy godziny minus kwadrans na dojście i kwadrans na inne dojście, gdyby coś. Sen nie przychodził, lecz śnili siebie nawzajem. To bardzo dobrze, że tak jest – pomyślała. – Istnieje zet jak Zorro i zet jak zajebiście.

— Opowiedz mi jeszcze o sklepie.

Szarpnął włosami przy uchu, zadając dziewczynie ból. Chorował na punkcie detalu, gdzie każde przeinaczenie miało swoją cenę w menu kar.

— Brama za sklepem — wyjaśnił.

Oczy nabiegły łzami, ale ze słowa hardość nie spadły nawet kreski znad ostatnich liter. W końcu ją puścił, by mogła doprecyzować.

— Opowiedz mi o bramie za tamtym sklepem — syknęła, topiąc w złości nadciągający szloch. — Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, sklepem. Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, pierdolonym, sklepem. Opowiedz mi o...

Chciała dobrze, ale czasem pomiędzy intencją a efektem końcowym czai się cała przestrzeń do popełnienia gafy. Ale to nic.

Lina nie istnieje bez przepaści pod nią.

 

"I znów polana pełna jelenich łbów.

Młodzi myśliwi tańczą.

Stary myśliwy płacze".

 

*

To był wtorkowy ranek, gdzieś po szóstej albo i nawet siódmej. Do końca nie mam pewności, gdyż to ten okres, co się przestawia czas i nagle "pstryk", jest już w kurwę ciemniej. Ich było czterech. Jacyś "sportowcy" z miejscowej fabryki, lecący na dwa razy sto metrów każdy. Piąty, nalany z ryja i w spodniach na klipsowane szelki, zamawiał właśnie "ekspres dżentelmenta", czyli dwieście pięćdziesiąt. Poszło mu łatwo, ale chciał jeszcze szlugi, a z tym nie bardzo. Babka zaspana, do tego z tak napuchniętą twarzą, jakby ją ktoś wyrzucił z autobusu.

Spaślun motał się i motał nad doborem tych cholernych papierosów, jakby miał lada moment adoptować dziecko. A że cienkie, a srenkie, a pani pokaże tamte, a wczoraj były za jedenaście pięćdziesiąt. Mnie już powoli strzelał jasny chuj.

I w którymś momencie lekko dziabnąłem go łokciem, prosząc, by się pospieszył. Tylko że on się spieszyć nie zamierzał.

— Jestem diabłem. — Pokazał mi tatuaż jakiegoś przerośniętego psa, trzymającego widelec. — Duchem spod ziemi jestem.

Nie wiem jakim chujem to połączył i czy naprawdę uważał, że diabeł i duch to to samo. Nigdzie szczególnie nie szedłem, ale i tak poczułem się tam spóźniony.

— Ale nic twojej fatamorgany nie uzasadnia, więc wykurwiaj! — rzekłem mu coś takiego i rzeczywiście wykurwił.

Później – miejska klasyka. W sensie szedłem spokojnie, obcinając tylko, jak element pochodzenia pozamiastowego pląsa w tańcu. Zwykłe odpadki po życiu. Takie osiedlowe nowotwory.

Właśnie ich wymijałem, łapiąc w strzępku dialogu, że jeden z nich wisi komuś w chuj peklu, kiedy mnie przyfilował ten nalany. A potem to... co ci będę mówił. Uderzyłem dwa razy. Raz w twarde, a raz w to miękkie. Twarde, to chyba żebra, a miękkie nie wiem. Typ upadł, a ja uciekłem. Nie wierzę w te kryminalne pierdolety, więc śrubokręt po prostu wyrzuciłem. Wiesz, jak jest. Nie ma już nigdzie prawdziwego zła. Świat się ugłaskał. Skurwił od udawanej życzliwości. Prawdziwi tyrani zostali w lekturach. Prześpijmy się. Rano musimy być czujni.

Usiadła, szukając po omacku paczki szlugów. Kiedy w końcu znalazła, odpaliła.

— Jeszcze jedno pytanie. Jeszcze dwa.

— Tak?

Wziął od niej fajka. Usiadł. Kurewska beznadziejność podzielona przez dwa wytraca na swym impecie. Stuknęli się papierosami, wznosząc toast za bezgwiezdną noc.

— Myślisz, że szpary w oknach nocami są większe?

Skinął głową, widząc przez okienną wnękę, jak wąskie pasy chmur ćwiartują Słońce na pasy szarości.

— Cholera, ja też. A drugie... — Wskazała ręką zapłakaną postać, leżącą w kącie izby. — Co z nią będzie?

Milczenie wystarczyło za odpowiedź.

 

*

Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca. O zakrwawionych dłoniach oraz białych zębach. Bezgranicznie ufni matematycznemu równaniu, głoszącemu, że nie możesz wstać więcej razy, niż musiałeś upaść. Pędzili tak długo, że w którymś momencie przestali pamiętać, czy są za czymś w pogoni, czy przed czymś w ucieczce. Bo nieraz tak jest.

Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu.

 

"Czy wiesz, że codziennie umierasz?

Czy wiesz, że tam, gdzie stoisz, to jest świata środek?

Czy wiesz, że bez ciebie rozpocznie się ranek?

Czy wiesz, że jesteś tylko odbijanym światłem?"

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Komes 2 tygodnie temu
    Poetyka upierdolonego różu mocno zmobilizowała mi wyobraźnię. W tym tekście, dość myślę sprawnie, tańcujesz z językiem.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    O kurde, doczekałem się wizyty mr. Komesa :)
    No proszę. Dzięki piękne za wizytex.
  • Komes 2 tygodnie temu
    Canulas Tekst mnie zainteresował no i ten róż;)
  • Enchanteuse 2 tygodnie temu
    Aale niespodzianka. <3
    Ja będę miała może też swoją własną, ale to za parę dni ;)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Swoją własną - co? (Niespodziankę?)
  • Enchanteuse 2 tygodnie temu
    Canulas taak, niespodziankę.
  • marok 2 tygodnie temu
    Noooo, ktoś chyba wraca do formy :)
    Jak zwykle zajebiste. Jak zwykle nie zrozumiałem do końca i musiałem się cofnąć. Ale to właśnie jest zajebiste. Nie wiem dlaczego. Po prostu chyba żałuje że tak szybko się to kończy :)
    Ocena pozytywna. Promocja uzyskana.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    O kurde, promocja. Pięknie. Czyly tera, jakby co, mogę się ubiegać o duet z Marokokiem ;)
  • marok 2 tygodnie temu
    Can, prowadzę zapisy na semestr zimowy
  • Canulas 2 tygodnie temu
    marok - mnie interesuje jedynie semestr imowy.
  • marok 2 tygodnie temu
    Can, semestr imowy jest kiedy? Bo patrze i nie mam go w kalendarzu :)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    marok - szeroko pojętym "niebawem".
  • Elorence 2 tygodnie temu
    Kurde, a ja jestem w trakcie pisania...
    Wpadnę później!
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Spakojna, powisi kawałek. Pisz, Elołapińska.
  • betti 2 tygodnie temu
    Nie wiem, jakby zaczynało się coś ważnego, ale już brudnego przez te myśli, słowa i gesty. Jeszcze niby leżą razem, ale ''zjawa'' już wie, że ich los jest przypieczętowany, jakby byli naznaczeni krwią... smutne to.

    Ale masz piękne zdania:

    ''Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru.

    Chyba to zdanie najbardziej, jeszcze o wiośnie.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Wiesz, to takie puzzle są. Czasem idzie coś, jakiś wyimek czy kompozycja z innego miejsca lub czasu. Niekiedy z zupełnie innej strony. Ktoś to kiedyś połączy, ale staram się też domykać treść na poziomie pojedynczego obrazu (z różnym skutkiem).
    Dziękuję.
    Pozdrawiam Betti.
  • betti 2 tygodnie temu
    Wiem, przecież już wcześniej byli, tylko w odsłonach przy morderstwach albo po. Tutaj jest jakby taki początek. Pokrewne dusze, tak samo złe, a może tylko niedostosowane. Ona robi na mnie wrażenie dziewczyny z bidula, która niejedną podłość widziała, on przeżyty wszystkim, znudzony prozą życia i pragnący większych doznań, bo tylko to jeszcze porusza... Kończę, bo zobaczę więcej niż jest.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    betti - taaa, tekst poniekąd obliczony na "nadinterpretację, więc słusznie czynisz :)
  • e make i ka pololi 2 tygodnie temu
    O zesz kurwa. Noir. Przeczytam jeszcze zanim pojde do przychodni.
    Zaraz wstane, zrobie kawe i pomysle jak sie dobrac do duzego ekranu, bo wygodniej na nim czytac.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Haha, cudowny entuzjazm. Tyś noirowo oczytana, bo se poskładasz.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Bo - to*
  • Niemampojecia96 2 tygodnie temu
    "Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. Rzecz niezwykła, ale pierdolić to." - jak ladnie uchwycony trupi odpowiednik tego momentu elektrycznego spotkania sie spojrzen.

    "to te, w którym aktualnie jesteś." - niestety to to. Jakkolwiek glupio to brzmi :). Te miejsca. To miejsce, przy liczbie pojedynczej wciaz "to". Moze; najlepszym miejscem jest to, w ktorym aktualnie jestes?

    "Wystarczyło tylko przyfilować, aż ktoś będzie wychodził i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu. " - piekne

    "Spod kaptura wypływały dwa warkocze, co w połączeniu z zawiścią w szafirowych oczach, przywodziło na myśl złą siostrę Pippi Langstrumpf." - wspanialy opis

    Juz od tego miejsca jestem po szyje w noirowym klimacie. Wszystko znika


    "Nie skwitował, skupiając uwagę na tym, że jego świeżo co poznana koleżanka, niemal każdą myśl wypowiada z absurdalną złością. Kiedy tylko otwierała usta z jej pełnych przenikliwości oczu płynęła niezdrowa furia. Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny, czy rozkapryszenie Joffreya z Gry o Tron.

    Tylko że on miał w sobie tego więcej. I kiedy w końcu z głębin kieszeni palta wyjął zmarznięte dłonie, unosząc lekko jej brodę, na dziewczynę spłynęła cała inkwizycyjna furia Deus Vult.

    I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.

    Pierwszy raz zabili osiem dni później." - to musze cale. Na mnie wszystkie noirowe pary i prowadzenie ich, dzialaja bardzo mocno. A tu juz jest caly urok skondensowany w tak niewielkiej przestrzeni tekstu, w niewielkich wymiarach piwnicy, i to wszystko polane zimnem. Piekne. Serduszko niezdrowo drzy.

    "Rzeczywistość dawała im znaki, lecz potrafili dostrzec jedynie samych siebie." - to tez udane.

    "Oczy nabiegły łzami, ale ze słowa hardość nie spadły nawet kreski znad ostatnich liter. W końcu ją puścił, by mogła doprecyzować." - to tez bardzo bycze.


    Dla mnie zdecydowanie wyzyny. Narazie przezycie i docenienie tekstu od strony czucia nastąpilo. Jakies interpretacje i tlumaczenia nastapia moze w porze wieczornej. A moze jutro.
  • Niemampojecia96 2 tygodnie temu
    Zle zalogowane. Urzadzenie pamieta, co ja zapomnialam. Przez pospiech mk wybralo pierwszą mnie z brzegu.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Niemampojecia96, też się odniosę później. Z błędem racja. Dwa razy wybierałem i wybrałem źle. Poprawię.
    Cieszę się, że tekst jakoś tam się wpasował. Nie do końca byłem przekonany, co do niektórych tu użytych środków.
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    Juz wiem.
    Czemu jakos ten akurat noir jakos silnie bliski i nawet chwile po czytaniu zostaly w pamieci momenty, utrwalone, powracajace.
    Bo, moze jest w nich obled ale ja sie z nimi podskornie zgadzam, bo tu i zaras swiata az kusi, by ten swiat rozpierdolic na czesci, a wobec tego czym jest wszystko mozna tylko pragnac niszczyc.
    Wiesz. Ja wiem. Ich laczy tylko pragnienie zniszczenia.
  • Canulas ponad tydzień temu
    e make i ka pololi, ciekawe, że tak na to patrzysz, gdyż tematy około destrukcyjne są mi obecnie bliskie. Możliwe, że popłuczyny po tym będą się jeszcze przewijać.
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    Canulas, tak, to jeden z tych noirów, na punkcie których będę obsesyjna. Zresztą całe balety..

    Wciąż za mną chodzi to zimno i to:

    "Tylko że on miał w sobie tego więcej. I kiedy w końcu z głębin kieszeni palta wyjął zmarznięte dłonie, unosząc lekko jej brodę, na dziewczynę spłynęła cała inkwizycyjna furia Deus Vult.

    I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.

    Pierwszy raz zabili osiem dni później."

    Nie wiem.
    Klimat wszedł mi pod skórę.
  • Canulas ponad tydzień temu
    e make i ka pololi, najciekawsze jest to, odnośnie świata. Jakoś się tak wstrzeliłaś (zresztą nie pierwszy raz) i jeśli tylko zegar ściągnie mnie trochę że smyczy, na pewno poszukam jakiegoś tekstu o tym właśnie. Jeszcze nie wiem jaki przybierze kształt, ale w swoim czasie się dowiem.
    Dziękuję pięknie.
  • Justyska 2 tygodnie temu
    "Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru" piękne

    "Naiwność serc ostatnim szczeblem w naiwności świata. Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem." i tu też super uchwycone.

    Przeczytałam sobie na spokojnie, bo do tych Twoich tekstów w pośpiechu nie wolno:) Jak wiadomo poziom wysoki, uchwycenie beznadziejności pierwsza klasa no i tytuł! Tekst niedopowiedziany więc można po swojemu rozmyślać, a jak wiesz niedopowiedzenia lubię:)
    Ale, ale jakoś mi się nie podobają wulgaryzmy w narracji, w dialogach tak, ale np,"jebli" jakoś mnie razi, to oczywiście kwestia gustu, nie zarzut.
    I jeszcze ten pierwszy opis od słów "Uroda nie była u niej oczywista" do "upierdolony róż" - tak po mojemu to jest rewelacyjny i dosadny opis, mam to przed oczami, ale równocześnie wydaje mi się prześmiewczy i mam wątpliwości czy pasuje do reszty tekstu. To oczywiście tylko moje widzimisię.

    Żałuję, że tylko 5 gwiazdek mogę zostawić i muszę sobie w wolnej chwili inne Noir nadrobić, bo nie czytałam wszystkich.
    Pozdrawiam serdecznie o poranku!
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Być może gdzieś tam masz rację. Sam czuję, że ten tekst jest nieco rozproszony. Idzie w jakąś stronę, skręca, znowu idzie. Noo, nie ma jednego, wytyczonego kierunku.
    Na pewno się przyjrzę jeszcze pod kątem Twoich wątpliwości, ale nie wiem czy dokonam większych zmian.
    W tekstach tego typu umiejscawiam narrację bliżej i czasem używam słów, które narracji nie przystoją.
    Pomyślę. Może mnie coś natchnie.
    Dzięki śliczne, Justyska.
  • jolka_ka 2 tygodnie temu
    Nie będzie to nic ambitnego, bo słabo u mnie z wczuwaniem się na ten moment. Zgodzę się z tym "jebli". Nie bardzo wiem co do czego. Kolejna uwaga to "świński róż", niby rozumiem porównanie, ale potem te dzieci i trochę to koliduje wyobrażeniowo.

    Tekst sam w sobie bardzo dobry, jak to zwykle u Ciebie pod tym szyldem. Co prawda, nie jest to moje ulubione "Noir", ale językowo, stylistycznie świetne. Miejscami bardzo poetyckie, miejscami mocno dosłownie i właśnie tak "brudno" i to wspaniale się ze sobą przeplata.

    "Świat się kończy — warknęła spod okna, dolewając im obojgu wódki. — Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci." - to mnie mocno urzekło, te sieci. Taka beznadziejność.

    "Naiwność serc ostatnim szczeblem w naiwności świata. Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem." - to też w tych klimatach, jakiś smutek miesza się tu z czymś przygasająco radosnym. Nie wiem, ale podoba mi się.

    "Lina nie istnieje bez przepaści pod nią." - potrafisz zestawić takie niby normalne słowa, zdania, które są na pozór proste, ale jak głębiej sięgnąć można się doszukać wiele.

    Mogłabym tak łowić i łowić. Piękne to wszystko. Takie Twoje. Pozdrawiam.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Doceniam, widzę, odpiszę później ;)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Jeśli bym zwariował, zgnuśniał, spruderyjniał i w ogóle, do tego stopnia, że sam bym siebie kopiował, uznałbym, ze wato tylko to:
    "Lina nie istnieje bez przepaści pod nią." - dlatego cieszę się, że również to wymieniłaś. Balety są, hmm... spójne w pewien sposób. Wszystkie trzy, choć ten jest taką namiastką. Kropki da się połączyć, ale moze lepiej tego nie robić.
    To jak z potworem w szafie. Póki tylko sądzisz, że tam jest, trzymasz go w pudełku Schrodingera. A pięćdziesiąt procent na obecność potwora, to zbyt dużo, by otworzyć szafę.
    Dzięki, Jolka.
    Wstawiłaś tekst, ustawiłaś buzię na avatar.
    Zdrowiejesz.
  • jolka_ka 2 tygodnie temu
    Canulas no tak, buzia na Avatarze jako oznaką życia, teksty wróciły, coś tam się napisało, co prawda dopiero zbieram jakieś elementy weny, ale zawsze to krok do przodu.
    Fajnie było tu "wrócić" dla takich tekstów :)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Mówisz - teksty wróciły. I co ja robię. Hmm.
    jolko_ka - kliknij - otwórz - zjedź na dół. Uffff, dobra, jest.
    I tyle. Git.
  • Enchanteuse 2 tygodnie temu
    Ok. Przeczytałam. Na nic więcej nie mam siły. To... no cóż, zawsze noiry tak na mnie działają. :)
    Ale obiecuję sklecic sensowny komentarz dzis wieczorem.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Git, czekam
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Wysłuchałam inspiracji o Hance. Obadajmy :)
    „zapytał zjawy, czując, że wędrówka oplata mu kark” – wędrówka oplatająca kark jest cudna

    „Uroda nie była u niej oczywista. Taka kopalnia w Indiach. Diamenty są, oczywiście, ale głęboko pod ziemią. Pod zwałami tłuszczu w tym przypadku. Taki powiększony zestaw samej siebie” – hahaha, boskie. Dalszy opis Pani też dobry (chupa-chups). Mam psa i czasem gubi kłaki, na dywan, i czasem spadnie tam jakiś cukierek, wynika z tego, że włosy Pani są bzitkie.

    Śmieszkuję, za sprawą Twoich opisów, ale wiem, ile „kosztują” Noiry i ja zawsze średnio się cieszę widząc jak wpadają na główną, bardziej takie mieszane odczucia mnie atakują. Tzn. cieszę się, bo są dużym prawdopodobieństwem majstersztyku, jednak… no. A patrząc jeszcze pod innym kątem z Noirów zrobił się tak dobry, tak markowy cykl, esencja stylu, że naprawdę gratulację :) Niestosownym byłoby porzucić ten nurt, pomimo czasem kosztów.

    „Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem, dresowych spodniach i wysoce nieadekwatnym do temperatury zaniedbaniem obuwniczym w postaci podartych, bazarowych Pum, koloru – upierdolony róż” – to, z naciskiem na „ewangelia smutku”, a także „upierdolony róż”, bo tak fajnie mi w głowie kontrastuje z „pudrowy róż”

    „Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci” – to też ładne

    „Powiedział Wiośnie "Na zdrowie".
    Jebli” – zabieg z „jebli” był z pierwszej części Kart, lubię powtarzalność elementów stylu, dają poczucie spójności

    Cały ten fragment muszę:
    „Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem. Cięcie po nożu zaswędziało, uwypuklone rodzajem świńskiej czerwieni, jaką mają dzieci zaraz po urodzeniu. Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru” – każde zdanie niezwykłe, dwa marginesy na jednej kartce, świńska czerwień narodzonych dzieci, podwójne oczy i usmiechy jako perfekcyjnie skonstruowane powtórzenie, ale najbardziej mi podobające się „Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem”, czyli jednak detal, somatyczne reakcje, życie takim jakie jest i autentyczność postaci (jak w Twoim Nie ma słońca, jak w moim Barze).

    „Pięćset metrów dalej, niż do końca” – pięćset jakichkolwiek jednostek długości również jest charakterystyczne + jakiekolwiek odliczanie do końca także (tu powróciła myśl o esencji stylu). Choć tu jest „dalej” niż do końca. Hm...

    „Wszystko w myśl tego, że czasem najlepsze miejsce do startu, to to, w którym aktualnie jesteś” – a to mi bliskie, lubię takowe

    „Nie odpowiedział, zaciągnięty blantem. Na dworze minus dwanaście, w piwnicy cieplej. Wystarczyło tylko przyfilować, aż ktoś będzie wychodził i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu” – cholera no, znowu muszę

    „Spod kaptura wypływały dwa warkocze, co w połączeniu z zawiścią w szafirowych oczach, przywodziło na myśl złą siostrę Pippi Langstrumpf” – haha, fajna ta dziewczyna (bohaterka znaczy)

    „Kiedy się za to wzięła, usiadł na betonowym schodku, opalając zapalniczką pajęczynę. Zdezorientowany włochacz szybko poddał tereny, chowając się do szczeliny” – i to

    „Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny” – mały wkurwiający kłębek wełny, tak to było? :D

    „I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.
    Pierwszy raz zabili osiem dni później” – te wcześniejsze wszystkie kopiowane wyimki bledną w tym momencie. To jest ten punkt.

    „— I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła” – reaguję na każde słowo „pustostan”, ale pomijając je i tak warte zatrzymania

    „...znowu roisz sobie nadzieję, że monotonia codzienności, budzika, wstawania, budzika, pracy, jedzenia, jechania, wracania, srania, spania, że to wszystko, cały ten mechanizm w końcu trafi szlag” – pęd <3

    Kurde. Sporo tego. Dobry Noir. Jeden z lepszych jeśli chodzi o moje odczuwanie.

    „Marzysz o tym, że ktoś otworzy drzwiczki i cię uwolni. (…) Powiedz mi, mała, kiedy coś się zepsuje w tym, jebanym, niebieskim mechanizmie?” – to już cięższe działa, tu można dużo i szczegółowo, desperacka teza, by zepsuć coś zjebanego i tym wywołać zmiany na lepsze, trochę brak sił, bo by naprawiać cegiełka po cegiełce i układać po swojemu, niezależnie od mechanizmu, trzeba sił i czasu. Trudno mieć siły, gdy samo tkwienie w mechaniźmie zużywa momentami całość dostępnej energii, a czas… być może dwóch żyć by brakło. Wiec koło się zapętla i lepiej faktycznie, by coś się spierdoliło.
    Lata rozkmin wszelakich zaprowadziły mnie do punktu, w którym ignorancja wydaje się być dobrą defensywą. Udaję, że mechanizm nie istnieje. Nie ma go, na, na, na. Może stąd ucieczka w tworzenie fikcyjnych opowieści. Hm…
    Reasumując – tekst skłania do refleksji.

    „Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem” – to piękne
    „Wtuliła się w niego mocniej, żałując, że PKS będzie już za niecałe trzy godziny” – i ta zwykłość tutaj, PKS, ech
    „Trzy godziny minus kwadrans na dojście i kwadrans na inne dojście, gdyby coś” :D

    Potem o szarpani za włosy za niedoprecyzowanie, kreseczki spadające z końcówki słowa „hardość” (btw, nie wiem czy nie trza by ego słowa w cudzysłów) i jej doprezycowanie, kilkukrotne, ze łzmi w oczach i przebijającą się złością. Strach i złość to ciekawe połączenie.

    „Lina nie istnieje bez przepaści pod nią” – i to
    „zamawiał właśnie "ekspres dżentelmenta", czyli dwieście pięćdziesiąt” hahaha

    — Jestem diabłem. — Pokazał mi tatuaż jakiegoś przerośniętego psa, trzymającego widelec. —Duchem spod ziemi jestem – brakuje spacji po ostatnim myślniku

    "Nigdzie szczególnie nie szedłem, ale i tak poczułem się tam spóźniony” – i to też :D

    Kurde, noirowy Top 5 na pewno, możliwe, że Top 3…
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Doceniam, Ritha, odpiszę, jak odpuszczę gułag
  • TrzeciaRano 2 tygodnie temu
    Sens kopiowania całego tekstu to?
  • Ritha 2 tygodnie temu
    TrzeciaRano nie skopiowalam calego, jedynie wyjatkowo dobre momenty plus dodalwm swoje refkeksje :)
  • Ritha 2 tygodnie temu
    TrzeciaRano nie skopiowalam calego, jedynie wyjatkowo dobre momenty plus dodalwm swoje refkeksje :)
  • e make i ka pololi 2 tygodnie temu
    Stanę w obronie. Ja tez, jak Ritha, mam tendencję do wyciągania momentów, które szczególnie z różnych wzglądów mnie urzekły.

    By móc wrócić, i mieć je wyłuszczone w jednym miejscu, by dać znać autorowi, jak bardzo te a nie akurat inne zdania, doceniam. By podkreślić jak trafiły, czasem napisac parę slów o tym, dlaczego. Łatwiej tak wyrazić mi swój podziw, niż pisać suchą rozprawkę o tym, że było dobrze. Lubię podkreślić kiedy.

    Jeśli taki sposób komentowania, nie odpowiada Ci, TrzeciaRano, rozumiem.
    Ale autor chyba nie ma nic przeciwko. I to jest dla mnie priorytetowe.

    I Ritha zaangażowała się, pisząc długi, emocjonalny komentarz, w którym wyłuszczyła wszystko, co otarlo się o jej serduszko. Dla mnie to cenniejsze, niż napisać "dobry tekst", bądz "nic z tego nie rozumiem". To dowód większego zaangażowania. Wtopienia się w tekst.

    Może niech każdy komentuje, jak chce, nie próbując wpływać na styl wyrażania się innych?
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Jeszcze mam jedną refleksję, a propos tej wstawki „Jebli”, która już gdzieś tam była itd. i ona mi się w pierwszym momencie wydała (wtedy w Kartach) błędna w zapisie i może kogoś razić wulgaryzm tak rzucony, ale teraz, użyta ponownie mi wyjątkowo siadła. Tłumacze dlaczego. Otóż, w tej książce „Jedyne dziecko”, gdy wracam czasem w myślach do fabuły, na pierwszym planie mam jedną scenę – Artur podjeżdżający pod jej dom (nie pamiętam imienia kobiety), odsuwający szybę i w takim pół obłędzie – pół groźbie mówi: Pif – paf.
    I ta scena, z tym krótkim lakonicznym stwierdzeniem zapadła mi w pamięć bardziej niż cała masa brutalnych, emocjonalnych i trudnych scen. I tu, na okoliczność Noira przypomniała mi się dwukrotnie, z tym szarpnięciem za włosy i z tym „Jebli” a propo zapadającego w pamięć minimalizmu zapisu.
    Boze, mam jakiś refleksyjny czas chyba, musiałam jeszcze o tym „pif-paf” dodać.
    Pozdro!
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Taaaa
    Najpierw to:
    "Śmieszkuję, za sprawą Twoich opisów, ale wiem, ile „kosztują” Noiry i ja zawsze średnio się cieszę widząc jak wpadają na główną, bardziej takie mieszane odczucia mnie atakują." - ten nor kosztował mnie śmiesznie mało, niemal nic. Gdybym przez pryzmat odczuć chronologicznie porządkował noiry, przelogowałbym się i dał se sam jedną gwiazdkę. Przyszedł prawie darmo.

    "„Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem, dresowych spodniach i wysoce nieadekwatnym do temperatury zaniedbaniem obuwniczym w postaci podartych, bazarowych Pum, koloru – upierdolony róż” – to, z naciskiem na „ewangelia smutku”, a także „upierdolony róż”, bo tak fajnie mi w głowie kontrastuje z „pudrowy róż”" - są głosy, że "upierdolony róż" jest średni. Ty mówisz, że nie. Ja myślę, że nie. To mi wystarczy.

    Tak samo z "jebli", ale trochę inaczej. Jeśli w tekście zostanie zmieniony choćby jeden wyraz, będzie nim "jebli".

    "„Pięćset metrów dalej, niż do końca” – pięćset jakichkolwiek jednostek długości również jest charakterystyczne + jakiekolwiek odliczanie do końca także (tu powróciła myśl o esencji stylu). Choć tu jest „dalej” niż do końca. Hm... " - tak – pięćset. To jest tekst, gdzie nie chciałem wpychać na siłę 23

    Sorry z tym kłębkiem, cholerka. Zapomniałem, że Ci to oddałem. Kurde. Inen Ci kupię. Lśniące dwa, albo trzy. Będą pinkne, tylko powiedz, co mają wyrażać ;)

    "Lina nie istnieje bez przepaści pod nią” – i to " - tak, to mi się samemu podoba.

    Problem tego tekstu jest taki, że jest chyba nawet dobry jako tekst, ale nieszczególnie "noirowy". Oddziaływuje średnio, dlatego, że nie poszedłem w jedną stronę i niekiedy śmeiszki wyburzają wcześniejsze próby zbudowania "czegoś".

    Pięknie Ci Ritha dziękuję.
    Pozdrox
  • Canulas 2 tygodnie temu
    TrzeciaRano - troszkę nie do mnie, ale dziękuję za obecność.
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Jak usuniesz "jebli" to je to se wezme za kłebek :p
    Klown i K'nife by se chetnie jebli :p
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Ritha, ależ bierz, bierz, ale nie chcę jeszcze usuwać.
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Canulas ooo to fajnie. Juz to widze oczami wyobraźni.
    - Jebnij sobie, K'nife.
    Jebli.
    Taa. Grazie.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Ritha - a proszę.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Jest to sprytne, jak tekst zniknie, to i tak zostanie :))
    Mnie się podoba
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    "Uroda nie była u niej oczywista. Taka kopalnia w Indiach. Diamenty są, oczywiście, ale głęboko pod ziemią" - fajne :)
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem - to też lubię wogóle sposób twojego obrazowania.kurde nie nie mogę spamować.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci.- cudne.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut, ależ nie uważam tego za spam. Pisz jak lubisz, jak czujesz. Odpisze na całość później
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Canulas Wybaczysz mi;) dalej na raty ale jutro dokończę, piszę w załapanej chwili:
    - tak inspiracje mamy taką jak jakiś łajdak zakochał się w łajdaczce ta go zdradza a on z zazdrości nożem ją pchnie. First
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Potem mamy ...to Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci.- wiesz z czym mi się to kojarzy z moim tym"Profanacja zniewolonych skrzydeł w zabrudzonym złocie." - i tutaj są dwa znaczenia. Jak odbywa się wydobywanie złota...
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - spokojnie. Bez napinki. Trochę to wyglada tak, jakbyś prowadziła autobus i czytała tylko, kiedy wjeżdżasz w zatoczkę przystankową. Uspokój się, zjedz krówkę, złąp oddech.
    Spokojnie.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Te blizny pod kolanami za co? Hmm ciekawe miejsce jak na rany po nożu... uciekała?
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut, hola-hola. Fragment, który przytaczasz jest z jego perspektywy, więc blizna pod kolanem jest jego.
    Ten tekst (1) jest połączony z tekstami
    W balecie zimowych noży (3)
    oraz
    W balecie zimowych noży: Czasy łotrów... (2)

    W nawiasie kolejność czytania
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Canulas no to lipa bo mi się tu coś "obcego" zrodziło w głowie :) buu nie połącze:(
    O i tu ładnie:"Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca. O zakrwawionych dłoniach oraz białych zębach."
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - ano wiesz co, mam własnie chęć opisać - przeinaczyć, ugnić na noirową modłę basnie, bajki czy cuś.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    W każdym bądź razie zaintrygowało mnie miejsce tej blizny i jej historia. Skąd jak i dlaczego tam...
  • TrzeciaRano 2 tygodnie temu
    kalaallisut albo w każdym razie, albo bądź co bądź
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Brudne Bajki Canulasena
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - znacz, to nie tak, ale faktycznie, zapis sugeruje, ze tak. Być moze usprawnię. Są tam opisane dwie rany.
    Blizna pod kolanem, to jedno.
    A cięcie po nożu co innego (i w innnym miejscu)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    TrzeciaRano , o proszę. Nie wiedziałem o tym. Ciekawe.
    Tak samo jak z " co rusz", zawsze pisałem "co i rusz"
    Albo: zdawał się być - "być" jest błędne.
    Dużo niuansów.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    TrzeciaRano Słusznie
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut, no taaa. Jakoś tak.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Wydawało mi się, że potocznie jest akceptowana ta forma. Jednak nie.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Hm... to:„znowu roisz sobie nadzieję, że monotonia codzienności, ....że, cały ten mechanizm w końcu trafi szlag. Marzysz o tym, że ktoś otworzy drzwiczki i cię uwolni. Co ci po świecie, skoro wszystkie ważne rzeczy dzieją się tak daleko? Boże, może jutro coś się zepsuje, skończy, zmieni." - tu jest sedno chyba i łączy się z końcówką, która wszystko spina. I teraz czy rzeczywiście coś zrobili i spierdolili, by się uwolnić z monotonii, czy to jakieś omamy po stracie kogoś? A jeśli nawet coś zrobił, że wyrwało to z monotonii, to popadł w kolejną, musiał znowu uciekać, hmm znowu mamy zapętlenie, brak wyjście z sytuacji.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - brak wyjścia z sytuacji, to ciekawa puenta
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Jeszcze tak skojarzenia uliczne, życia ludzi z ulicy, czy tych żyjących w mroku, może w brudzie życiowym?złe wybory kolejne złe pociągają... Jest też tam haj/urajanie...szwedanie z kąta w kąt. A że akurat siedzę w dziewczynie szamana to skojarzeniowo podsumuje tak: tutaj nikt nie zazna spokoju, nikt nie zazna snu, nikt nie posłucha waszych słów... No to ciało.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Ciao;)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - haha, ciao.
    Dzięki kall za wszystko. Lubię te Twoje komentarzew plastrach. Takie "rozkminki z mięsnego". Pani da 25gram Kall, cienko pokroić proszę, max co dwa zdania.
    Nie rezygnuj z tego.
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Canulas Taaa robię to tylko wtedy jak jest mnóstwo towaru w sklepie, kolejka za ladą dość spora, z tyłu popychają cię a w torebce dzwoni telefon. Lub gdy coś mnie pruszy jak żółte ufoludki. Jak kupie komputer lub reanimuje stary, na razie nie ma sensu i mam ważniejsze wydatki.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - nie rezygnuj ;)
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. - :D Extra... Teraz mam już bata więc przepraszam lecę po tekście...
  • kalaallisut 2 tygodnie temu
    Deus...furia pięknie :) Ritha wyssała mój czas, tutaj też trzeba sklejać , chyba jeszcze nie wszystko rozumiem, albo mam liche połączenia neuronów. To trzeba na spokojnie jeszcze raz. Teraz uciekam i pozdrawiam
  • Canulas 2 tygodnie temu
    kalaallisut - Tobie odpisze jak już dobniesz do kuńca, oo
  • Elorence 2 tygodnie temu
    "I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.
    Pierwszy raz zabili osiem dni później." - <3

    "Istnieje zet jak Zorro i zet jak zajebiście." - ładne.

    "Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu." - och.

    "Czy wiesz, że codziennie umierasz?
    Czy wiesz, że tam, gdzie stoisz, to jest świata środek?
    Czy wiesz, że bez ciebie rozpocznie się ranek?
    Czy wiesz, że jesteś tylko odbijanym światłem?" - ładne.

    A teraz treść (komentarz pisany na raty, więc może być chaos). Bardzo fajna kreacja tej chudej dziewczyny. Taka buntowniczka, chociaż wygląd jakoś nie koniecznie współgra z charakterem. Znów chęć mordu, ale naznaczona jakąś psychopatyczną odmianą miłości. Dla mnie cholernie na plus, bo ostatnio wpadłam w wir czytania romansów, więc tutaj oczywiście pozwoliłam sobie momentami na nadinterpretację.
    Bardzo dużo różnych emocji. Typowy Ty wyczuwalny między wierszami.
    I chyba pierwszy raz dostrzegam realizm w Twoim tekście, taki namacalny. Ta historia mogłaby się wydarzyć. I chociaż można to uznać za komplement dla tekstu, to jeśli chodzi o rzeczywistość... przerażające.
    Jestem na tak, chociaż masz perełki w swoich zbiorach, które potrafiły złapać mnie za serce i mocno ścisnąć. Sam wiesz :)

    Inspiracja, totalnie nie moje klimaty, ale jak dołożyłam darcie mordy (taa, mam ostatnią fazę, a tu wpisało się idealnie) to wszystko plusuje jeszcze bardziej.
    Na pewno mi się podoba i na pewno jest zajebiste,
    Tyle. Wybacz za nieogarnięty komentarz, ale wczoraj syn się obudził... a gdybym może napisała w emocjach, byłoby lepiej :)

    Pozdrawiam, Can!
  • Canulas 2 tygodnie temu
    "Bardzo dużo różnych emocji. Typowy Ty wyczuwalny między wierszami." - ha - znalazłaś mnie, we mnie. Git

    "chyba pierwszy raz dostrzegam realizm w Twoim tekście, taki namacalny. Ta historia mogłaby się wydarzyć. I chociaż można to uznać za komplement dla tekstu, to jeśli chodzi o rzeczywistość... przerażające." - oj, to jest komplement dla tekstu.

    Dzięki piękne, Elołapki. Ja wiem, że Ty wrażliwa, ale jeśli chcesz pisać, trzeba się nurzać we wszystkim ;)
    Pozdrawiam również.
  • Elorence 2 tygodnie temu
    Can, czasami ciężko odnaleźć rękę autora w jego własnym tekście :) Rozumiem wychodzenie poza własną przestrzeń, ale w granicach rozsądku.

    Ta, nurzać się we wszystkim. Oczywiście, że tak :D
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Nie ma granic żadnych, Elołapku. Nie ma granic ;)
  • Enchanteuse 2 tygodnie temu
    No dobrze.
    Jestem.
    I nadal nie wiem, co napisać.

    Wybacz mi, Can.
    Powiem tylko, że jak zwykle jestem pod wrażeniem. Po prostu roztrzaskała mnie na kawałki relacja głównych bohaterów, oparta tylko na silnej fascynacji, a wktórej nie ma czułości.
    Nie powinnam odbierać tego tak silnie. Ale odbieram.

    Poza tym odnajduję wspólny mianownik pozostałych noirów, są starannie oszlifowane zdania, jest oczarowanie śmiercią i jest para, która tańczy wspólnie na ostrzu noża.
    Jest pięknie. Pięć dałam juz rano.
    Pisz. Nie przestawaj.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Nie ma co wybaczać. Trochę racji masz. Oszlifowane zdania... no, gdzieniegdzie coś tam przystrzygłem, ale są też momenty żywiołowości.
    Super, że siadło, Ench.
    Dziena.
  • inkarnacja ponad tydzień temu
    Większości, jak widzę, bardzo się podobało, dla mnie jednak taki trochę średni ten tekst. Na pewno plus za bohaterów – jak to u Ciebie wyszło odpowiednio zadziornie, humorzasto, ale i ujmująco. Barw dodawały im klasyczne, klimatyczne wstawki. Super.
    Zaczyna się też ciekawie, chociaż… później to zainteresowanie transmutowało w coś w rodzaju znużenia.
    Wątek fascynacji na plus. Taki smaczek w Twoim najlepszym stylu.
    Ale końcówka? Sprowadziłeś wszystko do wabika niczym u rybki głębinowej.
    Za to warsztatowo jak zawsze bardzo ładnie. Czytało się sprawnie, szybko z przyjemnością. Kończę pozytywnym aspektem z nadzieją, że ociepli to mój malkontencki wizerunek w tym komentarzu i otworzy wrota, by namaszczać głowicą nie/wiernych.

    Tytuł jest genialny.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Znaczy, tekst nie jest trochę do końca tym, czym. Miał być. Wytracił pewien walor, lub go być nawet nie uzyskał.
    Dziękuję za wszystkie pochwały jak i przyjmuje z pokorą wątpliwości. To z całą pewnością jie jest mój najlepszy tekst, ale wiem też, że napisałem kilka gorszych.
    Pozdroxix. Dzięki.
  • nimfetka tydzień temu
    To teraz ja. Będzie lakonicznie.
    Ogunie szacuneczek. To nie może być hop siup z tymi noirami. A, że są akurat brudne to już wiem dlaczego, po przeczytaniu tego tekstu.
    Ona jest szczupła w ogóle? Bo ja właśnie przeciwnie wywnioskowałam. Fajnie też łączysz mowę potoczną z poetyzmem. Np. z tym diabłem i duchem pod ziemią, to sobie zwizualizowałam tego grubszego pana, co czasami występuje w skeczach GF Darwin. Popisałabym się wiedzą i sprawdziła jak się nazywa, ale mój mobilny internet to porażka, a jakimś niewyjaśnionym cudem wchodzi mi opowi (to znak). Ale wracając, stosujesz takie świetne połączenie pomiędzy tym światem artystycznym, a patologicznym, realnym. Bez żadnego patosu.
    I sama historia toksycznej miłości, opisana tymi słowami, które ty stosujesz, Boże, pycha.
  • Canulas tydzień temu
    Te Twoje komentarze, to takie mini kapsułki z endorfiną. Weź mnie coś skomentuj tuż przed tym, kiedy zaczynam pisać. Flow na pewno poszybuje.
    A tak poza tym, pisz, wstawiaj, twórz.
    Strasznie srogi potencjał u Ciebie.
    Pozdrox
  • Wrotycz 5 dni temu
    Wzruszasz, Can.
    Naiwność serc na ostatnim (od góry) szczeblu prostego dobra brudnej rzeczywistości. Łapanie pionu w niezgodzie wobec jej mechanizmów. A podnoszą proste prawdy i rozpoznanie motywatorów.
    Ludyczna inspiracja kapitalnie przełożona na współczesny real bohatera - Wędrowca. Podparcie konstrukcji jego drogi światem baśni. (Czerwony Kapturek oraz Jaś i Małgosia, ale nie tylko). Oswajanie lęków za pomocą dziecięcej wiary w baśniowy happy end, jeśli tylko nie stoimy w miejscu. Zjawa, towarzyszka samotności, każe iść. I on pójdzie z młodszą od niego, jeszcze tak bezkompromisową towarzyszką niedoli, bo:

    " Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca. O zakrwawionych dłoniach oraz białych zębach. Bezgranicznie ufni matematycznemu równaniu, głoszącemu, że nie możesz wstać więcej razy, niż musiałeś upaść. Pędzili tak długo, że w którymś momencie przestali pamiętać, czy są za czymś w pogoni, czy przed czymś w ucieczce. Bo nieraz tak jest.

    Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu."

    Próbą powrotu do czasu bez wątpliwości co jest złem, a co dobrem. Bogatszą o dorosłe doświadczenie, że czynienia zła nie da się uniknąć nawet w najdalszej od niego ucieczce. Grunt to wstać po etycznej porażce i z nadzieją zacząć baletowe preludium, bo lepsza strona świata woła swoim pięknem... ruchu.
    Nie można się bać. Lęk unieruchamia. Bezruch to śmierć.

    Bardzo dobra kompozycja.
    Dwóch narratorów. Ten pierwszoosobowy po to, aby podkreślić swoje zło. Uwiarygodnić.
    Niesamowity styl sytuujący opowiadanie na pograniczu poezji i prozy.
    Żywy, pełen ekspresji język charakteryzujący bohaterów.
    Same plusy, Can.
    Górna półka.
  • Canulas 5 dni temu
    Dobra, chyba na tyle wytrzeźwiałem, że mogę spróbować się odnieść.
    No to próbuję. Hej, przygodo.
    Najpierw jednak mała przypowieść do Twego ostatniego rozbicia banku pod tamtym tekstem związanym z wieloświatami.
    Strasznie mnie rozentuzjazmował (tak na poziomie szóstej łyżeczki kawy) Twój zestaw przemyśleń i podzieliłem się tym entuzjazmem, na gruncie prywatnym. Usłyszałem:
    — Cholera, dobry jest. Trzeba go namówić, żeby rozkodował balety.
    Odparłem na to, że nie wiem, czy bym chciał.
    No wiec to taki off-top sytuacyjny. A serwuję go tutaj dlatego, bo teksty oszyldowane jako "Brudne Noir" mniej więcej w takie połączenia prozy poetyckiej celują. Oczywiście, raz lepiej, cztery razy gorzej, ale celują.
    A do tego w "Baletach" staram się różne tam rzeczy poukrywać, pociachać, poprzemycać i utajnić. Coś tam rozpisuję, niekoniecznie chronologicznie i dlatego ten tekst ma w nawiasie, co ma. Jest napisany teraz, ale chronologicznie balety zaczyna.
    Są jeszcze z tego zakresu dwa teksty "W balecie zimowych noży" oraz "H.L. Hunley", który z racji tego, że zabrakło mi nieco odwagi – Baletem nazwany nie został.
    W innych "njuarach" też tam coś dokładam, cegiełkę lub dwie, ale nie mam z nimi aż takiej więzi, patrząc od-autorsko.
    A pisze o tym w oparciu o założenie, że Ty żeś tamtych baletów nie czytał. Czyli, że ten czytasz pierwszy A jeśli tak jest, to na poziomie dostępnej wiedzy, znów bardzo wiele żeś zobaczył. I to jest nieco fascynujące, bo zmusza mnie trochę do zwiększenia progu kodującego. Do większej staranności w tym, co robię.
    Tak jeszcze dodam, że tekst ma z "njuarów" nieco mniej, że gdzieś, po drodze, przydarzył mi się tu błąd i tekst przez to zelżał.
    No nic. Tak jak raczej nie mam w zwyczaju się przesadnie promować, tak naprawdę bardzo Cię zapraszam pod wszystkie teksty, oszyldowane jako "B.N."
    Dzięki za wizytex.
  • Canulas 5 dni temu
    Canulas, aaaa, o wyłapaniu nawiazań do baśni nawet nie wspominam, bo przy Twoim poziomie rozkodowywania, byłoby to conajmniej niesmaczne ;)
  • 00.00 4 dni temu
    Balety zaliczone. :) Pierwsza połowa wirtuozyjna, druga przyziemna. Równowaga zachowana. :)
  • Canulas 4 dni temu
    No jakoś tak się to przeplata. Chciałem oddzielić mięso od kości, ale mogłem gdzieniegdzie niedogotować.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania