Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cathy – Rozdział 5

Rozdział Piąty

 

Halucynacje

 

1

Cathy wracając autobusem do domu, siedziała przy oknie, będąc pogrążona w myślach. Bez przerwy zastanawiała się, co powiedzieć rodzicom, gdy przyjedzie po nią policja. Czy przyznać się do tego, że była u Margaret tego dnia, kiedy znaleziono ją martwą? Czy może lepiej to przed nimi zataić?

Cathy szybko doszła do wniosku, że jeśli rodzice mają dowiedzieć się o wszystkim od osób trzecich, to z pewnością lepiej byłoby, gdyby dowiedzieli się bezpośrednio od niej.

Obawiała się także reakcji swoich najbliższych, kiedy ci dowiedzą się, że jest podejrzana o zamordowanie swojej byłej wychowawczyni. Doskonale wiedziała, że będzie to dla nich prawdziwy szok. Tym bardziej, że w oczach wszystkich swoich rówieśników, Cathy uchodziła za niemal świętą, zupełnie niezdolną do zrobienia krzywdy komukolwiek.

Całe to rozmyślanie pochłonęło ją tak bardzo, że o mały włos nie ominęła swojego przystanku. Zorientowała się, że jest na miejscu dopiero wtedy, kiedy zobaczyła znajomego, wysiadającego z autobusu. Nie zatrzymała się jednak, by z nim porozmawiać, ponieważ jak najszybciej musiała znaleźć się w domu.

 

2

 

Cathy po dotarciu do domu, zaczęła pospiesznie zaglądać do wszystkich pomieszczeń. Było dopiero południe, lecz obawiała się, że któreś z rodziców mogło wcześniej wrócić z pracy. Gdyby tak się stało, od razu zorientowaliby się, że z ich córką coś jest nie tak. Na całe szczęście dom był całkowicie pusty.

Cathy będąc w pokoju gościnnym, usiadła w fotelu, próbując nieco ochłonąć. Była bowiem niesamowicie roztrzęsiona i z trudem potrafiła łapać oddech. Jej twarz była blada i zlana potem, a źrenice tak strasznie powiększone, ze Cathy wyglądała tak, jakby zażyła narkotyki.

Po jakimś czasie, zaczęła się powoli uspokajać. Oddychała spokojnie i miarowo. Dobrze wiedziała, że jakimś dziwnym trafem miała niesamowite szczęście,. Gdyby teraz któreś z rodziców wróciło do domu i zobaczyło ją w tym stanie, zapewne wszystko by się wydało.

Cathy nie zamierzała przyznawać się do tego, że nieświadomie zabiła swoją byłą wychowawczynię. Właśnie dlatego upozorowała jej samobójstwo, by dzięki temu móc uniknąć odpowiedzialności. Miała świadomość tego, że prędzej czy później ktoś znajdzie zwłoki Margaret w jej mieszkaniu i zawiadomi policję Wiedziała również, że może to nastąpić w każdej chwili, więc czym prędzej musiała wymyślić jakąś bajeczkę, aby w trakcie przesłuchania policja jej uwierzyła.

Cathy zdawała sobie również sprawę, ze wszystko może się wydać i sąd będzie musiał skazać ją na karę więzienia. Co prawda nieumyślne spowodowanie śmierci, to coś zupełnie innego, a niżeli faktyczne zabójstwo. Jednak mimo tego, gdyby wszystko wyszło na jaw, Cathy zapewne zostałaby skazana na co najmniej dziesięć lat pozbawienia wolności.

W pierwszej chwili pomyślała, że gdyby policja rzeczywiście odkryła prawdę, to Cathy, tak samo, jak (teoretycznie) Margaret, mogłaby popełnić samobójstwo. Co prawda traktowała to jako zupełną ostateczność, aczkolwiek zdecydowanie wolała umrzeć, niż trafić do więzienia.

 

3

 

Cathy siedząc w fotelu zdała sobie nagle sprawę, że powinna wziąć prysznic. Była bowiem tak strasznie spocona, że aż cała się lepiła. Pomyślała także, że być może chłodny prysznic, w jakiś sposób będzie w stanie ją uspokoić, tak więc mimo wszystko postanowiła z niego skorzystać.

Szybko podniosła się z fotela i poszła do swojego pokoju po świeże ubranie. Otworzyła szafę, po czym wzięła drugą parę ciemnoniebieskich dżinsów, a także czerwoną koszulę. Kiedy miała już wszystko, co potrzeba, udała się do łazienki, a następnie weszła pod prysznic.

Kiedy chłodny strumień wody zaczął obmywać jej spocone ciało, Cathy poczuła ogromną ulgę. Mimo, że dzień się jeszcze nie skończył, to szczerze mówiąc, miała go serdecznie dość. Wiedziała, że lada chwila może zjawić się u niej policja i będzie musiała złożyć zeznania. Co więcej jej rodzice już niedługo wrócą z pracy, co tylko pogorszy i tak już beznadziejną sytuację.

Cathy doszła do wniosku, że mimo wszystko będzie musiała im powiedzieć, gdzie dziś była. Gdyby to bowiem ukrywała, wówczas rodzice mogliby zacząć coś podejrzewać.

Po wyjściu spod prysznica, Cathy udała się do swojego pokoju, gdzie włożyła na siebie świeżą odzież. Teraz, po zmyciu z siebie wszystkich brudów, czuła się o wiele lepiej. Zamierzała jeszcze wrócić do łazienki, by wysuszyć włosy. Potem pomyślała, że usiądzie w ciszy i zastanowi się, co dalej.

Właśnie miała iść do łazienki, gdy nagle w korytarzu zaczął dzwonić telefon. Sygnał był tak głośny (i niespodziewany zarazem), że Cathy aż podskoczyła na łóżku. Zastanawiała się, kto też może dzwonić o tej porze. W pierwszej chwili pomyślała, że to policja. Na pewno znaleźli ciało Margaret i teraz chcą ją przesłuchać. Szybko jednak uzmysłowiła sobie, że funkcjonariusze zazwyczaj składają wizytę osobiście. Więc kto to może być? Może któryś z rodziców z informacją, że zaraz będzie w domu? Szczerze mówiąc Cathy obawiała się tego, gdyż nie była jeszcze na to zupełnie przygotowana. Gdyby któreś z nich wróciło teraz do domu, to na pewno od razu zauważyłoby jej zdenerwowanie.

Cathy podniosła się z łóżka, po czym ruszyła do korytarza. Gdy już tam dotarła, drżącą ręką podniosła słuchawkę telefonu i odezwała się półszeptem

– Halo?

– Cathy? – spytał delikatny głos w słuchawce. Cathy słysząc go, mimowolnie odetchnęła z ulgą. Dzwoniła jej przyjaciółka Alex.

– Tak, cześć Alex.

Przez moment na lini panowała cisza, aż w końcu Alex spytała:

– Co u ciebie? Nie odzywasz się od dwóch dni.

W pierwszej chwili Cathy pomyślała, aby nie mówić Alex o tym, gdzie dziś była. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że ukrywanie tego przed najlepszą przyjaciółką nie jest zbyt dobrym pomysłem. Tym bardziej, że Alexandra prędzej czy później i tak o wszystkim się dowie.

– Wiesz, byłam dziś u Pani Margaret – powiedziała z wachaniem.

– U naszej byłej wychowawczyni? – zdziwiła się Alex.

– Owszem.

– A w jakim celu?

Cathy raptownie umilkła.

– Cathy, jesteś tam – zapytała Alex.

– Yyy...tak – odpowiedziała Cathy, po czym dodała: – Byłam ją prosić, żeby wycofała oskarżenie.

– Mówisz poważnie?

– Jak najbardziej.

– I co? zgodziła się?

Cathy zamilkła raz jeszcze.

– No powiedz wreszcie! – ponaglała Alex. W jej głosie dało się słyszeć zniecierpliwienie.

– Wiesz, może będzie lepiej, jeżeli opowiem ci wszystko, jak się spotkamy.

Alex westchnęła.

– Może i masz rację – przyznała po chwili milczenia – To raczej nie jest rozmowa na telefon.

– No raczej nie.

W słuchawce ponownie zapanowała cisza, jednak tylko na krótko, gdyż po upływie kilku sekund Alex spytała:

– W takim razie, czy mogę być u ciebie za godzinę?

Cathy nie spodziewała się usłyszeć tego pytania. Prawdę mówiąc nie chciała, żeby ktokolwiek dziś ją odwiedzał. Wiedziała oczywiście, że Alex słysząc jej odmowę, prawdopodobnie się obrazi. Nie miała jednak wyjścia.

– Słuchaj – zaczęła niepewnie – Może przełożymy to na kiedy indziej?

– A to dlaczego?

– Jestem zmęczona podróżą. Chciałabym odpocząć.

Alexandra nie odpowiedziała. Cathy pomyślała, że przyjaciółka obraziła się na nią, lecz po chwili odetchnęła z ulgą, słysząc spokój w jej głosie:

– Może to i lepiej. I tak większość dnia zamierzałam spędzić dzisiaj z Timothym.

– Rozumiem.

– No to na razie. Odezwę się później.

– Ok, to pa – odmruknęła Cathy, a potem odłożyła słuchawkę.

 

4

 

Cathy jeszcze przez moment stała nieruchomo, wpatrując się pustym wzrokiem w aparat telefoniczny. Zastanawiała się jak zareaguje Alex, kiedy dowie się, że Margaret popełniła samobójstwo, a Cathy była ostatnią osobą, która widziała ją żywą. Czy pomyśli, że to właśnie ona zabiła ją własnoręcznie, a potem upozorowała jej śmierć?

Cathy potrząsnęła energicznie głową, chcąc jak najszybciej wrócić do rzeczywistości. Po chwili przypomniała sobie, że powinna udać się do łazienki, by wysuszyć włosy.

Będąc w środku, spojrzała w lustro i z przerażeniem stwierdziła, że mimo upływu czasu wciąż nie wygląda najlepiej. Jej twarz nadal była blada jak kreda, a źrenice w dalszym ciągu strasznie powiększone. Dobrze wiedziała, że do czternastej pozostało już niewiele czasu. Jeśli nie zdoła się ogarnąć rodzice z pewnością wszystko zauważą.

Chcąc się zatem pospieszyć, Cathy podłączyła suszarkę, leżącą na pralce i zaczęła suszyć sobie nią głowę. Ciepły podmuch wiatru, dobywający się z suszarki energicznie rozwiewał jej długie, lśniące włosy. Cathy będąc pochłonięta ową czynnością, miała szczerą nadzieję, że do powrotu rodziców jakoś zdoła się opanować. Przynajmniej na tyle, by niczego po niej nie zauważyli.

Susząc sobie włosy, niespodziewanie poczuła potworny ból głowy. Tak silny, że upuściła suszarkę na podłogę, po czym jęknęła głośno, łapiąc się oburącz za głowę.

Gdy Cathy wiła się z bólu, nagle ni stąd ni zowąd żarówka w łazience strzeliła z wielkim hukiem i w całym pomieszczeniu zapanowała ogromna ciemność. Cathy słysząc rzeczony huk, z nieukrywanym zdziwieniem uświadomiła sobie, że ból głowy całkowicie ustąpił.

Zapomniawszy o nim zupełnie, zaczęła nerwowo rozglądać się dookoła, nie wiedząc, co się dzieje. Co więcej suszarka, której używała, aby wysuszyć włosy, również przestała działać. Wyglądało to tak, jakby w całym domu wysiadły bezpieczniki i nagle zabrakło prądu.

Cathy niewiele myśląc, wyprostowała się, a potem raz jeszcze spojrzała w lustro w nadziei, że wszystko za chwilę wróci do normy. Niestety tak się nie stało, a to to, co w nim zobaczyła sprawiło, że omal nie dostała zawału.

W lustrze bowiem, zamiast jej własnego odbicia, znajdowała się twarz Margaret. Co więcej wyglądała ona niczym żywcem wyjęta z horroru. Była blada jak papier, na jej ustach malował się przeraźliwy grymas smutku, a z podkrążonych oczu zamiast łez płynęły obficie strużki krwi.

– DLACZEGO MNIE ZABIŁAŚ! – krzyknęła Margaret, a jej głos zanosił się straszliwym echem w głowie Cathy.

Cathy przyglądając się temu, przeraziła się tak bardzo, że wybauszyła oczy i mimowolnie zaczęła się trząść na całym ciele.

– TAK BARDZO CHCIAŁAM ŻYĆ! – warknęła znów Margaret.

Cathy raptownie zdała sobie sprawę, że zaczyna tracić rozum.

– ODPIERDOL SIĘ WRESZCIE ODE MNIE!! – odkrzyknęła, trzymając się oburącz za głowę i miotając jak szalona.

Przeraźliwe odbicie Margaret jednak nie zniknęło.

– WARIATKA! MORDERCZYNI!

Cathy słysząc w głowie przeraźliwy krzyk wychowawczyni, niemalże popadała w obłęd. Głos Margaret z każdą chwilą był bowiem coraz bardziej donośny.

Chcąc jakoś wybrnąć z tej sytuacji, Cathy zacisnęła dłoń w pięść, a potem zamachnęła się i z wielkim impetem uderzyła w lustro. Siła uderzenia była tak duża, że szkło natychmiast potłukło się w drobny mak, a jego odłamki rozsypały się po całej łazience. Szczerze mówiąc tylko cud sprawił, że Cathy się nie pokaleczyła.

Przez chwilę stała, wpatrując się przerażonym wzrokiem w potłuczone lustro. Dyszała ciężko, nie mogąc zebrać myśli. W momencie, kiedy je rozbiła wszystko wróciło do normy: światło w łazience znów świeciło pełnym blaskiem, natomiast suszarka leżąca na podłodze na powrót zaczęła głośno wyć. W zasadzie jedynym aspektem potwierdzającym to, że cokolwiek wewnątrz się zmieniło, były tylko kawałki potłuczonego szkła.

Gdy tylko Cathy uświadomiła sobie, że to wszystko było jedynie wytworem jej wyobraźni, od razu zaczęła nerwowo rozglądać się na wszystkie strony. I choć już wcześniej miewała różnego rodzaju omamy, to jednak wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko było tylko przywidzeniem.

Zaczynam wariować, mruknęła do siebie, a potem pospiesznie wybiegła z łazienki. Usiadła w fotelu i zaczęła się zastanawiać, co dalej począć. Uznała, że to, co przed chwilą jej się przytrafiło, było nie tylko nadzwyczaj realne, ale także strasznie przerażające.

Cathy natychmiast zdała sobie sprawę, że jak najszybciej musi zapanować nad trzęsącym się ciałem. W przeciwnym razie (jeśli ktoś zobaczy ją w tym stanie) będzie miała poważne kłopoty.

Po krótkiej chwili wpadła na pomysł, by zażyć jeden z środków uspokajających, które jej matka trzymała w szufladzie. Były one bowiem jedynym sposobem na to, by Cathy mogła się uspokoić. Wpierw jednak musiała sprzątnąć szkło leżące w łazience.

Powolnie podniosła się z fotela, po czym udała się do kuchni. Otworzyła drzwiczki pod zlewem, a potem wzięła do ręki małą szczotkę wraz z szufelką. Wróciła do łazienki i po chwili zaczęła sprzątać: większe kawałki szkła chwyciła w ręce — uważając przy tym, by się nie pokaleczyć — a potem wyrzuciła je do kubła pod zlewem. Te mniejsze natomiast zmiotła na szufelkę i wrzuciła do kosza stojącego obok natrysku.

Kiedy już skończyła sprzątać szkło, zdjęła ze ściany to, co pozostało z rozbitego lustra. Miała oczywiście świadomość, że rodzice na pewno zapytają ją, co się z nim stało.

Cathy doszła do wniosku, że najrozsądniejszym wyjściem będzie powiedzieć im, że lustro po prostu spadło na podłogę. Tym bardziej, że już od jakiegoś czasu ledwo trzymało się na gwoździu.

Zaniosła rozbite lustro do korytarza, a potem oparła je o ścianę. Później poszła do kuchni, otworzyła jedną z szuflad i wyjęła z niej opakowanie tabletek uspokajających Estazolam. Rozpieczętowała je drżącymi rękoma i ucieszyła się widząc, że większość listków jest pusta. Wiedziała, że dzięki temu rodzice nie zorientują się, że z opakowania ubyła choć jedna tabletka.

Trzymając w ręku opakowanie tabletek, Cathy otworzyła lodówkę, wyjęła karton soku pomarańczowego, a potem nalała sobie połowę szklanki i jednym haustem wlała w siebie jej zawartość, popijając tabletkę, którą wcześniej wyjęła z na wpół opróżnionego listka. Odstawiła pustą szklankę do zlewu, po czym schowała tabletki z powrotem do szuflady. Później raz jeszcze usadowiła się w fotelu i pogrążyła się w myślach.

Zaczęła się zastanawiać, jak dalej potoczą się jej losy. Jeżeli jeszcze dziś znajdą ciało Margaret, zapewne policja złoży jej wizytę, by ją przesłuchać. Cathy miała świadomość, że podczas składania zeznań będzie musiała zachować stoicki spokój. Gdyby choć na chwilę straciła panowanie nad sobą, wszystko z pewnością by się wydało. Wówczas na pewno zamknęliby ją w areszcie śledczym, aż do czasu wyjaśnienia sprawy.

Myślała także o Margaret. Szczerze mówiąc nie miała zamiaru jej zabijać. Chciała jedynie przekonać ją, aby wycofała oskarżenie. Czy jednak śmierć jej byłej wychowawczyni nie była poniekąd spełnieniem jej zamiarów? Przecież jeżeli osoba poszkodowana zmarła, wówczas oskarżenie powinno zostać zniesione.

Po krótkiej chwili Cathy poczuła, jak środek uspokajający zaczyna działać. Zrobiła się bowiem lekko senna, co również pozytywnie wpłynęło na jej stan emocjonalny, ponieważ zaczęła się uspokajać.

 

5

 

Rose wróciła do domu parę minut po czternastej. Kiedy tylko przestąpiła przez próg, od razu spostrzegła lustro oparte o ścianę. Widząc, że jest ono rozbite, natychmiast zaczęła się zastanawiać, czy aby nie stało się nic złego.

Powiesiła torebkę w korytarzu, a potem szybkim krokiem weszła do pokoju

– Cathy! – krzyknęła, rozglądając się dookoła.

Nie doczekawszy się jednak odpowiedzi, czym prędzej otworzyła drzwi od pokoju córki. Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że Cathy śpi na swoim łóżku zwinięta w kłębek. Delikatnie zasunęła więc drzwi, nie chcąc budzić córki, a potem rozsiadła się wygodnie w fotelu.

Rose miała dziś dużo pracy i była wprost padnięta. Jakby tego było mało martwiła się również o Cathy, która (jej zdaniem) ostatnimi czasy zachowywała się dosyć niepokojąco. Oczywiście poniekąd ją rozumiała, ponieważ kiedyś także była w jej wieku i czasami zdarzało jej się wybuchać gniewem. Jednak biorąc pod uwagę, że osobowość Cathy tak diametralnie się zmieniła, Rose miała powód do niepokoju. Postanowiła więc, że gdy tylko Cathy się obudzi, raz jeszcze porozmawia z nią o wszystkim. Doszła do wniosku, że być może jej córka skrywa coś, o czym nie chce rozmawiać w obecności ojca.

 

6

 

Piętnaście minut później, kiedy Rose miała właśnie przygotowywać obiad, Cathy nagle się obudziła.

– Cześć mamo – mruknęła cicho, wchodząc do kuchni.

Prawdę mówiąc, była jeszcze trochę zamroczona, po zażyciu tabletki uspokajającej. Rose natomiast, z racji tego, że odpłynęła myślami, usłyszawszy głos córki wzdrygnęła się.

– Nie strasz mnie dziecko.

– Wybacz mamo, nie chciałam.

Rose odwróciła się w stronę córki. Zobaczywszy jej bladą twarz i podkrążone oczy zrobiła przerażoną minę:

– Dobrze się czujesz? Nie najlepiej wyglądasz.

– Tak mamo, nic mi nie jest.

– Na pewno?

– Tak. Nie martw się.

Rose milczała przez chwilę, po czym oznajmiła:

– No dobrze, ale myślę, że mimo wszystko powinnyśmy porozmawiać.

Cathy słysząc to nagle poczuła jak serce przyspiesza jej tempa. Mimo to nie dała po sobie poznać, że jest zdenerwowana.

– Dobrze – odmruknęła.

Obie przeszły więc do pokoju, a potem usiadły w fotelach naprzeciwko siebie.

– Powiedz mi – zaczęła delikatnie Rose – Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?

Cathy nie odpowiedziała. Zamiast tego zaczęła wodzić wzrokiem po całym pokoju.

– Martwię się o ciebie dziecko – przyznała z niepokojem Rose.

– Nie musisz. Wszystko jest w porządku – odezwała się w końcu Cathy.

Rose mimo to nie potrafiła jej uwierzyć. Gdyby wszystko było tak jak należy, jej córka zachowywałaby się tak jak dawniej. Tymczasem wcale nie przypominała już tej Cathy, którą wszyscy znali.

– To w takim razie może powiesz mi mi, co się stało z lustrem w łazience? – zapytała, zmieniając temat.

Cathy zrobiła zmieszaną minę.

– No tak, lustro – rzuciła nieco zaskoczona. Milczała przez chwilę, po czym odpowiedziała: – Widocznie spadło, kiedy nie było mnie w domu.

– A gdzie byłaś?

Cathy znów się nie odzywała.

– Powiesz mi? – naciskała Rose.

– Mamo. To nie jest dla mnie takie proste.

– Powiedz. Jestem twoją matką, zrozumiem.

Co do tego, Cathy nie miała oczywiście żadnych wątpliwości. Rodzice od zawsze byli wobec niej bardzo wyrozumiali.

– W porządku – rzekła. Poprawiła się w fotelu i oznajmiła: – Byłam dziś w domu u pani Margaret Morris.

Rose zrobiła zdziwioną minę.

– U twojej byłej wychowawczyni? Po co?

Cathy westchnęła ciężko, po czym odparła półszeptem:

– Byłam ją prosić, aby wycofała oskarżenie.

Rose mimowolnie się zdenerwowała. Nie dość, że jej córka miała już sporo nieprzyjemności, to najwidoczniej chciała mieć ich jeszcze więcej.

– Dlaczego to zrobiłaś? Mało ci problemów?

– Mamo. Chciałam tylko...

– Nie ważne, co chciałaś! Powinnaś była wpierw skonsultować to ze mną!

– Masz rację, ale...

– Postąpiłaś bardzo nierozsądnie!

Cathy milczała, spuściwszy głowę. Dobrze wiedziała, że kiedy matka się złości, to lepiej nie wchodzić jej w słowo.

Gdy Rose już się opanowała, zapytała nieco spokojniej:

– Czy pani Morris zgodziła się wycofać oskarżenie?

– Ciężko stwierdzić – przyznała Cathy. Uniosła powoli głowę, po czym spojrzała na matkę: – Powiedziała, że wszystko sobie przemyśli. Przez moment w pokoju panowała cisza, aż nagle z oczu Cathy popłynęły łzy.

– Mamo, pomóż mi. Nie chcę mieć kuratora.

Rose słysząc płacz córki, niemalże sama poczuła na sobie jej cierpienie. A że była osobą mającą w sobie dużo empatii, toteż zrobiło się jej żal Cathy.

– Nie płacz kochanie. Jeżeli pani Margaret nie zechce wycofać oskarżenia, to sama osobiście z nią porozmawiam i może uda mi się ją przekonać.

Cathy słysząc to uśmiechnęła się lekko. Otarła łzy wierzchem dłoni i odrzekła:

– Dziękuję mamo. Kochana jesteś.

– Ale to nie wszystko – dodała nagle Rose.

Cathy spojrzała na nią pytająco.

– Musisz obiecać, że zmienisz swoje dotychczasowe postępowanie.

Cathy skinęła głową.

– Dobrze mamo, obiecuję.

Kiedy Rose zamierzała jeszcze coś dodać, Cathy niespodziewanie podniosła się z fotela, a potem podeszła do niej i przytuliła się.

– Tak bardzo cię kocham, mamo.

– Ja ciebie też skarbie – odpowiedziała Rose gładząc córkę po włosach.

Cathy będąc w ramionach matki, poczuła bijącą od niej niesamowitą miłość i po chwili raz jeszcze wybuchła donośnym płaczem...

Następne częściCathy – Rozdział 6  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Hm, przeczytałam wszystkie części, ale jednak nie przemówiła historia do mnie. Mimo wszystko pochwalam sposób zapisów i uchwycenie amerykańskiej mentalności, gdzie taka wpadka z miesiączką na koniec zakończenia szkoły faktycznie dla nastolatki, szczególnie z USA, byłaby katastrofą i traumą doprowadzającą do obłędu. :) No i ta nauczycielka. Nie rozumiesz nic, ale ja wiem najlepiej, bo znam cierpienie i tylko to, co ja czuję, się liczy - niestety większość Amerykanów (i nie tylko niestety) ma takie podejście. Bardzo toksyczne, przez co często wiele razy źle mi się rozmawiało z klientami z USA...
    Mimo to pozdrawiam i życzę weny! Chciałam mimo wszystko napisać komentarz, byś wiedział/wiedziała (wybacz, nie wiem jakiej jesteś płci ^^) że ktoś zajrzał i przeczytał. c:
  • Kamiś ponad tydzień temu
    Wielkie dzięki za ciekawy komentarz :) Co do mojej płci, to jestem mężczyzną. Fakt, historia nie każdemu może przypaść do gustu. Z jednej strony jest to opowieść dla nastolatków (główna bohaterka ma wszak naście lat), a z drugiej bardziej dla dorosłych, gdyż dzieją się w niej dość przerażające rzeczy. Co do miejsca w którym dzieje się akcja — uwielbiam język Angielski i kulturę Wielkiej Brytanii. Dlatego wszystkie moje opowiadania dzieją się w Londynie.
    Kolejne części będą oczywiście dalej się pojawiać, więc jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam do lektury :)
    Pozdrawiam.
  • Clariosis ponad tydzień temu
    Kamiś To Wielka Brytania? Huh, to ta Floryda musiała mnie w błąd wprowadzić, bo nie było powiedziane, dokąd bohaterowie wracają, tylko skąd. A że jeszcze to kilka godzin zabrało, wszak USA rozległe jest. ;) No i te przesłuchanie na policji bardzo w amerykańskim stylu, więc pewnie stąd. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania