Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cerber cz. 6

Lori zastygła w bezruchu, mimo że mężczyzna dalej rozpychał jej pochwę długimi palcami. Krew kapała gęstą strużką po udach. Zbyt cienką, by pomyśleć, że dziewczyna wcześniej była cnotką i zbyt dużą, by zignorować ból wymalowany na twarzy.

— Ciepła noc, prawda? — Chuderlawy gość wyszczerzył zęby, robiąc pauzę pomiędzy świńskimi jękami. Z ust ciekła ślina.

— Zdecydowanie gorąca, mhmmm — powtórzył.

Przyjrzałem się uważnie jego sylwetce. Dwa błyszczące noże w tylnej kieszeni, wykrzywiona szczęka i silne, jak na kolejne wcielenie Aemana ręce. Tak naprawdę szanse pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

Podszedłem. Nie wykonał żadnego konkretnego ruchu.

— Chcesz, żeby cię bardziej zakręciło? — wycharczałem, plując pod siebie. — Obróć ją. Spraw, żeby patrzyła na kamienie, kiedy wejdziesz w tyłek. Niedawno usypała grób matki, a ty tak łapczywie nas podglądałeś, więc pewne, że właśnie to cię jara.

Wzwód mężczyzny świadczył o tym, że ma ochotę na więcej. Ciało trzęsło się w niekontrolowany sposób. Dziewczyna zaś otworzyła oczy szerzej, a zdumienie i niedowierzanie nabierało niemal namacalny kształt. Wiedziałem, że chce krzyknąć, ale oprócz spazmatycznego pomrukiwania, mało co mogło się przebić przez barierę mojego spojrzenia. Nie mogła nic zrobić – nic poza zamknięciem oczu i pragnieniem szybkiego końca.

— Myślałem, że to twoja siksa — zarechotał i na moment wyjął lepkie palce, zanurzone jeszcze przed momentem między udami. — Ale skoro nie, to możesz popatrzeć. — Oblizał dłoń.

Słychać było jedynie pisk wygłodniałych szczurów i zawodzenie psów.

— Pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć, czego nie lubi.

— Gówno mnie to interesuje. Miałem taki plan już wcześniej. Nic nowego nie odkryłeś. — Chwycił się wymownie za krocze i spojrzał pożądliwie na chude pośladki. W ustach gryzł niedopałek papierosa. Staliśmy już bardzo blisko siebie. Oparłem się o kamienie i założyłem ręce.

— Tylko wolno — szepnąłem. — Bo zaraz będzie po zabawie.

— Zamknij się. Pozwoliłem ci popatrzeć, ale stul dziub.

— Powoli i ostrożnie — powtórzyłem, akcentując ostatnie słowo. — Naprawdę...

— Zasznuruj gębę, bo zaraz sam będziesz klęczał! — Robił się co raz bardziej nerwowy. Szanse pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Wytarł paluchy w spodnie i szybkim ruchem obrócił Lori na brzuch, przytrzymując głowę. Dziewczyna nie drgnęła. Oddychała głęboko, korzystając z chwili spokoju. On zaś nerwowo patrzył to na mnie, to na zapięte ciasno spodnie.

– Nie śpiesz się. — Trzecia próba poinstruowania sprawiła, że mimowolnie napiął mięśnie. Gesty stały się szybsze i bardziej nerwowe.

— A kiecka? Goła małolata będzie bardziej apetyczna.

Znów podzielił spojrzenia pomiędzy Lori, a mnie. Szanse wzrastały z każdą chwilą zawahania. W końcu skierował uwagę na coś innego.

— Sukienka zostaje. Za to ty rozpinasz spodnie. Klękaj, skoroś taki chętny do pomagania.

Wyszczerzyłem usta w radosnym uśmiechu.

— Na to właśnie czekałem. — Kucnąłem koło nogawek. Ręce powędrowały na łydki, a chwilę później na biodra.

— Rozepnij pieprzony guzik. Zębami! — wysyczał.

Zbliżyłem twarz. Facet śmierdział rynsztokiem. Oddech miał przśpieszony, krótki i poszarpany. Wykorzystałem moment, kiedy chudzielec uniósł rękę, by złapać mnie za włosy i uderzyłem go głową między krocze. Szybki ruch dłoni sprawił, że miałem już w garści oba noże. Proste. Kiedy on zwijał się w chwilowym bólu, wcisnąłem ostrze w łydkę i przejechałem po świeżej ranie. Raz, drugi. Przez moment śmiesznie skakał, jak dziewczynka, która dopiero co nauczyła się gry w klasy, ale w końcu upadł.

— To rozpinamy te spodnie? — Nachyliłem się. Lori doskoczyła do mnie. Wciąż drżała, a uda znaczyły otarcia i krwawe linie.

Wrzasnął, rzucając na oślep kamieniami.

— Daj, pomogę ci. Też chciałbym poczuć jaka ta noc jest ciepła.

— Spieprzaj dziwkarzu!

Rzuciłem nóż w kierunku Lori. Chwilę później jego ostrze wwiercało się w klatkę chuderlaka. Nie czułem nic, oprócz konieczności. Żadnej winy i żadnego współczucia, nawet wtedy, gdy drugi przedmiot utkwił między gorącymi, jeszcze przed momentem jądrami mężczyzny.

— Tak. Zdecydowanie jest gorąca. Jak twoje bebechy za moment — zmałpowałem jego świński jęk sprzed kilkunastu minut i docisnąłem głębiej.

Kiedy tracił przytomność, dławiąc się niedopałkiem, byłem szczęśliwy niczym szczeniak.

— Stan... — wychrypiała przerażona siedemnastolatka, ściskając mnie za ramię, by chwilę później uderzyć z pięści w twarz. — Dlaczego poszedłeś?

— Nie jesteśmy związani żadnym paktem, poza tym mówiłem, żebyś trzymała się blisko. Uratowałem twój tyłek. Dosłownie. Możesz iść?

— Chyba.

— Możesz? — Potrzebowałem wyraźniejszego potwierdzenia.

— Tak.

Wyjąłem oba noże i wytarłem o spodnie. Lori nadal stała, wpatrując się w mężczyznę. Pomyślałem o aucie i kocu z zawiniętymi rzeczami, jak o czymś co jest jedyną szansą na poprawę sytuacji.

Wyszedłem. Miałem wrażenie, że za murami widzę cienie: duże i wysokie niczym repliki bloków. Sowa uderzyła o wrak okna, zakleszczając się między wystającymi odłamkami szyby. Szczury nadal popiskiwały, a moje oczy robiły się co raz bardziej ciężkie.

— Idziesz? — zawołałem.

Dziewczyna sunęła wolno, trzymając w dłoniach metalowe pudełko. Tym razem było pełne papierosów.

— Okradłaś trupa?

— A ty nie? — Zapaliła i kucnęła przed domem. Wydobytym spod kamieni papierem wytarła uda, a twarz przeszył grymas bólu. Zrobiłem kilka kroków w stronę auta, ale wydało mi się, że Lori mruczy pod nosem słowa podziękowania.

Choć może tylko mi się wydawało.

Szła za mną, a jej kroki tłumił oddech zatęchłego miasta.

— Nie dam rady — zachrypiała, a ja zanim perspektywa ponownego wycia wdarła się między puste ulice, uniosłem jej słabe ciało. Przylgnęła do mnie tak samo, jak Duży Rob do dziury pod mostem. Jakbym był jedyną szansą na przetrwanie. Sęk w tym, że myślałem co raz mniej racjonalnie, a widmo szansy zależało od sprawności samochodu i tego, co tkwiło w pozornie pustych oknach.

— Jeśli nam się poszczęści, spróbujemy dotrzeć poza miasto. Jeśli nie, mamy przynajmniej chwilowy nocleg. I trochę żarcia. Głodna?

Nie odpowiedziała. Nawet pomruk nie odbił się od ust. Minęliśmy kolejne ciała, ze sterczacymi w żebraczym geście rękami, pękate szczury i całe mnóstwo ścierwa, imitującego niegdysiejszy krajobraz. Skóro–kostni ludzie zaczynali rozpływać się przed oczami. Mrugałem nerwowo, byleby tylko nie zasnąć, byleby dotrzeć do ukrytego jedzenia. Czerń przyprawiona gwiazdami zlewała się w jedno. Twarze wyglądały zza zaułków. Były tu wcześniej?

Zaczęło padać. Biegłem, ściskając Lori najmocniej jak potrafiłem i niemal słyszałem ukryte puszki obijające się o siebie.

Auto było w zasięgu wzroku. Wybiłem szybę, nie myśląc o tym, że mógłbym otworzyć drzwi zupełnie inaczej. Kluczyki tkwiły w stacyjce.

— Ktoś tam leży. — Dziewczyna otworzyła powieki i wskazała na bagażnik. Z tyłu, obrysowany strużką krwi materializował się jakiś kształt. Wielgachny, czarny pies, pogrążony w cichym cierpieniu łypał na nas okiem. Obok leżał drugi, zlizywał jego krew, jakby opatrywał niedawne rany.

W mroku, cień pierwszego wyglądał niczym wyrwany wprost z mitycznego świata. Jak cerber.

— Rob. Duży Rob — szepnąłem i pogłaskałem oba kundle.

Lori weszła do auta i odpaliła silnik.

Dwie pokiereszowane nadzieje znów podnosiły się z kolan. Dwoje ludzi, zamienionych w kiepskie żarty, rzucone pośród wszechobecnej beznadziei,

czuły nadchodzące wybawienie.

— Chyba ktoś mi wyżarł trochę duszy. — Spojrzała spod ciemnych rzęs. — Myślę, że gdybym nie siedziała z wami w tamtej dziurze, tylko została w domu i pilnowała matki, to przeżyłaby.

Nadal głaskałem zwierzę.

— Ten dzień jest taki, kurwa, brudny — kontynuowała. — Chciałabym, żeby miał chociaż pozór czystości. Ale wiesz co mi się wydaje, Stan?

Uniosłem głowę.

— Tu już wszyscy mają paskudne dusze. I będzie jeszcze gorzej. Są tacy, którzy karmią się chaosem.

Udałem, że rozumiem.

— Myślisz, że to coś pojedzie?

— Jeśli nie zacznie bardziej padać, a ty przejdziesz szybki kurs nauki jazdy.

— Przecież umiesz...

— Nigdy nie jeździłem po zmierzchu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak ponad tydzień temu
    Chyba ktoś mi wyżarł trochę duszy - niezłe.

    Przyznam, że nie rozumiem wątku z majtkami.
    Nastolatka, chyba z dpbreygo domu, nie prostytutka, szlaja się z gołą dupą po mieście. Facet, który z nią się szlaja nic sobie nie robi widząc, że dziewczyna nie ma majtek. Nie czuje podniecenia. Ale zagrożenia też nie czuje.

    Nie bardzo mi się to widzi.
  • jolka_ka ponad tydzień temu
    Z gołą nie. Miała rajstopy, gdzieś tam w pierwszych częściach wspomniane ;) A czy nie czuje podniecenia? O tym też była wzmianka. W każdym razie dziękuję :)
  • Aisak ponad tydzień temu
    Sorry, ale nie lubię takich strasznych akcji.
    Czytałam Okropnego i przestałam, bo to było ponads moje siły.

    Wiem, że miała rajstopy. Były mokre, więc je zdjęła. Dlaczego nie szukała zastępczego ubrania.
    Żadna kobieta, żadna, nie chciałaby chodzić, brodzić bez majtek.
    Chyba, że upośledzona.
    Ubranie, to zbroja.

    Dlatego jest to dla mnie niezrozumiałe.
  • jolka_ka ponad tydzień temu
    Aisak Hmm, postawiłam raczej na inne pobudki, niż szukanie majtek. Głód, szukanie ratunku w aucie Stana, rodzice. Znaczy może faktycznie to wątek do naprawy, ale nie wiem czy akurat bielizna dałaby jej jakąkolwiek ochronę i czy takiej by potrzebowała, jeśli nie nosiła. Choć może masz rację, że to jak zbroja i powinno pójść na równi z innymi poszukiwaniami. Pomyślę nad tym, ale dopiero jak będę poprawiać od początku poszczególne części. Dziękuje za zwrócenie uwagi.
  • Canulas ponad tydzień temu
    "— Idziesz? — Zawołałem." - ups

    "Im dalej, im bardziej w ciemność." - tego nie rozumiem.

    Noże to wiadomo, mój świat. Fajna akcja. Ciekawa.
    Wdało się też trochę poetyki i cieszę się, że z tego nie rezygnujesz. Widzę ciemność, brud, beznadzieję. Wszystko opisane sugestywnie.
    Dobra cześć
  • jolka_ka ponad tydzień temu
    Zaraz zmienię na małą. Dzięki, pozdrawiam
  • betti ponad tydzień temu
    Przeczytałam wszystkie rozdziały, fajna akcja, wartka, nie ma przynudzeń i to trzyma przy lekturze. Nie wiem dlaczego główny bohater skojarzył mi się z Canem, taki trochę jego typ, który mniej więcej wie co zrobić w trudnej albo beznadziejnej sytuacji. No i przede wszystkim podoba mi się to, że można szybko czytać, tekst płynie. Jest spójny, logiczny, ubogacony metaforą.

    Pozdrawiam.
  • jolka_ka ponad tydzień temu
    Ja też nie wiem :D No ale co czytelnik zobaczył, to jego. Dzięki za odwiedziny :)
  • nimfetka tydzień temu
    Przypłynęłam. Robi się słodko. Jeżeli mozna określić cokolwiek słodkim w tak ponurym i przygnębiającym świecie. No, ale liczę podswiadomie na jakiś mały romansik między bohaterami, co ja na to poraaaaadzę.
    Uwielbiam opisy tej brzydoty, tu wrona wpadnie we szkło, tu truposze leżą na pobaczach ulic. Dobrze utrzymany klimat.
  • jolka_ka tydzień temu
    Dzięki ;) No ja też bym liczyła pewnie :d
  • kalaallisut tydzień temu
    To liczymy ;)))
  • jolka_ka tydzień temu
    O proszę. Romansów się chce? :d
  • kalaallisut tydzień temu
    jolka_ka Jolka sama jakiś czas temu uporałam się z dwoma takimi scenami, ale nie wstawiam tego tutaj. Z czysto technicznego punktu i z ciekawości tak chce się :)))
  • jesień2018 2 dni temu
    Jolka, obiecałam sobie, że jak wrócę z wakacji i trochę się odgruzuję, wrócę też do Cerbera - i właśnie przyszedł ten moment. Nadrobiłam wszystkie części. Brzydota i zło tego świata poraża. A zarazem bohaterowie są prawdziwi i bliscy.
    Pozostaję fanką Twojego stylu. I talentu w ogóle:)
    Choć powiem Ci, że doczytam serię do końca i nie zamierzam tu wracać, zbyt okropne to wszystko.
    Bardzo mi się podobała końcówka o duszy i brudnym dniu...
    Pozdrowienia!
  • jolka_ka wczoraj o 16:20
    Dziękuję za przetrwanie i tego ;D Może kiedyś napisze coś lekkiego. Marzy mi się jakiś zwyczajny ckliwy romans ;d

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania