Choinka /Z cyklu: Najważniejsze jest ostatnie zdanie/

Początek grudnia okazał się zaskakująco śnieżny. Już wczesną jesienią, kiedy drogi zamieniły się w jedno wielkie grzęzawisko, trudno było dotrzeć do miasta. Teraz Piotr uświadomił sobie, że jeśli szybko nie zgromadzi zapasów, może wpaść w kłopoty. Mieszkanie na pustkowiu, oddzielone lasem od najbliższych sąsiadów, miało swoje plusy – dla niego bardzo ważne plusy – ale gdy w drugiej połowie roku psuła się pogoda, trzeba było zachować ostrożność.

Nie przepadał za tym. Nie po to wyprowadził się z miasta, żeby zamartwiać się czymkolwiek. A już ostatnią rzeczą, jakiej by sobie życzył, to prosić o pomoc. Zamienił komfortowe mieszkanie na średnio wygodną murowaną chatę, bo męczyły go kontakty z ludźmi. Konwenanse, wymuszone spotkania, udawanie kogoś, kim się nie jest – na odludziu wszystkie te niepotrzebne problemy znikały. Internet pozwalał Piotrowi żyć spokojnie i w zaciszu zarabiać na życie tłumaczeniami. Niechętnie korzystał nawet z telefonu. Wystarczały e-maile, dzięki czemu nikt go niczym nie zaskakiwał. Taka forma kontaktu dawała mu poczucie kontroli i władzy. Mógł odpowiedzieć na wiadomość od razu, zastanowić się, czy jest to w ogóle potrzebne, ewentualnie niezwłocznie wyrzucić maila do kosza i wrócić do własnych zajęć.

Czasami, kiedy zastanawiał się nad swoim sposobem na życie, dopadała go refleksja, dokąd zmierza ludzkość? „Człowiek istota społeczna”, dźwięczał mu w głowie tytuł popularnej książki. Relacje międzyludzkie były jednak dla niego zagadką, dom na uboczu, w którym nigdy nie bywali goście, okazał się wybawieniem.

Najchętniej bywał w lesie. To były kojące i dające radość wyprawy. Co ciekawe, najbardziej lubił zimowe spacery, w ciszy, kiedy nawet ptaki nie marnowały sił na świergotanie, a szanse na spotkanie kogokolwiek malały do zera. Wiosną, latem czy jesienią zdarzało mu się widzieć spacerowiczów albo grzybiarzy, był jednak uważny, dobrze planował swoje wędrówki i utrzymywał bezpieczny dystans. U progu zimy wyzwanie było inne: wycinano choinki. Nieodległa okolica nabierała życia, a po lesie niósł się hałas, gdy kolejne drzewka wyruszały w drogę. Nie zazdrościł im.

Generalnie jednak, zimowy bilans wypadał na plus. Co prawda Piotr musiał gromadzić większe zapasy, za to rzadziej bywał w mieście. Tak było i tym razem, kiedy spadł pierwszy śnieg. Gdy podjechał wyładowaną furgonetką pod dom, pomyślał z ulgą, że do nowego roku nic nie zakłóci jego odosobnienia.

Śniegu przybywało każdej nocy. Widział to wyraźnie, wyglądając co rano, po przebudzeniu, przez okno salonu. Oznaczało to, że trzeba było wcześniej niż zwykle rozejrzeć się za choinką na święta. Nie płacił nikomu za drzewko, i nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Żył w tej okolicy, był jej częścią, komu więc i za co miałby płacić? To prędzej on był tu gospodarzem. Nie uznawał w lesie żadnego prawa, poza naturalnym, czyli w jego rozumieniu takim, które sam akceptował. Do świątecznych choinek podchodził z atencją. Towarzyszki długich zimowych wieczorów... Miał poczucie, że wiele ich łączy. Lubił myśleć o swoim życiu w kategorii harmonii z naturą.

Datę wycięcia drzewka wybierał bardzo starannie, wcześniej śledząc prognozy pogody. Śniegu musiało być na tyle dużo, aby dało się przejechać obciążonymi saniami, ale na tyle mało, aby można było wejść w głąb lasu. Na wycinkę wybierał drugą połowę dnia, ludzie z miasta zazwyczaj kończyli swoją robotę przed południem. Bywało, że wędrował po lesie ponad godzinę, zanim wybrał drzewko. Zależało mu na dorodnym, ale z transportem musiał sobie radzić sam, czasami więc z żalem rezygnował z najpiękniejszych okazów.

W tym roku mu się poszczęściło. Wyjątkowo poszedł na wschód, w stronę miasta, czego zazwyczaj z wiadomych powodów unikał. Choinka, którą znalazł w ciągu niespełna dwóch kwadransów, prezentowała się idealnie. Nie niska i nie za wysoka, za to z gęstymi gałęziami. Rosła na uboczu – dumnie, jak to ocenił. Sprawiała mu przyjemność świadomość, że jeszcze tego dnia dom wzbogaci ciesząca oko zieleń i przyjemny, rzeźwiący zapach.

Wycięcie drzewka okazało się zaskakująco trudne. Nigdy wcześniej nie miał takiego problemu. Musiał się solidnie napracować, zanim choinka skapitulowała. Jakby stawiała opór. A ponieważ wybrał się do lasu po południu, zaskoczył go zmrok. Okolicę znał dobrze, jednak powrót w ciemności nie należał do najprzyjemniejszych. Przyjazny zazwyczaj las sprawiał złowrogie wrażenie, cisza raczej kryła tajemnice, niż uspokajała. Miał nieprzyjemne poczucie, że stał się intruzem. Na szczęście czekał go niedługi marsz z saniami, nie zdążył się nawet porządnie zmęczyć.

W rozświetlonym, ciepłym wnętrzu mógł rozkoszować się smakiem sukcesu. Zabezpieczył drzewko, aby w dobrej kondycji wytrzymało do świąt. Zostało wyrwane z naturalnego środowiska, nie było to więc łatwe, miał jednak swoje sposoby. Najważniejsze była odpowiednia, nie za wysoka temperatura w salonie.

Jak co roku postanowił wstrzymać się ze strojeniem drzewka. Mimo wszystkich swoich nawyków, odrzucanych reguł i zasad, choinkę ubierał dopiero w Wigilię. Zważywszy, że Boże Narodzenie spędzał w pojedynkę (nie lubił słowa „samotnie”), trzymanie się tradycji było czymś, co łączyło go ze wspólnotą. Nawet jeśli robił to podświadomie.

Tego dnia Piotr zasnął z poczuciem, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Poranek upewnił go, że dokonał właściwego wyboru. Choinka trzymała się świetnie, wręcz wyglądało na to, że zmiana otoczenia jej służyła. Wydała mu się jeszcze bardziej dumna, czuł zatem jeszcze większą satysfakcję ze swojej zdobyczy. Uważał, że jest częścią przyrody, dawało mu to nawet poczucie wyższości nad zagubioną ludzkością, ale gdzieś w głębi duszy chciał panować nad naturą. Świąteczna tradycja stwarzała ku temu doskonały pretekst. „Ostateczny sądzie, wziąłem drzewko jak nakazuje tradycja. Przecież powiedziano, czyń sobie ziemię poddaną, tu nie muszę tego przypominać”.

Choinka stanęła blisko środka pokoju. Gdy szedł przygotować sobie coś do jedzenia, musiał uważać na jej ostre igły. Wyobrażał sobie, jaki będzie efekt, gdy przystroi drzewko. Tak, to zdecydowanie będą udane święta.

Kolejne dni upływały Piotrowi na pracy – i podziwianiu choinki. Im dłużej się jej przyglądał, tym większe robiła na nim wrażenie. Była nie tylko częścią lasu, lecz całej przyrody, reprezentantem natury, starszej od człowieka, ale nad którą człowiek sprawował władzę.

Nie licząc wyjść po opał do komórki, Piotr praktycznie przestał wychodzić z domu. Śnieg odciął go od świata. Dni, nie dość, że stawały się coraz krótsze, to jeszcze były pozbawione słońca, w domu nawet w południe panował półmrok. Gałęzie choinki zasłaniały część okna. Miał wrażenie, że coraz większą, co kładł na karb zimowego znużenia i przygnębienia.

Do świąt został ledwie tydzień, gdy uświadomił sobie, że traci rachubę czasu. Stawał się coraz bardziej senny, rozkojarzony, doszło nawet do tego, że kilka razy pokaleczył się w drodze do kuchni o igły, stające na jego drodze. Drzewko trzymało się dobrze, w końcu zadbał o to, aby się czuło jak u siebie. Kilka razy próbował sobie wyobrazić, jak wygląda puste miejsce pozostawione po nim w lesie, ale odpędzał od siebie tak infantylne myśli. Było, nie ma – nad czym się zastanawiać?

Zaspy, które widział przez okno, skutecznie zniechęcały do jakiejkolwiek aktywności. Piotr wstawał późno i aż do wieczora snuł się po domu, od czasu do czasu ucinając sobie drzemki. Skrzynki mailowej nie sprawdzał, dzięki czemu mógł tkwić w błogiej nieświadomości, że nikt niczego od niego nie chce, nikt nie ma o nic pretensji i może robić tylko to, na co ma ochotę. Marazm musiał stępiać uwagę, bo właściwie każda wyprawa do kuchni kończyła się zadrapaniami, tak jakby igły coraz bardziej zdecydowanie stawały na drodze Piotra. Część zapasów postanowił zatem przenieść do salonu, w którym również sypiał. Złożył je na podłodze, ograniczając do minimum ogrzewanie.

Powoli tracił poczucie czasu. Zapach choinki nie wydawał mu się już rzeźwiący, raczej mdły, co tylko potęgowało senność.

Wreszcie zamiast zielonego towarzysza, Piotr dostrzegł w choince ponurego obcego. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło, poza kontaktami z ludźmi.

Choć nie były to jego pierwsze samotne święta, zaczął nim targać niepokój. Brakowało mu otwartej przestrzeni, spacerów, nawet zakupów w mieście. Może oszukiwał sam siebie? Może te nieuniknione wyprawy pozwalały cieszyć się, że obywa się bez kontaktów z ludźmi, bo tak naprawdę je utrzymywał? Czego właściwie był częścią? Ludzkości? Przyrody? Lasu, w który ingerował?

Salon wydawał mu się coraz mniejszy. Trudno było przejść kilka kroków, aby nie natknąć się na kłujące igły. Zaczął czuć się jak niewolnik w więzieniu, które sam stworzył. Dotknęło go też uczucie wcześniej mu obce: samotność. Choinka już przed tym nie chroniła.

W swoim życiu Piotr, niezależnie od przeciwności, zawsze był jednak gotowy działać. Po kolejnym przebudzeniu wiedział, co powinien zrobić. Bez względu na biały kataklizm na dworze, musi wyruszyć do miasta. Natychmiast.

Drogę do wyjścia zagradzały gałęzie (miał wrażenie, że gości cały las), ale mógł spróbować dotrzeć do okna, było bliżej. Mozolnie, nie zwracając uwagi na igły kłujące w twarz, Piotr przedzierał się w stronę niewyraźnego światła. Stawało się to coraz trudniejsze, wreszcie dotknął twarzą chłodnej szyby. Poczuł ulgę. Trwała tak długo, aż uświadomił sobie, że splątane gałęzie choinki nie pozwalają mu wykonać żadnego ruchu.

***

Tatusiu, tatusiu! Weźmy tę choinkę! Zobacz jaka jest wysoka, jakie ma gęste gałęzie. Nigdy takiej nie widziałam...

Tu z boku wisi na niej bombka, w kształcie domku. Ciekawe, skąd się wzięła? W okienku jest nawet namalowany jakiś pan!

Ojej, wygląda jakby krzyczał...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • droga_we_mgle 4 miesiące temu
    Ciekawy pomysł i dobrze zrealizowany. Jest i wprowadzenie w klimat, i stopniowo budowane napięcie, mniej więcej od połowy czułam lekki niepokój przy czytaniu. Podobało mi się.
    Całe szczęście, że u mnie stoi sztuczna choinka ;-)
    Pozdrawiam.
  • Ekonomista 4 miesiące temu
    Dziękuję i pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania